Wojciech Rogowski zadebiutował w roli reżysera w 2011 roku, realizując na scenie Bałtyckiego Teatru Dramatycznego „Pippi Pończoszankę”. Zarzekał się później, że to rola, w którą nie wcieli się nigdy więcej, ale nie dotrzymał słowa. Całe szczęście, bo „Cykor – bojąca dusza” to nie tylko świetna bajka dla dzieci, ale po prostu kapitalny spektakl dla wszystkich!

 

Na początek warto zaznaczyć, że „Cykor” nie jest przedstawieniem dla najmłodszych (ograniczenie wiekowe to 6+). Górnej granicy nie ma – dorośli ubawią się nie mniej niż ich pociechy. Trwa – z przerwą – dwie godziny, wystarczająco długo, by się znudzić. Nuda, potwór dla teatru zabójczy, tym razem się nie pojawi.

Wojciech Rogowski wybrał dobry tekst. Jego autorem jest węgierski dramatopisarz Pál Békés i jeśli Czytelnikom nic to nazwisko nie mówi, nie ma powodów do wstydu, bo twórca w Polsce jest właściwie nieznany, jego odlotowa bajka tym bardziej. Rzecz scenicznie jest więc nieopatrzona, choć wybitnie teatralna. Zawiera wszystko, co spektakl dla dzieci mieć powinien – wciągającą historię, zrozumiałą linię fabularną, wyrazistych bohaterów, humor i sporo – jak mawia pewien znajomy kilkulatek – „straszności”. Cały ten potencjał udało się wykorzystać zespołowi BTD znakomicie. „Cykorowi” blisko klimatem do „Alicji w krainie czarów” czy wspomnianej „Pippi”. Księżniczki brak, smoka również. Mamy za to Mały Las w samym środku Wielkiego Świata zamieszkany przez stwory o dźwięcznych imionach Ziemioryjek (Piotr Krótki) czy też Wiórek (Artur Czerwiński) przygotowujących się na niechybną inwazję Potworów, prawdopodobnie złożonych z galarety. Tytułowy Cykor (Artur Paczesny) okopał się ze strachu w dziupli z własnym księgozbiorem. Siedzi tam i się trzęsie aż do przybycia przyjaciela – Włóczykija (Wojciech Rogowski) i dalej nie ma co opowiadać, bo dalej jest już suspens, Potwór Biurowy (Katarzyna Ulicka-Pyda!), Wewnętrzny Zgiełk i Błędny ognik z alergią. Brzmi wybornie, nieprawdaż?

 

izabela rogowska -14

 

Walorem przedstawienia jest przede wszystkim szacunek do widza-dziecka. „Cykor – bojąca dusza” operuje co prawda narzędziami pozwalającymi utrzymać kapryśną dziecięcą uwagę, ale mu się nie podlizuje. Nie tłumaczy trudniejszych słów, nie stroni od abstrakcji, ani dłuższych dialogów. Trochę bawi, trochę straszy. Skłania do nieco głębszych przemyśleń niż tylko odróżniania dobra od zła. Mówi o prawdach znajomych: pochwale uczciwości, prawdziwym bohaterstwie, na które stać nawet najbardziej niepozornych, ale głównych bohaterów opowieści – strach i odwagę – pokazuje w nieoczywisty sposób. Przekaz jest czytelny, ale nienachalny.

Aktorzy puszczają oko do maluchów i – skutecznie! – wciągają je w akcję, ale nie ma to nic wspólnego z zabawami w stylu „śpiewajmy razem”. Być może dlatego tak dobrze i bez zażenowania próbami bawienia na siłę ogląda się „Cykora” dorosłym (dodatkową frajdą jest widok zacnych skądinąd aktorów w roli dziwnych stworów), a zwłaszcza miłośnikom twórczości Tima Burtona. Kilka postaci żywcem przypomina bohaterów jego filmów, co jest zasługą niezawodnej Beaty Jasionek, autorki fantastycznej scenografii i kostiumów do spektaklu. Dla dzieci widowiskowe, barwne elementy scenicznego świata będą po prostu uroczo bajkowe, dorośli docenią ich surrealizm i poczucie humoru (ponownie Katarzyna Ulicka-Pyda!). Podobnie jak oprawę muzyczną z kompozycjami Michała osady-Sobczyńskiego i tekstami Tomasza ogonowskiego, którym – podobnie jak reżyserowi – udało się znaleźć złoty środek między prostotą a niuansem, stworzyć piosenki wpadające w ucho, ale niebanalne, dalekie od infantylności, podkreślone przez nowoczesną choreografię Arkadiusza Buszki.

Dzieci nie rozkładają spektakli na czynniki pierwsze, ale oceniają je przez pryzmat własnych emocji. Na recenzję w postaci śmiechu i żywego zainteresowania najtrudniej zasłużyć. Twórcy tego przedstawienia nie muszą mieć cykora – to nie tylko najlepszy spektakl BTD dla dzieci ostatnich lat, ale po prostu jeden z lepszych w repertuarze teatru.