Imponującemu rozwojowi spółki Meden-Inmed przyglądamy się od kilkunastu lat. Zazwyczaj opisywaliśmy jej sukcesy głównie za pomocą liczb i wskaźników opatrzonych komentarzem zarządu. Tym razem postanowiliśmy spojrzeć na nią z innej perspektywy. Zadaliśmy sobie pytanie, jak przemiany firmy odbierają jej pracownicy? W jakim stopniu czują się ich kreatorami? Wreszcie – jakie wartości ich zdaniem cementują zespół?

Półżartem, półserio o firmach takich jak Meden-Inmed mówi się „garażowe”. Powstawały one na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku dosłownie w garażach. Większość nie przeżyło zawirowań wielkiej przemiany ustrojowo-gospodarczej tamtego okresu. Nieliczne, które przetrwały, bywają liderami w swoich branżach. Za ich powstaniem i rozwojem zawsze stoi ktoś zdeterminowany, kto konsekwentnie realizował swoją wizję, zarażając nią kolejnych współpracowników. W przypadku Meden-Inmed taką charyzmatyczną postacią jest dr inż. Wiesław Zinka.
Założona przez niego firma zajmuje się dostarczaniem zaawansowanych urządzeń medycznych, w części własnej produkcji (te są głównie z dziedziny rehabilitacji) do 100 krajów świata. Do niedawna zatrudniała ona 450 specjalistów. Po przejęciu w końcówce ubiegłego roku spółki Technomex z Gliwic, czyli swojego głównego konkurenta w zakresie rozwiązań rehabilitacyjnych na rynku polskim, zatrudnienie – teraz już w grupie – wzrosło do 530 osób.


Mimo coraz większej skali działania, Meden-Inmed zachowuje charakter przedsiębiorstwa rodzinnego. Od 2021 roku kieruje nim prezes Maciej Zinka, który przygotowywał się do tej roli przy boku ojca od 2010 roku kierując przez dekadę działami handlowymi. Wiesław Zinka, jako prezes senior, nadal aktywnie uczestniczy w życiu firmy, zwłaszcza w obszarze technicznym, bo – jak zawsze podkreśla – czuje się wciąż przede wszystkim inżynierem.
Rozwój z turbodoładowaniem
Prezes Maciej Zinka mówi: – Tworzenie własnej kultury organizacyjnej i pozyskiwanie do zespołu kolejnych kompetentnych pracowników jest obecnie naszym kluczowym celem. Mamy ambitną strategię rozwoju, a jej skuteczna egzekucja powinna w sposób naturalny skutkować potrojeniem przychodów do 31.12.2029, a więc osiągnięcie poziomu miliarda złotych rocznie. Wzrost liczby pracowników jest wynikiem kumulacji wielu czynników – nie tylko wspomnianej akwizycji. Chodzi o systematyczne zwiększanie wartości naszej sprzedaży, a wraz z tym konieczność zapewnienia serwisu urządzeń, coraz głębszą penetrację rynku krajowego i ekspansję zagraniczną.
Jak podkreśla Maciej Zinka, rozwój firmy wynika głównie z akumulacji wiedzy: – Nasi ludzie na bieżąco poszerzają swoje kompetencje. Oczywiście akwizycje również temu służą, bo szukamy synergii z podmiotami, których potencjał uzupełniałby nasze możliwości. Przez pierwsze 35 lat istnienia firmy jej rozwój był organiczny, obecnie poszukujemy wartościowych przejęć, które pozwolą pozyskiwać potrzebne nam technologie i rozwiązania szybciej i taniej niż gdybyśmy mieli dochodzić do nich samodzielnie. Obserwujemy rynek, nie zamykamy się w czterech ścianach, konfrontujemy się z konkurencją, codziennie wychodzimy ze strefy komfortu. Budujemy organizację, która akceptuje fakt, że istotą współczesnej gospodarki jest permanentna zmiana – podkreśla Maciej Zinka.
Założenie, że własna produkcja ma stanowić około 22-23% wartości obrotów a resztę mają przynosić usługi dystrybucyjne, nie oznacza, że firma zakończyła inwestowanie w powierzchnię produkcyjną czy park maszynowy. Prezes Zinka tłumaczy: – Odwrotnie, chcąc dotrzymywać kroku rynkowi, musimy inwestować nieustannie. Jednocześnie musimy mieć świadomość, że już nigdy Polska nie będzie krajem taniej siły roboczej, stąd rosnące również w Meden-Inmed znaczenie robotyki. Jeśli w 2025 roku nasze obroty wyniosły 300 mln zł a na koniec 2029 chcemy, by zbliżyły się do miliarda złotych, to mamy do wykonania ogromną pracę. Pamiętamy również o tym, że dobre wyniki finansowe są ważnym narzędziem polityki kadrowej. Zawsze płaciliśmy i płacimy co najmniej tyle, co rynek albo lepiej. Jeśli chcemy mieć zmotywowanych, kompetentnych i kreatywnych ludzi, musimy im zapewnić poczucie stabilności i satysfakcjonującego wynagrodzenia. To oczywiste. Tak więc musimy zarabiać, a zarabiać więcej możemy wtedy, kiedy nasz rozwój będzie permanentny.
Wykuwanie nowych narzędzi
Agnieszka Rogowska zajmuje stosunkowo nowe stanowisko – managerki ds. business intelligence. Jej głównym zadaniem jest spowodowanie, by narzędzia analityczne oparte na sztucznej inteligencji przekształcały surowe dane w użyteczną wiedzę biznesową: – Business intelligence analizuje dane historyczne i bieżące, przedstawiając je w formie czytelnych raportów. Chodzi o to, żeby zarządzający i inni pracownicy mogli szybciej i trafniej podejmować decyzje, bez żmudnego „wydłubywania” potrzebnych informacji i by dostarczone im dane były w pełni wiarygodne. Inny obszar, za który odpowiadam, to – ogólnie mówiąc – oswajanie ludzi ze sztuczną inteligencją i pokazywanie, jak korzystając z niej, ułatwiać sobie pracę. Muszę przyznać, że nie odbywa się to bez oporu. W naturze mamy niechęć do zmian, więc ludzie nieufnie podchodzą do AI, a ja muszę znajdować sposoby na łagodne przełamywanie oporu. Sama jestem z chatem w „szorstkiej przyjaźni”, nie uznaję go za coś, co może mnie zastąpić. To jest tylko narzędzie, kreatorem wciąż pozostaje człowiek.
Pani Agnieszka w Meden-Inmed pracuje od 13 lat, choć – jak podkreśla – gdyby wliczyć okres stażowy, byłoby to niemal lat 15: – Zaczynałam jeszcze jako studentka kierunku Ekonomia i Gospodarka Publiczna na Politechnice Koszalińskiej. Na stażu robiłam proste rzeczy, czekając na swoją szansę. Pierwsza praca etatowa była zastępstwem za dziewczynę, która poszła na urlop macierzyński. Najpierw byłam pracownikiem biurowym, później koordynatorką Serwisu Aparatury Medycznej. Uczestniczyłam we wdrażaniu systemu ERP, czyli zintegrowanego oprogramowania służącego do zarządzania kluczowymi obszarami firmy, łączącego finanse, produkcję, sprzedaż, magazyn, HR i logistykę w oparciu o wspólną bazę danych. Kolejnym etapem był Dział Neurofizjologii, a w końcu Dział E-commerce. Był to okres pandemii, więc handel internetowy dosłownie wybuchł, a my musieliśmy się błyskawicznie uczyć wielu nowych rzeczy. Mnie przypadła rola menedżerska, więc uczyłam się sama i uczyłam innych – relacjonuje Agnieszka Rogowska.
Jednocześnie dodaje: – Mówi się często, że dla higieny psychicznej co parę lat powinno się zmieniać miejsce pracy. Wielu moich znajomych robi tak, kiedy poczuje, że zawodowo drepczą w miejscu. W moim przypadku, poprzez kolejne nowe zadania mam cały czas poczucie, że się rozwijam bez odchodzenia z firmy. Nie jestem wyjątkiem. Każdy ma u nas możliwość zmiany charakteru pracy, działu, specjalności. To jest rodzaj komfortu: nie musisz być od razu ekspertem. Spróbuj, a jeśli uznasz, że to nie dla ciebie, nikt nie będzie miał pretensji, że szukasz czegoś innego.
W odpowiedzi na pytanie o to, co wyróżnia atmosferę pracy w Meden-Inmed, słyszymy: – Jesteśmy coraz większym organizmem, porządkujemy procesy, siłą rzeczy konieczne są pewne elementy korporacyjne, bo przy tej skali działalności nie da się tego uniknąć, lecz wciąż nie brakuje elastyczności, takiego „ludzkiego” oblicza. Dbają o to obaj prezesi. Obserwowałam zmianę pokoleniową w zarządzie i muszę stwierdzić, że dbałość o ten ludzki aspekt w codziennym działaniu jest cechą obu panów. Myślę, że między innymi dlatego są wśród nas nadal osoby, które w firmie pojawiły się na samym jej początku, czyli w 1989 roku. Kiedy rozpoczynałam pracę, dziwiłam się, że można w jednym miejscu pracować 10-15 lat. Szybko zrozumiałam, co powoduje takie zakorzenienie.





Jak podkreśla pani Agnieszka, inną cechą pracy w Meden-Inmed jest nastawienie na ciągłe podnoszenie kwalifikacji: – Jestem zadowolona, że mam dużo swobody, że mogę robić to, co mi przynosi satysfakcję. Być może są ludzie, którzy mają inne potrzeby, lecz dla mnie wyzwania mają ogromne znaczenie. Cieszę również z tego, że mam wokół siebie osoby, które mnie inspirują, z którymi czasami się ścieramy, ale umiemy dochodzić do wspólnego poglądu. Myślę, że się lubimy, co wcale nie jest – jak słyszę od znajomych – normą w miejscach pracy. Kiedy myślę o tym, co będę robić i co myśleć na przykład za pięć lat (a będzie to „za chwilę”, bo czas szybko płynie), to jednego jestem pewna. Na pewno będę się z siebie śmiać, że kiedyś myślałam: „Jak można tak długo pracować w jednym miejscu”. Można, jeśli jest to miejsce, które daje możliwość rozwinięcia skrzydeł, kreowania własnej przestrzeni – podsumowuje Agnieszka Rogowska.
Specjalizacja jest koniecznością
Michalina Terczyńska, dyrektorka ds. rozwoju rynku medycznego Wydziału Aparatury Medycznej, również podkreśla, że możliwość zmiany charakteru pracy, podejmowanie nowych zadań wpływa na nią motywująco: – Jeśli dodać do tego dobrą atmosferę i klimat wzajemnej życzliwości, buduje się poczucie zakorzenienia i identyfikacji z firmą. To jest według mnie ogromna wartość. Zaczynałam jako specjalista ds. zamówień w Wydziale Aparatury Medycznej. Była to praca typowo biurowa, stacjonarna, w kontakcie z kontrahentami zagranicznymi. Później postanowiłam spróbować swoich sił jako przedstawiciel handlowy, a więc pracy w ciągłym ruchu i z bezpośrednim kontaktem z klientami. W drodze awansu zmieniałam stanowiska. Od czterech lat kieruję dwoma zespołami sprzedażowymi. Jeden zajmuje się sprzętem jednorazowym z dziedziny urologii i ginekologii, drugi specjalizuje się w onkologii i sprzęcie do żywienia dojelitowego.
Pani Michalina jest absolwentką inżynierskich studiów logistycznych na Akademii Morskiej w Szczecinie i magisterskich z dziedziny zarządzania zasobami ludzkimi na Politechnice Koszalińskiej. Kiedy pytamy, w jakim stopniu wykorzystuje tę szeroką wiedzę, odpowiada: – Przydaje się wszystko, nawet wykształcenie muzyczne – ukończyłam średnią szkołę muzyczną, dzięki czemu lepiej radzę sobie z wystąpieniami publicznymi (śmiech). Bardzo lubię swoją pracę, jest pełna wyzwań i satysfakcjonująca. Oczywiście pojawiają się trudne momenty, często mamy do czynienia z presją czasu. Z tym można sobie poradzić, jeśli w zespole zadania są dobrze rozdzielone, a ludzie chcą sobie pomagać. Portfolio, które mamy do zaproponowania klientom, stale się poszerza, zwiększa się w związku z tym liczba wyspecjalizowanych pracowników z branżową wiedzą. Jak sądzę, każdy z nas ma satysfakcję z faktu, że wprowadzamy na polski rynek nowe technologie i rozwiązania. Śledzimy trendy rynkowe, jesteśmy na bieżąco z nowymi technologiami medycznymi, nie tylko w urologii, ginekologii czy żywieniu dojelitowym, czym bezpośrednio zajmują się moje zespoły. Szkolimy lekarzy z zakresu tych metod, przy współpracy z lekarzami z innych krajów, którzy już stosują te rozwiązania. Traktujemy to jako naszą misję.
Czy funkcjonowanie w klimacie nieustającej zmiany nie staje się z czasem dyskomfortowe? Pani Michalina mówi: – Tempo zmian rzeczywiście jest ogromne, więc pojawia się refleksja, że musimy albo przeorganizować procesy, albo zwiększyć zespół, czy prowadzić rozwiązania, które pozwolą nam nadążyć za zmianami. Firma Meden-Inmed jest nastawiona na ciągłe udoskonalanie i nieustanny rozwój.




A jak Michalina Terczyńska wyobraża sobie siebie w firmie za kilka lat? – Dążę do dalszego rozwoju zawodowego. Trudno dziś jednoznacznie określić, w jakim kierunku dokładnie będzie to ewoluowało. Do tej pory nie odczuwałam stagnacji, a wraz z rozwojem organizacji naturalnie pojawiają się nowe obszary i możliwości, w które można się zaangażować.
Przykład idzie z góry
Agnieszka Wnuk-Lipińska, liderka działu kontroli jakości (z wykształcenia inżynier energetyk po Politechnice Koszalińskiej), w gronie pracowników Meden-Inmed pojawiła się trzy lata temu z doświadczeniem w zakresie kontroli jakości wyrobów, wyniesionym z okresu pracy w innej firmie: – Co mnie skłoniło do zatrudnienia się w Meden-Inmed? Szukałam pracy w kontroli jakości, a tutaj ten dział dopiero powstawał. Uświadomiłam sobie, że mogę mieć na to duży wpływ i wdrażać procedury w oparciu o aktualne standardy. Systematycznie zwiększamy zakres kontroli, bo początkowo działał tu tylko jeden kontroler procesów spawalniczych i jeden sprawdzający stoły rehabilitacyjne jako gotowe wyroby.
Na stwierdzenie, że ludzie z działu kontroli pewnie nie są szczególnie lubiani przez innych pracowników, pani Agnieszka odpowiada z uśmiechem: – Dobrze pojmowana kontrola jakości nie polega na tym, żeby kogoś na czymś „przyłapać”. Ma ona raczej zadanie wspierające. Wyłapanie słabych punktów nie służy wtedy napiętnowaniu kogoś, lecz staje się punktem wyjścia do refleksji, co należy zmienić w procesie produkcyjnym, żeby błędy się nie powtarzały.
Obecnie zasadą jest już ocena jakości wszystkich wyrobów opuszczających hale produkcyjne Meden-Inmed. Dochodzą do tego kontrole wyrywkowe na różnych etapach produkcji – np. na etapie spawania czy montażu. Jednak duży nacisk firma kładzie na samokontrolę. – Poprawianie jakości jest procesem ciągłym – komentuje Agnieszka Wnuk-Lipińska. – Jesteśmy w stałym kontakcie z konstruktorami i technologami, dzięki czemu nasze wnioski szybko podlegają weryfikacji i najczęściej są zastosowane jako udoskonalenia. Mamy w swojej pracy odczucie wsparcia dla naszych starań ze strony zarządu.
Jakie cechy poza kompetencjami technicznymi powinien mieć pracownik działu kontroli jakości? Pani Agnieszka odpowiada: – Przede wszystkim powinien wyróżniać się asertywnością. Komunikowanie zastrzeżeń nie jest wcale prostą rzeczą, bo ludzie różnie na to reagują. Musimy jednak jasno i rzeczowo wyrażać opinie. Z drugiej strony przydatna jest pewna elastyczność i umiejętności komunikacyjne. Nasze uwagi nie są przecież wymierzone w kogoś, tylko mają służyć poprawie standardów.





W planach firmy udział produkcji własnej w całości obrotów ma się utrzymywać na poziomie 22-23%, lecz obroty stale rosną, a więc produkcja rośnie, a wraz z nią ilość pracy dla kontrolerów jakości: – Ciągle dzieje się coś nowego. Nie chodzi wyłącznie o liczbę produktów końcowych. Jako firma jesteśmy przez odbiorców cenieni za to, że wszystkie etapy produkcji odbywają się u nas, co wpływa pozytywnie na jakość wyrobów. Dla mnie i innych kolegów oznacza to konieczność zaangażowania się w rozmaite procesy nie tylko na etapie końcowym. To jest bardzo stymulująca sytuacja, gdyż wymaga stałego poszerzania wiedzy z wielu dziedzin.
Nikt nie ma patentu na nieomylność
Łukasz Tomaszewski, dyrektor ds. technologii i robotyzacji, wybrał Meden-Inmed na miejsce pracy cztery lata temu. Przeniósł się z Łodzi. Poznał Koszalin w okresie studiów doktoranckich, bo na naszej politechnice prowadził badania potrzebne do doktoratu. W końcu zamieszkał tutaj z rodziną i jak mówi, jest z tej decyzji zadowolony: – Czasami odnoszę wrażenie, że o Koszalinie lepiej myślą przybysze niż jego stali mieszkańcy. To jest dobre miejsce do życia – podkreśla. – Staram się dalej rozwijać, utrzymuję kontakt z Politechniką Koszalińską. Uczestniczę w projektach badawczych prowadzonych przez Uczelnię we współpracy z Centrum Transferu Technologii Próżniowo-Plazmowych. Praca dydaktyczna była ważnym etapem mojego rozwoju, jednak nie dawała mi pełnego poczucia zawodowego spełnienia. Robiłem to przez dwa lata i wystarczy. Lepiej odnajduję się w produkcji, w twardych tematach.
Pan Łukasz mówi: – Stale zachęcam znajomych, którzy są specjalistami w rozmaitych dziedzinach, do podjęcia pracy u nas. Tutaj stwierdzenie „szerokie możliwości rozwoju” nie jest pustym hasłem. Dla osób ambitnych i twórczych, które stale potrzebują pozytywnych wyzwań, jest to miejsce znakomite. Jestem w tym przekonywaniu skuteczny, bo dołączyli do nas niedawno świetni konstruktorzy i, jak widzę, są zadowoleni z pracy. Trudno mi wyliczyć jakąś długą listę rzeczy, które szczególnie cenię u współpracowników. Na pewno doceniam tych, którzy mają ciekawe spojrzenie na interesujące mnie albo przydatne w pracy zagadnienia. Wtedy mam okazję się uczyć od innych. Wychodzę z założenia, że nikt nie ma patentu na nieomylność. Cenię sobie możliwość wymiany wiedzy, a nowi ludzie zawsze wnoszą coś nowego.



Czy każdy projekt wchodzi do produkcji? – Nie, bywają takie zadania konstruktorskie, które wymagają dużego zaangażowania i przemyślenia, ale nie zawsze kończą się wytworzeniem gotowego wyrobu. To normalne. Wysiłku włożonego w taki projekt nie można jednak spisywać całkiem na straty. Czasami jakieś elementy mogą być przydatne w innym zadaniu. To jest praca twórcza, w której występuje element swoistego ryzyka. Podejście prezesów jest takie, że jeśli coś ma poprawić wyrób albo ułatwić ludziom pracę, to nie ma problemu, żeby uzyskać akceptację i potrzebne środki do zrealizowania pomysłu.
Dyrektor Tomaszewski dodaje: – Ludzie są zżyci. Żartujemy czasami, że spędzamy z sobą więcej czasu niż z rodzinami… Jednak o syndromie niedzielnego popołudnia tutaj nie ma mowy.
Atmosfera buduje pozytywną motywację
Pasjonatem tego, czym się zajmuje, jest z pewnością Wojciech Thiel: – To moja pierwsza praca na poważnie. Aplikowałem zaraz po studiach, które ukończyłem pięć lat temu w Poznaniu na kierunku Inżynieria Biomedyczna. Ponieważ pochodzę stąd i cała moja rodzina mieszka w Sianowie pod Koszalinem, szukałem dla siebie miejsca, w którym miałbym możliwość wykorzystania świeżo zdobytej wiedzy, zajmowania się tym, co mnie interesuje. Znalazłem połączenie medycyny i techniki. Dodatkowo z czasem przekonałem się, że firma jest nastawiona prorozwojowo, szuka nowych rzeczy, daje pole do eksperymentów. Czasem kiedy rozmawiam z kolegami pracującymi w innych miejscach, słyszę od nich, że szybko, bo po 2-3 latach poczuli stagnację i frustrację. U nas nie ma mowy o czymś takim. Mam szczęście pracować z ludźmi, z którymi dzielę pasję. Dzielimy się również wiedzą, co jest bardzo rozwojowe. Taka praca nie męczy.
Nasz rozmówca mówi dalej: – Moja codzienna praca to dwa obszary. Jako konstruktorzy – mechanicy odpowiadamy za pewną liczbę wyrobów. Nadzorujemy ich produkcję, szukamy usprawnień, głównie jednak jest to projektowanie wyrobów lub części do wyrobów. Drugi obszar to są drukarki w technologii 3D. Pojawiły się w firmie w tym samym czasie co ja i trafiły między innymi w moje ręce. Staramy się z zespołem znajdować dla nich jak najwięcej zastosowań.
Druk 3D to wielka pasja pana Wojciecha. Kiedy stowarzyszenie Projekt Koszalin postanowiło stworzyć makietę 3D przedwojennego rynku w Koszalinie, a zarząd Meden-Inmed zgodził się mu pomóc przez zapewnienie druku trójwymiarowego, Wojciech Thiel oraz dyrektor Wydziału Łukasz Chlebowski byli bezpośrednimi wykonawcami dzieła. Punktem wyjścia było odtworzenie krok po kroku wyglądu poszczególnych dawnych budynków rynku przez pracownię Warzecha Studio (ten wirtualny spacer można oglądać na kanale twórców na YouTube). Wykonanie makiety było niezwykle praco- i czasochłonne. Jak relacjonuje Wojciech Thiel, każdy element wymagał precyzji, osobistego nadzoru i analizy: – Chodziło o zachowanie proporcji, w pomniejszeniu niektóre elementy są grubości ludzkiego włosa – nasz rozmówca obrazowo pokazuje stopień trudności. – Udało się odwzorować nawet bardzo drobne elementy takie jak faktura dachówek czy napisy na dawnych szyldach. Wszystko trwało bardzo długo, a makieta rozrosła się do wymiarów po kwadracie ponad 3×3 metry.

Pan Wojciech mówi: – Nie będę ukrywał, że druk 3D stał się moją pasją. Zajmuję się nim nie tylko w firmie, w domu mam własną drukarkę, oczywiście odpowiednio prostszą i tańszą. W naszym dziale projektujemy obecnie w taki sposób, aby w pełni wykorzystać potencjał technologii druku 3D. Podobnie jest z pracami na rzecz innych działów. Nabieramy doświadczenia, wykorzystując obecnie już pięć urządzeń w tej samej technologii. Poznajemy mocne i słabe strony druku trójwymiarowego, żeby móc jako Wydział Innowacyjnych Projektów wykonywać coraz bardziej złożone zadania.
Jak podkreśla nasz rozmówca, zdarzają się trudniejsze momenty, kiedy dochodzenie do wspólnego poglądu trwa dłużej albo dział produkcyjny sygnalizuje jakieś problemy: – Atmosfera pracy jest dla mnie ważna, bo ona buduje pozytywną motywację albo zniechęca. W moim dziale, choć jak obserwuję – nie tylko w moim, da się dostrzec jakąś wspólnotę, koncentrację wokół wspólnego celu. Z tego bierze się dobra energia i chęć do działania. Łączy nas również świadomość, że przygotowujemy projekty, które ktoś będzie wykonywał masowo. Warto rozmawiać, bo dzięki temu wyrób można udoskonalić, a jednocześnie oszczędzić komuś zbędnego trudu. Wydaje mi się, że w naszej firmie takie podejście jest wspólne.
Za sukcesami stoją konkretni ludzie
Dla Radosława Missoka, absolwenta koszalińskiego „elektronika” a później kierunku Robotyka i Automatyka na Politechnice Koszalińskiej, Meden-Inmed jest miejscem pierwszej pracy etatowej. Spędził w niej już blisko 25 lat: – Przyszedłem z ogłoszenia znalezionego w „Głosie Koszalińskim”. Przez blisko pięć lat pracowałem jako jeden z zaledwie dwóch serwisantów sprzętu. Jeździliśmy do klientów po całym kraju. W rekordowym roku „nakręciłem” służbową Skodą Felicją 96 tys. kilometrów. Firma wtedy była niewielka, ja byłem trzydziestym którymś zatrudnionym. Mogę o sobie powiedzieć, że jestem weteranem, świadkiem i uczestnikiem olbrzymiej przemiany – mówi Radosław Missok.
Kierownikiem serwisu został w roku 2006. Wtedy jego zespół liczył kilka osób, a obecnie jest to już 21 specjalistów. Dostarczają sprzęt do klientów, którymi są uzdrowiska, przychodnie, gabinety lekarskie, a później regularnie go konserwują.
Pan Radosław relacjonuje: – Pojęcie „sprzęt rehabilitacyjny” jest bardzo pojemne. To może być zwykła piłeczka, stół do masażu, ale również złożone urządzenia służące na przykład do rehabilitacji kardiologicznej albo neurologicznej, których cena wynosi nawet 3,5 miliona złotych. Tu już wkraczają naprawdę nowoczesne technologie, do obsługi których potrzebna jest wiedza z dziedziny elektroniki czy mechatroniki. Oczywiście nie wszyscy zajmują się wszystkim.
Kiedy pytamy, czy towarzyszy swoim kolegom w czasie szkoleń u producentów sprzętu, pan Radosław mówi: – Nie jestem już w stanie łączyć rozmaitych obowiązków. Jeszcze kilka lat temu brałem udział w szkoleniach, lecz również wtedy nadal wykonywałem serwis. Obecnie skupiam się na zarządzaniu serwisem, ale nie tylko. Serwis, dostarczając sprzęt, spina działania wielu działów.

Nasz rozmówca podkreśla, że zarządzając pracą serwisantów, dba zarówno o ich szkolenie, jak i dobrostan: – Praca z tymi ludźmi to przyjemność. Im nie trzeba mówić, co mają robić, kontrolować ich. Mają umiejętność samoorganizacji i samodyscypliny. Jednocześnie mają możliwość rozpisywania sobie w czasie obowiązków w taki sposób, żeby nie zawalać ważnych życiowo spraw. I to jest właśnie ten dobrostan. O balans między sprawami zawodowymi a życiem prywatnym trzeba dbać, bo inaczej szybko przychodzi frustracja albo wypalenie.
Kiedy pytamy Radosława Missoka o to, co z perspektywy jego 25 lat spędzonych w Meden-Inmed jest w firmie stałe, a co się zmienia, w odpowiedzi słyszymy: – Zmienia się przede wszystkim zatrudnienie. Ostatnie lata to rozwój żywiołowy. Mam wrażenie, że w pewnym stopniu otoczka organizacyjno-procesowa zdawała się nie nadążać za tym tempem. Dlatego teraz nadrabiamy, tworząc konieczne ramy, opisujemy procedury, ustalamy schematy postępowania. Mam jednak przekonanie, że wciąż nie jest to firma korporacyjna. Ludzie mają nadal ogromny wpływ na to, jak firma się rozwija. Czasami słyszę pytanie, czy nie obawiam się tego, że silna ekspansja i konsolidacja rynku, którą wywołujemy, nie odbiją się negatywnie na klimacie wewnętrznym. Odpowiadam wtedy, że boję się tego od 10 lat – śmieje się pan Radosław. – Wiadomo, że plany, zasady, procedury są konieczne, żeby przedsiębiorstwo było efektywne. Ale mimo to dla naszej firmy wciąż jest ważny aspekt ludzki i chyba dlatego udaje się zachować jej charakter. Tutaj każdy pracownik ma możliwość bezpośredniej rozmowy z prezesem, co w korporacji jest nie do wyobrażenia.

Jedną z tradycji firmy są styczniowe spotkania służące podsumowaniu minionego roku i prezentacji bieżących celów. Jednocześnie jest to okazja do wręczenia nagród zarządu, które nie są powtarzalną rutyną: – Powodem wyróżnienia bywają bardzo różne osiągnięcia, nie tylko rekordy sprzedażowe. Każdego roku każda komórka odnosi jakiś sukces, i to jest zauważone. Nagradzane są zawsze konkretne osoby za konkretne osiągnięcia – relacjonuje Radosław Missok i podsumowuje: – Gdybym miał trzema argumentami zachęcić kogoś do podjęcia pracy w Meden-Inmed, zacząłby od wyjątkowej atmosfery. Dalej podkreśliłbym wsparcie w zdobywaniu nowej wiedzy, co na przykład w przypadku serwisu ma kluczowe znaczenie, bo sprzęt medyczny ewoluuje w szybkim tempie. I wreszcie – w odniesieniu do mojego działu – swoboda kreowania bieżących zadań i układania sobie kalendarza. Do wykonania jest określona praca, ale nie musi być ona wykonywana koniecznie między 7 a 15. To pozwala w satysfakcjonujący sposób łączyć zadania służbowe z życiem prywatnym.
Meden-Inmed sp. z o.o.
ul. Wenedów 2 | 75-847 Koszalin
meden.com.pl




























