Dwa a nawet trzy razy mniej energii niż mieszkańcy domów budowanych w tradycyjnej technologii będą zużywać lokatorzy domu wielorodzinnego, jaki powstaje na koszalińskim Osiedlu Unii Europejskiej. PB Kuncer jako drugi deweloper w Polsce spełnił wyśrubowane wymagania stawiane domom energooszczędnym. Skorzystają na tym przede wszystkim jego klienci, czyli nabywcy mieszkań. Podwójnie, bo w przyszłości ich rachunki za ogrzewanie i ciepłą wodę będą bardzo niskie, a na dokładkę każdy z nich dostanie bonus w postaci 11 tys. złotych dopłaty ze specjalnego funduszu promującego budownictwo energooszczędne.

Nowe normy opisujące wskaźnik „E”, czyli „roczne jednostkowe zapotrzebowanie na energię użytkową do ogrzewania i wentylacji” od 2021 roku będą obowiązywały każdego, kto zdecyduje się stawiać jakikolwiek budynek mieszkalny. To wymóg unijny, który pozwoli Polsce doszlusować do czołówki rozwiniętych gospodarczo krajów Zachodu, gdzie, jak np. w Niemczech, już powszechnie tak się buduje – ekonomicznie i ekologicznie.
Jednak u nas będzie to kompletna rewolucja! Wymaga absolutnie innego myślenia w projektowaniu i wykonawstwie. Z tego względu ustawodawca przewidział aż siedem lat (2014-2021) na pełne wdrożenie przepisów i podzielił ten okres na trzy etapy. Jesteśmy w pierwszym – pilotażowym.

 

Na oszczędności zyskuje klient

Po co to wszystko? Chodzi o ograniczenie zużycia energii potrzebnej do ogrzewania mieszkań. Na zasadzie efektu skali zsumowane oszczędności energii wpłyną w długim okresie czasu na mniejsze zużycie paliw (węgla, gazu lub ropy naftowej), a w konsekwencji spowodują mniejsze zanieczyszczenie środowiska.

Wydaje się, że siedem lat to dużo. W przypadku technologii budowlanej niekoniecznie. Chcąc zachęcić inwestorów do jak najszybszego wprowadzania w życie unijnej dyrektywy, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej uruchomił program pilotażowy, który przewiduje specjalne dopłaty do budowy domów energooszczędnych. Są one przeznaczone dla tych, którzy w okresie pilotażu zawrą umowę na zakup mieszkania w „oszczędnym” domu, albo budują dla siebie „oszczędzający” domek jednorodzinny. W przypadku mieszkań premia wynosi 11 tys. zł (w przypadku domków jeszcze więcej, bo nawet 30-50 tys. zł). Wypłacana będzie ona jako dopłata do spłaty kredytów zaciągniętych na zakup lokalu lub budowę domku. Tak więc korzyść adresowana jest do końcowego użytkownika, a nie do dewelopera.

 

_80A1406

Rachunki zmaleją

Ale trzeba również jasno powiedzieć, że finansowa zachęta nie jest jakąś fanaberią NFOŚIGW. To rekompensata za wyższe koszty zakupu mieszkań energooszczędnych, bo ich wybudowanie będzie kosztowniejsze niż w przypadku technologii konwencjonalnych. Z biegiem czasu te nieco wyższe koszty zwrócą się z nawiązką w postaci zdecydowanie niższych opłat za energię cieplną. Skąd ta pewność? Żeby to wyjaśnić, musimy wrócić do wspomnianego na początku współczynnika E.

Obliczając wskaźnik E, wyrażony w kilowatogodzinach na m2/rok, możemy określić, czy budynek ma niską, średnią czy wysoką energochłonność. Powojenne budynki wielorodzinne mają zazwyczaj E większe niż 250 kWh/m2/rok. Budowane w ostatnich latach mają zazwyczaj E na poziomie 150-170 kWh/m2/rok. Pierwszy w pełni energooszczędny dom wielorodzinny, budowany przez PB Kuncer będzie miał E nieprzekraczające 70 kWh/m2/rok, jeśli brać centralne ogrzewanie i przygotowanie ciepłej wody oraz E nieprzekraczające 40 kWh/m2/rok, jeśli chodzi o samo ogrzewanie! I to jest gwarancja tych w przyszłości – przynajmniej o połowę – niższych kosztów eksploatacyjnych.

 

Zatrzymać ciepło

Oczywiście, jak już wspomnieliśmy, osiągnięcie takich wskaźników kosztuje. Nowe normy precyzyjnie opisują rygorystyczne wymagania stawiane poszczególnym elementom budynku. Trzeba zastosować odpowiednie technologie i nowoczesne materiały.

Wszystko rozpoczyna się na etapie projektowania – od uświadomienia sobie, w jaki sposób „ucieka” ciepło. Okazuje się, że w typowym tradycyjnym budynku 30-40 proc. ciepła tracimy przez wentylację, czyli konieczną wymianę powietrza. Prawie tyle samo, bo 20-30 proc. przenika na zewnątrz przez ściany! Inne drogi „ucieczki” ciepła to okna (15-25 proc.) – zwłaszcza balkonowe, dach (10-15 proc.) i piwnice (3-6 proc.). Wiedząc to, projektant musi znaleźć rozwiązania, żeby zminimalizować ubytki ciepła. Oznacza to poszukiwanie odpowiednich materiałów, ale także stosowanie technik budowlanych przeciwdziałających stratom energii.

Trzeba tu od razu zaznaczyć, że projekty domów energooszczędnych, które miałyby korzystać ze wsparcia NFOŚiGW są poddawane niezwykle wnikliwej analizie przez odpowiednio przygotowanych audytorów (w woj. zachodniopomorskim takie uprawnienia mają zaledwie dwie osoby). Tylko projekt, który uzyska pozytywną opinię, może być przyjęty do programu. Kontrole powtarzają się i na kolejnych etapach procesu inwestycyjnego. Chyba najbardziej spektakularny jest etap sprawdzania szczelności budowli.

Wtedy zamyka się wentylację, wszystkie okna i inne otwory. Dom staje się puszką. Mierzy się panujące w nim ciśnienie. Po godzinie pomiar się powtarza. Ewentualna zmiana ciśnienia pozwala ocenić, ile ciepła pozostało, a ile się ulotniło. Wtedy można precyzyjnie określić, czy normy zostały spełnione. Dopiero taki budynek otrzyma certyfikat energooszczędności.

 

Magiczne słowo rekuperacja

Skoro najwięcej ciepła tracimy przez wentylację, potrzebny jest sposób na to, by dostarczać do mieszkań świeże powietrze a jednocześnie zatrzymywać ciepło. Z pozoru kwadratura koła. Jednak taki sposób się znalazł. To rekuperacja. Chodzi o proces, w którym wtłacza się do pomieszczeń świeże powietrze ogrzane ciepłem odzyskanym z powietrza „zużytego”, usuwanego z budynku.

Kiedy rozmawiamy o tym w siedzibie PB KUNCER, prezes Krzysztof Kuncer podchodzi do urządzenia stojącego w rogu gabinetu dyrektor generalnej firmy, Wioletty Stelmach. Urządzenie wielkością przypomina małą pralkę. To rekuperator odpowiedzialny za proces wymiany powietrza i odzyskiwania energii.

Krzysztof Kuncer objaśnia: – Rekuperator gwarantuje odzyskanie 90 proc. ciepła z usuwanego powietrza. Używa się tego ciepła do ogrzania powietrza pobranego na zewnątrz. Rekuperator odpowiada również za właściwą cyrkulację w mieszkaniu. Przy projektowaniu wentylacji mechanicznej z rekuperacją mieszkanie dzieli się bowiem na strefy. Powietrze wnika do środka tam, gdzie spędzamy najwięcej czasu, czyli na przykład w sypialni czy pokoju dziennym. Druga strefa to kuchnia, łazienka, WC, pomieszczenie gospodarcze. W tej strefie umieszcza się „ujście” powietrza, bo tu jest największe prawdopodobieństwo, że będzie ono zawierało więcej wilgoci albo niechcianych zapachów.

Dyrektor Wioletta Stelmach dodaje: – Zastosowanie rekuperacji stwarza w mieszkaniu niespotykany dotąd komfort. Mamy systematycznie dostarczane świeże i odpowiednio ciepłe powietrze, które jest jednocześnie przefiltrowane, a więc pozbawione kurzu i pyłków, co z pewnością docenią szczególnie alergicy. Ilość powietrza jest tak zaplanowana, że w ciągu godziny jest ono całkowicie wymieniane. Na etapie zasiedlania ma to kapitalne znaczenie, bo nie trzeba mieszkania specjalnie wietrzyć i dosuszać – wiadomo, świeże mury mają w sobie jeszcze sporo wody. Tutaj, przy tak dużej wymianie powietrza, wilgoć jest wydalona szybko. Podobnie jak zapachy. Nowe meble, wykładziny, tkaniny dywanowe i same farby na ścianach długo pozostawiają w nowym mieszkaniu wonie, które zmieszane mogą szkodzić i męczyć. Tutaj tego problemu zupełnie nie ma.

Tak jak od projektantów i budowniczych dom energooszczędny wymaga zmian w sposobie myślenia, tak samo inaczej muszą zacząć myśleć użytkownicy. Przy zastosowaniu rekuperacji niewskazane jest właściwie otwieranie okien, czyli wietrzenie, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Otwarcie okien powoduje bowiem zakłócenie pracy systemu. Rekuperacja zapewnia wystarczającą wentylację. „Wyciąga” z mieszkania wszelką wilgoć i zapachy. Osoba wchodząca do takich pomieszczeń nie zorientuje się, że odbywało się w nich przed chwilą gotowanie bigosu albo smażenie ryby.

 

_80A1471

Rekuperacja to nie wszystko

Ciepło „ucieka” wszelkimi możliwymi drogami. Dlatego chcąc to zjawisko ograniczyć, trzeba inaczej projektować i budować. Krzysztof Kuncer relacjonuje: – Do budowy domu energooszczędnego przystępowaliśmy ze świadomością, że nie ma fachowców posiadających doświadczenie w tej dziedzinie. Budując, będziemy kształtowali u naszych ludzi to nowe, pożądane myślenie. Na początku będzie to oznaczało dokładną kontrolę każdej czynności. Na przykład rurki, które przechodzą między jedną kondygnacją a drugą muszą być odpowiednio zaizolowane, inaczej niż robiliśmy to dotychczas. Podobnie z innymi elementami. Instalatorzy muszą się tego wszystkiego nauczyć od nowa. Niejeden może się na to zżymać, ale tu nie ma taryfy ulgowej. Musi być to stale kontrolowane – i przy projekcie, i przy jego realizacji. Powstaje szczegółowa dokumentacja fotograficzna. Na koniec i tak wszystko zostanie jeszcze raz sprawdzone przez weryfikatora, a budynek przejdzie testy na osiągnięcie wymaganej energooszczędności.

 

Pierwszy Kraków, drugi Koszalin

Koszaliński dom energooszczędny firmy KUNCER jest dopiero drugim w kraju, który spełnił wszelkie srogie wymagania w kategorii budynków wielorodzinnych (wcześniej zatwierdzono kilka projektów domków jednorodzinnych). Pierwszy był Kraków. Jak wspominają szefowie firmy, w trakcie projektowania dochodziło do sytuacji, że konieczne stawało się skonsultowanie jakichś kwestii ze specjalistami z prowadzącego program pilotażowy Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Dochodziło do sytuacji, że płynące z Koszalina pytania skutkowały doprecyzowaniem jakichś kwestii w zasadach programu, bo jak się okazało, nie wszystko było można wcześniej przewidzieć – pojawiały się bardzo konkretne trudności. Te konkretne problemy pojawiające się na etapie przygotowywania koszalińskiego projektu były na bieżąco rozstrzygane, a wynikająca stąd wiedza wykorzystywana w wytycznych przeznaczonych dla wszystkich przyszłych uczestników programu pilotażowego.

O skali trudności w uzyskaniu potwierdzenia energooszczędności projektu budowlanego może świadczyć fakt, że z 300 mln zł przeznaczonych przez NFOŚiGW na dopłaty został uszczknięty dopiero promil tej kwoty.
PB Kuncer przeciera więc szlak. Ale nie ulega wątpliwości, że podobnie ambitnych firm jest więcej i z każdym miesiącem będzie przybywało zatwierdzonych projektów. W kilka tygodni po koszalinianach odpowiedni certyfikat otrzymał jeden z deweloperów gdańskich.

 

Ameryka już trochę odkryta

Dyrektor Wioleta Stelmach z dumą podkreśla, że PB KUNCER dysponuje świetną kadrą, która na bieżąco wdraża nowinki technologiczne oraz drobiazgowo dba o jakość wykonania wszystkich szczegółów. Dzięki temu domy dotychczas budowane przez firmę miały współczynnik energochłonności na poziomie E=110/120, to znaczy nawet o 30 proc. lepszy niż u większości konkurentów.

Jednym z rozwiązań, które pozwalały osiągać lepszy wynik, jest tzw. ciepły montaż okien. Krzysztof Kuncer objaśnia: – Ciepły montaż polega na tym, że przestrzeń pomiędzy oknem a otworem okiennym , uszczelniona pianką montażową jest dodatkowo , obustronnie oklejona specjalnymi taśmami . A taśma ma przy tym taką właściwość, że przepuszcza wilgoć tylko w jedną stronę, czyli na zewnątrz. Teraz ta technologia stanie się powszechna. My mamy w jej wykorzystaniu duże doświadczenie.

Miejsca w budynku, przez które ucieka najwięcej ciepła w żargonie budowlanym nazywa się mostkami cieplnymi. Jednym z nich są balkony, a ściślej miejsce, w którym płyta balkonowa łączy się ze stropem i murem budynku. Tutaj również PB KUNCER ma powód do dumy, bo od lat stosuje rozwiązanie minimalizujące przemarzanie, a więc i ubytki ciepła. – Kiedyś, jak się robiło balkon, wypuszczało się element stropu na zewnątrz i w tym elemencie przejścia powstawał duży mostek cieplny. To było najzimniejsze miejsce w mieszkaniu. Najzimniejsze, a więc takie gdzie skraplała się para wodna z mieszkania. Poznać to było można po plamach na ścianach i sufitach w pobliżu balkonu. Często tam wykwitał rozwijający się grzyb. Parę lat temu zaczęliśmy „kombinować” i powstały te nasze „ciepłe” balkony – na słupach, połączone z budynkiem „ciepłymi łącznikami”. Rozwiązanie się sprawdziło, choć dużo za nie płacimy, bo używana w tym przypadku stal nierdzewna jest bardzo kosztowna.
Doświadczenie w tej materii przydało się przy projektowaniu domu energooszczędnego. Wioletta Stelmach dodaje: – Przy pożądanej obecnie energooszczędności budynków takie rozwiązania będą koniecznością. To co weryfikatorzy sprawdzają przy ocenie projektów, to właśnie mostki termiczne.

 

MEC nieco zawiedziony

Energooszczędność budynku, który PB KUNCER stawia przy ulicy Cypryjskiej na Osiedlu Unii Europejskiej zasadza się jeszcze na jednym rozwiązaniu. Otóż na jego dachu zostaną zamontowane solary, czyli baterie słoneczne podgrzewające wodę używaną do mycia. To znacznie zmniejszy zapotrzebowanie na ogrzewanie wody przez energetykę cieplną. W pogodne dni woda użytkowa będzie podgrzewana w znacznej części energią promieniowania słonecznego. Warto podkreślić: w pogodne a nie wyłącznie słoneczne dni.
O domach, w których pobór energii wytwarzanej konwencjonalnie spada prawie do zera mówi się jako o pasywnych. Wykorzystują one energie słoneczną do podgrzewania wody i wytwarzania prądu (poprzez ogniwa fotowoltaniczne) albo ciepło z głębi ziemi (poprzez tzw. pompy ciepła). – To kolejne wyzwania, jakie czekają nas w nieodległej przyszłości – mówi z przekonaniem Wioletta Stelmach.

 

W domu energooszczędnym przy ulicy Cypryjskiej jest przewidzianych 56 mieszkań. To część planowanego przez PB KUNCER osiedla Słoneczne Wzgórze. Istnieje tam już pierwszy budynek, pobudowany w technologii tradycyjnej, a w 87 mieszkań. Budynek ten stoi na lekkim wzniesieniu, wśród domków jednorodzinnych. Jest z daleka widoczny właściwie z każdego kierunku. W nieodległym czasie pojawią się w jego sąsiedztwie cztery kolejne domy wielorodzinne. Ostatecznie ma tam być około 300 mieszkań. Wszystkie budynki będą miały podobną estetykę. Tak więc przyglądając się temu już istniejącemu, można sobie wyobrazić, jak będzie wyglądał cały kompleks.

 

PB KUNCER nie po raz pierwszy wdraża pionierskie rozwiązania – techniczne, albo organizacyjne. Firma należy do pierwszych w kraju deweloperów, którzy wprowadzili deweloperski rachunek powierniczy. Rachunek taki daje kupującemu mieszkanie gwarancję, że jego pieniądze są w pełni bezpieczne, bo deweloper otrzymuje wynagrodzenie dopiero po wykonaniu określonego etapu albo całości prac. Czuwa nad tym bank, który staje się gwarantem interesów klienta. Od firm budujących nieruchomości na sprzedaż wymaga to zaangażowania kapitału własnego, a to eliminuje z rynku podmioty najsłabsze.