DJI 0901 Temat z okładki

Porządkowanie codzienności, czyli komunalne początki

Najpierw były gruzy, prowizorka i konie ciągnące wozy ze śmieciami. Potem przyszły pierwsze uchwały, miejskie porządki, własna baza, samochody, wysypisko i selektywna zbiórka odpadów. Historia koszalińskiego PGK nie jest tylko opowieścią o przedsiębiorstwie komunalnym. To opowieść o Koszalinie, który po wojnie musiał nauczyć się od nowa codzienności.

Wiosną 1945 roku Koszalin był miastem zrujnowanym i niepewnym. Ulice pełne były gruzu, brakowało wody, sklepów i sprawnej komunikacji, a nad mieszkańcami wisiało realne zagrożenie epidemią. Trzeba było nie tylko odbudować administrację, ale najpierw po prostu przywrócić miasto do życia. W tym sensie historia późniejszego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej zaczyna się znacznie wcześniej niż jego formalne powstanie.

3Y1A1914 Temat z okładki

Pierwsze powojenne działania porządkowe prowadził Zarząd Miejski. To on odpowiadał za odgruzowywanie ulic, wywóz rumowiska, zabezpieczanie budynków, a nawet ekshumacje. W sierpniu 1945 roku powołano Zarząd Nieruchomości Miejskiej, który zajmował się mieszkaniami, czynszami i ewidencją budynków. W dokumentach z tego czasu pojawia się już Zakład Oczyszczania Miasta. Choć formalnie powstał później, faktycznie działał wcześniej jako jednostka prowizoryczna, podporządkowana miejskiemu zarządowi.

Konie, furmanki i mieszkańcy do pracy

Dziś trudno to sobie wyobrazić, ale początki miejskiego oczyszczania opierały się na bardzo skromnych środkach. W 1946 roku zakład miał kilka koni. Jeden z nich, biały, służył podobno burmistrzowi Czesławowi Mikołajczakowi. Resztę pracy wykonywali mieszkańcy. To oni w dużej mierze uczestniczyli w porządkowaniu miasta, które po wojnie wymagało nie kosmetycznych działań, lecz ratunku.

W maju 1947 roku Miejska Rada Narodowa przyjęła uchwałę w sprawie odśmiecania miasta. Wprowadzono świadczenia szarwarkowe dla właścicieli pojazdów konnych i mechanicznych. Rok później zobowiązano posiadaczy środków przewozowych do bezpłatnego wywozu śmieci przez dziesięć dni w miesiącu od maja do października. Powojenna prasa pisała o usuwaniu ruin, rozbiórce ścian grożących zawaleniem, wywozie gruzu i zabezpieczaniu dachów. To była codzienność miasta, które próbowało stanąć na nogi.

Rok 1949: formalny początek

Oficjalną datą narodzin Zakładu Oczyszczania Miasta jest 1 stycznia 1949 roku. Przedsiębiorstwo utworzono na mocy uchwały Zarządu Miejskiego podjętej kilka miesięcy wcześniej, 25 sierpnia 1948 roku. Pierwszą bazą były garaże przy ul. Lechickiej 4, a administracja mieściła się pod numerem 9. Tam też urządzono stajnię.

Wyposażenie zakładu pokazuje skalę ówczesnych realiów. ZOM dysponował siedmioma końmi, czterema wozami do wywozu nieczystości, platformą, karawanem, bryczką, saniami, polewaczką uliczną na kołach, jednym sprawnym samochodem i dwoma autami w remoncie. Do tego dochodziła uprząż i skromne zaplecze techniczne. W zakładzie pracowało 21 robotników, w tym dziewięć kobiet, kancelista i kierownik Gustaw Kaner.

3Y1A2448 Temat z okładki

To był moment, w którym miejskie porządki przestały być wyłącznie doraźną koniecznością, a zaczęły stawać się systemem.

Nie tylko śmieci

Zakres obowiązków Zakładu Oczyszczania Miasta był zaskakująco szeroki. Obejmował nie tylko wywóz śmieci ze śmietników podwórzowych i sprzątanie ulic oraz placów. Zakład przewoził także koks z gazowni do szkół, przedszkoli i urzędów, obsługiwał instytucje miejskie, a pod koniec 1949 roku dysponował również łaźnią z wannami i natryskami oraz kilkoma szaletami publicznymi. Miał stajnię, dwa garaże i warsztat naprawczy.

Skala obowiązków rosła wraz z miastem. W 1949 roku Koszalin liczył już blisko 21 tysięcy mieszkańców. Długość ulic wynosiła 52 kilometry, a powierzchnia oczyszczanych placów 32 tysiące metrów kwadratowych. Tylko w pierwszym roku działalności zakład wywiózł 1500 metrów sześciennych śmieci. Pierwsze powojenne wysypisko znajdowało się przy ul. Morskiej.

Rzeczna 14 – adres z historią

W latach 1949-1950 baza zakładu została przeniesiona na ul. Rzeczną 14, gdzie przedsiębiorstwo funkcjonuje do dziś. Były to dwa baraki po niemieckiej stajni. Sam teren miał jednak dłuższą historię. Przed wojną działał tu zajezdny ośrodek konny, a po wojnie stacjonowała jednostka taboru Armii Czerwonej. Jeszcze po latach pracownicy pokazywali zachowane końskie żłoby jako ślad dawnego przeznaczenia tego miejsca.

6Y1A0064 Edytuj Temat z okładki
Tomasz Uciński, prezes zarządu Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej

To ważny adres w historii koszalińskiej gospodarki komunalnej. Właśnie stąd przez kolejne dekady wyjeżdżały wozy, a potem samochody, które dbały o codzienny porządek w mieście.

Od zakładu do dużego przedsiębiorstwa

W grudniu 1950 roku nastąpiła pierwsza duża reorganizacja. Uchwałą Miejskiej Rady Narodowej utworzono „Przedsiębiorstwo i Zakłady Komunalne w Koszalinie”, do którego weszły Zakład Oczyszczania Miasta, wodociągi i kanalizacja, gazownia, komunikacja samochodowa oraz łaźnia miejska. Był to początek nowego etapu — komunalna codzienność miasta miała odtąd działać szerzej, sprawniej i bardziej nowocześnie.

W następnych latach firma wielokrotnie zmieniała strukturę i nazwę. Koszalin rozwijał się szybko, powstawały nowe ulice, budynki i osiedla, a wraz z nimi rosły potrzeby mieszkańców. W 1959 roku do miasta sprowadzono cztery nowe samochody Star-25. Dla zakładu był to czytelny znak zmiany: kończyła się epoka pracy opartej głównie na koniach i furmankach, zaczynał się czas mechanizacji.

W kolejnych dekadach przedsiębiorstwo funkcjonowało jako Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej, przejmowało nowe zadania i rozszerzało działalność. W 1975 roku przyjęło nazwę Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej w Koszalinie. W drugiej połowie lat siedemdziesiątych swoim zasięgiem objęło także okoliczne gminy, m.in. Bobolice, Sianów, Polanów i Mielno.

Nowoczesność zaczęła się od odpadów

Jednym z najważniejszych wyzwań dla firmy stała się gospodarka odpadami. Już w latach siedemdziesiątych opracowano dokumentację wysypiska w Sianowie, które okazało się jednym z kluczowych przedsięwzięć w historii przedsiębiorstwa.

Obiekt uruchomiono w 1978 roku, a jego modernizacja ruszyła na początku lat dziewięćdziesiątych. Równocześnie poprawiano warunki pracy i zaplecze techniczne przy ul. Rzecznej 14.

DJI 0890 Temat z okładki

Po 1989 roku firma weszła w nowy etap. W 1991 roku rozpoczęła selektywną zbiórkę odpadów komunalnych. Jak wynika z materiałów archiwalnych, mieszkańcy Koszalina zaakceptowali ten system, choć początkowo nie był on wspierany odpowiednim finansowaniem. Szkło, plastik i odpady organiczne zaczęto gromadzić oddzielnie, a PGK angażowało się w tworzenie regionalnego programu gospodarki odpadami.

W 1998 roku spółka otrzymała odznakę honorową „Zasłużony dla województwa koszalińskiego”. Rok później podkreślano, że 120-tysięczny Koszalin produkuje około 50 tysięcy ton odpadów rocznie. To pokazuje, jak wielką drogę przeszło przedsiębiorstwo —
od kilku koni i wozów po nowoczesną spółkę komunalną działającą na dużą skalę.

Historia koszalińskiego PGK jest opowieścią o pracy, której zwykle się nie zauważa, dopóki wszystko działa. A przecież to właśnie ona współtworzy miejski porządek, bezpieczeństwo i zwyczajny komfort życia. Od odgruzowywania powojennych ulic po selektywną zbiórkę odpadów – dzieje PGK pokazują, jak bardzo rozwój miasta zależy od ludzi, którzy każdego dnia dbają o jego najprostsze, a zarazem najważniejsze sprawy.

Teraźniejszość to inwestycje i odpowiedzialność społeczna

O projektach wartych miliony, unijnych dyrektywach i codziennej pracy, której często nie zauważamy rozmawiamy z Tomaszem Ucińskim, prezesem zarządu PGK.

Zacznijmy od szerszej perspektywy. Jak zmieniała się spółka przez ostatnie 15 lat – nie tylko inwestycyjnie, ale też w podejściu do swojej roli?
Filozofia spółki od początku była związana z ochroną środowiska. To nie jest coś nowego – ja sam jestem z tym związany od lat 80. i ten kierunek zawsze był dla mnie ważny. Zmieniło się natomiast podejście społeczne. Kiedyś raczej odsuwaliśmy od siebie problem odpadów, dziś coraz częściej mówimy o współodpowiedzialności mieszkańców za przestrzeń, w której żyją. Wejście do Unii Europejskiej przyniosło nowe regulacje i spojrzenie całościowe. Czasem bywało to wymagające, ale kierunek był słuszny – ograniczenie zużycia surowców kopalnych, większy nacisk na recykling i odpowiedzialność producentów opakowań. To wszystko miało odciążyć także gminy, które dziś ponoszą ogromne koszty gospodarki odpadami.

Na ile te unijne założenia sprawdzają się w Polsce?
Nie wszystkie rozwiązania zostały u nas wprowadzone w pełni. Do dziś nie mamy wdrożonej dyrektywy rozszerzonej odpowiedzialności producenta, co w innych krajach już funkcjonuje. Pojawił się system kaucyjny, który wprowadził pewne zamieszanie, ale to proces – z czasem powinien się ustabilizować. Idea jest jasna: odpady mają być surowcem. Powinny być dokładnie sortowane, odzyskiwane i ponownie wykorzystywane. W praktyce to wciąż wyzwanie.

DJI 0901 1 Temat z okładki

A jak te zmiany wyglądały w samej spółce?
Lata 2006-2020 to był czas dużych inwestycji. Powstały nowoczesne linie sortownicze, instalacje do kompostowania, technologie pozwalające wydzielać czystą frakcję biologiczną. Równolegle zmienił się rynek – od 2013 roku działamy w systemie przetargowym. Udało nam się utrzymać silną pozycję, wygrywając kolejne postępowania. To jednak nie jest zasługa jednej osoby. Za tym stoi cały zespół – ludzie, którzy każdego dnia odpowiadają za odbiór odpadów, utrzymanie zieleni, czystość ulic, zimowe utrzymanie miasta czy zarządzanie cmentarzem.

Jednym z najgłośniejszych projektów ostatnich lat jest spalarnia odpadów. Na jakim etapie jesteście?
W 2022 roku podpisaliśmy umowę z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska na blisko 200 milionów złotych. Dziś jesteśmy na etapie wyboru wykonawcy. To instalacja, która pozwoli wykorzystać odpady o wartości energetycznej – zamienić je w ciepło i energię elektryczną. W obecnej sytuacji geopolitycznej i rosnących kosztów energii to krok w stronę większej samowystarczalności miasta. Zakładamy zakończenie inwestycji w połowie 2029 roku, choć przy takich projektach zawsze trzeba brać pod uwagę różne wyzwania.

Koszalin często słyszy od gości z zewnątrz: „jak tu jest czysto”. Skąd to się bierze?
To efekt wielu lat konsekwentnej pracy. Koszalin od dawna był miastem zielonym i zadbanym. Mamy dobrą bazę – parki, nasadzenia – ale kluczowa jest ciągłość działań i zaangażowanie ludzi. Za tym stoją konkretne osoby, które dbają o rozwój zieleni i organizację sprzątania. Utrzymanie takiego poziomu nie jest łatwe, zwłaszcza przy ograniczonych środkach, ale staramy się robić to jak najlepiej. I rzeczywiście – często dopiero osoby z zewnątrz uświadamiają nam, że to, co mamy na co dzień, jest wartością.

Na koniec: edukacja. Czy bez zaangażowania mieszkańców da się utrzymać ten poziom?
Nie. To jedyna usługa publiczna, w której mieszkaniec jest kluczowym ogniwem. To on decyduje, czy odpad trafi do właściwego pojemnika, czy będzie można go odzyskać.

Selektywna zbiórka u źródła – w domu – jest najskuteczniejsza. Bez tego nawet najlepsze instalacje nie będą działać efektywnie. Dlatego edukacja jest podstawą. Tylko dziś nie wystarczy już mówić i pisać. Trzeba szukać nowych form dotarcia – takich, które będą zrozumiałe i angażujące dla różnych pokoleń. Czyste miasto to nie tylko praca spółki. To wspólna odpowiedzialność nas wszystkich.