W Polsce co godzinę jedna osoba dowiaduje się, że ma nowotwór krwi. Na świecie zegar tyka jeszcze szybciej – co 35 sekund. Chorują dzieci, młodzież, dorośli, seniorzy. Ale nawet najbardziej sugestywna statystyka nie działa na wyobraźnię tak, jak historia konkretnej osoby. W tym przypadku – dwóch. Pani Barbara z Mielna i Izabela z Koszalina jednego dnia prowadziły szczęśliwe, zdrowe życie, a kolejnego były pacjentkami czekającymi na ratujący życie przeszczep. „Ludzi dobrej woli jest więcej” i właśnie oni na terenie Koszalina i powiatu koszalińskiego postanowili zorganizować wielką akcję rejestracji dawców komórek macierzystych z nadzieją, że dla obu pań uda się znaleźć dawcę.

Jednym z wolontariuszy uczestniczących w akcji „Dni Dawcy dla Basi i Izy” jest Anna Ledochowicz. Z ramienia Fundacji DKMS, pod której patronatem odbywa się akcja, wydarzenie koordynuje Leszek Lewandowski. – Wspiera nas od strony formalno-prawnej, przygotowuje i rozsyła niezbędną dokumentację i oczywiście pilnuje, by wszystko działo się w zgodzie z zasadami i ideą Fundacji – wyjaśnia Anna Ledochowicz. – DKMS zapewnia nam też materiały promocyjne: plakaty, ulotki. Słowem – prowadzi wydarzenie w Warszawie, a my robimy to na miejscu wraz z wolontariuszami, których jest naprawdę wielu.

Anna Ledochowicz w pierwszej akcji na rzecz dawstwa brała udział w 2016 roku. Dwa lata temu akcja poświęcona była jej bliskiej koleżance, dziś – przyjaciółce, Barbarze Sak-Adamów. – Kiedy dowiedziałam się o chorobie Basi, postanowiłam skontaktować się z DKMS, by zorganizować niewielką akcję na jej rzecz – mówi. – Zadzwonił do mnie koordynator, pan Leszek i powiedział, że na tym samym oddziale hematologii co Basia przebywa pani Izabela z Koszalina i zaproponował, byśmy zamiast małej zorganizowali dużą, szeroko zakrojoną akcję dla obu pań. Przystaliśmy na to bez wahania.

 

Wielka akcja

Akcja prowadzona jest potrwa do 25 marca w 50 lokalizacjach gmin powiatu koszalińskiego. Kulminacją będzie weekend 24-25 marca. Wtedy w Koszalinie i okolicznych miejscowościach, między innymi w Mielnie, Kołobrzegu, Sianowie, a w nich w galeriach handlowych, urzędach, bibliotekach i świetlicach, zakładach pracy pojawią się wolontariusze, u których będzie można zarejestrować się jako potencjalny dawca. W weekend 17 i 18 marca duża akcja odbędzie się przy okazji Rajdu Monte Karlino, a także w Koszalinie przy okazji Środkowopomorskich Targów Ślubnych.

– Wybraliśmy miejsca i wydarzenia, gdzie pojawia się duża liczba osób – podkreśla Anna Ledochowicz. – Celem jest oczywiście zebranie jak największej liczby potencjalnych dawców, ale też pokazanie paniom, którym akcja jest dedykowana, że nie są same, że jest mnóstwo ludzi, którzy chcą im pomóc.

Jako dawca może zarejestrować się każdy zdrowy człowiek pomiędzy 18. a 55. rokiem życia, ważący minimum 50 kg. Procedura zajmuje dosłownie chwilę: polega na przeprowadzeniu wstępnego wywiadu medycznego, wypełnieniu formularza z danymi osobowymi oraz pobraniu wymazu z błony śluzowej z wewnętrznej strony policzka specjalnym patyczkiem. Trzeba mieć ze sobą dokument tożsamości z numerem PESEL. Na miejscu można oczywiście otrzymać wszelkie niezbędne informacje na temat dawstwa, prac Fundacji, przeszczepów.

 

Bohaterki akcji

Historie bohaterek akcji są dość podobne. Pani Barbara Sak-Adamów i Izabela Duda-Ruszel poznały się w styczniu tego roku w Klinice Hematologii w Szczecinie. Obie usłyszały podobne diagnozy. Pani Barbara: ostra białaczka szpikowa, pani Izabela: ostra białaczka limfoblastyczna. Obie na jednym oddziale przechodzą chemioterapię, w obu przypadkach konieczny jest przeszczep szpiku (komórek macierzystych).
Łączy je nie tylko miejsce zamieszkania, ale też podobny wiek, etap życia. Pani Barbara ma 47 lat, jest menedżerem znanego mieleńskiego hotelu i restauracji. Ma męża Bogusława, córkę Zuzię i syna Filipa. Pani Izabela ma lat 45, pochodzi z Koszalina, mieszka w Konikowie z mężem Tomaszem, córką Dominiką i ukochanymi zwierzakami. Obie mówią jednym głosem: mają dla kogo żyć, mają plany i z całych sił pragną wrócić do normalnego życia.

 

Baza dawców

Fundacja DKMS to aktualnie największa baza dawców szpiku w Polsce, w której zarejestrowanych jest ponad 1,25 mln potencjalnych dawców szpiku, a już 4 800 osób oddało swoje komórki macierzyste lub szpik (dane ze stycznia 2018 r.).

Wydaje się, że to dużo, ale w praktyce dla co piątego chorego nie udaje się znaleźć dawcy.
Zanim zdecydujemy się na dołączenie do bazy dawców warto zapoznać się z materiałami udostępnionymi na stronie dkms.pl.

 

Szkodliwe mity

Choć świadomość zasad dawstwa w ostatnich latach bardzo wzrosła, wciąż pokutuje wiele mitów na temat związanych z tym procedur i okoliczności, które odstraszają potencjalnych dawców. Największym i najbardziej szkodliwym jest ten, że materiał pobiera się z rdzenia kręgosłupa. To nieprawda. Komórki macierzyste w 80 procentach przypadków pobiera się z krwi obwodowej. W największym uproszczeniu przypomina to zwykłe pobranie krwi, tyle że trwa około 4-5 godzin. W pozostałych uzasadnionych medycznie przypadkach pobieranie następuje z talerza kości biodrowej. Zabieg jest krótki – trwa około godziny, przeprowadza się go w znieczuleniu ogólnym.

Drugi mit to ból związany z zabiegami. W przypadku pierwszym o chwilowym poczuciu dyskomfortu możemy mówić w momencie zakładania wenflonu (wkłucie dożylne).

W kategoriach niedogodności można rozpatrywać też konieczność przyjęcia serii zastrzyków na rozrost komórek macierzystych (chodzi o spowodowanie ich maksymalnego namnożenia), które są tak nieskomplikowane, że dawcy często aplikują sobie zastrzyki samodzielnie. Przez kilka dni można wtedy odczuwać niewielkie bóle mięśni i stawów jak przy grypie. W przypadku pobrania materiału z kości talerza biodrowego mówimy o lekkim podrażnieniu w okolicy wkłucia i bólu porównywalnym do tego jaki odczuwamy przy nabiciu sobie siniaka. W obliczu faktu, iż po drugiej stronie mamy ludzi walczących z nowotworem, poddawanych bolesnym zabiegom, chemioterapii i walczącym o życie okoliczności te wydają się naprawdę trywialne.

Kolejny mit to przekonanie, że procedura pobrania szpiku narazi nas na koszty i niewygody. I znów nie ma to nic wspólnego z prawdą. Potencjalny dawca od momentu pierwszego kontaktu otoczony jest opieką i wsparciem ze strony Fundacji DKMS, która pokrywa koszty jego dojazdu do wskazanej kliniki, noclegów, zajmuje się również logistyką z tym związaną. Dawca jest szczegółowo informowany o wszystkim co dotyczy procesu pobrania, dostaje wskazówki co do wykonania badań (są przeprowadzane w miejscu zamieszkania), a dawcy zgodnie podkreślają, że zarówno kontakt jak i cała procedura jest przeprowadzana wzorcowo, we wspaniałej, pozytywnej atmosferze.
Mit czwarty – pobranie komórek ma negatywny wpływ na zdrowie dawcy. Wystarczy wspomnieć, że komórki macierzyste odnawiają się po dwóch tygodniach od pobrania, by rozwiać wszelkie wątpliwości co do tego, że zabieg może nam w jakikolwiek sposób zaszkodzić lub pozbawić nas „zapasów” czy spowodować chorobę.

 

Szansa na drugie życie

W ankiecie dla Fundacji DKMS Barbara Sak-Adamów poproszona o kilka słów zachęty do dołączenia do bazy dawców szpiku napisała: „Ktoś mi kiedyś powiedział: Jeśli możesz pomóc, to po prostu to zrób. Proszę każdego z Was o zrobienie wymazu i powiększanie banku dawców szpiku i nie zastanawiajcie się, po co. To naprawdę ma ogromny sens. Białaczka to nie wyrok, tylko długie leczenie. Otrzymanie dawcy szpiku daje nam gwarancję całkowitego wyleczenia i szanse na drugie, lepsze życie po chorobie.

 

Aneta AngrotAneta Angrot, dawca

Mieszka w Koszalinie z mężem i dwójką dzieci, pracuje w urzędzie skarbowym. Mówi: – Zanim zgłosiłam się do bazy DKMS, dużo czytałam na temat dawstwa i coraz mocniej utwierdziłam w przekonaniu, że powinnam się zarejestrować. Zrobiłam to przez Internet, ponad sześć lat temu. Przez ten czas temat w moim życiu ucichł, a wrócił w grudniu 2016 roku. Dostałam telefon z DKMS z informacją, że jest biorca. Emocje były silne. Chyba trochę się przestraszyłam, że to się naprawdę dzieje. Nie wiedziałam, jak dalej będzie wyglądać procedura, ale wszelkie wątpliwości zostały rozwiane jeszcze w czasie rozmów telefonicznych. Od samego początku do końca byłam pod opieką logistyczną, ale też otoczona wsparciem psychologicznym. Cała procedura trwała około trzech miesięcy – w marcu 2017 roku już byłam po pobraniu. W lipcu dodatkowo pobierano ode mnie limfocyty jako uzupełnienie procedury. Pierwsze badania krwi miałam na miejscu, w Warszawie kolejne, później również w Warszawie samo pobranie. Wygląda to jak dłuższe pobranie czy oddanie krwi. Wszystko jest bezproblemowe, bezbolesne, absolutnie do przejścia. Cały proces nie był dla mnie żadnym obciążeniem, wiązał się z dwoma wyjazdami do Warszawy. Nie musiałam się o nic martwić: ani o dojazd, ani o pieniądze. Wszystko jest maksymalnie ułatwione i wspaniale zorganizowane. Dawcy są traktowani z dużą atencją. Cały czas nam powtarzano, że nasze zdrowie i bezpieczeństwo jest najważniejsze. Pamiętajmy, że nasze „poświęcenie” jest nieporównywalne z tym, co przechodzą ludzie chorzy. Od pobrania minął równo rok. Dostaję informację na temat stanu zdrowia biorcy. Wiem, że to kobieta w wieku 31 lat ze Stanów Zjednoczonych. Praktycznie moja równolatka, być może prowadzi podobne do mojego życie, więc tym bardziej czuję jakiś rodzaj więzi. Po dwóch latach będę mogła nawiązać z nią kontakt i myślę, że będę chciała to zrobić, choć najważniejsze jest dla mnie, żeby wyzdrowiała. Teraz sama włączam się w akcję poszukiwania dawców, namawiam znajomych, współpracowników, by zgłaszali się do bazy. Naprawdę możemy komuś uratować życie.

 

 

 

Grażyna TomczykGrażyna Tomczyk, biorca

Mieszka w Karlinie, pracowała jako pielęgniarka. Mama czterech synów, babcia: – Zachorowałam w czerwcu 2014 roku. To był cios. Żyłam bardzo aktywnie, jeszcze w pierwszej połowie roku wchodziłam w Tatrach nad Morskie Oko. Wtedy pojawiły się pierwsze objawy. W tydzień po diagnozie – ostra białaczka szpikowa – rozpoczęłam leczenie w Klinice Hematologii w Szczecinie. Pracowałam jako pielęgniarka szkolna, wcześniej sama byłam w bazie dawców, interesowałam się tematem, opowiadałam o tym młodzieży w szkole, namawiałam do zapisów do bazy. Dziś powtarzam, że w pewnym sensie sama przygotowywałam się do choroby. Do stycznia 2015 roku trwały kolejne etapy leczenia. Po drodze okazało się, że mój młodszy brat na szczęście wykazuje zgodność genetyczną ze mną. We wrześniu w Karlinie odbyła się akcja na moją rzecz, w czasie której do bazy zgłosiło się 220 osób, więc jak na tak niewielką miejscowość bardzo dużo. Na rejestrację zdecydowali się również moi synowie i uczniowie, a także moja przyjaciółka, która też zdążyła już być dawcą komórek. W styczniu 2015 roku czułam się lepiej, ale życie to zweryfikowało i po roku przeprowadzono jednak przeszczep, dokładnie 29 września 2015 roku, w moje 55. urodziny. Symboliki nie muszę tłumaczyć. Nigdy nie pytałam „dlaczego ja?” Choroba może spotkać każdego. Jestem optymistką, od przeszczepu minęło 2,5 roku i jest dobrze, choć muszę o siebie bardzo dbać, bo biorcy mają właściwie zerową odporność. Wszystkim, których namawiałam kiedyś i namawiam teraz, by się zarejestrowali, powtarzam: to tak niewiele, tak mały wysiłek, a tyle można zrobić. Dla dawcy to epizod, a dla biorcy nowe życie.

 

 

 

Anna LewandowskaAnna Lewandowska, dawca

Mieszka w Mielnie, prowadzi rodzinny biznes. Ma 44 lata: – Do bazy zapisałam się w czasie, kiedy prowadzone były pierwsze akcje rejestracji, wiele lat temu. Pobierano wtedy krew, a nie wymaz z policzka. O tym, że mogę być dawcą, dowiedziałam się cztery lata później, w sierpniu 2014 roku. Zadzwonił ktoś z informacją, że mój genetyczny bliźniak potrzebuje pomocy. Nie miałam żadnych wątpliwości, rozterek, nie czułam strachu. Myślę, że jeśli ktoś się decyduje na zapis, to jest świadomy, co robi, z czym to się wiąże. Cieszyłam się, że mogę pomóc mojemu biorcy. Wszystko się od tego momentu potoczyło szybko. Dwukrotnie byłam w Warszawie. Przesympatyczni ludzie z Fundacji, zero bólu przy pobieraniu komórek z krwi, żadnych uciążliwości. Zabieg trwa kilka godzin. Wiem, że moim biorcą jest 36-letni Francuz, że do tej pory wszystko jest ok. Sama nie starałam się nawiązać kontaktu, natomiast jeśli ze strony mojego bliźniaka taka chęć nastąpi, to oczywiście się poznamy. Najlepiej, gdyby minęło pięć lat, po których mówi się o pełnym wyzdrowieniu. Całą sytuację traktuję bardzo naturalnie. Uważam, że jeśli można komuś pomóc, trzeba to zrobić, zwłaszcza, że jest to w tym wypadku proste, nie wiąże się z żadnymi trudnościami. Bo właściwie – dlaczego nie? Warto pamiętać, że nowotwór krwi może się przydarzyć absolutnie każdemu, w każdej chwili. Na miesiąc przed tym, jak zachorowała Basia, bohaterka aktualnej akcji, dowiedziałam się, że zachorowała też dziewczyna z mojego bliskiego otoczenia.

 

 

 

Daniel WojtowiczDaniel Wojtowicz, dawca

Mieszka w Koszalinie, pracuje w branży opakowań. Komórki oddał młodszemu bratu, Łukaszowi: – Brat zachorował w styczniu 2014 roku. Ostra białaczka szpikowa. Bardzo szybko okazało się, że sama chemioterapia nie wystarczy, potrzebny będzie przeszczep. Okazało się również, że mogę być dawcą, nasza zgodność wynosi 10/10. Trzeba było zrobić szczegółowe badania, wyszły prawidłowe. Samo pobranie komórek wspominam jako banalne. Nie ma mowy o bólu, trwało to około czterech godzin, słuchałem w tym czasie muzyki na słuchawkach. Przeszczep wykonany był w Gdańsku, ze względu na bliskość miejsca zamieszkania (przez pierwsze miesiące chory musi pozostawać w pobliżu szpitala). Przyjął się świetnie, bez powikłań, przez pół roku wszystko było w porządku. Komplikacje nastąpiły w związku z tzw. chorobą przeciw gospodarzowi, która u brata była zbyt słaba. Jego organizm potraktował mój szpik jak własny, zamiast go wymienić. Paradoksalnie nasza zgodność była więc zbyt duża. Badania molekularne wykazały, że białaczka zaczęła nawracać. Brat się wtedy podłamał, ale znów, na szczęście drugiego – niespokrewnionego – dawcę udało się znaleźć właściwie błyskawicznie. Drugi przeszczep się udał. Łukasz dziś czuje się dobrze, choć ze względu na wspomniane komplikacje cieszymy się ostrożnie. Ostra białaczka szpikowa jest kapryśna, nieprzewidywalna, ale na razie wszystko układa się dobrze. Znamy się z bohaterką akcji, Basią, brat często z nią rozmawia, dzieli się z nią doświadczeniami, wspierają się. Ten kontakt jest bardzo ważny dla obojga.

 

 

 

Kamil MałeckiKamil Małecki, dawca

Koszalinianin, operator żurawia samojezdnego. Ma 31 lat: – Zarejestrowałem się w bazie wiele lat temu za namową narzeczonej. Informacja o tym, że mogę być dawcą pojawiła się około trzy lata później. Pobranie komórek miałem dokładnie 16 lipca 2014 roku, w Warszawie. Miałem sporo przekładania terminów, była obawa, że może nic z tego nie wyjść, ale w końcu się udało. Pół roku temu napisałem do swojego bliźniaka genetycznego, jesteśmy w kontakcie, piszemy maile. To człowiek z Kanady. Niesamowite, że można pomóc komuś, kto tak daleko mieszka. Gdy odbył się przeszczep on miał 47 lat, teraz ma 51. Jest dyrektorem szkoły. Prowadzi bloga, na którym opisywał swoje doświadczenia, także historię związaną z przeszczepem. Samą procedurę wspominam super. Wszyscy są niezwykle przyjaźni, mili, doskonale organizują wszystkie elementy związane z wyjazdem. U mnie, jak mówiłem, pojawiła się potrzeba powtarzania badań, przekładania terminów, ale nie wspominam tego jako sytuacji problematycznych. Problemem byłoby gdyby nie udało się doprowadzić do pobrania komórek. Naprawdę namawiam do rejestrowania się w bazie. Robię to w swoim otoczeniu, opowiadam swoją historię i historię mojego biorcy. Trzeba się rejestrować, bo ta choroba naprawdę może spotkać każdego.

 

 

 

Tomasz CzarneckiTomasz Czarnecki, biorca

Koszalinianin, pracownik urzędu skarbowego: – Gdy zachorowałem, miałem 45 lat. Dziś mam 50, więc pięć lat darowanych. Pierwsze objawy pojawiły się pół roku przed diagnozą. Byłem osłabiony, chudłem. Po biopsji węzłów chłonnych okazało się, że jest to nowotwór krwi – chłoniak śródpiersia. Guz był wielkości piłki tenisowej, zaawansowany. Diagnoza ścięła mnie z nóg. Trafiłem do Kliniki Hematologii w Szczecinie, rozpoczął się półtoraroczny cykl chemii, by zatrzymać chorobę i uniknąć przeszczepu. Wiele rzeczy do mnie wtedy nie docierało. Na szczęście okazało się, że mój brat ma niemal całkowitą zgodność ze mną, więc miałem od samego początku zagwarantowanego dawcę. Wciąż miałem nadzieję, że chemia da radę zatrzymać chorobę, ale tak było tylko przez moment. Przeszczep okazał się moją szansą na dalsze życie. Zabieg miałem w Gliwicach, próbowano autoprzeszczepu, ale mój organizm był za słaby, by wytworzyć odpowiednią ilość komórek macierzystych. Leczenie jest ciężkie, ale się udało, przeszczep się przyjął. Walka z chorobą trwała dwa lata. Obecnie mam świetne wyniki, wróciłem do pracy, życia w pełni. Odbudowałem się psychicznie, także dzięki wsparciu rodziny i współpracowników. W zorganizowanej akcji biorę udział po raz pierwszy, ale namawiam każdego kogo mogę, żeby dołączył do bazy dawców. Rozmawiam, opowiadam swoją historię. Cała moja rodzina jest wśród potencjalnych dawców. To niesamowite, że udało się stworzyć tak ogromną sieć dawców, dzięki której możliwe są przeszczepienia między ludźmi z różnych stron świata, a mogą one leczyć coraz więcej chorób. Przyznam, że przed akcją moja świadomość tych spraw była minimalna. Na pewno nie na tyle, by mocniej się angażować. Teraz patrzę inaczej i na to, i na świat.

Rejestracja potencjalnych dawców – lokalizacje

Kołobrzeg – Społeczna Akademia Nauk w Kołobrzegu: 17 marca
Karlino – Centrum miasta podczas rajdu Monte Karlino: 17 marca w godz. 16.30 – 19.00
Koszalin – plac przed ratuszem podczas rajdu Monte Karlino: 18 marca w godz. 13.30 – 17.00
Koszalin – Centrum Kultury 105 w Koszalinie: 16, 18, 23 marca
Koszalin – Środkowopomorskie Targi Ślubne: 18 marca w godz. 11-17
Karlino – Karliński Ośrodek Kultury: 20 marca w godz. 10-16
Mścice – Przychodnia Lekarska Master-Med: 22 marca
Będzino – Urząd Gminy, Apteka – 22 i 23 marca w godz. 9 – 15
Tymień – Szkoła Podstawowa – 22 i 23 marca w godz. 9 – 15
Tychowo – Urząd Miejski w Tychowie: 23 marca w godz. 9-15

 

24 i 25 marca (sobota i niedziela):

Koszalin
CH Atrium – godz. 10.00-20.00
Galeria Emka – godz. 10.00-20.00
Park Wodny Koszalin – godz. 13.00-20.00

 

24 i 25 marca (sobota i niedziela), godz. 9.00-17.00

Będzino – Gminna Biblioteka Publiczna oraz Filia Biblioteki w Tymieniu
Białogard – Gminna Biblioteka Publiczna w Stanominie
Biesiekierz – Gminna Biblioteka Publiczna
Nowe Bielice – Gminna Biblioteka Publiczna
Darłowo – Stowarzyszenie Darłowskiego Centrum Wolontariatu
Dygowo – Świetlica Wiejska
Mielno – Informacja Turystyczna
Połczyn-Zdrój – Kino Goplana
Sianów – Sianowski Inkubator Organizacji Pozarządowych
Świeszyno – Multimedialne Centrum Kultury e-Eureka Biblioteka Publiczna

Karlino – salka przy Kościele Św. Michała Archanioła: 25 marca, godz. 9.00-17.00
Koszalin – 8. Koszaliński Pułk Przeciwlotniczy: 26 marca, godz. 8-15.30
Mielno – salka przy Kościele Parafialnym w Mielnie: 25 marca, godz. 9.00 – 17.00
Sarbinowo – salka przy Kościele Parafialnym: 25 marca, godz. 9.00 – 14.00
Mielno – Unieście – salka przy Kościele Parafialnym: 25 marca, godz. 9.00 – 12.00