Pewnie gdyby zapytać przeciętnego koszalinianina, z czym mu się kojarzy nazwa Meden-Inmed, niewiele byłby w stanie powiedzieć. To jedna z tych koszalińskich firm, które są bardziej znane gdzieś w świecie niż na lokalnym rynku. A chodzi o producenta urządzeń medycznych, który eksportuje je do ponad 50 krajów! Koncentruje się na sprzęcie rehabilitacyjnym, ale inwestuje również w najnowsze technologie. We współpracy z zabrzańską Fundacją Rozwoju Kardiochirurgii im. prof. Zbigniewa Religi – pracuje nad uruchomieniem produkcji seryjnej polskiego robota medycznego. Pierwsze cztery egzemplarze tego urządzenia już wyprodukowano w Koszalinie.

Meden 1

Początki firmy to grudzień 1989 roku, czas żywiołowych przeobrażeń gospodarczych i politycznych w Polsce. Wiesław Zinka wspomina: – Pracowałem wtedy jeszcze w Zakładach Techniki Medycznej, bardzo dobrze prosperującej firmie, której potencjał należało zabezpieczyć i w pełni wykorzystać. Błędy ówczesnej władzy w procesie prywatyzacji doprowadziły do rozproszenia tego potencjału. Podjąłem ryzykowną decyzję rozpoczęcia działalności gospodarczej na własną rękę w swoim garażu. Przez pierwsze lata działania firmy nie myślałem o produkcji. Dopiero po 10 latach, kiedy nieco okrzepliśmy, mogliśmy zacząć myśleć o własnych produktach. Już w liceum i na studiach produkowałem na małą skalę różne rzeczy, zarabiając w ten sposób na własne utrzymanie.
Czym więc zajmowała się firma przez te lata? Tym, czym głównie zajmuje się również obecnie, bo nadal ponad 50 procent jej przychodów przynosi rola przedstawiciela światowych producentów sprzętu medycznego na polskim rynku, a pozostałą część – własna produkcja. Warto zaznaczyć, że od początku były to zawsze przedstawicielstwa na wyłączność. Zdaniem szefa spółki, tylko wtedy można przyjąć pełną odpowiedzialność i wykazać się profesjonalizmem: – Zajmujemy się wówczas wszystkim, włącznie z instalacją sprzętu, jego serwisem i szkoleniem lekarzy, którzy na co dzień z tych urządzeń korzystają. Poważni producenci doceniają takie podejście obejmujące kompleksową odpowiedzialność za rynek danego kraju.

 

Warunki do produkcji zapewnia zaplecze przy ulicy Wenedów, obejmujące kompleks czterech hal produkcyjnych. To ponad hektar powierzchni pod dachem, ale jak się okazuje, miejsca wciąż brakuje. Oddana niedawno do użytku hala o powierzchni około 3 000 metrów kwadratowych z kolejnymi elementami parku maszynowego już nie wystarcza.

 

Wiesław Zinka komentuje: – Jeśli ma się fundusze, maszyny do produkcji można dzisiaj szybko kupić, tylko trzeba mieć pomysł, jak te maszyny obsłużyć i wykorzystać. W naszym przypadku nowe elementy produkcyjne związane są głównie z rozwojem rodziny produktów rehabilitacyjnych. Nie kupujemy na wyrost i w ciemno. Nie uznajemy zasady „jakoś to będzie”.

 

Meden-Inmed oficjalnie eksportuje swoje produkty do ponad 50 krajów świata. W rzeczywistości urządzenia znaleźć można w znacznie większej liczbie krajów: – Mamy odbiorców, którzy handlują naszymi wyrobami w miejscach, do których byłoby nam trudno dotrzeć samym – objaśnia prezes Zinka. – Co najważniejsze, współpracujemy z największym firmami na rynku rehabilitacyjnym. Na przykład stoły do masażu i trakcji kręgosłupa (w liczbie ponad 4 000 sztuk rocznie) produkujemy dla największego dostawcy sprzętu rehabilitacyjnego w Ameryce i zarazem w świecie. Spełniamy wszystkie tamtejsze wyśrubowane normy certyfikacji medycznej FDA. Na wyrobach umieszczamy zwykle brand partnera handlowego, ale oprócz tego zawsze jest tabliczka znamionowa produktu z napisem „Wyprodukowano i certyfikowano medycznie przez Meden-Inmed Polska”. Promowanie naszej marki jest ważnym elementem strategii firmy od samego początku jej istnienia. Początkowo było to źle odbierane przez naszych partnerów, teraz wprost przeciwnie, produkcja z Polski to gwarancja solidności i jakości.

IMG_0521

Nie ma ludzi niezastąpionych, ale w przypadku dr inż. Wiesława Zinki można w tę zasadę zwątpić. Ogromnie dużo zależy od jego osobistych kontaktów, niespożytej energii i odporności na niedogodności długich podróży: – W branży „siedzę” od 40 lat. To jest wbrew pozorom bardzo mały świat. Takich firm jak nasza, zatrudniających po kilkaset osób, w Europie w tej branży nie ma wiele. Stąd przez tych 40 lat dobrze poznałem to środowisko. Dla oszczędności czasu, na spotkania zwykle jeżdżę samochodem. My, Polacy, jesteśmy przyzwyczajeni do dużego wysiłku. Jeśli do mnie przyjeżdża ktoś z południa Europy, to leci samolotem, potem wynajmuje samochód z Berlina lub z Gdańska i jego łączna podróż zajmuje więcej czasu niż moja samochodem. To jest kwestia treningu. Oszczędność czasu ogromna, można dzięki temu trochę pobyć w domu.

 


 

Rozmowa z dr inż. Wiesławem Zinką

 

– Główna aktywność Pana firmy to reprezentowanie w Polsce zagranicznych wytwórców sprzętu medycznego. Ale Państwo są również producentem dużej gamy urządzeń wykorzystywanych w rehabilitacji medycznej. Jakie są główne grupy wyrobów własnych Meden-Inmed?

– Jesteśmy bardzo nietypową firmą, właśnie przez produkcję. Oprócz tego, że projektujemy i konstruujemy, to do celów produkcyjnych mamy swoją stolarnię, tapicernię, malarnię proszkową, wydział obróbki tworzyw, mechanikę i elektronikę. Wobec tego nasze wyroby powstają od A do Z pod jednym dachem. To też powoduje, że mamy bardzo szeroki asortyment, który jest przeznaczony dla różnych specjalności w rehabilitacji. Jedną z nich jest hydroterapia, dla której produkujemy wanny do masażu ciała, wirówki do kończyn dolnych, stóp, kończyn górnych i pasa biodrowego z kręgosłupem itp. To są produkty z najwyższej półki, muszą spełniać rygorystyczne warunki higieniczne. Inna duża grupa wyrobów to urządzenia służące do przygotowania wszelkich mas służących w balneologii, takich jak borowina, fango czy parafina. Są to zwykle podgrzewacze z funkcją mieszania o pojemności od 40 do 200 litrów. Odpowiednie algorytmy oraz oprogramowanie sterowania grzaniem i sterylizacją muszą zapewnić właściwości lecznicze tych substancji, bez niszczenia termicznego ich biologicznych struktur.

 

– Meden-Inmed zbiera nagrody za swoje stoły do masażu.

– Mamy rozbudowaną technologicznie i funkcjonalnie ofertę stołów do masaży suchych, pionizacji, pionizacji z symulacją kroczenia itp. Produkujemy około 4 000 stołów rocznie w pięciu rodzinach asortymentowych, każda w kilkunastu modelach, co nas plasuje w czołówce europejskiej i w pierwszej piątce w rankingu światowym. Podstawowy stół do masażu z elektroniczną regulacją wysokości, regulacją położenia każdej z siedmiu sekcji, zdalnym sterowaniem, podświetlaniem, podgrzewaniem itp. to ponad 600 różnych komponentów. W produkcji zaangażowanych jest kilkanaście specjalistycznych centrów obróbczych, laser do cięcia o mocy 6 kW, mechanika, najnowsza elektronika, tworzywa, stolarnia, tapicernia z numerycznym wykrawaniem kształtów, robot spawalniczy, termiczna obróbka metali, malarnia proszkowa itd. Mamy też grupę wyrobów do szeroko rozumianej terapii ruchowej. Począwszy od symulatorów chodu, samobieżnych chodzików dla dzieci i dorosłych, podnośników pacjenta, ergometrów aktywno-pasywnych, stołów z napędami elektrycznymi do ćwiczeń pasywnych poszczególnych fragmentów ciała, aż do zaawansowanych systemów nauki chodu na bieżni z podwieszeniem pacjenta dla kontrolowanego odciążenia jego wagi podczas ćwiczeń. Żeby nie ograniczać swobody ruchowej pacjenta, cały system sensometrycznego pomiaru i korekty wagi kontrolowany jest naszą oryginalną elektroniką w komunikacji bezprzewodowej. Pracowaliśmy nad tym rozwiązaniem przez kilka lat, pod zamówienie na rynek USA.

 

– Państwa wyroby są doceniane przez rynek.

– Po prostu robimy to dobrze, zgodnie z najlepszą sztuką inżynierską. Najlepszy dowód: firma amerykańska zaprzestała produkcji, bo uznała że dostarczamy stoły w lepszej jakości i szerszej gamie. Na jesiennych targach medycznych w Duesseldorfie koncern amerykański będzie prezentował nasze najnowsze stoły do zaawansowanej trakcji kręgosłupa, opracowane przez naszych inżynierów na ich specjalne zamówienie. Ten stół wyposażony w amerykański ciągnik trakcyjny to najwyższa półka światowa w tej specjalności. Zestaw kosztuje tyle, ile przyzwoity samochód. Na firmowym stoisku będziemy prezentować również tańsze, uzupełniające urządzenia do grawitacyjnej trakcji kręgosłupa, opracowane z wyłącznością na rynek niemiecki, ale przez nas sprzedawane w pozostałych krajach świata. Przestrzegamy zasady fair play i nie robimy sobie samym konkurencji.

 

– Dla laika stół do masażu to nic wielkiego, zwyczajny mebel.

– Z pozoru i wyłącznie wtedy, kiedy myślimy o blacie z czterema nogami. Jeśli jednak pomyślimy, że na tym stole chcielibyśmy położyć na przykład 200-kilogramowego pacjenta, że masażysta też ma sporą wagę oraz dużo siły a na dokładkę nowoczesny i zaawansowany technologicznie stół musi pozwalać na ulokowanie pacjenta na określonej wysokości i w różnych pozycjach, to w konsekwencji otrzymujemy bardzo złożone zadanie konstrukcyjne. Produkujemy na przykład stoły, które mają po siedem sekcji i każda z nich jest niezależnie regulowana poprzez siłowniki elektryczne lub hydrauliczne. Masażysta, aby jak najlepiej wykonać zabieg, powinien mieć wolne ręce i sterować wysokością stołu i wszystkimi segmentami zdalnie, np. ruchem nogi. W zależności od przeznaczenia stół musi mieć też różną twardość leżyska. Dodatkową opcją jest możliwość podgrzewania, szczególnie pożądana przy zabiegach trwających nawet ponad pół godziny. Jeżeli jeszcze weźmiemy pod uwagę specyfikę gabinetów SPA, w których używa się rozmaitych preparatów wspomagających zabiegi, to dochodzą zagadnienia z zakresu materiałoznawstwa i odporności tapicerki na zmęczenie materiału oraz reakcje chemiczne z używanymi środkami. Materiał obiciowy części tapicerowanej, czyli najczęściej skaj, musi ponadto być antyalergiczny, sprawdzony jako materiał bezpieczny medycznie, o małym stopniu palności itd. Te kwestie trzeba uwzględnić zarówno na etapie konstrukcji, jak i produkcji. Wszystkie właściwości sprawdzane i testowane są w laboratoriach instytutów certyfikujących dany wyrób medyczny. Analizy ryzyka, opisy zapewnienia bezpieczeństwa, metody sprawdzanie bezpieczeństwa elektrycznego i elektromagnetycznego wyrobu, to kilkaset stron dokumentacji wymaganej do procesu badania i ostatecznej certyfikacji wyrobu. To naprawdę nie są proste „meble”.

Meden 2

– I z tego co wiem, unowocześnianie tych urządzeń trwa właściwie bez przerwy.

– Wciąż szukamy nowych rozwiązań. Zaczęliśmy na przykład produkować stoły do trakcji kręgosłupa. Na takim stole rozciąga się kręgosłup i np. obręcz biodrową pacjenta w sposób kontrolowany co do siły i sposobu ciągnięcia. Zastępuje to uciążliwą metodę rozciągania kręgosłupa przez podwieszanie pacjenta lub wielogodzinnych trakcji grawitacyjnych. Nasze urządzenie pozwala precyzyjnie cały ten proces kontrolować. Już mamy zamówienie z USA na produkcję w dużej skali od początku przyszłego roku. Trwają badania w laboratoriach zagranicznych i czekamy na certyfikat FDA, który kosztował nas sporo pieniędzy i wiele miesięcy pracy całego zespołu.

 

– Jak wygląda Państwa współpraca z lekarzami? Mają Państwo własnych konsultantów w firmie?

– Zatrudniamy terapeutów po studiach, ale oni dla nas nie są głównym źródłem informacji. Żeby być skutecznym doradcą i konsultantem, trzeba bardzo aktywnie pracować w swoim zawodzie. W związku z tym nasi terapeuci koncentrują się na sprzedaży, a konsultacje prowadzimy ze specjalistami z klinik, szpitali i centrów terapeutycznych. Dobieramy takich, którzy dzień w dzień pracują z pacjentami, bo dla nich każdy szczegół ma znaczenie. Oni są źródłem najważniejszych informacji i wiarygodnych podpowiedzi. Przez ponad 27 lat istnienia firmy niektórzy terapeuci, z którymi zaczynaliśmy współpracę są już profesorami i doktorami nauk medycznych. Ich talent i praca z pacjentami oraz możliwości naszego sprzętu to świetny materiał do prac naukowych i badawczych.

 

– Skoro ten sprzęt jest tak złożony, kluczowe są szkolenia dla jego użytkowników.

– Szkolimy po kilkaset osób rocznie. Organizujemy kursy dla lekarzy i terapeutów, udostępniamy sprzęt a szkoleniowcami są utytułowani praktycy z rehabilitacji i fizjoterapii, ponieważ nikt tak nie pokaże możliwości sprzętu i jego innowacyjności. Jesteśmy z takiego rozwiązania bardzo zadowoleni, a nasi partnerzy mają szansę zdobywania kolejnych stopni zawodowych i naukowych.

 

– Wiem, że prowadzą Państwo również zaawansowane prace nad robotem medycznym, a to już bardzo wysoka półka techniczna.

– Tak, współpracujemy z Fundacją Rozwoju Kardiochirurgii im. profesora Zbigniewa Religi, a kluczową postacią w tym procesie jest profesor Zbigniew Nawrat, który miał okazję osobiście współpracować z profesorem Religą. Kiedyś doszliśmy do wniosku, że powinniśmy połączyć siły. Udało nam się stworzyć wspólny projekt z naszym aktywnym udziałem inżynierskim. Powstały już cztery roboty medyczne. Trwają dalsze prace konstrukcyjne i badawcze. Współpracujemy też z kilkoma innymi ośrodkami akademickimi nad kolejnymi urządzeniami zaawansowanymi technicznie i technologicznie. Jeżeli pozyskamy finansowanie to w najbliższych trzech latach powstanie kilka nowoczesnych i bardzo potrzebnych w medycynie urządzeń. Wsparcie finansowe jest kluczowe, bo będziemy musieli powiększyć zespół konstrukcyjny i zapewnić środki na prawie trzy lata intensywnej pracy dużego zespołu. Obecnie dział konstrukcyjny to około 25 wysokiej klasy specjalistów, ale do realizacji zgłoszonych projektów zespół musi być znacznie, znacznie większy. Skorzystamy ze zdobytej przez 27 lat wiedzy, ale też wzbogacimy ją o wiedzę naukowców pracujących nad danymi zagadnieniami po kilkanaście lat. To fascynujące wyzwanie inżynierskie.

 

– Czym charakteryzuje się taki aktualnie wykonany robot medyczny?

– Jest to urządzenie, które – tak w uproszczeniu – będzie zastępowało lekarza operatora podczas zabiegu i za pomocą bardzo precyzyjnego manipulatora umożliwi obserwowanie wszystkiego, co się dzieje w polu operacyjnym. Na końcówce robota będzie zamontowana kamera endoskopu przekazująca precyzyjnie obraz z pola zabiegowego. Tutaj nie chodzi wyłącznie o kardiologię, ale również gastrologię, szeroko rozumianą laparoskopię albo ortopedię. Obecnie w każdej dziedzinie chirurgii możemy dostać się do wnętrza ciała przez mały otwór, metodą laparoskopową, a nie tradycyjnie ciętą raną przez powłoki. Tak więc to „podglądanie” przebiegu operacji ma kluczowe znaczenie. Wszędzie tam, gdzie wkracza nowoczesna nieinwazyjna chirurgia mają zastosowanie kamery trójwymiarowe 3D lub tańsze dwuwymiarowe 2D. Nasz robot będzie spełniał te wymagania. Operujący lekarz, który musi czasami precyzyjnie operować przez wiele godzin, zamiast urządzenia laparoskopowego trzymanego w ręce i ważącego czasami około kilograma, będzie miał do użycia narzędzie podpięte do ramienia robotycznego, dającego się bardzo precyzyjnie i zdalnie sterować. Umożliwi to pokrycie całego pola zabiegowego przy mniejszym wysiłku i jednoczesnym zachowaniu zdolności bardzo precyzyjnego działania. Ramię poruszające się swobodnie w wielu osiach przestrzeni może dostać się w dowolny zakątek ciała. Ruch może być zapamiętany i powtórzony za pomocą precyzyjnych zdalnych manipulatorów. Dodatkową zaletą takich zaawansowanych technologicznie urządzeń jest fakt, że wkład intelektualny w konstrukcję oraz zaangażowanie podczas produkcji nowoczesnych i drogich centrów obróbczych, zapewnia dość wysoką cenę w stosunku do wagi urządzenia. Koszt wytworzenia średnio zaawansowanego robota medycznego to koszt dużego kontenera specjalistycznych stołów do masażu. Firma musi szukać dywersyfikacji swoich wyrobów, dla większego bezpieczeństwa.

Meden 6

– Tak więc lekarz widzi więcej, nie jest obciążony błędem ludzkiej ręki, ma stabilny obraz i możliwość bardzo precyzyjnego wyboru miejsca operowania?

– I to są kluczowe zalety takiego urządzenia. Dalszy rozwój uzależniamy od wyników oceny klinicznej robota i możliwości finansowania prac. Czekamy na wyniki badań medycznych, później powstanie wersja, którą będziemy mogli produkować – mam nadzieję – w liczbie, jaka będzie wynikała z zapotrzebowania rynku. Zakładamy, że na początku wyposażymy przynajmniej kilkanaście klinik, dlatego też taki nacisk kładziemy na uniwersalność, bo robot powinien być użyteczny w kardiochirurgii, chirurgii przewodu pokarmowego, w urologii czy artroskopii.

 

– Spodziewam się, że na świecie mają Państwo sporą konkurencję?

– Firm zdeterminowanych pasją inżynierską do tak specjalistycznej produkcji nie ma za dużo, ale te które są, to są najwięksi uczestnicy rynków globalnych. Proszę sobie wyobrazić, że najbardziej zaawansowany robot chirurgiczny to koszt wielu milionów euro. Bardzo daleko nam do takiej konstrukcji, głównie z powodów ekonomicznych, ale musimy być ostrożni, żeby komuś dużemu nie nadepnąć na odcisk. Ciągle szukamy wiarygodnych partnerów, aby zwiększyć swoje szanse. Na ile skutecznie – okaże się za kilka lat.

 

– Czyli duży może chcieć później takiego małego aspiranta „połknąć”?

– To się zdarza. Mamy tu już swoje doświadczenia, bo gdy duża korporacja skopiowała nasz produkt to zamiast udowadniać swoje racje na drodze sądowej, spokojnie przedstawiliśmy swoje racje i poruszyliśmy aspekt moralny. Wśród ludzi na pewnym poziomie i osób honorowych muszą obowiązywać zasady i etyka biznesu. Nasza postawa zaowocowała nawiązaniem współpracy dla powiązanej towarzysko i kapitałowo grupy firm. Doceniono naszą wiarygodność, elastyczność, wytrwałość, potem lojalność i kulturę negocjacji. Zdarzyło się też, że kilka firm chciało nas zastraszyć bezpodstawnymi oskarżeniami o plagiat, ale my jesteśmy pewni oryginalności naszych konstrukcji i nie ulegliśmy negatywnym emocjom. Dzięki temu mamy coraz większe grono przyjaciół wśród solidnych i rzetelnych firm w świecie. Dodatkowym walorem w codziennej pracy jest również elitarność naszej branży.

 

– Rozumiem, że obszar robotyki medycznej to przyszłość firmy?

– Stawiamy na ten kierunek, bo to rozwija naszą wiedzę i potencjał technologiczny, ale również jest działalnością o wysokiej dochodowości. W tej chwili produkujemy tygodniowo po parę tirów stołów do masażu, wanien, ergometrów, bieżni, podnośników, mieszalników, elementów wyposażenia sal intensywnej opieki i cyfrowej łączności szpitalnej, dużych stołów do wspomaganej napędami rehabilitacji i gimnastyki pasywnej. Wyrób typu zaawansowany robot równoważy wartościowo jeden lub dwa duże kontenery innych wyrobów. Nie można opierać firmy tylko na produktach wielkogabarytowych. Kryzys ekonomiczny sprzed paru lat pokazał nam, że czasami rynek zaczyna się komplikować niezależnie od nas, pod wpływem czynników globalnych i że trzeba na takie sytuacje być przygotowanym. Przez ten trudny okres przeszliśmy bez większych strat i nikogo nie zwolniliśmy z naszej kluczowej załogi. Dzięki temu teraz mamy duży potencjał, żeby wystartować w nowych obszarach techniki, z doświadczonym zespołem konstrukcyjnym i produkcyjnym.

 

– Czyli to jednak prawda, że największą wartością są ludzie i bez względu na to jak wielki będzie kryzys, warto chronić kapitał ludzki, bo będzie on potrzebny, gdy regres minie?

– Uważam, że w każdym działaniu najważniejsza jest logika. Biznesu uczyłem się sam i przekonałem się, że logiczne myślenie i wiarygodność dla załogi to fundamentalne kwestie. Czasami warto na jakimś etapie ponieść duże wydatki czy ograniczyć konsumpcję bieżącą – choćby było to bardzo trudne – by dać sobie szansę na rozwój w przyszłości.

 

Od paru lat dr Wiesław Zinka ma w firmie wsparcie w osobie syna. Wygląda więc na to, że kwestia sukcesji jest w Meden-Inmed rozstrzygnięta. Prezes komentuje: – Każdy rodzic ma jakieś marzenia i chciałby zrealizować swój scenariusz, swoje wyobrażenie przyszłości, ale to nie takie oczywiste, bo scenariusz pisze życie, a ono jest nieprzewidywalne. Nie wszystko musi pójść po naszej myśli, bo byłoby zbyt łatwo. Jeden z synów ma predyspozycje do tego, by pokierować firmą. I przede wszystkim sam tego chce. Jestem z tego powodu szczęśliwy. Pewnie ze sprawami technicznymi będzie mu trochę trudniej, bo nie jest inżynierem, ale pomimo wykształcenia prawniczego i ekonomicznego ma wyobraźnię techniczną, dlatego wierzę, że sobie poradzi. Dodatkowo będzie go wspierała oddana firmie załoga i to pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość.