Kariery wybitnych sportowców działają na zbiorową wyobraźnię, bo towarzyszy im rozgłos, duże pieniądze i luksusowe życie. Nie wszyscy jednak docierają na sportowe szczyty. To oczywistość, której nie rozumieją niektórzy rodzice. Źle oszacowane predyspozycje, niewłaściwie dobrana dyscyplina sportu i zbyt duża presja mogą dziecku sport obrzydzić na zawsze. Wszystko przecież zaczyna się od zabawy, która z czasem może zamienić się w coś poważniejszego lub w nawet w pomysł na życie. Może ale nie musi! Rozumieją to świadomi rodzice i mądrzy trenerzy.

Postanowiliśmy przedstawić naszym Czytelnikom trzech koszalińskich trenerów, którzy pracują z najmłodszymi, stymulując ich sportowy rozwój. Choć reprezentują oni różne dyscypliny sportu, łączy ich sposób myślenia o swej roli, w którym równie ważny jak osiąganie postępów w treningu jest aspekt wychowawczy.

 

Trener to partner zawodnika

Tomasz Zawadzki, trener judo w klubie Gwardia Koszalin, tak definiuje swoją rolę w rozwoju sportowego talentu: – Trener to partner zawodnika, który towarzyszy mu w drodze do osiągnięcia celu.
Rodzice przyprowadzają na zajęcia judo cztero-pięcioletnie maluchy. Pierwsze treningi to forma zabawy ruchowej, sprawnościowej, ale też nowe środowisko, miejsce, z którym trzeba się oswoić. Niektóre dzieciaki są zachwycone, niektóre potrzebują czasu, aby oswoić się z dużą salą, hałasem i ciągłą akcją. Zabawa dość szybko przekształca się w zasady i reguły, które to dopiero zaczynają kształtować zawodnika.

Do Dariusza Krajewskiego, trenera koszykówki, trafiają dzieci w różnym wieku i z różnymi warunkami fizycznymi (w koszykówce są one akurat bardzo istotne). Coś, co na początku dość łatwo ocenić, czyli szybkość i wzrost dziecka, z czasem może mieć mniejsze znaczenie niż pracowitość, waleczność czy celność rzutowa, nad którymi można pracować i budować je poprzez treningi: – Aktywność ruchową należy rozpocząć jak najwcześniej, szeroko rozumianą. Bieganie, wyścigi i marsze w terenie leśnym, jazda na rowerze, pływanie, mocowanie się czy zabawy z rzucaniem powinny stanowić alfabet dla zdrowia i prawidłowego rozwoju organizmu. Wstępne predyspozycje i wybór dyscypliny często przychodzą w wieku 6-9 lat, wąska specjalizacja kształtuje się z czasem, opierając się na mocnych i słabszych stronach zawodników.

Andrzej Astapczyk, trener tenisa, mówi: – Koniecznie trzeba zwrócić uwagę na to, że nie wszyscy w jednakowym tempie zdobywają umiejętności. Widać to szczególnie na pierwszych tenisowych zajęciach. Niektóre dzieci łapią i odrzucają piłeczkę bez problemów, inne uczą się tego tygodniami. To nikogo nie dyskwalifikuje, jedynie pokazuje pole do wzmożonej pracy. Początkowe zajęcia to czas na pokazanie dyscypliny. Niekiedy młodzi adepci orientują się, ile pracy przed nimi, szczególnie wtedy, kiedy zapatrzeni są w swoich idoli. Na tym etapie niezbędna jest cierpliwość ze strony zawodnika, a ze strony trenera stałe zagrzewanie do pracy.

 

PRESTIZ_sportowcy--3

 

Rodzic to partner trenera

Zaangażowani rodzice, wspierający, towarzyszący dziecku na każdym etapie rozwoju mają ogromne znaczenie dla motywacji i uzyskiwanych postępów w treningu.
– Zauważyć można różne podejścia: niektórzy „podrzucają” pociechy i odbierają po zajęciach, są też tacy, którzy nie opuszczają żadnego treningu czy zawodów. Są, obserwują, czuwają. Dla trenera taki rodzic to niezastąpiony partner, dla dziecka – motywator. Przytulą, dopilnują, wytłumaczą i nauczą czym jest zwycięstwo i porażka – mówi Andrzej Astapczyk.

Wiktoria Poletajew, Michał Talkowski i Andrzej Mruczek są prawie na wszystkich treningach judo swoich synów. Zgodnie przyznają, że spędzają w hali judo sporo czasu. Obserwują, wymieniają doświadczenia. – Sport uczy dyscypliny, respektu i pracy w grupie – mówi Michał Talkowski, którego syn trenuje na macie od kilku lat. – Z jednej strony to miejsce, w którym można się wyszaleć, ale dostrzegam w tych młodych ludziach szacunek do trenera, do maty, do kolegów, nawet jeśli stają naprzeciw siebie – dopowiada Andrzej Mruczek. – Tu młodsi trenują ze starszymi, z medalistami mistrzostw Polski, to ich niesamowicie dopinguje i mobilizuje do zdobywania kolejnych pasów, które traktują jak amulety – mówi tata Igora Talkowskiego. – Takie treningi, zawody, sparingi to krok w dorosłość i umiejętność podejmowania decyzji, tych szybkich na macie, ale i tych długodystansowych w życiu.

Kiedy dziecko zaczyna traktować sport poważnie, rodziców wciąga sportowe środowisko. Zawody i obozy treningowe zbliżają i pogłębiają relacje. – Mierzenie się z klęską i sukcesem uczy przeżywania towarzyszących temu emocji. Wygrywać jest tak samo trudno, jak przegrywać, gdyż rosną oczekiwania co do siebie samego i otoczenia. Bez obecności rodziców trudno wychować przyszłego potencjalnego mistrza – mówi Andrzej Astapczyk.

Podobnie opowiada Tomasz Zawadzki o zawodach judo: – Na olbrzymiej hali jest czasem po osiem-dziesięć mat. Ja jako trener jestem sam, a walki odbywają się w różnych miejscach. Staram się dopingować wszystkich swoich podopiecznych, biegając między matami, ale rodzic, kiedy jest na takich zawodach, dodaje pewności siebie, samą obecnością wspiera. To nieoceniona wartość.
Dariusz Krajewski komentuje: – Zdarza się oczywiście, że poprzez swoje pociechy rodzice realizują własne niespełnione ambicje. Oczekują coraz cięższego treningu, a podczas kibicowania zachowują się na granicy histerii. Ten rodzaj obecności często bardziej przeszkadza niż pomaga. Podczas koszykarskich meczów niektórzy rodzice wchodzą w rolę trenerów, próbując dawać wskazówki. Chwalą za coś innego niż trener, bardzo emocjonalnie, w raniący sposób ganią swoje dzieci za nieudane akcje. Robią to najczęściej rodzice ze „sportową duszą”, którym trudno powściągnąć własne emocje. Dlatego staram się raz w roku organizować spotkanie integracyjne rodziców i dzieci, podczas którego, rozgrywamy konkursy sprawnościowe, konkursy rzutów, a kończymy wspólnym meczem. Takie spotkania świetnie rozładowują atmosferę i dają okazję wykazać się wszystkim, także bardzo ambitnym rodzicom.

 

PRESTIZ_sportowcy-65898

 

Trenujemy ciało i głowę

Innego rodzaju relacje niż z rodzicami łączą trenera z zawodnikiem. Poczucie bezpieczeństwa, wspólna praca, opieka, sprawiedliwe traktowanie wysuwają się na pierwszy plan. – Budowanie zespołu to długofalowe działanie. Na każdego mistrza judo pracują wszyscy na macie. Zawodnik nie walczy sam ze sobą, zmaga się z przeciwnikami-kolegami. Duch zespołu, atmosfera, budują i tworzą warunki do dobrych treningów, a na tym mi zależy – zaznacza Tomasz Zawadzki. – Jednocześnie w grupie trzeba wciąż dostrzegać poszczególne osoby. Trenerska uważność jest dla nich cenna i wspierająca.

Dariusz Krajewski mówi o relacjach z zawodnikami: – Chodzi o połączenie dobrych stosunków z posłuszeństwem. Buduje się je również poza parkietem, analizując mecze, monitorując stan zdrowia oraz będąc na czasie z wydarzeniami w życiu podopiecznego.

Andrzej Astapczyk dodaje: – Wspólne śledzenie gry mistrzów, wyjazdy na zawody – niby niewiele, ale gdy ta przestrzeń jest wypełniona, tworzy podwaliny pod zaangażowanego sportowca, który nawet jeśli nie zwiąże się z dyscypliną zawodowo, zbuduje pozytywne nawyki i ciekawość świata. Praca nad ciałem jest ważna, ale praca nad głową, nad pokonywaniem swoich słabości bywa ważniejsza. Nawet zawodnik z wydawać by się mogło znakomitymi warunkami fizycznymi może ulec przy chwiejnej psychice. Treningi mają za zadanie budować i hartować adeptów, a umiejętności zdobyte przydają się także w codziennym życiu, poza tenisem – uważa pan Andrzej.

W 1997 roku Adam Małysz bardzo chciał, żeby z kadrą skoczków pracował psycholog. Przeważnie na treningach skakał bardzo dobrze, a przychodziły zawody i nie stawał na podium. Presja i oczekiwania powodowały u niego tremę. Poprosił wtedy o psychologa, ale trener Pavel Mikeska nie chciał się zgodzić. Od tamtej pory minęła epoka w podejściu do zawodników, trenowania i mentalnego wsparcia. Współcześnie nie tylko mistrzowie mogą liczyć na pomoc specjalistów, a pierwszym z nich jest właśnie trener.

 

PRESTIZ_sportowcy-6417120201023

 

Samodoskonalenie

O ile zasady w poszczególnych dyscyplinach sportowych nie zmieniają się znacząco, to zmienia się młodzież, jej świat i wartości. – Nie szkoląc się systematycznie, trener stoi w miejscu a nawet się cofa – mówi wprost Dariusz Krajewski. – Wiedza trenerska zdobyta na wyższej uczelni wymaga wielu dopowiedzeń. Szkolenia, w jakich biorę udział, pomagają myśleć kreatywnie i szukać skutecznych metod dotarcia do młodego pokolenia.

Pomocny okazuje się Internet. Oczywiście trzeba umieć krytycznie podchodzić do podcastów, audycji o tematyce sportowej, analizy meczów i style poszczególnych zawodników. Cała ta wiedza stała się bardzo dostępna, należy tylko nałożyć na to odpowiedni filtr, który wyłuska wartościowe i odpowiedzialne treści. Trener szukający stale rozwiązań, nowych metod, umiejący zrozumieć problemy współczesnej młodzieży, staje się starszym doświadczonym kolegą i towarzyszem w drodze po sportowe laury. Motywacja i odpowiednie, celowane podejście są cenniejsze niż znane sprzed lat metody.

 

PRESTIZ_sportowcy-6426920201023

 

Sukces nie jedno ma imię

Sukcesem są oczywiście trofea, ale z trenerskiego punktu widzenia, radością są przede wszystkim zaangażowani sportowcy, młodzież chętnie i aktywnie uczestnicząca w zajęciach, stale rozwijająca swoje umiejętności i realizująca przyjęte założenia. Satysfakcję przynoszą udziały w zawodach i kolejne etapy, o które uda się zawalczyć. Wielką przyjemność daje szkoleniowcom obserwacja dorastającego sportowca, rozwijającego się we własnym tempie. Obserwacja, jak pomału odrywa się od wyjściowej grupy i szlifuje swoje umiejętności w większych klubach, czy w kadrze wojewódzkiej lub narodowej. Wielu wielkich sportowców podkreśla, jak istotne w ich życiu były pierwsze treningi i pierwsi trenerzy.

Tomasz Zawadzki chciał zostać zawodnikiem judo podobnie jak jego tata. Od kiedy tylko było to możliwe, rozpoczął treningi, choć wcześniej przez jakiś czas pasjonował go taniec. Na początku judoką nie był najlepszym, dopiero z czasem ukształtował się i nabrał pewności w treningach. Zaczął wygrywać i zdobył kolejno medale wszystkich grup wiekowych.

Kiedy doszedł do etapu seniorskiego i zakończył treningi w klubie AZS AWF w Gdańsku, przyszła propozycja objęcia opieką trenerską trudnej młodzieży z gdyńskiego osiedla w ramach wsparcia świetlic socjoterapeutycznych. To doświadczenie sprawiło, że trenerem zapragnął zostać na dłużej. Dziś szkoli przedszkolaki, grupy naborowe i klasę masters czyli zawodników 30+. – Treningi z dziećmi i dorosłymi dają ogromną satysfakcję, stale mnie rozwijają i nakręcają do dalszej pracy – mówi.

Andrzej Astapczyk tenisem zainteresował się dość późno, bo dopiero w szkole średniej, wcześniej od najmłodszych lat grał w piłkę nożną. Rodzice chcieli, żeby skończył technikum i miał „porządny zawód”, a jego stale ciągnęło do sportu. O kierunku studiów zadecydował sam. AWF w Gdańsku stał się wyborem naturalnym, podobnie jak kierunek trenerski. Pracował w Sopockim Klubie Tenisowym, potem w Liceum Tenisowym w Sopocie, a od kilku lat uczy we własnej szkole tenisa w Koszalinie. Emanujący od Andrzeja Astapczyka spokój przekłada się na znakomitą atmosferę na zajęciach. Dzieci poza regularnymi spotkaniami na korcie uczestniczą w obozach tenisowych, na których mogą poznać siebie nawzajem z zupełnie innej strony. Na co dzień lekcje tenisa u Andrzeja Astapczyka odbywają się przy ulicy Morskiej 10, w szkółce TenisPRO.

Od piłki nożnej zaczynał Dariusz Krajewski. Dwa-trzy grał w klubie piłkarskim klubie. Później na dłużej zatrzymała go przy sobie królowa sportu, czyli lekkoatletyka. Dopiero w ostatnich latach szkoły podstawowej jako zajęcie uzupełniające jego ówczesny trener podsunął mu koszykówkę, doszła do tego gigantyczna popularność NBA i nocne oglądanie meczy transmitowanych na żywo przez telewizję. Z czasem pasja zamieniła się w pracę trenerską, która pozwala panu Dariuszowi już 25 lat prowadzić grupy młodzieży w roli nauczyciela wychowania fizycznego w SP 3 im. Ks. J. Twardowskiego w Koszalinie oraz trenera koszykówki w MKKS ŻAK Koszalin.

Trójka naszych rozmówców podkreśla zgodnie, że sprawność fizyczna jest równie ważna jak rozwój intelektualny. Sport jest formą dbania o siebie. Zaszczepiając w maluchach potrzebę zdrowej rywalizacji, dając im możliwość wyładowania emocji, ale również poznania smaku zwycięstwa i porażki, tworzymy warunki do ukształtowania ich jako ludzi kompletnych i świadomych. Wielka w tym rola rodziców, nauczycieli, ale również trenerów: – Czy warto uprawiać sport i prowadzać dzieci na treningi? Takich pytań nawet nie należy stawiać. Nasz świat jest tak skonstruowany, że bez organicznego ruchu zapadamy się w sobie, zaniedbujemy zdrowie. Fizyczność staje się ograniczaną potrzebą i choć to oczywiste, czasem o tym zapominamy przekonują panowie Tomasz Zawadzki, Dariusz Krajewski i Andrzej Astapczyk.