Kiedy rozmawialiśmy z Małgorzatą Hołub-Kowalik latem tego roku, sprinterka przygotowywała się do startu w Lekkoatletycznych Mistrzostwach Europy w Berlinie. Wracamy do tematu mistrzostw, a przy okazji pytamy o to, czy pani Małgorzata, koszalińska radna, wystartuje w najbliższych wyborach samorządowych.

 

CC8B8887– Jak ocenia pani swoje występy w Berlinie? Jest pani z nich zadowolona?

– To były dla mnie dobre mistrzostwa, choć nie rewelacyjne. Mam pewien niedosyt w związku z występem indywidualnym, ale za to pełną satysfakcję z biegu sztafetowego, bo przecież zdobyłyśmy złoty medal. Tutaj trudno było wymarzyć sobie coś więcej. Tak więc w ogólnym rozrachunku uważam mistrzostwa za udane.

 

– Mam wrażenie, że wasz bieg sztafetowy 4×400 metrów (mimo że Polacy zdobyli więcej złotych medali) był przez kibiców i widzów telewizyjnych traktowany jako szczególne wydarzenie. Miały panie odczucie, że cała Polska na was patrzy?

– Bez fałszywej skromności powiem, że tak. Coraz częściej spotykamy się zresztą z tym, że ludzie interesują się naszymi występami, ale również zajęciami między zawodami. Stałyśmy się rozpoznawalne, co oczywiście nie jest niczym złym i świadczy o sympatii. A wtedy w Berlinie odbierałyśmy bardzo dużo miłych sygnałów od kibiców. Czułyśmy ich wsparcie.

 

– Po klęsce polskiej reprezentacji piłkarskiej na mundialu i waszych świetnych występach na Mistrzostwach Europy pojawiły się komentarze, że jest niesprawiedliwością, iż futboliści zarabiają tak dużo, nie prezentując dobrego poziomu, a lekkoatleci nie mogą liczyć nawet na część zainteresowania sponsorów jakie towarzyszy futbolowi. Rozmawiają o tym państwo w swoim gronie?

– Rzadko. Ja dawno pogodziłam się z faktem, że piłka nożna jest najpopularniejszą dyscypliną sportu i że lekkoatletyka nigdy nie dorówna piłkarstwu pod względem zainteresowania publiczności. Piłkę nożną, nawet na niskich szczeblach rozgrywek, ogląda mnóstwo ludzi. Również osób trenujących jest nieporównanie więcej niż na przykład tych, którzy postawili na biegi sprinterskie. Frekwencja napędza pieniądze w sporcie, trudno mieć o to pretensje.

CC8B8864

– Czyli mimo sukcesów, sponsorzy nie walą drzwiami i oknami?

– Propozycji sponsorskich rzeczywiście nie ma wielu, ale to można wyjaśnić nawet z praktycznego punktu widzenia. Występ naszej sztafety pokazywany w telewizji to są 3-4 minuty, przez które widać na ekranie jakieś logo. Piłkarze biegają z nazwą sponsora na piersiach przez 90 minut. Trudno z tym dyskutować. Sport się skomercjalizował i już inaczej nie będzie.

 

– Lokalnie ma pani ciekawego sponsora. Myślę o firmie Dieta Figura, która między innymi oferuje dietę pudełkową oraz diety specjalistyczne, przygotowane pod potrzeby różnych grup odbiorców, w tym również sportowców. Od jak dawna współpracuje pani z tą firmą?

– To już dobre parę miesięcy. Jestem z tej współpracy bardzo zadowolona. Nie chodzi tylko o gotowe dania przygotowane specjalnie dla mnie. Ważne było również to, że mogłam liczyć na profesjonalne wskazówki co do żywienia w ogóle. Bardzo mi to pomaga.

 

– Czyli nadal korzysta pani z produktów marki Dieta Figura?

– Teraz jestem w okresie roztrenowania, więc pozwalam sobie na pewne odstępstwa od przyjętych zasad. Jem więc rzeczy, których w okresie treningów i startów unikam. Teraz wreszcie mogę zjeść na przykład zwykły obiad u mamy, albo przygotować samemu coś, czego w innym okresie bym nie zjadła. Tak to już jest, że na pewnym poziomie profesjonalizmu w sporcie sposób odżywiania ma ogromne znaczenie i trzeba tu ogromnej dyscypliny.

 

– Mówiła nam pani w poprzedniej rozmowie, że wrzesień to okres, kiedy ma pani trochę czasu dla siebie i męża. Jak można byłoby wnioskować na podstawie Facebooka, zrobili sobie państwo krótki urlop…

– Byliśmy cztery dni w Turcji i kilka dni w Krakowie. Na więcej nie mogliśmy sobie pozwolić, bo obowiązki wzywały i musieliśmy wracać. Przywykłam do życia z kalendarzem w ręku, ale staram się jak najintensywniej wykorzystywać czas spędzany w Koszalinie.

 

– Co czeka panią w najbliższym czasie od strony sportowej?

– Niedługo skończy się okres roztrenowania, kiedy nie mam typowych treningów. Zaraz potem rozpocznie się okres przygotowania tlenowego. Będzie mnie można spotkać w lesie albo gdzieś na Górze Chełmskiej, na rowerze albo w biegu. Dojdzie do tego sporo zajęć na siłowni. Ale na razie o tym nie myślę, odpoczywam.

 

– Są państwo – pani i mąż – radnymi koszalińskimi. Czy wystartuje pani ponownie w wyborach do Rady Miejskiej?

– Nie. Igrzyska Olimpijskie w Tokio w 2020 roku są dla mnie najważniejsze i postanowiłam wszystkie siły poświęcić przygotowaniom do tego wydarzenia. Mam świadomość, że skupiając się tak bardzo na sporcie, nie mogłabym dobrze wykonywać obowiązków w samorządzie. W mijającej kadencji było wiele sytuacji, kiedy wyjeżdżałam z obozu treningowego odbywającego się na przykład w Zakopanem, żeby być na posiedzeniu Rady Miejskiej. Tych dwóch rzeczy nie da się w sposób odpowiedzialny łączyć. Ale za to mój mąż startuje ponownie i będę mu mocno w tym kibicowała.

CC8B8989