Czy można umrzeć z przejedzenia? Okazuje się, że jak najbardziej, by przypomnieć choćby „Wielkie żarcie” – szokujący film Marco Ferreriego z 1973 r. o czwórce przyjaciół, którzy postanawiają skończyć ze sobą i umrzeć z przejedzenia. Albo „Siedem”, w którym ofiarą mordercy staje się otyły człowiek, torturowany przymuszaniem do jedzenia bez końca. Historia z kolei wspomina przypadki śmiertelnych konsekwencji obżarstwa polskich władców.

Ostatnia wieczerza Mieszka II, zwanego (nomen omen) Otyłym, składała się z piętnastu kurczaków i morza wina. Podobny los spotkał księcia legnickiego Bolka III Rozrzutnego, który na zakończenie Wielkiego Postu wydał ucztę i umarł, zjadłszy trzynaście kurczaków, popijając kilkoma litrami napitku.

Współczesna medycyna także się z tym spotyka – ofiarą obfitej kolacji została pewna Brytyjka, w której pękniętym żołądku, rozciągniętym do granic możliwości znaleziono ponad 9 kg jedzenia: dwa kilogramy podrobów, stek, dwa jajka, pół kilograma sera, ćwierć kilograma grzybów, kilogram marchwi, kalafior, dwie kromki chleba, dziesięć brzoskwiń, cztery gruszki, dwa jabłka, cztery banany, kilogram śliwek, kilogram winogron i dwie szklanki mleka! Tak brutalna i smutna śmierć zdarza się niezwykle rzadko, lecz chyba każdy z nas, siedząc przy świątecznym stole słyszy: „ojej, chyba umrę”, „zaraz pęknę”.

 

Przeładowany żołądek

Czego oko nie widzi, tego sercu nie żal, a co zobaczy – zwykle zje. Wszystko zaczyna się od oczu – widok, zapach, a nawet sama myśl o smakowitym, czekających na stole świątecznych daniach sprawia, że „ślinka nam leci” (nawet 0,5-1 litra na dobę) i przygotowujemy się już mentalnie na wielkie żarcie a potem wielkie trawienie tego co „wrzucimy” do żołądka. A to głównie on, obok wątroby i trzustki bierze na siebie większość czarnej roboty.
Przeciętny, prawidłowo funkcjonujący żołądek mieści około 1,5 litra pokarmu, czyli porcję jedzenia odpowiadającą mniej więcej wielkości dwóch naszych pięści. Po takiej porcji powinniśmy już odczuć pełność bez uszczerbku dla zdrowia. Ponieważ żołądek jest workiem mięśniowym, potrafi się rozciągać niczym balon, gdy ktoś systematycznie go „trenuje”, powiększa on swą objętość nawet dwu-, trzykrotnie do wielkości… przeciętnego wiaderka. Dlatego osoby z rozciągniętym żołądkiem muszą zjeść dużo więcej, by odczuć sytość. Im więcej jedzą, tym żołądek się rozciąga, a im bardziej rozciąga, tym więcej muszą zjeść.

Organizm stosuje jednak swoje mechanizmy obronne i zabezpieczenia przed zjadaniem zbyt dużej jednorazowej porcji, wywołując torsje, które zazwyczaj poprzedza złe samopoczucie, odbijanie, nudności, ból głowy, poty, ślinotok, przyspieszony oddech, bladość, zwolnienie rytmu serca. Niestety, sygnał o tym, że jesteśmy już pełni trafia do naszego mózgu z opóźnieniem, zwłaszcza, jeśli jemy dużo w krótkim czasie.

 

Sponiewierana trzustka

Jeśli się przejemy i jakoś przezwyciężymy nudności, żołądek coś musi począć z tym co mu sprezentowaliśmy. Zaczyna się kurczyć, w popłochu wydziela olbrzymią ilość kwasu solnego, enzymów i miesza wszystko niczym termomix. Czas opróżniania żołądka zależy od wielu czynników, głównie od składu pokarmu: płyny przedostają się do pierwszej części jelita (tzw. dwunastnicy) najszybciej, a najdłużej zalegają w żołądku potrawy tłuste i bogate w białko. Sałatka śledziowa, wędzone ryby, tłusty pieczony drób zagości w żołądku nawet na osiem godzin! W tym czasie do roboty zabiera się trzustka, która w szalonym tempie próbuje wyprodukować enzymy trawienne rozkładające białka, węglowodany i tłuszcze oraz hormony regulujące metabolizm, w tym insulinę, która pomaga przedostać się glukozie do naszych komórek.

Gdy za dużo jemy, pojawiają się wahania poziomu glukozy we krwi, co sprzyja sięganiu po kolejne porcje jedzenia. Jeśli to wszystko odbywa się w pośpiesznym tempie, komórki trzustki mogą popękać, a enzymy zostać zaktywowane nie w tym miejscu co trzeba i doprowadzić do ostrego zapalenia trzustki (czemu szczególnie sprzyja alkohol).

 

Udręczona wątroba

Intensywnie pracuje także wątroba i pęcherzyk żółciowy, który kurczy się o wiele częściej niż normalnie, wydzielając żółć niezbędną do trawienia tłuszczów. Jeśli mamy tendencję do gromadzenia błotka i kamieni żółciowych (czyli kamicy), może dojść do zatkania przewodów żółciowych i z tak zwanym ostrym brzuchem trafimy na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Można więc rzec, że klasyczne objawy dyspeptyczne, takiej jak zgaga, odbijanie, wzdęcia, biegunka lub zaparcie – to stosunkowo lekka pokuta za świąteczne obżarstwo.

 

Tradycyjnie = zdrowo

Święta Bożego Narodzenia to czas szczególny, a ich kulinarny wymiar jest częścią naszej tradycji i nie ma potrzeby rezygnować z jej dochowywania, tym bardziej, że dania wigilijne są postne, a więc z założenia zdrowsze. Tradycja wymaga podania na stół dań rybnych, jest więc świetna okazja by zjeść zdrowiej, lepiej jakościowo i mniej tłusto. Podajmy zatem na stół ryby bogate w zdrowe tłuszcze omega 3: śledzie, łososia, pstrąga, dorsza z odrobiną oleju rzepakowego lub lnianego, w galarecie z warzywami, zupę rybną, rybę po grecku. Także karpia, bowiem tradycja zobowiązuje.
Polecam kapustę z grochem (kapusta jest mało kaloryczna, ma niski indeks glikemiczny, jest bogata w witaminę C i bakterie probiotyczne, a groch jest źródłem błonnika pokarmowego), pierogi z kapustą i grzybami (może w wersji z mąki orkiszowej?), zupę grzybową z jogurtem, a nie śmietaną, jeśli sałatkę jarzynową – to z domowym majonezem.

Osoby z większą wyobraźnią kulinarną i zamiłowaniem do smakowych poszukiwań mogą wymyślać nieco zdrowsze wersje tradycyjnych dań, dlaczego nie? Konserwatyści zaś niech pozostaną przy tradycji, ale jak zawsze, radzę zachować umiar.

Gorąco namawiam, by szczególnie zadbać także o pozostałe dwa dni świąt, ponieważ w tym czasie nasze żywieniowe rozpasanie nie ma końca. Krótko mówiąc: nie przygotowujmy zbyt dużych ilości, nie pieczmy za dużo ciast, nie róbmy zakupów „jak na wojnę”. Spróbujmy wszystkiego po troszku, jedzmy małe porcje, nie objadajmy się do nieprzyzwoitości, róbmy przerwy i wyjdźmy na spacer.

A w sylwestra? No cóż… Alkohol nie ma żadnych składników odżywczych, jest bombą kaloryczną i toksyną, szczególnie dla wątroby, która po świętach i tak jest mocno przepracowana. Może wystarczy więc lampka szampana i wina do posiłku?

Święta Bożego Narodzenia to wigilijna kolacja i dwa dni świąt, a sylwester to jednodniowe szaleństwo, więc czymże są te cztery dni wobec pozostałych dni w roku? Nawet jeśli pofolgujemy sobie nieco jeszcze w Święta Wielkanocne i podczas innych uroczystości, i tak zostaje nam ponad 300 dni na to, by zadbać o nasz talerz codzienny. Zatem, jeśli całkiem nie stracimy w święta głowy, na pewno przeżyjemy.

 


 

Co warto mieć w apteczce?

NA TRAWIENIE: herbatki ziołowe i preparaty zawierające miętę, koper włoski, rumianek, mniszek lekarski, karczoch, kminek, kurkumę,, arcydzięgiel, goryczkę, korę kruszyny, babkę lancetowatą, ubiorek gorzki, ostropest plamisty (np. Sylimarol), glistnik jaskółcze ziele, wyciąg z czarnej rzodkwi (np. Raphacholin C), dziurawiec, liść bobrka, krople żołądkowe, imbir, Tribux Bio, Ircolon, enzymy trawienne w kapsułkach (Kreon Travix, Pangrol), Cholestil, Boldaloin, Essentiale Forte, Hepatil, witaminy z grupy B i inne preparaty złożone do kupienia w aptece.

NA WZDĘCIA I ODBIJANIE: kapsułki i tabletki z simetikonem lub połączeniem simetikonu z ziołami (Espumisan, Ulgix wzdęcia), herbatki ziołowe z koprem włoskim i inne.

NA SKURCZE ŻOŁĄDKA I JELIT ORAZ KOLKĘ ŻÓŁCIOWĄ: preparaty z zielem mniszka lekarskiego, ostropestem plamistym, zielem krwawnika i dziurawca, krople miętowe, No-Spa, Buscopan, Cholitol, Deespa i inne.

NA ZGAGĘ I NADKWAŚNOŚĆ: siemię lniane, olej z rokitnika, korzeń lukrecji, woda lecznicza Zuber, preparaty farmaceutyczne powlekające błonę śluzową żołądka i przełyku (np. Essox, Gastrotuss), „balsam Szostakowskiego” (Avilin), preparaty zobojętniające kwas solny z wodorowęglanem sodu, tlenkiem glinu, wodorotlenkiem magnezu, węglanem wapnia (np. Rennie, Manti, Maalox), preparaty zmniejszające wydzielanie kwasu w żołądku: omeprazol (np. Ortanol, Bioprazol), pantoprazol (np. Controloc, Anesteloc, Nolpaza), ranitydyna (np. Ranigast, Raniberl) i inne.

NA BIEGUNKĘ: borówka brusznica, czarne jagody, kora dębu, ziele pięciornika gęsiego, węgiel leczniczy (Carbo Medicinalis), elektrolity (np. Dicodral, Floractin, Litorsal, Orsalit), loperamid (np.Stoperan, Laremid), Nifuroksazyd, Smecta, Taninal, Tasectan, Tiorfan i inne.

NA ZAPARCIA: suszone śliwki, łuska babki jajowatej, nasiona babki płesznik, siemię lniane, płatki owsiane, otręby, preparaty błonnika, liść i ekstrakty senesu, cykorii podróżnik, korzeń rzewienia, wyciąg z ziela karczocha, kora kruszyny, owoc czarnego bzu, olej rycynowy, czopki glicerynowe, Laktuloza, Bisakodyl, Dulcobis, Xenna, sól gorzka, parafina ciekła, Picopil, Alax i inne.

PROBIOTYKI i SYNBIOTYKI ODBUDOWUJĄCE FLORĘ JELIT: szczepy Lactobacillus rhamnosus GG i inne z rodzaju Lactobacillus sp. oraz Bifidobacterium sp., Saccharomyces boulardii, Streptococcus thermophilus, Lactococcus lactis i inne.

NA SKUTKI NADMIERNEGO SPOŻYCIA ALKOHOLU: dużo płynów oraz elektrolity, roztwór glukozy z elektrolitami (np. Riposton, 2KC), witaminy z grupy B, witamina C i inne.