Szczęście lubi nas omijać, ale starość raczej nie. Zamiast narzekać, że się Panu Bogu nie udała, możemy sprawić, żeby stała się spełnionym etapem życia. Taką dewizą kieruje się Anna Zienkiewicz, która kilka lat temu otworzyła w Dębicy pod Rymaniem Rodzinny Dom Opieki „Rafael”, a niedawno Dom Pobytu Dziennego dla osób starszych w Kołobrzegu.

izabela rogowska-40Dziś starość jest niemodna. Nie mówi się o niej, spycha się ją gdzieś na bok, chowa… Nie mówimy „umarł”, wolimy powiedzieć „odszedł”. W społeczeństwie, w którym obowiązuje kult zdrowego ciała i wiecznej młodości, nie wolno się starzeć. A szkoda, bo obcowanie ze starszymi ludźmi uwrażliwia i przygotowuje na to, co nas czeka – na nieuchronne starzenie się naszych bliskich, a w końcu nas samych. I na konieczność opieki, którą trzeba będzie zorganizować.

Większość z nas wcześniej czy później stanie przed wyborem: czy zająć się swoim niedołężnym rodzicem samemu, w domu, czy powierzyć to zadanie profesjonalnej placówce. – To nigdy nie jest łatwa decyzja – mówi Anna Zienkiewicz. – Zwłaszcza, że zmagamy się z funkcjonującym wciąż stereotypem, że oddanie rodzica do placówki opiekuńczej to coś złego, że nie mamy serca, że nie chcemy się nim zająć. „Ja bym swojej mamy nigdy nie oddała”- tak najczęściej mówią osoby, których ten problem nie dotyczy. Takie pretensje pojawiają się też w rodzinach, gdzie jest więcej dzieci, ale część mieszka daleko i na co dzień nie zajmuje się potrzebującym pomocy rodzicem. Ich trudno przekonać, że to już czas, że nie ma innego wyjścia, bo przecież według nich „mama sama sobie radzi”.

Czasy bardzo się zmieniły, dziś pracujemy więcej, dłużej nie ma nas w domu. I nawet, kiedy uda nam się zadbać o podstawowe potrzeby pielęgnacyjne starszej osoby, musimy pamiętać, że zostawiamy ją na cały dzień samą, że nie ma z kim porozmawiać, bo jej jedynym towarzyszem jest telewizor.

– Dziś z perspektywy lat widzę i doceniam, że zostałam wychowana w szacunku dla wieku, starości i wszystkiego, z czym wiąże się przemijanie – wspomina Anna Zienkiewicz.

W dzieciństwie małą Anią opiekowała się babcia, żeby dziewczynka nie musiała chodzić do żłobka, a potem do przedszkola. W domu dziadków mieszkała też prababcia. Osoba mocno już starsza, była centralną postacią rodziny. To z nią jako pierwszą witano się w domu, ona jako pierwsza dostawała posiłek. Pani Anna pamięta również, że kiedy mama przynosiła jej słodycze, taką samą paczuszkę miała też dla prababci. – Miałam 10 lat, kiedy zmarła, a dożyła pięknego wieku 105 lat. Wtedy ludzie nie mieli świadomości, że jest coś takiego jak starcza demencja. Moja prababcia na pewno była nią dotknięta. Zapominała na przykład, że już zjadła obiad. Ale moja babcia, która się nią opiekowała, miała do niej ogromną cierpliwość. I tego mnie nauczyła.

Pani Anna jest absolwentką Szkoły Pielęgniarskiej przy Evangelisches Waldkrankenhaus – Klinice Uniwersytetu Humboldta w Berlinie, w której przepracowała później 16 lat. – To jest zawód, do którego trafiłam dopiero w wielu dorosłym. Widać był mi pisany, choć jako dziecko nigdy nie bawiłam się w robienie zastrzyków misiom. Wyjechałam z rodziną do Niemiec i żeby nie siedzieć na zasiłku socjalnym postanowiłam zostać pielęgniarką. Czasy były takie, że nie musiałam martwić się o pracę w tym zawodzie. Szybko zrozumiałam, że znalazłam swoje powołanie i dziś już nie mogłabym zajmować się niczym innym.

 

 

Po powrocie do Polski pomyślała, że mogłaby wykorzystać swoją wiedzę i doświadczenie zdobyte na oddziałach geriatrycznych w niemieckich szpitalach tworząc dom opieki dla chorych i starszych osób, zgodny z zachodnimi standardami. Tak w 2012 roku powstał w Dębicy pod Rymaniem Rodzinny Dom Opieki „Rafael”, prowadzony w formie mieszkania wspieranego (to model, który pani Anna zna z Niemiec, tzw. Betreuteswohnen), czyli połączenia domowej atmosfery z profesjonalną opieką. – Moi podopieczni to osoby leżące lub będące w całkiem dobrej formie, ale jednak nie takiej, która umożliwia samodzielne życie. Mieszkają w przytulnych jedno lub dwuosobowych pokojach. Każdy wyposażony jest w łóżka pielęgnacyjne – istotne zarówno dla mieszkańców, jak i dla ich opiekunów, bo bardzo ułatwiają codzienną opiekę, oraz łazienki przystosowane dla osób z wszelkimi niepełnosprawnościami – można w nich wjechać pod prysznic wózkiem toaletowym.

Warunki są domowe, ale ze wszystkimi medycznymi udogodnieniami. W domu jest część wspólna, salon i kuchnia, która zapewnia domowe jedzenie. Mieszkańcami przez 24 godziny na dobę zajmują się opiekunki – do godziny 16.00 dyżurują trzy, od 16.00 do 8.00 – dwie oraz oczywiście pani Anna. Mieszkańcy mają też opiekę lekarza, mogą korzystać z usług fryzjera, jeśli wyrażą takie życzenie, odwiedzi ich ksiądz z miejscowej parafii.
– W naszej pracy ważne są kwalifikacje, doświadczenie, ale przede wszystkim wrażliwość. Choć ona czasem bardzo przeszkadza. Pamiętam osoby, które musiały zrezygnować z pracy u nas, bo nie dawały sobie rady psychicznie, w podopiecznych widziały swoich bliskich, było to dla nich traumatyczne przeżycie. Rozumiem to i szanuję. Do tej pracy trzeba dojrzeć. Jedna z opiekunek przychodząc do „Rafaela” nie miała żadnego doświadczenia w pielęgnacji osób starszych, poza tym wyniesionym z domu. Pracując, skończyła szkołę opiekuna medycznego, dziś nie wyobraża sobie innej drogi zawodowej.

Początki zawsze są trudne. Każdy, kto zaczyna pracę w domu opieki boi się podnieść, obrócić czy postawić starszą osobę. Po prostu, nie chce jej zrobić krzywdy. Trzeba przełamać w sobie te obawy, to przychodzi z czasem. Podobnie jak umiejętność stawiania granic. Wrażliwemu człowiekowi trudno jest kazać swojemu podopiecznemu wziąć myjkę i się umyć. Chciałoby się go wyręczyć, ale to błąd. Trzeba – dla jego własnego dobra – nauczyć się stawiać mu zadania, wymagać i dopilnować wykonania, chociaż zajmuje to naprawdę dużo czasu i wymaga ogromnych pokładów cierpliwości.

Jakie zmiany w zachowaniu powinny zaniepokoić bliskich, co wskazuje na to, że zaczyna się problem, i za chwilę może być potrzebna pomoc? – Rodzinom często trudno jest dostrzec ten moment. Dzieje się tak dlatego, że osoby mieszkające u siebie, funkcjonujące w swoim naturalnym środowisku znakomicie potrafią maskować pojawiające się deficyty – tłumaczy pani Anna. – Orientują się, że dzieje się z nimi coś niepokojącego, nie radzą sobie z tym, zaczyna dochodzić do reakcji agresywnych. To pierwszy moment, w którym należy zgłosić się do lekarza.

Dużo trudniej jest doradzić, kiedy powinno poszukać się profesjonalnej opieki dla osoby starszej, dotkniętej demencją. – To zależy od bardzo wielu czynników – mówi pani Anna. – Rodzina powinna dobrze się do tego przygotować i przemyśleć, czy jeśli zamierza oddać bliską osobę pod opiekę profesjonalnej placówki, to chce zrobić to w momencie, gdy mama czy tata na tyle dobrze jeszcze funkcjonuje umysłowo, że odnajdzie się w nowym środowisku, czy też woli poczekać, aż znajdzie się w stanie, w którym będzie jej czy jemu już wszystko jedno.

 

 

Nie ulega wątpliwości, że podstawowym kryterium podejmowania tak ważnej decyzji jest bezpieczeństwo. I to nie tylko osoby starszej, która może się przewrócić i nie umieć zawołać o pomoc, ale też i otoczenia, jeśli na przykład włączy kuchenkę gazową i o niej zapomni.

– Pojawia się pytanie: czy ja chcę dobrze dla siebie, czy dla tej potrzebującej opieki osoby – mówi pani Anna. – Czy pozostawienie jej w domu zapewni mi „spokój” sumienia, bo nie oddałam mamy, czy też wybieram drogę odpowiedzialnej opieki. I tu już obojętne, czy w formie profesjonalnej placówki czy całodobowej opiekunki w domu.

To pytanie, na które odpowiedź musi dać sobie sam każdy z nas. Trzeba tylko pamiętać o tym, że opieka pielęgnacyjna nad osobą starszą jest trudna również dlatego, że ona często nie chce na nią pozwolić, bo się wstydzi. Nie pamięta o przyjmowaniu leków, za mało pije, bo ma problemy z nietrzymaniem moczu, więc chce ograniczyć wyjścia do toalety. Jeśli dojdą do tego leki odwadniające, następują zaburzenia świadomości wywołane zwykłym odwodnieniem – wyjaśnia pani Anna. – Trzeba też nauczyć się postępować z często występującymi u starszych ludzi zachowaniami polegającymi na tym, że wydaje im się, że ktoś im coś ukradł. – Nigdy nie można zaprzeczać, tłumaczyć, że taka sytuacja nie miała miejsca – radzi pani Anna. – To tylko jeszcze bardziej ich zdenerwuje, wywoła agresję. W takich sytuacjach ja zwykle mówię, że musimy razem poszukać złodzieja. To pomaga. Pamiętam też taką podopieczną, która codziennie o tej samej porze wychodziła na korytarz, myśląc, że jest na dworcu i za chwilę z wojny wróci jej syn. Długo nie wiedzieliśmy, jak sobie z tym poradzić, dopóki jedna z opiekunek nie wpadła na pomysł, żeby odczytywać komunikat o opóźnieniu pociągu. Nasza podopieczna przyjmowała ten fakt do wiadomości i wracała do pokoju. Po chwili już o niczym nie pamiętała.

Pamięć u osób starszych delikatnie mówiąc lubi płatać figle. Znakomicie działa ta odległa, zaburzona jest krótkotrwała. Dlatego taka osoba nie będzie pamiętała, czy wzięła leki, ale można z nią porozmawiać o dawnych czasach czy starych znajomych. – Osoby po udarach, wylewach, z zachowaną świadomością, ale niepełnosprawne są największym obciążeniem dla samych siebie – mówi pani Anna. – Mózg funkcjonuje, ale ciało już mu nie dorównuje. Chciałyby coś zrobić, ale nie mogą. Natomiast osoby, u których występują zaburzenia świadomości, stanowią większe obciążenie dla rodziny. Bliscy nie umieją pogodzić się z tym, że mama czy tata, żyje w swoim świecie, nie poznaje ich.

Pani Anna jest osobą stworzoną do działania. Niedawno pomyślała, że przydałoby się miejsce dla osób z demencją, chorobą Alzheimera i innymi chorobami otępiennymi, w którym znalazłyby opiekę i wsparcie w czynnościach życiowych oferowane w czasie, gdy ich bliscy i opiekunowie pracują. Taka bezpieczna przystań powstała na obrzeżach Kołobrzegu. Przytulny, położony w malowniczym ogrodzie dom funkcjonuje w dni powszednie, 5 dni w tygodniu, od poniedziałku do piątku, w godz. 7.00-17.00. Świadczy usługi polegające na: udzielaniu pomocy w podstawowych czynnościach życiowych, opiece higienicznej w niezbędnym zakresie, utrzymywaniu i podnoszeniu sprawności fizycznej, aktywizacji podopiecznych, stymulowaniu nawiązywania, utrzymywania i rozwijania kontaktu z rodziną i społecznością lokalną, organizacji czasu wolnego.
Personel czuwa nad przyjmowaniem leków własnych podopiecznego, według ścisłych zaleceń lekarza rodzinnego lub lekarza specjalisty i za pisemną zgodą podopiecznego lub jego opiekuna. – Włożyłam w to miejsce serce, radość i nadzieję – mówi pani Anna. – Chciałam, żeby nasi podopieczni mogli poczuć się potrzebni, spędzić czas w grupie, zobaczyć, że nie są sami w swoich ułomnościach. U nas znajdą towarzystwo, mogą wziąć udział w terapii zajęciowej, skorzystać z pomocy psychologa. Cieszy mnie, kiedy słyszę ich rozmowy. Niektórzy są tak skoncentrowani na swoich chorobach, że mówią tylko o nich, ale są też tacy, którzy lubią poopowiadać o swojej rodzinie. Dochodzi też do dyskusji politycznych – śmieje się pani Anna.

– To na pewno nie jest łatwy zawód. Potrzebna jest cierpliwość, empatia, a pracujemy pod presją bardzo dużego stresu, ze świadomością ogromnej odpowiedzialności. Kiedy przychodzi moment zmęczenia i nie oszukujmy się, czasem też frustracji i zwątpienia, myślę, że kiedyś moje dziecko będzie potrzebowało takiej opieki. Mnie już nie będzie, zajmą się nim obcy ludzie. Więc ja zajmuję się swoimi podopiecznymi tak, jak chciałabym, żeby ktoś kiedyś zaopiekował się moim dzieckiem… (pani Anna ociera łzę). Od razu dostaję zastrzyk energii, wracają siły, cierpliwość, inaczej się pracuje. Opieka nad starszymi, schorowanymi ludźmi to moja pasja i powołanie. Kiedy zmarła moja mama, a potem straciłam starszego syna, dużo czasu potrzebowałam, żeby nauczyć się z tym żyć. Nie mogłam dać się pochłonąć rozpaczy, czułam, że muszę tę tragedię przekuć w coś dobrego. I tak powstał „Rafael”. Ja po prostu działam. To mi pozwala żyć.

Autor: Kasia Madey