102-letni Giuseppe Ottaviani osiągnął w skoku w dal 83 cm, a w trójskoku 2,23 m. 101-letnia atletka z Indii Man Kaur przebiegła 200 m w czasie 3.14.65 i rzuciła oszczepem na odległość 4,56 m dwukrotnie się poprawiając. – Byli jedynymi w tej kategorii wiekowej, więc złoto mieli tak pewne jak furorę – relacjonuje koszalinianin Jerzy Krauze, który poprowadził polską reprezentację.

 

W lekkoatletycznych mistrzostwach świata masters (weteranów) w Maladze (3-16 IX) zmierzyło się 8200 zawodników mających co najmniej 35 lat, w tym 110 Polaków. Wybitny wieloboista Jerzy Krauze, zawodowo główny specjalista w Referacie Kultury i Sportu UM w Koszalinie, wystąpił nie tylko w roli szefa naszej ekipy, ale wystartował i zdobył srebrny medal w dziesięcioboju w kategorii M55 (55-59 lat), a także pobił rekord Polski rezultatem 7452 pkt, co jest zarazem najwyższym krajowym wynikiem masters all-time, czyli w przeliczeniu na wszystkie kategorie wiekowe!

– Było 38 stopni, ale w słońcu – nie ubolewa koszaliński czempion. – Na płycie stadionu ustawiono namioty, pod którymi mogliśmy się chronić. Jednocześnie była to fiesta: szalejący spikerzy i muzyczny show.

2

Mistrzowie z zasadami

W tabeli rekordów Jerzego Krauzego zaskakuje to, że z wiekiem osiąga coraz lepsze wyniki. – Niektóre relatywnie – uściśla. – W masters do punktacji wielobojowej stosuje się algorytm przeliczeniowy. Jeśli ktoś w kategorii M40 (40-44 lata) przebiegnie 1500 m w 5 minut i po latach powtórzy ten rezultat w M50, to za pierwszym razem dostanie 350 pkt, a za drugim 400. Ponadto w niektórych konkurencjach są wiekowe ułatwienia, np. w kategoriach od M35 do M45 kula waży 7,26 kg, w M50 i M55 6 kg, a od M60 – 5. Podobnie, tylko niżej jest u kobiet (kategorie W). Maleją też ciężary młota, dysku i oszczepu, a w płotkach wysokość, rozstaw i dystans. Dla laika to trochę zagmatwane, ale nie eliminuje osób starszych z udziału i wyrównuje szanse przy dużej rozpiętości wiekowej.

Jednak skoro jest kilkanaście kategorii wiekowych, to tyleż rozgrywek w każdej konkurencji. Dlatego mistrzostwa masters trwają dwa tygodnie – o kilka dni dłużej niż zwykłe, a uczestniczy w  nich cztery razy więcej zawodników.

Pojęcie masters (mistrzowie) w angielskich nazwach związków i zawodów weteranów pojawiło się sześć lat temu, bo veterans kojarzyło się z wojną; dwa lata także Polska po zaleceniu związku europejskiego przyjęła takie nazewnictwo.

 

Bieżnia przez mękę

Konkurencje dziesięcioboju są tak różne, że wymagają sprzecznych ze sobą predyspozycji. Koszaliński lekkoatleta najlepiej czuje się w sprintach. A ostatnie okrążenie na półtora kilometra? – Koszmar zaczyna się już przed startem –przyznaje. – To ostatnia konkurencja dwudniowych zmagań od rana do wieczora, zakwasy, potworne zmęczenie… Największy ból jest na 300-400 m przed metą, ale na 250 trzeba jeszcze zacząć finisz, a nie ma z czego. Na mecie reanimacja, odcina nas, walczymy o życie, dziękujemy sobie leżąc, niektórym czasem podają tlen. Pionizujemy się po 4-5 minutach, czekamy na ostatniego i na gumowych nogach robimy wspólną rundę. Wszyscy są zwycięzcami, bo przebrnęli przez 10 konkurencji. To inna grupa ludzi. Nigdzie nie ma takiej więzi. Szanujemy się w tej dyscyplinie, pomagamy sobie w trakcie rywalizacji, bo jest taka trudna. Za sprawą wszechstronności to klasyka atletyki. Nie ujmując nikomu: to nas nazywa się królami królowej sportu.

Brazylijskie ciemności

Największe rozczarowanie Jerzy Krauze przeżył na MŚ w Porto Allegre w 2013. W dziesięcioboju właśnie skakał o tyczce. Była 22., gdy zgasły jupitery. Przerwa, dekoncentracja, dogrzewanie się. Awarię usunięto, lecz jupitery wymagają czasu, zanim w pełni oświetlą stadion. Na ścieżkę rozbiegową dodatkowo wjechało auto z reflektorami. Na niewiele to się zdało, Polak nie widział tzw. koryta (otwór na dolny koniec tyczki podczas skoku – trapezoidalny, stąd żargonowa nazwa skrzynki). Protestował, ale sędzia ze względu na późną porę kazał mu skakać. Nie zaliczył żadnej wysokości. Zwrócił się do sędziego głównego MŚ, ale ten nie przyjął werbalnego protestu, bo było po 23., a zostały jeszcze dwie konkurencje. Nasz zawodnik mógł się odwołać pisemnie, ale rano, więc gdyby powtórzono tyczkę, dziesięciobój trwałby trzy dni, co jest z kolei niezgodne z zasadami tej dyscypliny. Czuł rozgoryczenie, lecz z szacunku dla rywali zrezygnował. Tyle że do tyczki był drugi w stawce dziesięcioboistów, a teraz spadł na szóstą pozycję. Chciał zejść ze stadionu. Koledzy tłumaczyli, że nosi godło na koszulce i że przyjechał nie tylko dla siebie. Z wściekłości zaczął odrabiać punkty: po oszczepie był już czwarty, a o północy po zaciętym biegu na 1500 m zdobył tytuł wicemistrza świata. Żal zachował, bo uniemożliwiono mu walkę o złoto – jak pokazały statystyki punktowe, nawet po bardzo słabym, ale choćby jednym zaliczonym skoku o tyczce Jerzy Krauze zostałby mistrzem świata.

 

Słuchaj ciała

Gdy zbadano los amerykańskich żołnierzy, których po likwidacji bazy na Pacyfiku wysłano w sile wieku na emeryturę, okazało się, że po kilku latach połowa nie żyła lub miała silne dolegliwości z powodu zaniechania aktywności. Ale choćby w Słupsku znane są przypadki odwrotne: dwaj emeryci policyjni, którzy nie odpuścili długiego dystansu, okupili to zwyrodnieniami stawów biodrowych i zaczęli mocno kuleć.

– A ja znam 108-letniego Stanisława Kowalskiego ze Świdnicy, który cztery lata temu ustanowił rekord Europy na 100 m w kategorii M100 i rekordy świata na 60 m i w pchnięciu kulą. Już nie startuje, ale wciąż jest w umiarkowanym ruchu – daje przykład wieloboista. – W Koszalinie panowie po sześćdziesiątce – Janek Suski czy Leszek Jaworski, a nawet Kazimierz Bułczyński (88 lat, rekordzista świata w pięcioboju lekkoatletycznym w kat. M80) – wciąż się w to bawią, startując w mistrzostwach Polski i imprezach międzynarodowych. Kiedy zaczynałem w gdańskim AZS-ie, podczas badań sportowych lekarz ostrzegł mnie, żeby na koniec wyczynu nie rezygnować ze sportu całkowicie. I faktycznie, gdy miałem przerwę, serce pracowało nie tak jak powinno, czułem się nieswojo. A zarazem sport uzależnia, trzeba nad tym panować i ustępować na rzecz regeneracji, kierując się tym, co podpowiada nam własne ciało.