2025 11 06 Krudo Magda Agnieszka 165 Biznes

Zobaczyć więcej niż metry kwadratowe

Działka z widokiem na jezioro może być świetną inwestycją. Może też okazać się terenem, na którym prawie nic nie wolno zbudować. Stary dom z czerwonej cegły może kusić ceną i klimatem, dopóki nie wyjdzie na jaw, że podlega ochronie konserwatorskiej. Z kolei nieruchomość, która przez lata wydawała się niemal niesprzedawalna, po uporządkowaniu dokumentów może dostać kilka zupełnie nowych scenariuszy stając się rynkową „perełką”, zaś mieszkanie będące ruiną odkryje swój potencjał, otrzymując drugie życie. Właśnie w takich momentach do współpracy z KRUDO włącza się architektka Agnieszka Niziołek.

Ma ponad 25 lat doświadczenia, projektuje architekturę i wnętrza. Zajmuje się również urbanistyką i ochroną zabytków oraz procedurami administracyjnymi. Dzięki temu potrafi spojrzeć na nieruchomość jednocześnie oczami architekta, konserwatora zabytków, urbanisty, urzędnika, inwestora i przyszłego użytkownika.

Wasza współpraca z KRUDO zaczęła się dość nietypowo.

Magda zadzwoniła do mnie z pytaniem dotyczącym przepisów prawa budowlanego. Udzieliłam jej porady, a ona zapytała: „Ile jestem pani winna?”. Przez ponad dwadzieścia lat pracy była pierwszą osobą, która po telefonicznej konsultacji zadała mi takie pytanie. Tak mnie to ujęło, że odpowiedziałam – tym razem nic. Później spotkałyśmy się już prywatnie i szybko okazało się, że bardzo dobrze się rozumiemy. Zawodowo, ale także w sposobie postrzegania ludzi i przestrzeni, również tej niewidzialnej. Od tamtej pory KRUDO zwraca się do mnie, kiedy nieruchomość wymaga głębszej analizy.

Czyli zanim klient kupi działkę, możecie powiedzieć mu, co właściwie będzie mógł na niej zrobić?

I czasami jest to najważniejsza informacja w całej transakcji. Ludzie widzą piękną działkę i naturalnie zaczynają wyobrażać sobie swój dom, kilka apartamentów czy inwestycję. Tymczasem trzeba sprawdzić ustalenia planu miejscowego, przeanalizować wynikające z niego zakazy, dopuszczenia i ograniczenia: linie zabudowy, dostęp do mediów, dostęp do drogi publicznej, odległość od lasu czy wód otwartych, sąsiedztwo linii wysokiego napięcia, klasy gruntów, ochronę środowiskową czy konserwatorską. Może się okazać, że z dużej działki realnie pozostaje niewielki fragment pod zabudowę. Innym razem ktoś kupuje teren w szczerym polu i dopiero później odkrywa, że uzyskanie decyzji o warunkach zabudowy będzie bardzo trudne lub nawet niemożliwe. Własność nie oznacza, że możemy zrobić wszystko. I zdecydowanie lepiej wiedzieć o tym przed zakupem niż po podpisaniu aktu notarialnego.

Szczególnie, że atrakcyjna cena potrafi uśpić czujność.

Dokładnie. Dotyczy to również starych domów czy obiektów zabytkowych. Ktoś widzi piękną kamienicę, stodołę albo dom z cegły i już wyobraża sobie spektakularną metamorfozę. Tymczasem mogą obowiązywać konkretne zasady: zakaz ocieplenia elewacji od zewnątrz, konieczność zachowania układu i proporcji okien, geometrii dachu, detali architektonicznych na elewacjach czy historycznych materiałów. Nie oznacza to jednak, że takiej nieruchomości należy się bać. Trzeba po prostu wiedzieć, co można zrobić i jakie przeprowadzić procedury, aby urzeczywistnić swoje marzenia. Bardzo wiele ciekawych obiektów da się uratować i świetnie wykorzystać, ale wymaga to sporej wiedzy oraz cierpliwości i przeważnie dość dużych nakładów finansowych.

Macie za sobą właśnie taki trudny przypadek?

Pracowałyśmy nad dużym terenem w okolicy jeziora Hajka. Piękne miejsce, potężny wartościowy krajobrazowo teren, stare zabudowania, część rozpoczętych kiedyś prac, brak dostępu do drogi publicznej, sąsiedztwo lasu i jeziora, ograniczenia konserwatorskie i dokumentacja, która przez lata straciła aktualność. Nieruchomość długo nie mogła znaleźć kupca. Przeprawa formalna trwała około półtora roku. Ostatecznie udało się uzyskać trzy różne możliwości: zgodę na rozbiórkę istniejących zabudowań będących pod ochroną konserwatorską, możliwość kontynuowania wcześniejszego zamierzenia oraz zmianę sposobu użytkowania z rozbudową o nowe elementy i obiekty budowlane. To ogromna różnica. Zamiast nieruchomości obciążonej ogromem zawiłości, wydawałoby się nie do przejścia, inwestor dostaje teren z kilkoma realnymi drogami rozwoju. I dopiero wtedy może świadomie zdecydować, którą wybrać.

Czyli czasami dokumenty realnie budują wartość nieruchomości.

Bardzo często tak bywa. Wiele problemów wychodzi dopiero w chwili sprzedaży. Ktoś ma dom od pokoleń, coś kiedyś dobudowano, strych zaadaptowano na mieszkanie, duży lokal podzielono na dwa mniejsze, ale nie uporządkowano tego formalnie. Dopóki rodzina tam mieszka, problem może być niewidoczny. Pojawia się dopiero przy sprzedaży. Wówczas trzeba odtworzyć dokumentację, wykonać inwentaryzację stanu istniejącego, wydzielić formalnie lokale, ustalić części wspólne czy przynależne i nadać nowo wydzielonym lokalom nowe numery porządkowe. Zdarza się, że trzeba uporządkować coś, co przez kilkadziesiąt lat funkcjonowało wyłącznie na zasadzie: „ten kawałek strychu jest mój, a tamta piwnica sąsiada”. Funkcje urzędnicze pełnię od 15 lat, zatem znam język urzędowy, umiem się nim posługiwać, rozumiem go i wiem, gdzie szukać odpowiednich przepisów, które ułatwiają rozwiazywanie takich problemów. Czasami dostajemy pismo pełne paragrafów, a najważniejsza informacja mieści się w jednym akapicie. Moją rolą jest ją znaleźć, przedstawić clou klientowi i przełożyć tę wiedzę na konkret: DZIAŁANIE.

657290496 946563671216870 5062549309999631109 n Biznes

Wasza współpraca nie kończy się jednak na dokumentach. Projektujesz również wnętrza.

Tak, i to akurat najbardziej lubię. W tym zakresie również możemy pracować na różnym poziomie. Czasem wystarczy konsultacja i kilka decyzji, które pomogą lepiej pokazać wnętrze przed sprzedażą. Innym razem przygotowuję pełny projekt z wizualizacjami, czasem z zupełną zmianą układu przestrzennego i funkcji. Nie każdy ma przecież wyobraźnię przestrzenną. Ktoś wchodzi do zaniedbanego mieszkania i widzi tylko zniszczoną podłogę i stare ściany. Architekt od razu widzi potencjał takiego wnętrza. Wie, że po zmianie układu funkcjonalnego, zmianie układu oświetlenia czy doborze nowych materiałów wykończeniowych może powstać zupełnie inna, cenna (nie tylko materialnie) przestrzeń. Ale coraz bardziej interesuje mnie jeszcze inny aspekt projektowania: indywidualność. Wnętrza zrobiły się bardzo poprawne. Szarości, biel, lofty, styl boho, ta sama sofa, podobna kuchnia… Ładne, ale czasami można zamienić mieszkańców miejscami i nikt nie zauważy różnicy. A przecież dom to nie tylko zbiór niezbędnych do życia przedmiotów, dom to także sanktuarium codzienności, przestrzeń tożsamości, miejsce, w którym możemy zdjąć wszystkie role, powrócić do siebie i otoczyć się tym, co jest naprawdę nasze.

To właśnie ludzie i ich energia dopiero tworzą wnętrze.

Tak. Można to nazwać energią, intuicją, atmosferą albo po prostu odczuciem. Każdy zna sytuację, kiedy wchodzi gdzieś i od razu czuje się dobrze albo przeciwnie – chce szybko wyjść, choć nie potrafi powiedzieć dlaczego. Projektując wnętrze, zadaję dużo pytań. O kolory, materiały, zwyczaje, potrzeby, inspiracje, marzenia. Ale też o to, jak człowiek chce się w danej przestrzeni czuć. To dla mnie znacznie ciekawsze niż odtwarzanie aktualnego trendu z katalogu. Wierzę, że dobrze zaprojektowana przestrzeń wpływa na zdrowie, emocje, relacje, a przed wszystkim na codzienne funkcjonowanie. Dom powinien być przede wszystkie azylem – miejscem, które koi, chroni i daje poczucie bezpieczeństwa. Ale dom to również odbicie człowieka, który w nim żyje: jego historii, wrażliwości, wartości, marzeń i sposobu patrzenia na świat. Bo prawdziwe wnętrze nie tylko mieści człowieka. Ono opowiada jego historię. 

I właśnie z tego myślenia wyrastają wasze kolejne pomysły. Opowiedz o nich.

Myślimy między innymi o własnym wydawnictwie poświęconym nieruchomościom, wnętrzom i przestrzeni, ale trochę inaczej niż robi się to zazwyczaj. Chcemy łączyć konkretną wiedzę z tematami intuicji, energii miejsca, psychologii przestrzeni i potrzeb, o których często nie mówi się głośno. Jednym z kierunków, który szczególnie mnie fascynuje, jest projektowanie przestrzeni dedykowanych. Przestrzeni prywatnych, bardzo intymnych, kreowanych dla wszelkich relacji partnerskich. Na świecie takie wnętrza funkcjonują od dawna, w Polsce dopiero zaczynają się pojawiać. Nie chodzi o prowokację, tylko o stworzenie miejsca dopasowanego do potrzeb konkretnych ludzi, ceniących bliskość, autentyczność, prywatność oraz indywidualne podejście do własnego stylu życia i relacji. Miejsca, które buduje bliskość, zaprasza do zatrzymania się i wspólnego przeżywania siebie nawzajem. Czasem zupełnie na nowo. To bardzo subtelna i wymagająca dziedzina projektowania, oparta na zaufaniu, dyskrecji i głębokim zrozumieniu potrzeb klienta. Bez pruderii. To zresztą dobrze pokazuje szerszą zasadę: przestrzeń nie powinna być projektowana dla anonimowego klienta, powinna być projektowana dla konkretnego człowieka – z jego historią, wrażliwością, potrzebami, pasjami, rytmem życia i sposobem odczuwania świata, uwzględniając również jego relacje i duchowość. Nieruchomość może mieć świetny adres, dobry metraż i atrakcyjną cenę. Jednak dopiero kiedy zaczniemy zadawać właściwe pytania, kiedy dojdzie do świadomego spotkania architektury, przestrzeni z konkretnym człowiekiem, dowiadujemy się, czym naprawdę ta nieruchomość może się stać, to wartość nie mierzalna w metrach kwadratowych…