Niejeden przedsiębiorca miałby ochotę skorzystać ze wsparcia funduszy unijnych, ale rezygnuje z takiego zamiaru, kiedy zorientuje się, jak skomplikowane jest przygotowanie zgodnego z unijnymi wymaganiami wniosku. Nieoceniona okazuje się w takich sytuacjach pomoc wyspecjalizowanych firm doradczych. Biorą one na siebie przygotowanie koniecznej dokumentacji i jej złożenie w odpowiednich instytucjach. O tym, jak praktycznie wygląda współpraca na linii przedsiębiorca – doradca, rozmawiamy z panem Damianem Sobolewskim, właścicielem koszalińskiej firmy PRIOR CONSULTING Sp. z o.o.

 

Pana firma istnieje od siedmiu lat. Pomaga przedsiębiorstwom w staraniach o dofinansowanie z funduszy unijnych. Jakie trzeba mieć przygotowanie, by zajmować się taką działalnością?

– Nie ma reguły. Ja sam jestem po studiach politologicznych w zakresie europeistyki, czyli mam wykształcenie humanistyczne. Moim zdaniem, najważniejsze jest dogłębne zrozumienie procedur i zasad, na jakich opierają się konkursy unijne. Liczy się również cierpliwość, skrupulatność i precyzja w formułowaniu dokumentów. A z czasem przychodzi procentujące w pracy doświadczenie.

 

– Pomoc takich firm jak Pana to dla wielu przedsiębiorców wybawienie. Strona formalna starań o pieniądze unijne jest bardzo skomplikowana i dla kogoś, kto robi to po raz pierwszy, niezwykle trudna do samodzielnego przejścia.

– Rzeczywiście, to bardzo skomplikowane. Trzeba naprawdę wszystkiego uważnie pilnować. Wymogi formalne są dla wielu aplikujących nie do przejścia i dlatego rezygnują. Ponadto bardzo ważna, choć z punktu widzenia Wnioskodawcy mało znacząca, okazuje się znajomość terminologii używanej w procedurach aplikacyjnych. Nie każdy może zdawać sobie sprawę z powagi tych terminów, jak choćby związanych z politykami horyzontalnymi.

Oczywiście spotykamy się również ze świadomymi klientami, którzy wiedzą, czego chcą i z jakich programów skorzystać. Ale najzwyczajniej w świecie nie mają na to czasu.

 

– Na początek trzeba zrozumieć tę swoistą terminologię związaną z funduszami unijnymi.

– Rzeczywiście trzeba oswoić się z tym językiem, ale również umieć poruszać się we wszelkiego rodzaju rozporządzeniach – i krajowych, i unijnych, bo poziom możliwego dofinansowania jest uzależniony od mnóstwa uregulowań prawnych. Firmy często nie wiedzą również, kiedy korzystać z pomocy de minimis czy z innej pomocy publicznej, aby uzyskać jak najwyższy poziom dofinansowania. My tę wiedzę mamy i staramy się nią z klientami dzielić.

 

– Możemy objaśnić pojęcie pomocy de minimis?

– Pomoc de minimis to, najogólniej mówiąc, pomoc publiczna, która nie ma wpływu na relacje konkurencyjne między firmami tej samej branży. Nie może ona wynieść w okresie ostatnich dwóch lat obrachunkowych więcej niż 200 tysięcy euro.

 

– Dla małych i średnich firm to i tak duża kwota. W przeliczeniu prawie milion złotych.

– Zależy jakie inwestycje te przedsiębiorstwa realizują, ale faktycznie w poprzedniej perspektywie finansowania były takie inwestycje, gdzie pomoc de minimis była wystarczająca do ich przeprowadzenia.

 

– A propos języka. Pojawiło się charakterystyczne pojęcie „perspektywy finansowej”.

– Można powiedzieć, że chodzi o pewien okres budżetowy, w którym mają się odbyć określone konkursy na projekty warte wsparcia.

 

– Jakie lata obejmowała pierwsza perspektywa?

– Były to lata 2004-2006. Później pojawiła się perspektywa 2007-2013, którą śmiało można by nazwać 2009-2016, bo właściwie dopiero teraz są ostatecznie rozliczane wydatkowane wtedy środki unijne.

 

– Mamy rok 2016 roku i kolejną, aktualną perspektywę.

– Obejmuje ona lata od 2014 do 2020, natomiast pierwsze nabory wniosków ruszyły tak naprawdę w ubiegłym roku, a u nas, w województwie zachodniopomorskim, dla przedsiębiorców zaczęły się one dopiero w roku bieżącym.

 

– Rozdysponowywanie pomocy unijnej podlega pośrednio wpływowi polityki, choćby przez wymianę decydentów. Wszystko się na chwilę zatrzymuje, a w konsekwencji proces się wydłuża.

– Czasami również zmienia się koncepcja zagospodarowania tych środków, rozkład akcentów. Nie są to zmiany radykalne, ale jednak mają one miejsce. Obecnie jesteśmy w fazie finalizacji naboru wniosków z programu operacyjnego Program Operacyjny Polska Cyfrowa. Jest to program, który ma doprowadzić do tego, że w 2020 roku minimum 75 procent gospodarstw domowych w Polsce znajdzie się w zasięgu sieci NGA (ang. Next-generation access), czyli sieci internetowej o przepustowości minimum 30 megabajtów. To będzie duży skok cywilizacyjny, ale zawirowania związane z wyborami spowodowały, że może być za mało czasu, by założony wskaźnik osiągnąć.

 

– Procedury wyłaniania beneficjentów są złożone i czasochłonne.

– Nabory wniosków zawsze są konkursami i zawsze wnioski podlegają ocenie punktowej. Czasami tych punktów może nie wystarczyć, by znaleźć się w grupie beneficjentów. Poza tym alokacja, czyli pula do rozdzielenia, zawsze jest ograniczona. Zawsze informujemy klienta o kryteriach, jakie należy spełnić oraz przewidywalnej ilości punktów jakie może zdobyć dany projekt. Wówczas, mając tą wiedzę, klienci podejmują decyzję o ewentualnym starcie w naborze wniosków. Ponadto inwestycja zawsze może być realizowana po ogłoszeniu wyników naborów wniosków, a beneficjent może ubiegać się o zaliczkę z dofinansowania. Toteż nie musi wykładać z góry całości środków finansowych, a jedynie swój wkład.

 

– Mamy – jako kraj – coraz mniej czasu, by skorzystać z pieniędzy wyznaczonych bieżącą perspektywą. Myślę, że tym większe staje się znaczenie firm doradczych czy doradców, którzy się sprawnie odnajdują w tych procesach, języku i procedurach.

– Zdecydowanie. Proces przygotowania dokumentów aplikacyjnych to w dużej mierze nie tylko opis samej inwestycji, ale także takie jej zaplanowanie, aby rozliczenie finansowe przebiegło bez komplikacji. To bardzo istotne kryterium oceny realności przedsięwzięć. My, jako firmy doradcze, kładziemy duży nacisk na tego typu szczegóły, więc projekty prowadzone przez nas są w łatwiejszy sposób rozliczane niż prowadzone przez przedsiębiorców we własnym zakresie.

 

– Obecna perspektywa, trwająca do 2020 roku, to ostatnia dla Polski?

– Ostatnia z tak dużą kwotą. Później mają być kolejne, ale w znacznie skromniejszym zakresie. Pamiętać trzeba, że ogólna kwota pomocy dla Polski przyznanej przez Unię Europejską dzielona jest na wiele celów i tylko część pieniędzy idzie na programy wspierające przedsiębiorców. Ile dokładnie, nikt w tym momencie nie umiałby powiedzieć. Dużo zależy od tego, jak poszczególne województwa skonstruują swoje programy operacyjne, bo każde województwo dostało pewną kwotę do dyspozycji i każde może samodzielnie zadecydować o tych pieniądzach.

 

– Czyli każde województwo ustala własne proporcje podziału na przykład na cele realizowane przez samorządy i przedsiębiorców?

– Często dzieje się tak, że dopiero pierwsze nabory pokazują, jakie jest zainteresowanie określonymi programami. Jeśli jest bardzo duże, bywa to impulsem do podjęcia decyzji o przesunięciu na nie dodatkowych funduszy z puli wcześniej przeznaczonej na inne cele. Tak więc przedsiębiorcy mogą w rzeczywistości otrzymać więcej pieniędzy niż zostało to pierwotnie zaplanowane. Znam wiele takich przykładów z poprzedniej perspektywy.

 

– Pamięta Pan pierwszego klienta, którego Pan obsługiwał?

– Oczywiście, doskonale pamiętam. Był to zakład budowlany z Chojny. Pozyskaliśmy dla właściciela firmy dofinansowanie na zakup koparko-ładowarki. Później pracowaliśmy jeszcze przy kilku innych projektach, również przy projektach firmy jego żony.

 

– A przez tych siedem lat działalności, ilu obsłużyli Państwo klientów, ile pieniędzy dla nich pozyskali?

– Zrobiliśmy sobie taką statystykę. Wychodzi na to, że przygotowaliśmy ponad 200 projektów – mniejszych i większych. Są wśród nich dofinansowania rzędu od 80 tysięcy do 10 milionów złotych. Nasz największy projekt dotyczył budowy sieci światłowodowej w powiecie ostródzkim i opiewał na 17 milionów złotych całości projektu. Został rozliczony w tym roku. Suma dofinansowań w perspektywie 2007-2013 wyniosła ponad 300 milionów złotych. Dofinansowań – podkreślam, bo projekty opiewały na wyższą kwotę. Nowych projektów złożyliśmy już z kilkadziesiąt. Tyle nam wyszło w związku z pierwszymi programami w ramach obecnej perspektywy finansowej. Składaliśmy je tutaj, w województwie zachodniopomorskim i w pomorskim, ale również w świętokrzyskim, podkarpackim, warmińsko-mazurskim. Czekamy również z naszym klientem na konkurs w Podlaskiem i tam także złożymy projekt. Do tego dojdzie jeszcze Śląsk. Także więc rozrzut geograficzny naszych klientów jest spory.

 

– Porozmawiajmy o możliwościach, jakie się pojawiają przed przedsiębiorcami. Jest na przykład zaplanowany Program Operacyjny „Inteligentny Rozwój” na lata 2014-2020. Działanie 3.3.3 Go to Brand – rozwój eksportu”. Kto może w jego ramach skorzystać z unijnej pomocy i na jakiej zasadzie?

– Tu trzeba na wstępie zrobić istotną uwagę. Otóż pierwotnie zakładano, że w obecnej perspektywie Polska otrzyma środki unijne, które będzie mogła rozdysponowywać głównie nie w formie dotacji jak wcześniej, ale zwrotnych pożyczek na rozwój. Jednak z czasem założenie się zmieniło, doszło do swego rodzaju kompromisu. Po negocjacjach z Unią Polska miała określić tak zwane krajowe inteligentne specjalizacje, czyli branże, które według rządu polskiego wymagają dofinansowania, a są perspektywiczne. Tak więc nabór wniosków odbywa się w ramach poszczególnych branż. Działanie proeksportowe „Go to Brand” polega na tym, że ministerstwo rozwoju określiło listę rynków, na których polskie marki powinny się promować. Lista została przygotowana tylko i wyłącznie dla poszczególnych branż.

 

– Ile ich jest na ministerialnej liście?

– Sporo, bo aż 12. W najbliższym naborze wniosków o dofinansowanie będzie się mogła starać ponad połowa z nich (7) – te, dla których zostały zorganizowane tak zwane programy promocyjne branż. Jedną z nich jest na przykład produkcja jachtów i łodzi. Dla firm szkutniczych i stoczni przewidziano pewien zakres targów, imprez promocyjnych, różnego rodzaju misji gospodarczych w okresie dwóch następnych lat, by te firmy mogły się wspólnie wystawiać.

 

– Jachty i łodzie. Co jeszcze?

– Meble, zdrowa żywność, sprzęt medyczny, branża ICT i branża prozdrowotna. Tutaj bardzo duży nacisk będzie kładziony na sanatoria, hotele.

 

– Mamy w regionie firmy z każdej z tych branż. Nasi przedsiębiorcy mogliby się odnaleźć ze swoimi potrzebami w tym programie?

– Jest takich firm dużo. Mamy potencjał, jest z czym wystartować. Kiedy przeglądałem spisy imprez wskazanych przez ministerstwo, doszedłem do wniosku, że wiele jest obiecujących. Warto tu podkreślić, ze dofinansowanie udziału w nich może sięgnąć nawet 85 proc. kosztów kwalifikowanych, a projekty mogą być określone na sumy do miliona złotych. Trzeba tylko pamiętać, że to wszystko w perspektywie dwóch lat.

 

– Jak zrozumiałem, jest to generalnie wsparcie przy promowaniu produkcji, udziale w targach i prezentacjach?

– Tak, to są działania, które mają promować i rozwijać eksport polskich firm.

 

– To spójrzmy na kolejne pozycje na liście programów. Regionalny Program Operacyjny Województwa Zachodniopomorskiego i działanie, które się nazywa „Rozwój infrastruktury badawczo-rozwojowej w przedsiębiorstwach”. Chodzi o współpracę biznesu z uczelniami? Na co dzień nie wygląda ona najlepiej.

– Bywa z nią różnie. W naszym województwie osobiście nie widzę zbyt wielkich „ruchów” w tym zakresie, co nie oznacza, że ich nie ma. Po prostu widzę, że w kontekście innych województw wygląda to nieco skromniej. Tutaj zresztą postawione jest istotne wymaganie. Działanie to umożliwia przedsiębiorstwom, na przykład produkcyjnym, stworzenie centrów badawczo-rozwojowych, laboratorium, czyli miejsc i infrastruktury do prowadzenia własnych badań, by nie trzeba było ich zlecać gdzieś na zewnątrz. Wchodzą więc w grę stacje badawcze i prototypownie.

 

– Przedsiębiorstwa mogą to zrobić samodzielnie, niekoniecznie wspólnie z jakąś uczelnią?

– W tym przypadku taka współpraca nie jest konieczna. Są za to inne działania, które polegają na tym, że przeprowadza się w ramach jakichś inwestycji prace badawczo-rozwojowe i wtedy kooperacja biznes-nauka jest konieczna.

 

– Domyślam się, że generalnie chodzi o pobudzanie innowacyjności?

– To jest dawanie sobie szansy na odkrywanie jakichś nowych możliwości. Raz, że powiększa się potencjał infrastrukturalny firmy, a dwa – stwarza się możliwości do wytwarzania własnej wiedzy przemysłowej, własnych konkurencyjnych wzorów, własnych patentów. Rozwój w tym kierunku, w kierunku innowacyjności, jest mocno preferowany.

 

Priory consulting, 10.06.2016 Adobe rgb, fot. Marcin Betliński (8)

 

– I kolejne działanie z listy, czyli kolejny konkurs wniosków: pod numerem 1.5 znajdujemy „Inwestycje przedsiębiorstw wspierające rozwój regionalnych specjalizacji oraz inteligentnych specjalizacji”. Co to oznacza? Kto tu może sięgnąć po pieniądze?

– Tutaj jest podobna sytuacja jak z programami krajowymi. Każde województwo również musiało określić swoje kluczowe branże, czyli te regionalne inteligentne specjalizacje, które powinny być wsparte dotacjami. W styczniu mieliśmy nabór wniosków dla branży metalowo-chemicznej, natomiast w następnym naborze przewiduje się wnioski o pomoc dla branży zdrowotnej, działalności morskiej i logistycznej, a także usług przyszłości, czyli branży ICT, IT, turystyki. Firmy mogą inwestować w projekty, które będą wprowadzały innowacyjność procesową albo produktową. W przypadku procesowej przyznane pieniądze pójdą na przykład na zakup maszyn, urządzeń, niespotykanych na skalę regionalną. Innowacyjność produktowa to tworzenie nowej lub ulepszonej usługi albo produktu, które nie występują w takiej formie i mogą stanowić nowość chociażby na poziomie regionalnym.

 

– Kolejna rzecz: „Wsparcie kooperacji przedsiębiorstw”. Bardzo szeroka formuła.

– To są działania regionalne służące rozwojowi eksportu naszych, zachodniopomorskich firm. Na przykład wyjazdy na targi. Tylko że to będzie działało na zupełnie innych zasadach niż wcześniej omawiany ministerialny program „Go to Brand”, który ma charakter ogólnopolski. Uczestnictwo w różnego rodzaju misjach gospodarczych, opracowanie strategii biznesowej – to są takiego typu projekty, które będą mogły być dofinansowane.

 

– Czy młoda firma, która ma rewelacyjny produkt, a nie stać jej na wyjazd na branżowe targi w Szanghaju, może napisać program i uzyskać pieniądze na udział w prestiżowej prezentacji?

– Jeżeli ramy tego działania i regulamin to dopuszczają, to tak. To duża szansa, bo wydatki kwalifikowane w takich przypadkach to wszystkie koszty związane z wyjazdem na targi. Opłaty za przejazd, hotel, delegacje, wykup stoiska, opłaty targowe.

 

– A co się mieści w programie operacyjnym „Infrastruktura i Środowisko. Przedsięwzięcia dotyczące efektywności energetycznej firmy”. Czy tu chodzi o fotowoltaikę, czy o coś więcej?

– Mamy programy i działania, w ramach których duży nacisk będzie kładziony na odnawialne źródła energii (OZE). Odbył się już pierwszy taki nabór wniosków. Firmy mogły – zresztą nie tylko firmy, bo także rozmaite instytucje, spółdzielnie, Kościoły – wnioskować o dofinansowanie na budowę instalacji OZE. W grę wchodziła fotowoltaika, wytwarzanie energii z biomasy, albo jakieś inne rozwiązania. Natomiast jeśli chodzi o efektywność ekonomiczną został ogłoszony nabór dla dużych firm, które mogą inwestować m.in. w linie produkcyjne, dzięki którym będą zużywały mniej energii elektrycznej, a których zakup jest efektem przeprowadzonego audytu energetycznego.

 

– Kiedy mowa o fotowoltaice pojawiają się opinie, że jest to proces opłacalny tylko dla części przedsiębiorstw, czyli tych w których zużycie energii jest stałe, systematyczne. Chodzi o zakłady prowadzące produkcję ciągłą, czy na przykład ogrodnictwo szklarniowe.

– Na pewno dla tych podmiotów, które same zużywają wytwarzany przez siebie prąd, jest to bezpośrednia oszczędność. Trochę inaczej może to wyglądać w przypadku firm, które z takiej instalacji będą uzyskiwały nadmiar energii w stosunku do własnych potrzeb i będą musiały tę nadwyżkę odsprzedać w ramach ogólnego systemu energetycznego.

 

– Wróćmy do listy programów. Jak rozszyfrować „PROW”?

– To jest Program Rozwoju Obszarów Wiejskich 2014-2020.

 

– „Program LEADER dla firm z obszarów wiejskich”.

– Jest to działanie, które zostało poświęcone przedsiębiorstwom działającym na obszarach wiejskich, a obszar wiejski w tej perspektywie będziemy rozumieli jako miejscowości do 20 tysięcy mieszkańców. Chodzi na przykład o firmy działające na tych obszarach w ramach Lokalnych Grup Działania i Lokalnych Grup Rybackich. Będą się one mogły ubiegać się o dofinansowanie do 300 tysięcy złotych. Bardzo często może to być nawet 70 proc. całej inwestycji.

 

– Co można potencjalnie z tego działania sfinansować?

– Wygląda na to, że kluczową branżą będzie turystyka. Na przykład różnego rodzaju prace budowlane, jak rozbudowa pensjonatu, zakup przyrządów SPA, a więc wszystko, co służy poszerzeniu oferty firmy. Nacisk będzie kładziony również na rozwiązania innowacyjne, a więc inne firmy wcale nie muszą pozostać w tyle. Na przykład producenci, wdrażając istotne udoskonalenia w swojej firmie, też mają prawo ubiegać się o dofinansowanie w ramach LEADERA.

 

– Czy z tych pieniędzy ma szansę skorzystać rolnik?

– Program Rozwoju Obszarów Wiejskich dotyczy zarówno działalności stricte rolniczej, jak i tych osób zarejestrowanych w Kasie Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego, które chcą prowadzić działalność pozarolniczą. Dla nich również są przewidziane w ramach programu premie na rozpoczęcie działalności.

 

– Jak wygląda na co dzień współpraca potencjalnego klienta z Państwem? Kogoś, kto dotąd w ogóle nie korzystał z możliwości dofinansowań unijnych i nie ma orientacji, czy jego działalność mieści się w formule jakiegoś unijnego programu. Przychodzi do Państwa i co się dzieje?

– Generalnie wszystko zaczyna się od rozmowy na temat pomysłów i potrzeb klienta. Wspólnie je analizujemy i weryfikujemy pod kątem dopasowania do istniejących programów. Jeżeli zdefiniujemy taką możliwość, w której ramach klient mógłby się ubiegać o dofinansowanie, wówczas podpisujemy umowę o współpracy i zaczynamy pracę. W całości przygotowujemy dokumentację aplikacyjną, bazując na informacjach i dokumentach od klienta. Później składamy dokumentację do odpowiedniej instytucji i nadzorujemy projekt przez cały czas oceny formalnej i merytorycznej. Jeśli projekt otrzymuje dofinansowanie, cały czas towarzyszymy klientowi – przy podpisaniu umowy o dofinansowanie, w czasie całej procedury administracyjnej, w trakcie przyjmowania transz płatności, po końcowe rozliczenie i przez wymagany okres trwałości projektu.

 

– Państwa wynagrodzenie w całości pokrywa klient?

– W zupełności.

 

– Czy można to zmieścić w jakichś kosztach dofinansowywanego projektu?

– Nie. To jest wydatek klienta.

 

– Jak się wylicza takie wynagrodzenie? Nie chodzi mi oczywiście o konkretne kwoty, bo jeżeli weźmiemy pod uwagę 200 projektów to i pewnie będzie 200 różnych umów. Ale jaka jest zasada rozliczania? Procentowa, czy za sukces?

– Wszystko jest uzależnione od tego, jak wygląda dokumentacja aplikacyjna, jak rozbudowany jest wniosek i jakie są wymagane załączniki. Najczęściej są one standardowe, ale jeżeli mamy do wykonania biznesplan lub studium wykonalności, to siłą rzeczy wynagrodzenie musi być wyższe. Pierwszą część wynagrodzenia otrzymujemy po przygotowaniu dokumentacji aplikacyjnej, czyli wniosku z załącznikami – na przykład ze studium wykonalności czy biznesplanem. Kolejna płatność – najczęściej w formie success fee – przychodzi, gdy projekt otrzyma dofinansowanie, a klient podpisze umowę o dofinansowanie. Jest to jakiś procent od zakontraktowanego dofinansowania. Etap rozliczenia projektu to już jest kolejne wynagrodzenie i jest to też procent od realnie wypłaconego dofinansowania.

 

Priory consulting, 10.06.2016 Adobe rgb, fot. Marcin Betliński (2)– Jak często się zdarza, że ktoś przychodzi z ciekawym pomysłem, a on nie mieści w żadnym programie unijnym?

– Gdyby się wszystkie mieściły, to miałbym milion klientów… Zdarza się tak często. Wynika to stąd, że klienci nie wiedzą, z jakich programów można skorzystać i nie wiedzą, jakie obowiązują zasady przy kwalifikacji wniosków. Oczywiście zapraszam wszystkich zainteresowanych dotacjami do kontaktu z naszą firmą. W czasie rozmowy wspólnie możemy dojść do wniosków, które mogą naświetlić klientowi sytuację jego pomysłu.

 

– Jaki odsetek projektów w typowych programach zyskuje wsparcie?

– Procentowo nie jestem w stanie tego powiedzieć. W działaniach 1.6 w województwie zachodniopomorskim były złożone chyba 34 projekty i one w zupełności wykorzystują alokację. W województwie pomorskim zostało złożonych 400 projektów, których suma dwukrotnie przekracza sumę alokacji. Mamy w końcu Podkarpacie i 1,5 tysiąca wniosków na kwotę 3 miliardów złotych przy przewidzianych 300 milionach.

 

– Skąd taka dysproporcja liczby wniosków?

– Wynika ona z przyjęcia innych zasad naboru wniosków. To również pokazuje, jak trudne jest poruszanie się w świecie programów unijnych.

 

– Ciśnie się jeszcze na usta pytanie takie: ile potrzeba czasu na przygotowanie projektu? Pewnie usłyszę od Pana, że wszystko zależy od programu, od typu projektu i charakteru konkretnego pomysłu?

– Tak właśnie jest, ale w jeszcze większym stopniu wszystko zależy od klienta. Bo my możemy rozmawiać o dofinansowaniu od pół roku i przygotowywać się do składania wniosków, a klient dostarczy nam dokumenty na tydzień przed końcem naboru wniosków. Może się okazać, że będzie za mało czasu. Zazwyczaj zaciskamy zęby i robimy wszystko, by zdążyć. Kiedy jednak pracujemy w komforcie czasowym, na to by wszystko przygotować perfekcyjnie potrzebne są trzy – cztery tygodnie spokojniej pracy.

 

 


 

logoPRIOR CONSULTING Sp. z o.o.
ul. Wojska Polskiego 24-26, 75-712 Koszalin
biuro@priorconsulting.pl
www.priorconsulting.pl
tel. 94 717 36 48; tel. kom. 518 975 511

Specjalnością firmy PRIOR CONSULTING Sp. z o.o. są projekty infrastrukturalne dotyczące np. budowy sieci szerokopasmowych związanych z dostępem do Internetu (realizowała je m.in. w Ostródzie, Sanoku, Grajewie, Kolnie, Lubartowie i Krakowie) oraz doradztwo na rzecz firm produkcyjnych (przykładem jest projekt przygotowany dla słupskiego LOTONU czy też podwarszawskiego KOLCARU). Ponadto dużo uwagi firma angażuje w projekty badawczo-rozwojowe (B+R) oraz projekty związane z działaniami proeksportowymi (jak chociażby Go To Brand).