Maksyma „Jeśli robisz to, co lubisz, nie pracujesz” do Marty Waluk pasuje idealnie. Gdy opowiada o modzie, zawodzie stylistki i swojej pracy, uśmiech nie schodzi jej twarzy. Nie wymądrza się na temat mody, ale przekonuje, jak z niej efektywnie korzystać, by efektownie wyglądać. Gołym okiem widać, że to jej ogromna pasja. Przyznaje, że kiedy widzi źle ubraną osobę… ma ochotę zaprosić ją do współpracy, bo uwielbia ubierać ludzi tak, by wyglądali świetnie i czuli jeszcze lepiej. Na łamach „Prestiżu” od wielu miesięcy prezentuje stylizacje na różne okazje. Kocha wyzwania, szanuje klasykę, jest perfekcjonistką.

Urodziła się w Szczecinie. Do Koszalina przeprowadziła z rodzicami. Dziś zawodowo dzieli czas między oba miasta, choć współpracuje też z galeriami w Gdańsku, jeździ do kursantek w Warszawie i Poznaniu – prowadzi tam indywidualne kursy.

Marta Waluk (11)Pięć lat temu otworzyła firmę. „Stylistka? W Koszalinie? Ubieranie ludzi za pieniądze?” – takie pytania słyszała i wciąż słyszy. Tymczasem świetnie sobie radzi w nietypowym biznesie. W ciągu pięciu lat mocno rozwinęła działalność firmy. Podstawą w jej ofercie są indywidualne zakupy z klientkami, przegląd ich szafy i dobór garderoby, analiza sylwetki i typu kolorystycznego. Pracuje jako naczelna stylistka szczecińskiej galerii handlowej, prowadzi autorskie warsztaty stylu, uczy przyszłe stylistki zawodu podczas indywidualnych kursów, jest ich mentorką. Przeprowadza szkolenia dla firm z zakresu dress code. Współpracuje z fotografami przy stylizacji sesji zdjęciowych czy wizerunkowych dla firm. Tworząc od roku ze wspólniczką Karoliną Maciejewską nowy projekt, Agencję Kreatywną MOTIV, planują wejść głębiej w rynek mody: organizować pokazy mody, akcje metamorfozy dla firm, sesje wizerunkowe itp. Mają już pierwsze doświadczenia. W ubiegłym roku zorganizowały pokaz męskich koszul na modelkach. W tym roku podczas Środkowopomorskich Targów Ślubnych zorganizowały pokaz sukien ślubnych, garniturów męskich oraz sukni wieczorowych. Agencja MOTIV oferuje także hostessy oraz bazę modelek i modeli.

Otwarcie firmy było kwestią wyboru między bezpieczną stabilizacją w kancelarii prawnej, w której pracowała kilka lat, a pójściem ścieżką mody, którą pasjonowała się od zawsze. Zaryzykowała. Dziś nie ma wątpliwości, że podjęła słuszną decyzję, w końcu w zgodzie z sobą. Wcześniej wygrywało myślenie zachowawcze, praktyczne. – Interesowałam się modą, szeroko pojętym kreowaniem wizerunku, sztuką i chciałam studiować kierunek związany z tymi dziedzinami – mówi. – Ostatecznie wybrałam jednak filologię germańską. Do końca niezdecydowana, nie chciałam opuszczać rodzinnego miasta, pomyślałam, że znajomość języka zawsze się przyda. Studiowałam zaocznie, równolegle od pierwszego roku pracowałam jako asystentka w kancelarii. Po kilku latach pracy na etacie postanowiłam zadziałać, coś w swoim życiu zmienić. Dojrzałam do tego, by zacząć realizować swoje marzenia. Nie lubię stać w miejscu, a tak się czułam. Uwielbiam wyzwania, działanie, aktywność. To właśnie najbardziej cenię w obecnej pracy: uczenie się wciąż nowych rzeczy, poznawanie codziennie nowych ludzi.

Fundusze na otwarcie działalności zdobyła z dotacji unijnej dedykowanej innowacjom. Branża, jaką wybrała, w Koszalinie z pewnością była innowacyjna, żeby nie powiedzieć niszowa. Swoją markę budowała powoli i metodycznie. Skończyła specjalistyczny, intensywny kurs z uznaną stylistką. Trochę pro forma i raczej, by usystematyzować wiedzę niż ją zdobyć. Moda i stylizacja dla Marty nie mają tajemnic, od kiedy jako mała dziewczynka z kuzynkami godzinami oglądały kolorowe katalogi przywiezione z zagranicy przez ciocie. Były one powiewem wielkiego świata, przybliżały nieosiągalną wówczas w Polsce branżę mody i modelek. Potem nastąpił okres fascynacji brytyjskimi stylistami Trinny i Susannah oraz Gok Wanem, którzy pokazywali, jak za niewielkie pieniądze może się ubrać przeciętna, „niedoskonała” kobieta. Ich programy były hitem kobiecych stacji telewizyjnych. To z nich Polki dowiadywały się, że są klepsydrami, jabłkami, kolumnami, jak się nie ubierać oraz że rozmiar w modzie nie ma znaczenia, jeśli opakuje się go w styl i elegancję. – Oglądałam te programy nałogowo, nawet powtórki – śmieje się Marta. – Uwielbiałam także oglądać „Seks w wielkim mieście”, który poprzez stylizacje i zainteresowania głównej bohaterki przemycał świat mody. Gdy po raz pierwszy emitowała go polska telewizja, byłam jedenastoletnią dziewczynką, później rozumiałam już więcej, a serial dziś jest dla mnie kultowy i mam do niego wielki sentyment.

Marta Waluk (6)Z kursu wyniosła silne przekonanie, że ma nie tylko wiedzę, ale przede wszystkim niezbędne w zawodzie stylistki predyspozycje: wyczucie, kreatywność, zmysł estetyczny oraz empatię. To dodało jej pewności siebie. Rozmawiając z Martą, trudno uwierzyć, że jeszcze miewa tremę przed spotkaniem z klientką, a jednak. – Zastanawiam się, czy uda mi się dobrze jej doradzić, spełnić oczekiwania – przyznaje. – Pewnie dlatego, że traktuję swoją pracę jak misję. Nie robię nic na pół gwizdka. Nie chodzi też o „wciskanie” rzeczy na siłę, ale o kompetencje. Moje klientki to różne kobiety, każda na swój sposób piękna, potrzebująca indywidualnego podejścia, porady. Czasem wsparcia, komplementu, pomocy w nabraniu pewności siebie czy odnalezieniu kobiecości. Pozbawiony emocji, „taśmowy” kontakt nie ma racji bytu. Staram się o przyjacielską atmosferę, chcę, żeby panie mi zaufały. Musimy się poznać, porozmawiać, napić kawy. Poświęcam im tyle czasu, ile potrzebują, nie patrzę nerwowo na zegarek. Nigdy nie jest tak, że idziemy do sklepu, ja wybieram rzeczy, mierzymy i wracamy do domu. Bywa, że nasze spotkanie i zakupy trwają kilka godzin.

Wśród klientek Marty są panie w każdym wieku. Młode, starsze, dojrzałe. Jedne chcą znaleźć swój styl, inne odświeżyć lub zbudować szafę od podstaw. Niektóre nie wiedzą, jak się ubierać do pracy, inne jak w ogóle się ubierać czy łączyć poszczególne części garderoby. Czasem szukają stroju na konkretną okazję.
Stylistka przyznaje, że najbardziej otwarte w kwestii doboru nowej garderoby są kobiety potrzebujące diametralnej odmiany, ale przekonanie do zmian wieloletnich często przyzwyczajeń zawsze wymaga pracy i perswazji dawkowanej w umiejętny sposób. Jak namówić kogoś do założenia rzeczy, na które nie spojrzałby w sklepie albo odradzić ulubiony fason deformujący sylwetkę? – Robię zdjęcia – mówi Marta. – Najpierw, powiedzmy w ukochanych biodrówkach, potem w wybranych przeze mnie spodniach ze średnim stanem. Okazuje się, że znika w nich brzuch, boczki, nogi wydają się dłuższe, a klientka ukrywająca sylwetkę klepsydry w swetrach-workach ma talię osy. Ponadto: rozmowa, cierpliwość, uczenie na przykładach. Co prawda studiowałam germanistykę, ale dyplom mam z psychologii, co bardzo mi się przydaje w pracy.

Dzień stylistki? Każdy jest inny, każdy przynosi nowe doświadczenia i różne emocje. Jaki będzie, narzucają klienci. – Najbardziej lubię te najbardziej zajęte – uśmiecha się Marta. – W dniach wolnych czuję lekki niepokój, choć nigdy nie jest tak, że nic nie robię. Dokształcam się, czytam o modzie, co 3-4 dni przeglądam strony internetowe sieciówek albo chodzę po sklepach i przeglądam asortyment. Muszę być na bieżąco. To oszczędność czasu w czasie późniejszych zakupów. Kiedy wchodzę z klientką do sklepu, w dużej mierze wiem, co wybiorę. Nie ma mowy, żebym przechadzała się między półkami i improwizowała, nie wiedziała, co dobrać lub doradzić.
Marta Waluk (5)

Jest bardzo aktywna w mediach społecznościowych, choć do tej miłości musiała dojrzeć. Dziś jest to jedno z jej narzędzi pracy, pozwalające na kontakt z klientami, promocję działalności firmy. Prowadzi profile w mediach społecznościowych – na Facebooku i Instagramie. Na swojej stronie internetowej regularnie zamieszcza artykuły z poradami dotyczącymi stylizacji. – Nie jestem blogerką, trendsetterką ani fashionistką, która nosi „kalosze” na głowie, bo są akurat modne – podkreśla jednak stanowczo. – Uczę kobiety poprawnego ubierania się, dobranego do wieku, sylwetki, typu kolorystycznego i okoliczności. Klientki ubieram, a nie przebieram. Muszą czuć, że nowa garderoba jest zgodna z ich stylem i osobowością, bo tylko wtedy nie odwieszą zakupów do szafy. Poza wszystkim, klientki są wizytówką mojej pracy, więc podwójnie mi zależy, żeby wyglądały jak najlepiej.
Zakres zakupów zależy oczywiście od wielkości budżetu. Marta zapewnia, że nawet niewielki pozwala kupić potrzebne rzeczy choćby w sieciówkach. Jednak bliskie jest jej myślenie o ubraniach jako inwestycji. Zachęca do sięgania po polskie marki. – Na rynku jest ich sporo – mówi. – Mają oryginalne, krótkie serie, produkty dobrej jakości, dobrze skrojone oraz uszyte i w osiągalnych cenach. Naprawdę warto zainwestować czasem w droższą, klasyczną rzecz, którą będziemy nosić przez wiele lat, a nawet dekad.

Szafa doskonała: trzydzieści procent trendów, siedemdziesiąt procent bazy. – Biały i czarny t-shirt, klasyczna marynarka, biała koszula, dobre granatowe dżinsy, cygaretki, trencz, czarne klasyczne czółenka z obcasem 5 cm, ołówkowa spódnica, ramoneska, klasyczna czarna torebka – wylicza. – Z takiego zestawu można ułożyć strój na rozmowę o pracę i spotkanie z przyjaciółmi. Inwestując w tzw. must have, nigdy nie będziemy mieć problemu z porannym „nie mam w co się ubrać”.
Jest najlepszą reklamą tej zasady. – Lubię klasykę w stylu Coco Chanel, ale z nutą szaleństwa: fajnymi butami, kapeluszem, torebką – mówi. – Staram się pokazać, że mając pod ręką modową bazę, za pomocą detali można tworzyć nieoczywiste, oryginalne zestawy. Bardzo się cieszę, gdy klientki inspirują się moim stylem.
Od dłuższego czasu myśli o stworzeniu własnej marki, która wpisywałaby się w tę filozofię. To naturalna kolej rzeczy, bo jako stylistka wie, czego na polskim rynku mody brakuje, i czego brakuje jej samej. – Chciałabym projektować klasykę, której w naszych sklepach jest coraz mniej, bo wypiera ją coraz większa ilość trendów na jeden sezon. Postawię na rzeczy dla osób o rożnych typach sylwetki, w podstawowych kolorach. Właśnie takiej garderoby poszukuję z klientami najdłużej. Na razie jestem na etapie planowania, budowania strategii marki, a co najważniejsze – myślę intensywnie nad nazwą, która pozostanie ze mną na długie lata.

Marta Waluk (13)
Marta Waluk jest kolejnym przykładem, że warto spełniać marzenia, iść własną drogą, inwestować w to, co naprawdę się lubi i nie bać wyzwań. Także w młodym wieku, małym mieście, na dość trudnym rynku. – Największą satysfakcję mam z tego, że zaistniałam w naszym Koszalinie, choć niewiele osób wierzyło, że mi się to uda – przyznaje. – Ale moja codzienna satysfakcja to po prostu moja praca. Daje mi siłę, kopa, motywację, energię. Nagrodą są klientki ubrane według moich wskazówek, które widuję w mieście czy mediach społecznościowych i chęć szkolenia się u mnie innych dziewczyn z Polski. Bycie ich mentorką to dla mnie niezwykła gratyfikacja. Wybrałam fantastyczny, wdzięczny zawód, który daje wiele możliwości i satysfakcji. Dzięki mojej pracy uszczęśliwiam nie tylko inne Kobiety – moje Klientki – ale i siebie.