W koszalińskim amfiteatrze tego dnia pracowały nie tylko mikrofony i reflektory. Pracowały patelnie, noże, palniki i przede wszystkim wyobraźnia kucharzy. Ulica Smaków, wpisana w jubileuszową opowieść „Koszalin smakuje od 760 lat”, połączyła pokazy kulinarne, degustacje, rozmowy z restauratorami i producentami oraz konkurs, w którym najważniejsze były dobrze znane produkty z Pomorza Zachodniego.
Na scenie gotowali Robert Bochenko, Łukasz Gładysiak oraz gość specjalny wydarzenia – Andrzej Polan, jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich szefów kuchni, restaurator, autor książek kulinarnych i wieloletni kucharz „Dzień Dobry TVN”. Tu, w Koszalinie, stanął również na czele konkursowego jury.
Do rywalizacji przystąpiły cztery koszalińskie restauracje: Hudson, Krótka Karta, Ale Ziółko i Nuta Smaku. Zadanie wymagało czegoś więcej niż efektownej prezentacji. Dania miały czerpać z lokalnych i regionalnych produktów, zgodnie z ideą #KupujŚwiadomie, promującą żywność pochodzącą od polskich producentów.

Sandacz „w punkt”
Restauracja Krótka Karta postawiła na danie, którego siłą była pozorna prostota. Monika Korba przygotowała sandacza smażonego sauté w sosie kurkowym, podała go z ziemniakami w mundurkach podsmażonymi z czosnkiem i chrupiącą fasolką szparagową otuloną pancettą. To właśnie ten talerz przyniósł restauracji tytuł Mistrza Ulicy Smaków 2026.
Andrzej Polan zwrócił uwagę na precyzję przygotowania ryby – sandacz został, jak określił, usmażony „w punkt”, z idealnie ściętym białkiem. Docenił również fasolkę, która zachowała chrupkość i odpowiednią strukturę. W kuchni konkursowej, gdzie o wyniku potrafi zdecydować minuta na patelni, takie szczegóły mają znaczenie. Co ciekawe, zwycięskie danie nie powstało wyłącznie na potrzeby konkursu. We wrześniu i październiku można znaleźć je w jesiennym menu Krótkiej Karty. Dzięki temu konkursowa propozycja nie pozostanie jedynie wspomnieniem jednego kulinarnego popołudnia.
Drugą konkurencję podporządkowano jednemu z najbardziej swojskich produktów – ziemniakowi. Nagrodę specjalną „Król Ziemniaka Koszalin 2026”, ufundowaną przez firmę Europlant, zdobyła Restauracja Hudson za ziemniaka ze szprotką.
Restauracja Krótka Karta również sięgnęła w tej konkurencji po smak mocno osadzony w naszej szerokości geograficznej. Monika Korba podała śledzia marynowanego w oleju lnianym z pieczonym ziemniakiem, tzatzikami, szczypiorem i rzodkiewką. Ta propozycja również znajduje się w jesiennej karcie restauracji.

Lokalność trzeba najpierw poznać
Przy okazji gotowania pojawiło się ciekawe pytanie: czy rzeczywiście znamy produkty, które powstają tuż obok nas?
– Cały czas się ich uczymy. Lokalne składniki wciąż nie zawsze są naszym pierwszym wyborem – przyznaje Monika Korba. – Dlatego potrzebne są rozmowy, pokazy i takie wydarzenia jak Ulica Smaków. One zachęcają, żeby zainteresować się tym, co mamy pod ręką.
W Krótkiej Karcie ta filozofia nie oznacza zamykania kuchni w granicach jednego regionu. Wręcz przeciwnie. Restauracja lubi zestawiać włoską klasykę z polskimi produktami, szukać między nimi wspólnego języka i budować smak bez kulinarnej ortodoksji. Skąd biorą polskie, lokalne składniki? Zamiast jednej odpowiedzi jest kilka adresów i kilka dróg: miejscowi, sprawdzeni dostawcy, koszalińskie targowisko, okoliczni rolnicy i mali przedsiębiorcy. Część dodatków powstaje także na miejscu.
– Dużo rzeczy staramy się robić sami. Choćby pikle. Mogą być prostą, zdrową przekąską, ale odpowiednio wykorzystane stają się bardzo ciekawym dodatkiem do dania – mówi Monika Korba. To właśnie konkret pozwala najlepiej zrozumieć pojęcie „lokalnej kuchni”: kurki w sosie, ziemniak w mundurku, śledź, rzodkiewka, warzywa kupione od producenta, którego nazwisko kucharz zna, zamiast anonimowego produktu z dalekiego łańcucha dostaw.
Andrzej Polan zwrócił podczas spotkania uwagę na jeszcze jeden aspekt. Zachęcał restauratorów, aby jasno informowali gości, skąd pochodzą wykorzystywane przez nich produkty. Jego zdaniem nazwiska lub nazwy lokalnych producentów powinny pojawiać się w menu. Taka transparentność buduje wiedzę klienta, ale też pokazuje, że za składnikiem stoi konkretne gospodarstwo, firma i człowiek.

Smak, który zostaje w mieście
Ulicę Smaków zorganizowali Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa – Oddział Terenowy w Koszalinie oraz Centrum Kultury 105. Konkurs, przy licznie zgromadzonej publiczności, zakończył się rozdaniem nagród, ale jego ciekawsza część może zacząć się dopiero teraz – przy restauracyjnym stoliku, na targowisku albo podczas rozmowy z dostawcą. Regionalna kuchnia nie musi oznaczać odtwarzania dawnych receptur. Może korzystać ze współczesnych technik, zmieniać proporcje i szukać nowych połączeń. Ważne, żeby pamiętała, skąd bierze produkty. A tegoroczny werdykt Ulicy Smaków podpowiada, że czasami najkrótsza droga do dobrego talerza prowadzi naprawdę blisko domu.




















