P3282457 Kultura

Kompromis pomiędzy rapem a alternatywą

Fot. Nikola Moskal

svg%3E Kultura

Hip-hopowy duet Stas Kropka x Connor to młodzi koszalinianie – Stanisław Paciocha i Olaf Sośnicki. Na początku grudnia ubiegłego roku zaprezentowali płytę pt. „Deszcz”. Ich pierwszy album wypełniły treści i przemyślenia „porozstaniowe”, są także odniesienia do wiary oraz refleksje ogólnorelacyjne.

Wasz debiut, płyta pod tytułem „Deszcz” to 10 utworów i 36 minut muzyki. Te nagrania, które stworzyły ten album, to Wasze pierwsze wspólne muzyczne próby?


OLAF: Zaczęliśmy robić muzykę jakieś pięć lat temu i przeszliśmy przez kilka projektów. To jest ten pierwszy, który wreszcie ujrzał światło dzienne, bo bardzo dużo rzeczy zrobiliśmy do szuflady, a jakoś zawsze ta muzyczna droga szła tak, że kroczyliśmy przez nią razem.

STAŚ: Wcześniej graliśmy w zespole free-jazzowym, robiliśmy muzykę bardziej psychodeliczną, udziwnioną, elektroniczną i to było dla nas mega żywe i fajne. Mieliśmy jednak wrażenie, że dla słuchaczy to mogłoby być totalnie niezrozumiałe, a na tym projekcie jest więcej takich kawałków, że masz klasyczny układ – refren, zwrotka…

OLAF: „Deszcz” po prostu jest kompromisem, żeby ta muzyka była inna, autorska, ale żeby nie odstawała aż tak bardzo, żeby nie była tak udziwniona, że nie będzie dało się tego słuchać.

To jest pierwsza płyta, która zmaterializowała się i zaprezentowaliście ją szerzej. Co było dla was wyznacznikiem, że to są właśnie te nagrania, to jest ten moment, że trzeba je puścić dalej?

STAŚ: Wydaje mi się, że obaj mieliśmy taki czas zmian w życiu, przez to powstał dość konkretny, gotowy materiał. Inne rzeczy były niedokończone i nie robione tak mega na serio, żeby je gdzieś wypuścić.

OLAF: Ta płyta powstawała przez pół roku, łącznie z miksem i wszystkimi poprawkami. Robiąc ten materiał, czuliśmy po prostu, że jesteśmy na wyższym poziomie, że to jest serio dobre. Przy wcześniejszych po prostu nie mieliśmy takiego przekonania, żeby je pokazywać dalej.

Jest taki wers klasyczny, bardzo znany wers Lavoholics, który krąży po polskiej rapowej scenie -„Nie ma emocji, nie ma rapu”. Jakie emocje stworzyły w warstwie tekstowej Wasz krążek?


STAŚ: Wydaje mi się, że przede wszystkim jest to płyta pozerwaniowa i to jest główny motyw, który się na niej pojawia. Podejmujemy rozkminy na temat relacji. Utwory w pewnym sensie tworzą całość, kolejność nie jest przypadkowa. Teksty na początku skupiają się na oddaniu najprostszych emocji związanych z zerwaniem, a później progresywnie idą dalej wyciągając nowe wnioski.

Moim zdaniem tworzycie pod wyraźnym wpływem osłuchania dwóch artystów z polskiej rapowej sceny, Taco Hemingwaya i Meek, Oh Way’a. Ich twórczość gości na waszych playlistach?

STAŚ: Oczywiście. To bardzo dobre wnioski. W ogóle mega miło, że w ktoś to porównuje do ich twórczości. Kiedyś o tym rozmawiałem z Olafem, że ja jestem osobą, która się bardzo szybko inspiruje tym kogo słucham, co przeczytałem, co usłyszałem. Też na pewno jest kwestia taka, że my w sumie od początku – jak zaczynaliśmy odkrywać hip-hop, to osłuchiwaliśmy się z Taco Hemingway’em.

W utworze „Łaska” słyszymy takie słowa – „to nie jest chrześcijański, protestancki, katolicki rap”. Na tym albumie swoją filozofię i garść refleksji związanych z tym głębszym wymiarem naszego życia, również umieszczacie. 


STAŚ: Tak to prawda, w moich tekstach często pojawia się wątek Boga. Bóg chrześcijański w którego wierzę, po prostu jest obecny w moim życiu i ciężko by mi było pisać szczere teksty bez wspominania o tym, że On żyje i działa. W tym wersie o którym wspomniałeś, jednak chodzi właśnie o to, że staram się być w tym co przekazuje totalnie szczery, nie podłączać się do haseł jakieś grupy, których mógłbym nie rozumieć ale dalej ślepo je promować. Chcę pokazać, że mam takie same przeżycia jak każdy z wyjątkiem tego, że przekonałem się, że Bóg jest żywy. Stąd właśnie poprzedzający wers „jesteśmy do siebie tak podobni, chociaż myślisz, że tak bardzo inni”. Ludzie mają teraz bardzo dużo uprzedzeń do Kościoła i co za tym idzie – do Boga. Nie dziwię się im, ale chcę pokazać swoją perspektywę.

Jest także taki wers na tej płycie – „można zdobyć świat, a przy tym stracić ducha”. Zastanawiam się, co chcecie wnieść Wy jako duet, jako początkujący artyści na polską rapową scenę?


STAŚ: Chyba na pewno chcieliśmy wnieść coś szczerego i nie do końca komercyjnego, żeby pokazać ten kompromis pomiędzy rapem a alternatywną muzyką.


OLAF: Bo to, co robimy nie jest według mnie typowym rapem, tylko jest uzupełnione przez trochę inne podejście do aranżacji i produkcji. Chcielibyśmy też stworzyć na szerokiej scenie muzycznej własne wyróżniające się miejsce, które będzie klimatyczne. Żeby ktoś, kto posłucha naszej muzyki wsiąkał w nasz vibe i utożsamiał się z tym przekazem.

svg%3E Kultura

Obaj macie wykształcenie muzyczne. Uczęszczaliście do Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych im. Grażyny Bacewicz w Koszalinie. Ciebie Staś czeka jeszcze dyplom z instrumentu oraz matura, a Olaf studiuje realizację dźwięku. Czy to we własnej twórczości pomaga, czy bywa też obciążeniem – bo pojawia się myślenie kategoriami wyniesionymi z tej klasycznej edukacji?

OLAF: Mnie się wydaje, że my w sumie przez cały czas naszej edukacji zawsze odstawaliśmy od głównego nurtu w szkole muzycznej. Od początku robiąc coś zupełnie innego, niż to było narzucone, jeżeli chodzi o styl muzyczny. Mnie na przykład, jeżeli chodzi o produkcję, szkoła muzyczna pomogła, jeżeli chodzi o wykształcenie słuchu, jakieś pojęcie o harmonii i też jeżeli chodzi o historię muzyki. Na pewno też umiejętność tego, że grałem kilka lat na fortepianie, to też mi pomaga, bo we wszystkich moich produkcjach wygląda to tak, że ja te rzeczy gram po prostu. Nie układam tego w midi, tylko wszystko gram. To mi zostało od grania na pianinie – to wymyślanie melodii.

STAŚ: No i też na pewno szkoła muzyczna pomogła nam w tym, że właśnie w niej się poznaliśmy.

Jako początkujący artyści macie z jednej strony trochę łatwiej i jednocześnie trochę trudniej. Myślę o sposobie dystrybucji muzyki. Artyści 10-, 15-, 20 lat temu nie musieli zdobywać wiedzy związanej z tym, jak dotrzeć w dobie social mediów i platform streamingowych do słuchaczy. Czy na etapie tworzenia muzyki zastanawialiście się, jak przebić szklany sufit algorytmów?


OLAF: Mieliśmy wiele różnych planów, jak do nich dotrzeć. Najpierw próbowaliśmy wysyłać to do różnych wytwórni. Żadna wytwórnia nas nie przyjęła z tym materiałem, więc stwierdziliśmy, że zrobimy to po swojemu. Zainteresowanie tym albumem pojawiło się dopiero po jego opublikowaniu. My w sumie te plany na dystrybucję wymyśliliśmy sami, bazując na naszych przemyśleniach – jak to powinno wyglądać, jak byśmy chcieli, żeby to wyglądało. A jeżeli chodzi o algorytmy i wbijanie się w te rzeczy, to szczerze, mamy też duże szczęście w tym wszystkim, że to zostało jakoś odkryte.

STAŚ: Ale też wydaje mi się, że my nie trafiamy za bardzo w ten nowy sposób promocji – na przykład nie ogarniamy TikToka, ani takich rzeczy, raczej się w tym gubimy. Też nie znajdujemy się na wielu playlistach. Wydaje mi się, że jedno, co nas wyróżnia i promuje wśród ludzi, to jest takie coś, że ludzie po prostu bardziej kupują ten vibe, nie? Ale jest on na tyle specyficzny, że trafi tylko do niektórych osób.

Arkadiusz Wilman / Polskie Radio Koszalin