Każdy nowy dzień jest kawałkiem historii. To od nas zależy, jak się ona potoczy. Trzymając się tej zasady, przeżyliśmy w naszym małym toskańskim raju pięć lat. Powiedziałbym, że nasza opowieść jest banalna: dwie duszyczki zmęczone trudami codzienności, z których korporacje wycisnęły siły jak sok z cytryny, niepoprawni marzyciele, szukający czegoś wyjątkowego. I myśl – a może knajpa?

 

Mimo zmęczenia i szarzyzny otaczającego świata w głębi duszy zachowaliśmy w sobie południowy temperament. Tak więc to musiały być Włochy! Z nich postanowiliśmy czerpać inspiracje.

Zaczęliśmy działać. Jak zrobić, żeby nie był to kolejny zwykły lokal na mapie Koszalina? Aby znaleźć odpowiedzi, na to i wiele innych pytań, udaliśmy się do Włoch. Wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze, jak to się fachowo nazywa, ale rozpoczęliśmy turystykę enogastronomiczną. Poznawanie Italii z najsmaczniejszej strony – od kuchni. Kiedy czytacie ten tekst, bardzo prawdopodobne jest, że jesteśmy na jednej z takich wypraw.

Niech nie zmyli was nazwa naszego lokalu; jeździmy do wszystkich zakątków tego ogromnego kraju.
Według nas jedynym sposobem na poznanie danego regionu jest spróbowanie przysmaków jego kuchni. Od zarania dziejów biesiadowanie zbliża ludzi. Jedząc to co oni i razem z nimi, poznajemy duszę miejsca.
We Włoszech mówi się dużo o jedzeniu, znacznie więcej niż gdziekolwiek na świecie, znacznie więcej niż na jakikolwiek inny temat. Ludzie integrują się przy stole. To daje prostą, dziecięcą radość i rozkosz każdego dnia. Z tej rozkoszy czerpiemy pozytywną energię, ale nie tylko z tego. Jeszcze większy fun daje nam możliwość podzielenia się z wami naszymi kulinarnymi odkryciami.

Tak sobie rozmyślaliśmy z ukochaną żoną, skąd ta energia? Proste ! To wy ją nam dajecie każdego dnia. Gdy przychodzicie, inspirujecie nas, opowiadacie swoje historie – to daje nam power. Większość z was jest równie a nawet bardziej fanatycznymi miłośnikami Włoch niż my. Trudno byłoby nam bez was to ogarnąć. Uwielbiamy słuchać waszych opowiadań o niesamowitych miejscach, ludziach no i najważniejsze – jedzeniu. Dzięki naszemu wspólnemu wysiłkowi udało nam się w ciągu tych pięciu lat wyeksplorować wiele regionów Włoch i odkryć jeszcze więcej niesamowitych smaków.

Przełomem w naszej historii była pachnąca, ociekająca smakiem Bolonia. To miejsce pozbawiło nas dziewictwa. To tu przecinają się kulinarne szlaki słonecznej Italii. Tam rozkoszowaliśmy się smakami i aromatami całych Włoch. Poznaliśmy wielu ludzi, którzy odwrócili nasz światopogląd o 180 stopni. Są z nami, dopingują nas i wspierają do dziś. Przy każdej okazji odwiedzamy Giorgię i Chiarę. To one nauczyły nas jak jeść i żyć jak prawdziwi Włosi. Pokazały nam cudowne kameralne lokale, w których ciasnota tworzy bliskość. Ludzie tak naprawdę potrzebują jej bardzo. Podróżując po świecie, za każdym razem poznajemy ciekawych ludzi, właśnie dzięki temu zjawisku.

Gdy zrozumieliśmy, na czym polega życie przeciętnego Makaroniarza – zaczęliśmy prawdziwą przygodę. Każda kolejna wyprawa była bardziej fascynująca. Sycylia, bo tam się udaliśmy, to inny świat, to nie Włochy. Sami Sycylijczycy tak mówią o sobie: „jesteśmy Sycylijczykami”. Inny klimat, co za tym idzie inna kuchnia. Mimo ogromnej odległości i odmienności kulturowej tu także znaleźliśmy bratnie dusze, które są z nami do tej pory. Włosi mają coś takiego w swojej kulturze, że ktoś kto podaje nam przepis na jakąś potrawę, chce nas przybliżyć do miejsca swojego pochodzenia.

Z pierwszej sycylijskiej wyprawy najbardziej zapadł nam w pamięci „Gianinii”- jak mawiał nasz przyjaciel (lokalny biznesmen, kombinator), który pokazał nam jak prawdziwy mieszkaniec tej wyspy łatwo może nas oszukać. Na nasze szczęście większość mieszkańców była uczciwa i przyjazna (np. Toni – kierowca wycieczkowego Piaggio z Palermo, który do tej pory wozi zdjęcie swojego pracodawcy zastrzelonego w niewyjaśnionych okolicznościach na ulicy). Toni ukazał nam prawdziwe oblicza tego miasta, pełnego kontrastów kulturowych i kulinarnych. Jego opowieści pozostaną nam długo w pamięci.

Później posypały się kolejne wyprawy. Z każdej przywoziliśmy wspomnienie nowych znajomych i garść pomysłów. Ledwo wracaliśmy do naszej Toscany, a już powstawał plan na kolejną ekspedycję. Istne szaleństwo. Na wyższy level przeniosła nas dopiero wyprawa truflowa, kiedy z psem ganialiśmy po lesie w poszukiwaniu „białego złota”. Nie było łatwo, ale dzięki dobremu sercu Massimo i jego rodziny (nie obyło się bez błagania na kolanach) udało się spędzić dzień z niesamowitą rodziną truflowych zdobywców w samym sercu Toskanii.
Poprzeczkę podbiła ostatnio Sardynia, gdzie w Porto Cervo poznaliśmy Masimo i Gracjellę, którzy podzielili się z nami swoimi doświadczeniami z luksusowej restauracji dla milionerów. Ale także ekipa z restauracji Mariturismo w Olbi, serwującej morskie przysmaki miejscowym rybakom i robotnikom w porcie.

Ech, jak dobrze, że wspomnień nam nic nie odbierze. No chyba, że demencja. Nasuwa się nam następujący wniosek: pozytywni ludzie, napotkani na naszej drodze i czas z nimi spędzony dają radość, energię i pozostają w pamięci. Warto więc dbać o relacje międzyludzkie i pielęgnować je, bo dobro wraca.

Autor: Maciej Buczek
Autor wraz z żoną Lukrecją prowadzi malutką, klimatyczną restaurację Toscana w Koszalinie przy ulicy Biskupa Czesława Domina 5 (telefon 602 677 340).