Kiedy czytamy pełne okrucieństwa powieści Stephena Kinga albo Marka Krajewskiego, wiemy że to zmyślenie i że w każdej chwili możemy się otrząsnąć z wytworów pisarskiej wyobraźni. Koszalińska reporterka Magda Omilianowicz przypomina w swojej opowieści zatytułowanej „Bestia. Studium zła” historię prawdziwą i jak najprawdziwszego seryjnego mordercę. Urodzony w 1966 roku pod Bytowem Leszek Pękalski został skazany na 25 lat za jedno zabójstwo, choć prokuratura próbowała udowodnić mu 17 śmiertelnych ofiar, a on sam przyznał się do zamordowania na tle seksualnym 63 kobiet, trzech mężczyzn i spowodowania śmierci niemowlęcia. Niedługo wyjdzie na wolność.

bestia_front_Ile osób zabił Pękalski naprawdę, pewnie się już nigdy nie dowiemy. Niektóre szacunki mówią nawet o 90. Ale co innego podejrzewać, co innego udowodnić procesowo. A w procesie „wampira z Bytowa” prokuratura była bliska całkowitego blamażu. Opóźniony w rozwoju umysłowym morderca raz chętnie opowiadał, potem odwoływał zeznania; prowokował kolejne wizje lokalne, bo lubił jeździć po Polsce i dużo zjeść (podczas wyjazdów dostawał od policjantów dodatkowe porcje). Można odnieść wrażenie, że bawił się ze śledczymi w kotka i myszkę.
W 2019 roku Pękalski stanie się wolnym człowiekiem. Jego przyszłość nie jest jasna. Nie ma pewności, czy trafi do specjalnego ośrodka, jak ten w Gostyninie, gdzie w końcu umieszczono innego głośnego mordercę – dewianta Mariusza Trynkiewicza.

Magda Omilianowicz stawia pytanie o przyszłość Lesia (tak bywał nazywany i sam o sobie mówił Pękalski) i o to, jak społeczeństwo powinno się bronić przez tego typu ludźmi. Była pierwszym dziennikarzem, który jeszcze przed końcem procesu mógł porozmawiać z „Wampirem z Bytowa” w areszcie.  Z rozmów z nim, a także z ludźmi w różny sposób związanymi ze sprawą, zbudowała bardzo interesującą relację. Nie epatuje w niej nadmiarem opisów makabrycznych praktyk Pękalskiego, choć zupełnie od nich uciec nie mogła. Próbuje szukać mechanizmu działania i motywacji człowieka, który Panu Bogu się nie udał.

To nie jest książka do poduszki. Ani do czytania jednym tchem. Po prostu nie sposób w jednej dawce przyjąć do wiadomości takiego ogromu zła, jakie wyrządził ten człowiek. Książka Magdy Omilianowicz skłania do myślenia. W opisanych okolicznościach dorastania Leszka Pękalskiego i jego życia jako już dorosłej osoby odnajdujemy elementy, które każdy z nas z pewnością zauważył gdzieś jeszcze, gdzieś w obserwowanej rzeczywistości. Czyżby ludzie, których ta rzeczywistość (rzeczywistość zła – nazwijmy to o imieniu) dotyczy, również byli „tykającymi bombami”. Co sprawia, że tkwiące w człowieku zło uwalnia się jak niszczycielska siła granatu po wyciągnięciu zawleczki? Pytania pozostają.

Warto sięgnąć po książkę Magdy Omilianowicz także z tej przyczyny, że jest to rzecz napisana doskonale. Próby pisywania większych form podejmuje w ostatnich latach wielu dziennikarzy – głównie z powodu niekorzystnych dla nich przemian na rynku pracy i rynku wydawniczym. Nie wszystkim udaje się przejść z poziomu codziennej, gazetowej sieczki na poziom literatury non fiction. Autorka „Bestii” znalazła na to metodę.