Jest jednym z najcenniejszych kołobrzeskich zabytków. Na wystawie w Pałacu Brunszwickich – głównej siedzibie Muzeum Oręża Polskiego – obejrzeć można łódź, która pamięta czasy, gdy Kołobrzeg był rybacką potęgą. Mało kto wie, że w późnym średniowieczu miasto miało nawet swoją zamorską faktorię.

Chociaż na pierwszy rzut oka to tylko drewniana bryła, z gdzieniegdzie odstającymi belkami, łódź ta jest świadectwem epoki, którą w swych książkach barwnie opisywał choćby Ken Follet. Oglądać ją można na wystawie w Muzeum Miasta Kołobrzeg – oddziału Muzeum Oręża Polskiego, czyli stałej ekspozycji dotyczącej dziejów miasta, zlokalizowanej w Pałacu Brunszwickich. Charakteryzujący się długością prawie 7,4 m i metrową szerokością, skonstruowany w układzie dłubankowo-klepkowym obiekt datowany jest na XIV wiek. Odkryto go w 1992 roku podczas prac prowadzonych przy ul. Emilii Gierczak w Kołobrzegu, czyli popularnym współcześnie deptaku, w samym sercu miasta. W oparciu o ten wyjątkowy zabytek wybierzmy się w podróż do gwarnego, lokacyjnego miasta w średniowieczu.

 

Rybołówstwo od zawsze

Ryby jako źródło pożywienia oraz przedmiot obrotu handlowego pojawiły się na długo przed ustanowieniem na terenach dzisiejszej Polski zasad funkcjonowania państwa. Jak ustalili badacze, pierwsi wyspecjalizowani rybacy ruszyli do pracy na rzekach, jeziorach oraz oczywiście morzu już dziesięć tysięcy lat temu. Pozostawiając na marginesie typowo akademicki dylemat: które rybołówstwo było pierwsze – śródlądowe czy morskie, warto przypomnieć, że tego rodzaju aktywność we wschodniej części Bałtyku miała miejsce od sześćdziesięciu wieków przed narodzinami Chrystusa.

Wyspecjalizowane osady rybackie na południowym brzegu naszego morza pojawiły się w VII w. W okresie wczesnego średniowiecza na jedną z czołowych tego rodzaju lokalizacji wybił się Kołobrzeg, a dokładniej – gród w Budzistowie, miejscowości znajdującej się dziś na przedmieściach, w granicach gminy wiejskiej. W tamtym czasie absolutnym liderem wśród wybieranych przez mieszkańców gatunków był śledź (do tego tematu wrócimy na łamach naszego magazynu w kolejnych miesiącach); na drugim miejscu uplasowały się ryby karpiowate oraz jesiotr – król dawnego, słowiańskiego stołu, który, ze względu na swe gabaryty, pojedynczo mógł wyżywić całą wioskę. Co ciekawe, w tym czasie łowiono u nas śladowe ilości ryby, bez której współcześnie trudno wyobrazić sobie nadbałtyckie restauracje i smażalnie, czyli dorsza.

Historycy są zgodni, że to właśnie owoce Bałtyku stanowiły ważną część jadłospisu Pomorzan sprzed kilkuset lat. Jak zanotował słynny kronikarz czasów zdobywcy Budzistowa, Bolesława III Krzywoustego – Gall Anonim, bywały na Pomorzu miejsca, gdzie przez nawet siedem lat jedzono wyłącznie ryby. Podawano je w formie świeżej oraz przetworzonej.

Ze względu na bliskość źródeł solankowych, to właśnie solenie było najbardziej powszechną formą konserwacji w Kołobrzegu. Tak przygotowany morski urobek ruszał znad ujścia Parsęty w świat. Już w XI w. na handlu rybą gród, a później – miasto lokacyjne, zaczęło budować swą fortunę. Sprzyjało temu także nastawienie dynastii Gryfitów oraz biskupów kamieńskich. W 1266 roku Kołobrzeg otrzymał ulgę celną w zakresie handlu rybami, a dwie dekady później, książę Bogusław IV nadał miastu szerokie prawo do połowów w pasie od Parsęty do Świny.

 

 

Kierunek: Skania

W XIV wieku Kołobrzeg należący do dyktującego warunki nie tylko gospodarcze północnej i środkowej Europ, związku miast – Hanzy, był rybacką potęgą. W czasach, gdy na Parsętę lub morze wypływała zachowana w Muzeum Oręża Polskiego łódź, na dziejowym horyzoncie pojawiły się tak zwane „wojny śledziowe”. Choć dziś może trudno w to uwierzyć, ale to właśnie dostęp do łowisk legł u podstaw krwawego, wieloletniego konfliktu. Mieszkańcy miasta ulokowanego w poprzednim stuleciu na prawym brzegu Parsęty wzięli w nim aktywny udział. Przyniósł im on zresztą intratny zysk.

Konflikt między Hanzą a królem Danii, Waldemarem IV, wybuchł z inspiracji tego właśnie władcy. Odebranie Szwedom Skanii w 1360 roku i atak na Olandię latem roku następnego, w istotny sposób odbił się na zyskach związku przede wszystkim w handlu z Europą Wschodnią. Wiosną 1362 r. armia hanzeatów zajęła Kopenhagę. Gdy wydawało się, że klęska Danii to tylko kwestia czasu, pod murami twierdzy Haelsingborg król Waldemar przeszedł do ofensywy. Hanza została pokonana.

Sześć lat później miasta związkowe, w tym Kołobrzeg, zyskawszy wsparcie cesarza Karola IV i papieża Urbana V, uderzyły ponownie. Ich łupem kolejny raz padła Kopenhaga, a następnie miejsce poprzedniej porażki – Haelsingborg. Po blisko dwóch lata statycznego konfliktu, w Stralsundzie podpisany został pokój. Postanowienia traktatu potwierdzały klęskę Duńczyków i całkowitą dominację Hanzy na Bałtyku. Przez kolejne piętnaście lat jej wojska okupowały kluczowe miasta Skanii: Malmö, Haelsingborg, Skanör oraz Falsterbo. Dla XIV-wiecznych kołobrzeżan największe znaczenie miało to ostatnie, noszące nazwę identyczną do półwyspu, na którym się znajdowało.

Pokój w Stralsundzie pozwalał hanzeatom na posiadanie eksterytorialnych faktorii rybackich u brzegów dzisiejszej Szwecji. W krótkim czasie pracę w Fitte, jak nazywano te „kolonie”, podjęło około 300 tys. rybaków, głównie niemieckojęzycznych. W ich rękach znajdowało się 15 tys. łodzi oraz 500 statków, którymi urobek wywożono przez morze.

Kołobrzeg wykupił grunt pod własną faktorię 22 września 1372 r. Miała ona formę prostokąta długości około 800 i szerokości 400 metrów. Zlokalizowana była na północ od miasta Falsterbo i graniczyła z Fitte przynależnymi do Szczecina oraz Stralsundu. Na czele pracujących w niej rybaków stał poporządkowany władzom miasta-właściciela wójt, pierwszym w kołobrzeskiej faktorii mianowano Bertolda Rike. Na miejscu, tak jak i w pozostałych faktoriach, utworzono plac przeładunkowy, prymitywne chaty rybackie oraz magazyny. Na miejscu pracowały też wędzarnie oraz solarnia.

Połowy w skańskich Fitte trwały zwykle od końca lipca do pierwszej połowy listopada. Z powodu olbrzymiej ilości śledzi w wodach otaczających Półwysep Falsterbo to właśnie ta ryba stanowiła podstawę urobku. Co ciekawe, rybacy pracowali według ściśle określonych zasad, których łamanie surowo karano. Wyładowane sieciami, kilkuosobowe łodzie, z pewnością bardzo podobne do muzealnej, wypływały tylko w ciągu dnia. Po zmroku nie można było także rybą handlować. Na miejscu stosowano także, z czasem przyjęty w większej części Europy Środkowej, system miar i wag. Nad jakością towaru, zwłaszcza przeznaczonego do handlu na terenach kontrolowanych przez Hanzę czuwali specjalni kontrolerzy. Po sprawdzeniu, beczki pełne przede wszystkim śledzi ładowano na statki. Tylko w 1400 r. z portów Falsterbo oraz Skanör wypłynęło ich łącznie 500 wywożąc ze Skanii 11 tys. ton ryb.

 

 

Kres potęgi

W latach dwudziestych XVI w. na Półwyspie Falsterbo pracowało ok. 38 tys. rybaków na 7,5 tysiącach łodzi. W tym czasie, ze względu na zmianę warunków hydrologicznych Bałtyku, odnotowanych u schyłku średniowiecza, zasoby, z których czerpano dosłownie pełnymi garściami (kronikarze wspominają, że okresami ryb było tak wiele, że w ławicach grzęzły łodzie) zaczęły się wyczerpywać. Związkowi miast, który nadal monopolizował Bałtyk, wyrósł na zachodzie poważny konkurent – Niderlandy. To właśnie tamtejsi rybacy zdominowali połowy w epoce nowożytnej, utrzymując swoją silną pozycję zwłaszcza w zakresie śledzia, w zasadzie to czasów współczesnych.
Choć dziś nie wiemy, kiedy dokładnie zakończyła działalność kołobrzeska faktoria w Skanii, na początku renesansu miasto powróciło przede wszystkim do handlu rybami na terenach szeroko pojmowanego Pomorza i ówczesnej Polski oraz na rynku typowo lokalnym. W źródłach czytamy, że pod koniec piętnastego stulecia dopracowany został system obrotu rybami w granicach Kołobrzegu. Choć nadal sprzedawano przede wszystkim śledzia, mieszkańcy oraz goście coraz częściej, zupełnie jak aktualnie, sięgali po dorsza, bałtyckiego łososia oraz łowionej przede wszystkim w wodach Parsęty, troci. Dostawy świeżej ryby docierały na targowiska trzy razy w tygodniu. Z czasem średniowieczna potęga stała się wyłącznie legendą. Mimo to połowy i zajmująca się nimi grupa zawodowa stanowiły ważną część lokalnej gospodarki. Nie zmieniło się to do dzisiaj.