Finis coronat opus – koniec wieńczy dzieło, mogą z satysfakcją powiedzieć właściciele. W momencie, kiedy piszemy te słowa Hudson stał się gotową całością. Na przyjęcie gości czeka dwupoziomowa restauracja w klimacie Dzikiego Zachodu. Już od 3 lat zaś obiekt służy noclegiem w pokojach butikowych, organizuje bankiety, przyjęcia weselne i okolicznościowe, udostępnia salę konferencyjno-szkoleniową. Wszystko w samym centrum miasta, przy ulicy Połczyńskiej 18.

 

Jadąc od strony I Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Dubois w kierunku Ronda Solidarności w połowie drogi, po prawej, mijamy ogrodzoną posesję z dopiero co odnowionym białym budynkiem i obszernym parkingiem. To właśnie jest Hudson.

 

W dawnym spichlerzu

Kiedy dwa lata temu szukano w koszalińskim Archiwum Państwowym (nota bene znajdującym się naprzeciw Hudsona) przedwojennych materiałów na temat posesji przy Połczyńskiej 18, padła taka odpowiedź: „Uprzejmie informujemy, że w zespole archiwalnym Akta miasta Koszalina /Magistrat Köslin (…) nie odnaleziono materiałów (rysunków technicznych, map) dotyczących budynków przy ul. Połczyńskiej 18 /dawniej Wilhelmstraße/.”

Jednak jak informuje pani Dorota Cywińska z Archiwum, posiada ono zespół dokumentów pod nazwą „Urząd Katastralny w Koszalinie /Katasteramt Köslin z lat [1765-1860] 1861-1944”, w którym znajdują się między innymi księgi budynkowe dla miasta Koszalina. Zgodnie z adnotacjami tam naniesionymi przez Wydział Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Koszalinie, ówczesna ulica Bolesława Bieruta (obecna ul. Połczyńska) nr 18-20-22 odpowiada Wilhelmstraße 20 sprzed roku 1945.

W księdze budynkowej dla tej posesji pierwszy wpis pochodzi z roku 1910, a dotyczy budynku mieszkalnego, pralni, stajni i garażu. Rok 1936 przynosi budowę magazynu i garażu dla samochodów ciężarowych, rok 1938 przebudowę stajni na budynek magazynowy, a rok 1940 budowę spichlerza.

Jak z kolei ustalił pan Krzysztof Urbanowicz, pasjonat historii Koszalina, w książkach adresowych z lat 20. XX w. pod interesującym nas adresem pojawia się Alfred Beeling, „kupiec i gospodarz”, który prowadził handel drewnem opałowym i żwirem. W latach 30. to nazwisko znika z rejestru, a właścicielem działki jest kupiec Emil Oesterreich handlujący zbożem i paszą. To tłumaczy kształt budynku. Jeszcze cztery lata temu, kiedy obecni właściciele przystępowali do remontu, znajdowały się w nim wysokie zbiorniki na zboże z resztkami ziarna.

 

 

Remont do samych fundamentów

Po wojnie z budynkiem nie obchodzono się subtelnie. Pełnił funkcję magazynową. Nic dziwnego, że stan techniczny „stulatka” wymuszał gruntowny remont, który rozpoczął się cztery lata temu.

Długo nie widać było efektów, bo żmudne prace toczyły się we wnętrzu i wokół fundamentów, które wymagały odwodnienia i wzmocnienia. Ciężarówki wywoziły ze środka gruz i śmieci.

Pierwsza docelowy wygląd zyskała prawa, niższa część obiektu. Jednocześnie w miejsce dziurawego parkingu pojawił się parking zupełnie nowy, wyłożony gustowną kostka brukową.

 

Jak po sznurku

Zgodnie z zamysłem właścicieli, najpierw pod marką Hudson zaczęły funkcjonować pokoje butikowe. Określa się tak miejsca noclegowe o wysokim standardzie, różniące się od hoteli tym, że oferują wypoczynek w kameralnej atmosferze, nastawione są na małą liczbę gości. Na wyjątkowość atmosfery składa się zaś zarówno wyszukany wystrój wnętrz, jak i fakt, że na takie cele często adaptuje się stare budynki (kamienice, pałace czy klasztory). Udogodnienia oferowane gościom przypominają pięciogwiazdkowe hotele, ale szybkość i staranność obsługi są tu nawet wyższe.

Później przyszedł czas na wielofunkcyjną, dużą salę. Można w niej podjąć na bankiecie 150 osób, albo urządzić wesele na 100-120 gości. Na co dzień sala pełni funkcję sali konferencyjno-szkoleniowej. Jest tak pomyślana, że łatwo można w niej wydzielić przestrzeń dla grupy kameralnej, nieco większej albo poprowadzić konferencję dla stu albo więcej uczestników.

Sala ma pełne techniczne zaplecze, w tym wysokiej klasy nagłośnienie. Jest – zresztą jak cały Hudson – wyposażona w system klimatyzacyjny gwarantujący stały komfort pod względem temperatury i jakości powietrza.

Ciekawostką jest fakt, że nowoczesne oświetlenie pozwala na zmianę klimatu przez możliwość wyboru koloru podświetleń. To ma szczególne znaczenie w przypadku wesel, bo w łatwy sposób można oświetlenie dopasować do motywu przewodniego przyjęcia, którym często jest określony kolor albo właśnie światłem wyczarować pożądaną oprawę zabawy.

 

 

Kuchnia niczym mercedes

Hudson jest tak urządzony, że pomiędzy opisaną już częścią a dawnym właściwym spichlerzem znajduje się strefa kuchenna i magazynowa. Wyposażenie kuchni jest starannie przemyślane i ergonomiczne, urządzenia z najwyższej półki. Chłodzone magazynki pozwalają na przechowywanie produktów pod ręką kucharzy, co ułatwia im pracę i oszczędza czas.

Kuchnia może sprawnie wydawać potrawy zarówno do sali bankietowej (na prawo), jak i do nowej dwupoziomowej restauracji (na lewo).

 

Wisienka na torcie

Wspomniana restauracja powstała we wnętrzu niegdysiejszego spichlerza. Na parterze i piętrze mieści ona stoliki dla około 100 osób (po równo 50 na obu poziomach).

Część górna może mieć przy tym różne przeznaczenie. Może być typową salą restauracyjną, można w niej urządzać kameralne przyjęcia (np. komunie, chrzciny) albo bankiety i inne firmowe spotkania. W razie potrzeby w kilka minut da się ją zmienić w miejsce szkoleniowe, bo i tutaj znajduje się wszystko, co od strony technicznej potrzebne do poprowadzenia zajęć szkoleniowych lub warsztatowych.

 

 

Odrobina Dzikiego Zachodu

Kiedy ktoś pyta właścicieli Hudsona, dlaczego w wystroju i menu odwołują się do klimatów amerykańsko-meksykańskiego pogranicza, odpowiadają, że chcieli stworzyć lokal, jakiego w Koszalinie jeszcze nie było. Główna, dolna część restauracji, gdzie znajduje się bar, wyłożona jest deskami, co przypomina westernowy saloon. Wiele elementów drewnianych – co warto podkreślić – zostało wykorzystane z dawnej konstrukcji obiektu!

Mnóstwo jest w wyposażeniu drobnych elementów autentycznych, przywożonych przez właścicieli Hudsona z ich podróży do USA lub kupowanych na aukcjach internetowych.

Amerykańska w charakterze jest również karta dań. Znajdujemy w niej m.in. tortille, shakshoukę (jajka w pomidorach – palce lizać!), burgery, chipsy i frytki oraz żeberka (wołowe i wieprzowe). Wszystko to dobrze komponuje się z piwem, które będzie również wyjątkowe. Lokal uzyskał bowiem – jako jedyny w Koszalinie – zgodę na podawanie Grimbergena. Z pewnością atutem lokalu jest również kawa parzona w doskonałej jakości urządzeniach.

Jest jeszcze jedna rzecz, czym Hudson z pewnością będzie zachęcał do odwiedzin. Obszerny parking pozwala przyjechać autem i je bezpiecznie zaparkować.