1 2 Ludzie
Koszaliński rynek z końca XIX w. Rycina ze zbiorów Roberta Kasprowiaka.

Zamach na asesora

Rewolwerowe strzały oddane na koszalińskim rynku pierwszego dnia wiosny 1886 roku odbiły się głośnym echem w Berlinie, a później w całym cesarstwie niemieckim. W kolejnych miesiącach prasa krajowa i zagraniczna pisała o związanych z tym fałszerstwach, bankructwach, pościgach i ucieczce podejrzanych do Ameryki.

Niemiecki Koszalin nigdy nie był znaczącym miastem. Mimo, że od stolicy Rzeszy dzieliło go zaledwie kilka godzin jazdy koleją, leżał w istocie na peryferiach państwa. Nie było tu wielkiego przemysłu ani uczelni, do których ściągaliby studenci, wojskowy garnizon również był niewielki. Miasto stanowiło przede wszystkim ośrodek władz administracyjnych jednej z trzech rejencji w prowincji pomorskiej, gdzie niewiele się działo i o którym gazety spoza regionu wspominały rzadko.

W 1886 roku liczącego około 17,5 tysiąca mieszkańców Koszalina nie zdobił jeszcze ani imponujący pałac młynarza Gellerta, w którym obecnie mieści się miejskie muzeum, ani reprezentacyjne gmachy publiczne, które zachowały się do dziś. Szkołę Kadetów (czyli dzisiejszą siedzibę Straży Granicznej) oddano do użytku w 1892 roku, siedzibę władz rejencji (obecnie komenda policji przy ul. Andersa) w 1901 roku. Nie było nawet wieży widokowej na górze Chełmskiej (ukończona w 1888 roku) ani koszar wojskowych – żołnierze kwaterowali w prywatnych kamienicach. Reprezentacyjny gmach Dyrekcji Poczty Cesarskiej przy dzisiejszym placu Wolności miał dopiero dwa lata. Miasto nie było zelektryfikowane – nocą mrok rozświetlały lampy gazowe, a zamiast tramwajów jeździły konne dorożki i omnibusy. Prąd i kanalizacja miała pojawić się dopiero za ponad 30 lat.

W miejscowej gazecie Cösliner Zeitung, która ukazywała się trzy razy w tygodniu, na pierwszej stronie drukowano wiadomości sprzed kilku dni o najważniejszych wydarzeniach z europejskich stolic. Na pozostałych trzech stronach informowano o lokalnych koncertach, amatorskich wystawieniach „żywych obrazów” lub prezentacjach rękodzieła organizowanych przez miejscowe Stowarzyszenie Kobiet. Naturalnie zdarzały się też wzmianki o wypadkach, drobnych kradzieżach, bójkach, a nawet morderstwach, były one jednak zbyt banalne, by interesować nimi czytelników z innych miast. W tej sytuacji jak grom z jasnego nieba była dla koszalinian informacja podana przez berlińską gazetę Berliner Tageblatt und Handels-Zeitung, która w wieczornym wydaniu z 15 kwietnia 1886 roku zamieściła następującą notatkę:

„Cöslin, 12 kwietnia. (Prywatny telegram z Berl. Tageblatt.) Tutejszy przedstawiciel prokuratury, asesor Sandmeyer, został ostrzelany, gdy siedział w swoim biurze. Incydent ten jest powiązany z aresztowaniami, które miały miejsce niedawno w Cöslinie w związku z toczącą się sprawą o oszustwo. Wśród aresztowanych było kilku radnych miejskich.”

svg%3E Ludzie
Koszaliński rynek z końca XIX w. Rycina ze zbiorów Roberta Kasprowiaka.

Sensacje z pożółkłych stron gazet

Berliner Tageblatt była wydawaną w stolicy cesarstwa Niemiec ponadregionalną i nowoczesną w formie gazetą, której założyciel stworzył podstawy pierwszego koncernu medialnego w Niemczech. Ukazywała się 12 razy w tygodniu jako wydania poranne i wieczorne, licząc w dni powszednie 16 stron, a w niedziele 32 strony. Można tam było znaleźć doniesienia ze świata polityki wraz z komentarzami redakcji, reportaże zagraniczne, informacje ekonomiczne wraz z notowaniami giełdowymi, relacje z podróży, opowiadania, powieści w odcinkach, wiersze, rekomendacje książkowe, programy teatralne, recenzje wystaw wydarzeń kulturalnych, oraz oczywiście sensacyjne doniesienia o rekordach, wypadkach, zabójstwach, zbrodniach, pożarach i innych wyjątkowych wydarzeniach.

Trzyzdaniową notatkę o ostrzelaniu koszalińskiego prokuratora Berliner Tageblatt podała w na trzeciej stronie w rubryce „Ostatnie wiadomości”, jednak wieść rozeszła się po całych Niemczech lotem błyskawicy, czy raczej iskry telegrafu, gdy powieliły ją inne gazety powołujące się na renomowane berlińskie wydawnictwo. Większość po prostu skopiowała informację słowo w słowo, jedynie Frankenberger Tageblatt dopisał tytułem wstępu zdanie „Miasto Köslin na Pomorzu jest w zrozumiałej ekscytacji”. Wiadomość o zamachu na urzędnika sądowego w pomorskim Köslinie zamieściły również gazety zagraniczne. Zdziwienie wyraziła jedynie koszalińska „Cõsliner Zeitung” i wydawana w Szczecinku „Neustettiner Zeitung”, które nic o zamachu nie wiedziały.

Następnego dnia Berliner Tageblatt podała kolejną informację z Koszalina:

Köslin, 13 kwietnia. Oprócz naszej informacji zawartej w poniedziałkowej wieczornej gazecie (nr 187) o zamachu dokonanym na przedstawiciela lokalnej prokuratury, asesora Sandmeyera, dodajemy, że fatalny strzał padł 21 marca. Kula wpadła przez okno do gabinetu asesora i trafiła w ścianę obok obecnego tam prokuratora. Lokalne gazety są zdumione naszą wiadomością i uważają za swój obowiązek przedstawienie jej w formie mistyfikacji. Mimo to całkowicie potwierdzamy, że 21 marca asesor Sandmeyer został ostrzelany, Nie jesteśmy w stanie udzielić żadnych informacji, z jakiego powodu wszyscy utrzymywali to wydarzenie w tajemnicy.

Dwa dni później przybył do Koszalina specjalny korespondent gazety, aby osobiście zweryfikować dotychczasowe ustalenia przesyłane wcześniej krótkimi depeszami. Tam spotkał niedoszłą ofiarę zamachu jak najbardziej żywą i zdrową, a całe miasto podekscytowane śledztwem w zupełnie innej sprawie.

svg%3E Ludzie
Koszalin w drugiej połowie XIX w. Rycina ze zbiorów Zbigniewa Wojtkiewicza.

Aferzyści

Początek afery można datować na dwa miesiące wcześniej, gdy w lutym 1886 roku rozpoczęło się postępowanie upadłościowe znanego koszalińskiego właściciela destylarni Hermanna Kroffkego. prowadzącego rodzinną firmę F. Kroffke. Podczas zabezpieczania majątku na poczet roszczeń wierzycieli, prowadzący sprawę syndyk ustalił, że że w ostatnich latach działalności gospodarczej zbankrutowany właściciel dokonał wielu fałszerstw weksli. Zgłosił sprawę do miejscowej prokuratury, a tam, po rozpatrzeniu sprawy, przeniesiony niedawno z Berlina ok. 30-letni asesor (pomocnik prokuratora) Sandmeyer wydał wniosek o aresztowanie hochsztaplera, który trafił do koszalińskiego więzienia.

27-letni wówczas Hermann Kroffke należał do jednej z najstarszych, najbardziej szanowanych i najbogatszych rodzin koszalińskich, która natychmiast rozpoczęła intensywne starania, aby wypuścić aresztowanego z więzienia za kaucją. Za każdym razem były one jednak odrzucane przez prokuratora Sandmeyera, który w trakcie śledztwa ustalił, że w swoich oszustwach i fałszerstwach wekslowych Hermann Kroffke był wspierany przez inne osoby.

Tydzień po rewolwerowych strzałach, ich sprawca wciąż pozostawał nieznany, a tymczasem wybuchła kolejna sensacja, ponieważ prokurator wydał nakaz aresztowania właściciela browaru i radnego miejskiego Rudolfa Kroffke, stryja Hermanna Kroffkego. Zarzut dotyczył uczestniczenia w oszukańczym bankructwie i fałszerstwach wekslowych bratanka. Przez ostatnie 20 lat Rudolf Kroffke był nieprzerwanie koszalińskim radnym miejskim, a od 1875 roku członkiem rady gminy ewangelickiej i kilku innych instytucji społecznych. Nie tylko w Koszalinie i okolicy, ale także w całej prowincji pomorskiej uchodził za zamożnego i honorowego człowieka, któremu powierzano duże sumy. Dla wszystkich było szokiem, gdy już kilka dni po jego aresztowaniu i wstępnej lekturze skonfiskowanych ksiąg handlowych okazało się, że od wielu lat prowadził na dużą skalę fałszerstwa wekslowe w sposób identyczny jak Hermann Kroffke. Cieszył się tak dużym zaufaniem w całym regionie, że wciąż wierzono w jego niewinność, a lokalne gazety informowały jego udziale w aferze bardzo ostrożnie.

svg%3E Ludzie
Koszalin z końca XIX w. Ryciny ze zbiorów Roberta Kasprowiaka.

Sprawa rozwojowa

Śledztwo tymczasem nabierało rozpędu. 31 marca prokurator Sandmeyer, któremu w międzyczasie powierzono obszerne dochodzenie w całości, zarządził aresztowanie właściciela fabryki produkującej wędzoną gęsinę i przetwory z łososi Abrahamsohna oraz agenta Rohra z Koszalina pod zarzutem współudziału w oszustwach. Podczas gdy Abrahamsohna udało się zatrzymać w siedzibie jego firmy, ostrzeżony Rohr, zdołał uciec z miasta, docierając jednakże nieco za Szczecinek. Tam został schwytany i przewieziony do więzienia w Koszalinie. Za współudział aresztowano również jego żonę. Dwie inne „ważne persony” z Koszalina, które także były zagrożone aresztowaniem za fałszerstwa i oszustwa wekslowe, miały podobno uciec do Ameryki. Amerykańskie władze zostały jednak telegraficznie poproszone o zatrzymanie uciekinierów, gdy tylko znajdą się na amerykańskiej ziemi. Wszyscy oskarżeni należeli do tzw. pierwszych rodzin miasta. Chodziły słuchy, że przygotowywane są kolejne aresztowania. Jak donosił korespondent berlińskiej gazety: W Koszalinie panuje ogromne zamieszanie. Kto teraz jedzie z Koszalina pociągiem do jakiegokolwiek pobliskiego miejsca, natychmiast staje się podejrzany o udział w aferze Kroffke. Mieszkańcy miasta nie mogą się z tego zamieszania wyplątać.” Sumę, na jaką oszukano poszkodowane osoby wstępnie oszacowano na ok. 100 tysięcy marek. Pieniądze stracili głównie rentierzy z Koszalina, właściciele ziemscy z okolicy, a także różne instytucje bankowe. Hermann Kroffke próbował powiesić się w więzieniu, ale został w porę uratowany.

svg%3E Ludzie
Koszalin z końca XIX w., róg dzisiejszych ulic Piłsudskiego i Zwycięstwa. Rycina ze zbiorów Roberta Kasprowiaka.

Dziennikarze przed sądem

We wrześniu 1886 roku, a więc niemal pięć miesięcy po fatalnych strzałach, jako pierwsi przed sądem stanęli… redaktorzy gazety Berliner Tageblatt. Dr. Hugo Zornow i Sigismund Perl zostali pozwani przez władze Koszalina za rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji o zamachu mających charakter „rażącego wyrządzenia szkody” sprokurowanych, aby „obrazić mieszkańców miasta”. Po złożeniu wyjaśnień przez pozwanych dziennikarzy oraz przedstawieniu stosownych dokumentów, na kolejnej rozprawie w październiku sąd wydał wyrok uniewinniający.

Upadek rodziny K.

W styczniu 1887 roku przed koszalińskim sądem stanęli: Hermann Kroffke, jego stryj Rudolf Kroffke, brat Hermanna, Reinhard Kroffke, ich krewny księgowy Mews, wieloletni sędzia rejonowy i syndyk Karl Heinrich Brose oraz kasjer Otto Marx. Zamieszani w proceder fałszowania weksli kupiec Reinhold Hirte oraz Franz Grund, będący wspólnikiem Rudolfa Kroffke w zajmującej się handlem drewnem firmie Grund & Kroffke, zdołali uciec. 57-letni Brose popełnił samobójstwo odkręcając gaz.

Ostatecznie sąd skazał Hermanna Kroffke na karę 4,5 roku więzienia, z czego na poczet kary zaliczono mu pół roku aresztu. Rudolfa Kroffke ława przysięgłych uznała za niewinnego krzywoprzysięstwa, ale za fałszerstwo i oszustwo skazano go na rok więzienia i grzywnę w wysokości 1500 marek, z możliwością kolejnych 4 miesięcy więzienia. Pozostałych uniewinniono.

Nie wiadomo, jak dalej potoczyły się dalsze losy Rudolfa. Hermann prawdopodobnie odsiedział wyrok, w trakcie którego opuściła go żona. Po wyjściu z więzienia został restauratorem; według książki adresowej z 1891 roku prowadził wyszynk przy Buchwaldstraße 35 – dziś mieści się tam teatr Variete Muza. W listopadzie tego samego roku ponownie się ożenił i miesiąc później zmarł w wieku 42 lat i siedmiu miesięcy.

Niejako podsumowaniem upadku znanej koszalińskiej rodziny Kroffke była notatka , która ukazała się w tej samej berlińskiej gazecie 19 lipca 1907 roku, tj. nieco ponad 20 lat po opisywanych wydarzeniach. Informowano w niej o złapaniu na gorącym uczynku kradzieży parasola urodzonego w Koszalinie 22-letniego Karla Kroffke, podejrzanego o więcej podobnych przestępstw na berlińskich uniwersytetach. Świadectwo urodzenia zachowane w koszalińskim Archiwum potwierdza, że chodziło o syna Hermanna Kroffke. Na tym samym dokumencie widnieje dopisek o jego śmierci w 1929 roku, w wieku 44 lat.

svg%3E Ludzie
Koszalin z końca XIX w., widok z rynku na dzisiejszą ul. 1 Maja.. Rycina ze zbiorów Roberta Kasprowiaka.

Rewolwerowiec

Na zakończenie trzeba wspomnieć, kim był sprawca, który wystrzelił z rewolweru w kierunku prokuratora Sendmeyera i spowodował, że pisała o tym prasa krajowa i zagraniczna. Okazał się nim młody człowiek nazwiskiem Radtke, który 21 marca, w przeddzień urodzin cesarza Wilhelma I postanowił je świętować na koszalińskim rynku i dwakroć wypalił z rewolweru na wiwat. Szczęśliwie skutkiem tego była tylko zbita szyba i uszkodzony piec kaflowy w pokoju prokuratora, Za „rażące wykroczenie” został skazany na cztery tygodnie aresztu.

Cała ta historia jest nie tylko opowieścią o jednej z zapomnianych afer sprzed prawie 140 lat, ale może też skłaniać do refleksji nad tym, jak bardzo niektóre jej fragmenty – np. bezkrytyczne publikowanie sensacji pochodzących z jednego, niesprawdzonego źródła – są wciąż aktualne.

Artykuł powstał na podstawie lektury zdigitalizowanych gazet niemieckich z lat 1870-1907, dostępnych w portalu Deutsches Zeitungsportal.