WYCHODNE Ludzie

Kwestionariusz Prousta

foto: archiwum Katarzyny Marii Zawadzkiej

Na przełomie XIX i XX wieku po europejskich salonach krążył zestaw pytań, z pozoru błahych, a jednak ukazujących głębię osobowości wypełniającego. Dwukrotnie odpowiadał na nie Marcel Proust, więc zyskał nazwę „Kwestionariusz Prousta”. Od tego czasu ewoluował i doczekał się mnóstwa wariantów. Jednym z tych wariantów raczymy naszych czytelników.

Przedmiot w domu, który zna wszystkie moje sekrety

Moje najskrytsze sekrety zna mój dziennik, a właściwie dzienniki, bo jest ich już kilka. Pierwszy zaczęłam prowadzić, gdy miałam około 17-18 lat. Zapisuję w nim swoje sny, emocje i przeżycia. Piszę w nim również to, co chciałabym powiedzieć osobie, z którą nie mogę już porozmawiać. Czasami pojawia się też jakiś wiersz, który wyraża moje samopoczucie w danym momencie.

Dźwięk, który natychmiast poprawia mi humor

Na pewno jest to głos mojej córki słyszany przez telefon, gdy nie widzimy się przez jakiś czas. W przyjemny nastrój wprawia mnie również odgłos przejeżdżającego gdzieś w oddali pociągu. Kojarzy mi się z najcudowniejszymi czasami mojego dzieciństwa – z wakacjami i innymi, krótszymi pobytami u dziadków, do których jeździłam w ciągu roku. Ich dom znajdował się właśnie w pewnej odległości od stacji kolejowej.

Zapach, który przenosi mnie w czasie

Zapach zaparzonej mięty zawsze przywołuje wspomnienia związane z moim pierwszym wyjazdem w Bieszczady bez rodziców, za to z przyjaciółmi z grupy teatralnej i pod opieką naszej instruktorki aktorstwa, Zuzi. To była niesamowita przygoda, pełna nowości – od samego początku do samego końca – szczególnie dla nas, nastolatków wychowujących się i mieszkających na co dzień w Warszawie.

Naszym miejscem pobytu była baza PTTK z polem namiotowym, do której trzeba było dotrzeć, pokonując spory kawałek drogi pod górę. W bazie panowała zasada, że dla nowo przybyłych osób ktoś z obecnych przygotowywał kubki z herbatą miętową, żeby ugasić ich pragnienie po męczącym podejściu. Mięta była oczywiście świeżo zebrana na miejscu.

Pamiętam, że jako mieszczuchy z dużej i nieco nieprzyjaznej w swoim klimacie Warszawy, byliśmy zaskoczeni tym, że pierwsi lokalni ludzie, których spotkaliśmy, już na wejściu po prostu bezinteresownie się nami zajmowali – podawali herbatę, pytali, czy dolać jeszcze…

Poza cudownym krajobrazem w Bieszczadach urzekli mnie właśnie ludzie i ich otwartość, serdeczność, luz oraz gotowość do zwykłej, bezinteresownej pomocy. Zapach zaparzonej mięty zawsze mi to przypomina.

Nie ma domu bez…

Bez ludzi.

Książka, którą mogę polecić:

Jako że aktorstwo, którym się zajmuję, jest swego rodzaju „studiowaniem ludzkiej natury”, toteż bardzo interesuję się literaturą naukową z dziedziny psychologii. Dzieło, które polecam każdemu, kto chciałby dowiedzieć się więcej o psychologii człowieka, lepiej zrozumieć siebie, a także innych ludzi wokół siebie, to „Typy psychologiczne” Carla Gustava Junga – wybitnego psychologa, psychiatry i współtwórcy psychologii głębi.

20230510 124500 1 Ludzie

Kolacja marzeń – kto przy stole i o co bym pytała

O rety!!! Przyznam, że od dawna wiem, „kto przy stole”, choć może zabrzmi to dziwnie: oprócz mnie – ja.

Marzy mi się sytuacja, w której mogłabym spędzić trochę czasu z drugą sobą. Niczym z własnym klonem. W tym samym momencie być sobą i jednocześnie przebywać w towarzystwie drugiej, identycznej siebie. Wiem, że byłoby to niesamowite, móc ujrzeć siebie z dystansu, dalej będąc sobą. Zobaczyć z zewnątrz swoje zachowanie, posłuchać siebie, przeanalizować.

Zamiast pytań zaproponowałabym grę w wyzwania, polegającą na tym, że na przemian zadawałybyśmy sobie krótkie zadania do wykonania „tu i teraz”. To byłoby szalone i, znając siebie, na pewno bardzo zabawne. Ogromnie chciałabym czegoś takiego doświadczyć, chociaż przez krótką chwilę.

Mój obecny stan ducha w trzech słowach

Podekscytowanie, skupienie, otwartość.

Piosenka/artysta na pętli

Utwór „Feeling Good” w wykonaniu Michaela Buble.

W atmosferze mojego miasta najbardziej cenię

Od równo trzech lat moim miastem jest Koszalin i cenię w nim to, czego najbardziej brakowało mi w Krakowie, czyli spokój, ciszę i stabilne poczucie bezpieczeństwa w miejskiej przestrzeni – o każdej porze dnia i nocy.

W ludziach szukam przede wszystkim

Tego samego, czego szukam w sobie i do czego staram się dążyć, a raczej czego staram się nie tracić – autentyczności, jakakolwiek by ona nie była.

Czyjaś autentyczność może mi nie odpowiadać, może do mnie nie pasować, ale zawsze cenię i będę cenić ludzi, którzy mają odwagę być autentycznymi. Bo autentyczność naprawdę wymaga odwagi i wewnętrznej siły.

Moment z życia, do którego chciałabym wrócić (na jeden dzień)

W swoim dotychczasowym życiu doświadczyłam masy cudownych, a czasami wręcz magicznych momentów, ale także bardzo trudnych, skomplikowanych i osłabiających. Były też chwile doniosłe, wybitnie niepowtarzalne. Jednak do żadnego z nich nie mam potrzeby wracać. Tym, co interesuje mnie najbardziej, jest jednak obecna chwila, w której jestem oraz przyszłość.

Gromadzę niepotrzebnie

Nie gromadzę. Jestem minimalistką. Wręcz bardzo lubię pozbywać się rzeczy – czy to oddając je komuś, czy przekazując do punktów, które takowe przyjmują, czy też ostatecznie je wyrzucając. Zdecydowanie nie gromadzę.

Zabytek/dzieło sztuki zupełnie przereklamowane

Jeśli chodzi o zabytki czy dzieła sztuki, to dla mnie żadne nie jest przereklamowane. Natomiast przychodzi mi na myśl głośny, nowatorski w swojej koncepcji spektakl, na który wybrałam się do Narodowego Teatru Starego w Krakowie.

Był to „Płatonow” Antoniego Czechowa w reżyserii Konstantina Bogomołowa, jednego z najbardziej wyrazistych współczesnych rosyjskich reżyserów. Jako pasjonatka teatru, wychowana literacko i aktorsko właśnie na Czechowie, szłam na ten spektakl z dużymi oczekiwaniami. Wszystko zapowiadało prawdziwą teatralną ucztę.

Przedstawienie zbierało bardzo dobre recenzje, między innymi za prowokacyjny zabieg odwrócenia płci. Role męskie powierzono kobietom – na scenie pojawiły się znakomite aktorki: Anna Dymna, Anna Radwan-Gancarczyk czy Ewa Kaim. Bohaterki Czechowa grali z kolei między innymi Zbigniew Kaleta, którego talent podziwiam od lat, oraz równie świetny Adam Nawojczyk.

Niestety nawet tak znakomita obsada nie była w stanie uratować spektaklu. Aktorzy zostali zamknięci w bardzo radykalnej koncepcji reżyserskiej, która – zamiast otwierać tekst Czechowa na nowe znaczenia – odebrała mu, w moim odczuciu, energię i emocje. Z trudem dotrwałam do przerwy. Wyszłam i wróciłam do domu, bo zwyczajnie się nudziłam, a momentami wręcz męczyłam.

Sama zamiana płci nie wniosła, moim zdaniem, niczego szczególnie interesującego. Zabrakło napięcia, emocji i scenicznej energii. Spektakl pozostawał chłodny i statyczny, a ja coraz mniej miałam poczucie, że uczestniczę w opowieści, która może mnie wciągnąć, poruszyć albo choćby sprowokować do myślenia.

Aktywność, na którą w końcu chcę się zdobyć

Powrót do tańca współczesnego, który przez lata trenowałam.

Ostatnio pomyślałam, ale nie powiedziałam tego na głos

Boję się, że w Polsce, na skutek polityki migracyjnej, stanie się tak samo źle jak w krajach Europy Zachodniej.

Pies, kot, a może coś innego

Zdecydowanie, jednoznacznie i bezapelacyjnie – pies!

Ostatnio wyszłam ze strefy komfortu, gdy…

Hmmm… Nie mogę sobie przypomnieć. Chyba było to już dawno temu, ponieważ jestem osobą głodną nowych wrażeń, nowych zdarzeń i doświadczeń. W sposób naturalny wchodzę w nowe sytuacje, wręcz ich szukam i ich pożądam.

Od dawna dłuższe pozostawanie w strefie komfortu oznacza dla mnie właśnie dyskomfort. Taka już jestem!

Portret 3 Ludzie


Katarzyna Maria Zawadzka

Aktorka, trenerka aktorstwa i wystąpień publicznych, mama Marysi. Z pochodzenia w połowie góralka, urodzona w Poznaniu, wychowana w Warszawie, studiująca i pracująca zawodowo w Krakowie, a od trzech lat zadowolona mieszkanka Koszalina.