Jak zainteresować, zmusić do wyjścia z domu i zintegrować starszych, młodszych i tych w średnim wieku? Przepis znają pracownicy Archiwum Państwowego w Koszalinie (AP). Jak sami mówią – zaryzykowali i zorganizowali wydarzenie, którego jeszcze w Polsce nie było. Noc Archiwów okazała się frekwencyjnym hitem i wielce prawdopodobne, że na stałe trafi do kalendarza miejskich imprez.
Czwartek, 15 czerwca. Godzina 16:15. Wchodzę na teren archiwum. Za murami dziesiątki mieszkańców. Starsi i młodsi z zaciekawieniem przyglądają się stoiskom, rozmawiają z wystawcami, próbują potraw, strzelają z łuku, poznają tajniki neogotyku i mierzą się w plenerowym turnieju szachowym. Na prawo od wejścia stoi kilka samochodów. Nie, to nie „mistrzowie parkowania”. Te pojazdy to koszalińskie klasyki. Cena większości z nich niejednego oglądającego przyprawia o zawrót głowy. Mnie imponują pasja i wysiłek, jaki właściciele tych nie najmłodszych cudeniek wkładają w opiekę nad nimi. – W paradzie rozpoczynającej Noc Archiwów wzięło udział blisko trzydzieści samochodów. Najstarszy, Citroen Z1, pochodzi z 1936 roku – wskazuje Andrzej Hamerla, prezes Stowarzyszenia Pojazdów Zabytkowych „Klasyczny Koszalin”.
Odwiedzający mogą też obejrzeć, między innymi: fiaty, polonezy, maluchy, audi i volkswageny. Okazuje się, że zainteresowanych nie brakuje. – Na robieniu zdjęć się nie kończy, bo mieszkańcy przynoszą nam też dokumenty i instrukcje, które związane są z motoryzacją – mówi Andrzej Hamerla.

izabela rogowska -5

Neogotycka łamigłówka

Idę dalej. W budynku Archigalerii tłum. Zgromadzeni goście w dużym skupieniu śledzą prezentację. Chwilę później prowadzące warsztaty wręczają im ćwiczenia. Po sali rozchodzi się pomruk ekscytacji podszytej lekką niepewnością. „A co jak źle wypełnię?” – słychać szepty. Anna Sokół z Archiwum Państwowego w Krakowie uśmiecha się uspokajająco: – Proszę się nie martwić, to nie takie trudne – mówi. Wraz z koleżanką stara się zainteresować uczestników spotkania pismem neogotyckim. – Wiadomo, że w ciągu godziny nikogo nie nauczymy neografii, ale możemy zachęcić do tego, żeby sięgnął do archiwaliów – dodaje Anna Sokół. „Do czego to się może nam przydać w XXI wieku?” – zastanawiam się głośno. Odpowiedź otrzymuję błyskawicznie. – Znajomość neogotyku otwiera nam drogę do wielu dokumentów, które przechowywane są w polskich archiwach, także do tych, które pomogą nam stworzyć drzewo genealogiczne – podkreśla prowadząca warsztaty.

izabela rogowska -13

Być jak Robin Hood

Każdy, chyba niezależnie od wieku, chciałby podróżować w czasie. Możliwość wcielenia się w średniowiecznego wojownika zapewnili uczestnikom Nocy Archiwów członkowie Kompanii Rycerskiej. Dzieci, a w wielu przypadkach także ich ojcowie, nie mogli przejść obojętnie obok łuków, tarcz i pozostałych elementów ekwipunku rycerskiego. Nic zatem dziwnego, że do stanowiska bractwa ciągnęła się długa kolejka. – Można też zmierzyć się z rycerzami, bo mamy bezpieczną broń do walki, a dla pacyfistów i miłośników „planszówek” przygotowaliśmy średniowieczne gry, między innymi pierwowzory warcabów oraz kołka i krzyżyka – wskazuje na stół przy którym siedzi Bartłomiej Zielonka z kompanii. Obok stanowiska z grami rozstawione są namioty należące do bractwa. Przed nimi wystawka uzbrojenia średniowiecznego. Każdy może przymierzyć zbroję i na własnej skórze przekonać się, jaka jest ciężka. Całość waży niemało, bo około 30 kilogramów.

izabela rogowska -82

Z życia polskiego żołnierza

Nieopodal na odwiedzających czekają żołnierze – to dwie grupy rekonstrukcji historycznej: Pancerni ’39 i 2. Pułk Ułanów 1. Warszawskiej Brygady Kawalerii. – Chcieliśmy przedstawić obóz żołnierzy polskich wracających z Rosji – mówi Jakub Panek i wskazuje: – Mamy wóz taborowy z 1936 roku, a na nim płaszcze, plecaki, broń, radiostację, a nawet akordeon. Obok wozu ognisko. Wszak żołnierze muszą coś jeść. Na talerze trafiają ziemniaki, marchewka, cebula i mięso.
– Skromnie, ale przecież są to produkty, które żołnierze najczęściej dostawali od napotkanych ludzi – tłumaczy Jakub Panek. Jeden z członków grupy rekonstrukcyjnej podchodzi do wozu, podnosi akordeon i zaczyna grać. To nie pierwszy i nie ostatni koncert tego dnia.

 

Ryzyko się opłaca

Pomiędzy stoiskami przemyka Joanna Chojecka, dyrektor archiwum. Z satysfakcją przygląda się tłumom mieszkańców. – Patrząc na to, co działo się podczas Nocy Muzeów, Nocy w Bibliotece i Nocy Kultury postanowiliśmy stworzyć coś podobnego, ale z archiwalnym rysem – wyjaśnia. – Mieliśmy nadzieję, że nasz autorski pomysł spotka się z zainteresowaniem mieszkańców i z tego co widzę, nie zawiedliśmy się. Co istotne, pomysłowi przyklasnęli też pracownicy archiwum, którzy jak podkreśla pani dyrektor nie protestowali na wieść o tym, że dzień wolny będą musieli spędzić w pracy. – To wydarzenie potwierdza, że archiwum stało się miejscem spotkań rodzinnych i przyjacielskich, a dodatkowo zawsze dbamy o to, żeby było coś dla ciała i coś dla ducha i chyba to jest przepis na sukces – podkreśla Joanna Chojecka.
No cóż, trudno się nie zgodzić.