Annę i Zbigniewa Grońskich połączyła miłość tak silna, że pomimo upływu ponad 75 lat trwa ona dalej. Poznali się w roku 1943 w Drohobyczu niedaleko Lwowa, gdzie kiedyś mieszkali.

 

NNQ_9280– Gdy szłam z siostrą w niedzielę do kościoła, podszedł do nas chłopak z czerwoną różą w ręce i powiedział: różę dam twojej koleżance, a tobie dam siebie – wspominała pani Anna moment poznania w rozmowie z dziennikarzem.

Pan Zbigniew mówi zaś, że gdy tylko zobaczył swą przyszłą żonę, to od razu wiedział że to właśnie jej odda swoje serce.

Jubilatka urodziła się w 1925, Jubilat w 1924 r. w Drohobyczu, w dawnym województwie lwowskim. Tam dorastali i mimo okupacji sowieckiej (od września 1939 do czerwca 1941 r.), a później niemieckiej (do sierpnia 1944 r.) i ponownie rosyjskiej, przeżyli wspólnie najpiękniejsze lata młodzieńczego wieku.

W styczniu 1945 r. w Drohobyczu zawarli związek małżeński.

Niestety, jak wspominają, ojciec został aresztowany przez Rosjan i z obawy zesłania na Daleki Wschód całej rodziny, co było udziałem wielu Polaków na terenie Zachodniej Ukrainy, musieli opuścić rodzinne strony.

Po wojnie wraz z przesiedleńcami wyjechali na Śląsk, ale tam po dwóch tygodniach spania pod gołym niebem i niedojadania, gdy pani Ania padła ofiarą radzieckiego żołnierza, który ją obrabował z niewielu cennych rzeczy, jakie posiadała (zabrał zegarek i złoty pierścionek), postanowili przyjechać do Koszalina, gdzie ich znajomy był przewodniczącym sądu.

– Przyjechaliśmy tu latem 1946 roku i od razu ja zacząłem pracować w administracji sądowej, a moja żona w sklepie – wspomina pan Zbignierw. – Wychowaliśmy trójkę dzieci. Teraz jesteśmy już pradziadkami, mamy czworo wnuków i czworo prawnuków.

Podkreślają, że ich receptą na zgodne życie jest rozmowa. – Zawsze trzeba ze sobą jak najwięcej rozmawiać i gdy trzeba iść na ustępstwa – śmieje się pani Anna. – Jak się człowiek tego nauczy, to już później wystarczy tylko miłość i zaufanie do drugiej osoby.

Za czas pracy oboje Jubilaci zostali uhonorowani medalami resortowymi. Wspominają, że jednak najbardziej cenią sobie Medale za Zasługi dla Koszalina, gdyż uważają je za podziękowanie za wkład społecznej pracy, jaką włożyli w odgruzowywanie rynku, uporządkowanie parku czy budowanie stadionów Bałtyk i Gwardii.

W obecności Piotra Jedlińskiego, prezydenta Koszalina oraz bliskich i przyjaciół państwo Grońscy 18 stycznia tego roku obchodzili uroczystość Brylantowych Godów. Była to pierwsza taka rocznica odnotowana w koszalińskim Urzędzie Stanu Cywilnego. 75 lat wspólnego życia!