1 Biznes
Koszaliński rynek z pierwszej połowy XIX w. Ilustracja wg obrazu Friedricha Hauptnera

Jak niegdyś pachniał Koszalin


Współczesnemu mieszkańcowi Koszalina trudno sobie wyobrazić, jak bardzo inaczej wyglądało i pachniało to miasto na początku XIX w.

W roku 1801 Koszalin był niedużym miasteczkiem mieszczącym się wewnątrz murów miejskich ze wciąż istniejącymi bramami. Nie istniały w nim jeszcze znane dziś „od zawsze” najstarsze zachowane XIX-wieczne budynki: ani budynek ówczesnego sądu przy dzisiejszej ul. Mickiewicza 26, ani siedziba władz rejencji przy dzisiejszej ul. Słowackiego 11. Dzisiejsza ul. Zwycięstwa kończyła się murem na wysokości byłego Empiku. Za nim rozciągały się stawy, strumienie i trzęsawiska, a dalej łąki i pola. Parki zaczęto urządzać dopiero ćwierć wieku później. Ul. Młyńska za murami zmieniała się w nieutwardzoną drogę pocztową do Sławna, Darłowa i Polanowa, podobnie obecna ul. 1 Maja za Bramą Wysoką rozdwajała się w lewo na Bobolice i w prawo na Białogard. Do tych miast można było dotrzeć jedynie konno, własnym powozem lub pocztowym dyliżansem – taka podróż do Gdańska lub Szczecina trwała ponad 20 godzin, a na połączenie kolejowe trzeba było czekać jeszcze 60 lat. 

6 Biznes
Reklama koszalińskiej fabryki mydła Maxa Kiesowa, lata 30. XX w. Z archiwum autora

Zapachy miasta

Miasto zamieszkiwało wówczas niespełna 3300 osób – to mniej więcej połowa mieszkańców współczesnego Sianowa. Zajmowali się głównie rolnictwem, uprawiając rozciągające się wokół pola, a także rzemiosłem. Przemysł dopiero raczkował w postaci powstających pod koniec XVIII w. manufaktur: garbarni, papierni, warsztatu produkcji powozów, wytwórni tasiemek, pasów, rękawiczek, sakiewek. Większość z nich znajdowała się za tyłach budynków mieszkalnych, gdzie hodowano również kury i zwierzęta gospodarskie. Współcześni Koszalinianie, pamiętający jeszcze niedawne wyziewy koszalińskiego browaru, mogą spróbować sobie wyobrazić mało miejskie zapachy sprzed 225 lat: fetor zwierząt, ulicznych rynsztoków, do których wylewano nieczystości (miasto nie było skanalizowane jeszcze przez kilkadziesiąt lat), niewielkich browarów istniejących jeszcze w XX w., dymów kuźni i tych wydobywających się z kominów piekarni, pozbawionych nie tylko łazienek, ale również bieżącej wody domów mieszkalnych, w których gotowano posiłki na piecach opalanych drewnem. Koszalin nie różnił się od innych miast z tego okresu, o których Patrick Süsskind pisał w powieści „Pachnidło”: W epoce, o której mowa, miasta wypełniał wprost niewyobrażalny dla nas, ludzi nowoczesnych, smród. Ulice śmierdziały łajnem, podwórza śmierdziały uryną, klatki schodowe śmierdziały przegniłym drewnem i odchodami szczurów, kuchnie – skisłą kapustą i baranim łojem; w niewietrzonych izbach śmierdziało zastarzałym kurzem, w sypialniach – nieświeżymi prześcieradłami, zawilgłymi pierzynami i ostrym, słodkawym odorem nocników. Z kominów buchał smród siarki, z garbarni smród żrących ługów, z rzeźni smród zakrzepłej krwi. Ludzie śmierdzieli potem i niepraną garderobą.

2 Biznes
Koszalińska fabryka mydła przy ul. Modrzejewskiej 31. Źródło: Köslin-Kurier

Mydlarz

Paradoksalnie jedną z najbardziej uciążliwych zapachowo profesji w tamtych czasch była produkcja mydła, kojarzącego się współcześnie raczej z przyjemnymi aromatami. W krajach śródziemnomorskich produkowano je wówczas na bazie wody morskiej, popiołu i oliwy z oliwek. Natomiast w krajach północnej Europy mydła wyrabiano z łoju i były nie tylko drogie, ale i mocno cuchnące. W książce „Piękno utracone” prof. Wiktor Zin, wspominając swoje dzieciństwo w niewielkim miasteczku, opisywał zapamiętane tam mydlarnie z okopconymi piecami, w których wytapiano tłuszcz potrzebny do fabrykacji mydła. Smrodliwy dym i zapach łoju unosił się zawsze nad tą ulicą pełną błota i brudu. Mimo tego ludzie żyć tam musieli.

3 Biznes
Sklep firmowy koszalińskiej fabryki mydła Maxa Kiesowa, okres międzywojenny. Z archiwum autora

Zapewne podobnie wyglądała pierwsza koszalińska mydlarnia założona w 1781 r. przez Johanna Gottlieba Vogla, która przetrwała aż 163 lata. Król pruski Fryderyk II nie tylko udzielił Voglowi koncesji, ale również chcąc wspomóc rodzimą konkurencję dla mydeł sprowadzanych z Holandii i Szwecji, udzielił mu niebagatelnej królewskiej pożyczki 8000 talarów (cena domu wynosiła wówczas ok. 6500 talarów) z obietnicą jej umorzenia pod warunkiem utrzymania produkcji na najwyższym poziomie, dorównującym jakości wyrobów z Lubeki, Amsterdamu i innych europejskich miast. Przedsiębiorca otrzymał od króla także przywilej bezcłowego importu składników mydła, swobodnego transportu materiałów i produktów gotowych z koszalińskiego portu (redy) na wysokości Deep (po 1945 r. Czajcze) do miasta, swobodnego wyboru portów królewskich oraz wsparcie dla swojej fabryki ze strony wszystkich władz. W 1801 r. Johann Gottlieb Vogel prowadził swoją wartą już 11 000 talarów fabrykę wraz z synem, zatrudniając aż… siedmiu robotników i produkując rocznie ok. 400 beczek mydła białego i czarnego o wartości 8900 talarów. Sprzedawał je nie tylko na terenie Pomorza i na Śląsku, ale również eksportował do królestwa Saksonii. Był to wówczas największy zakład raczkującego XIX-wiecznego koszalińskiego przemysłu.

8 Biznes
Reklama koszalińskiej fabryki mydła „Elerta”, lata 30. XX w. Z archiwum autora

Mydlarnie i perfumerie

Po śmierci założyciela zakład prowadziła wdowa po nim, zmieniając nazwę na „Johann Gottlieb Vogel Wittwe & Sohn” (Wdowa po Johannie Gottliebie Voglu & Syn). Po jej śmierci w 1816 r. nastąpił podział firmy: Heinrich Ludwig Vogel odziedziczył fabrykę, a jego brat objął dział handlowy. W latach 20. XIX w. do przedsiębiorstwa Vogla należały dwa pełnomorskie statki: „Fortuna” o ładowności 46 ton i „Minerwa” o ładowności 153 ton, którymi eksportowali swoje produkty m.in. do Szwecji. W 1857 r. fabryka mieszcząca się wówczas przy Hohetor-Vorstadt 21 (obecnie ul. Modrzejewskiej 31) została kupiona przez kupca Wilhelma Suhle. Część ówczesnego, wciąż istniejącego budynku, zajmuje obecnie Centrala Artystyczna. W 1895 r. nowym właścicielem fabryki został producent mydła Max Kiesow, który w 1924 r. przekazał ją swojemu zięciowi Hermannowi Zwezowi. Zakład miał swój sklep fabryczny przy Hohetorstrasse 22 (obecnie ul. 1 Maja, budynek wyburzono pod koniec lat 60. XX w.). Natomiast na parterze dawnej kamienicy rodziny Voglów przy rynku (Markt 4), która w drugiej połowie lat 30. XX w. wciąż była ozdobiona królewskim orłem symbolizującym koncesję, działał jeszcze jeden sklep mydlarsko-perfumeryjny Brunona Kelma. Dawni niemieccy Koszalinianie wspominali po latach o zapachu eleganckich wód toaletowych unoszącym się przy wejściu do tego sklepu.

5 Biznes
Reklama koszalińskiej fabryki mydła Maxa Kiesowa, lata 20. XX w. Z archiwum autora

Również w latach 30. przy rynku pod nr 10 znajdował się sklep firmowy koszalińskiej fabryki mydła „Elerta” mieszczącej się przy Virchowstrasse 2 (obecnie ul. Hołdu Pruskiego). Co ciekawe, w 1945 r. w polskim Koszalinie zakład podjął produkcję mydła i środków czyszczących, pozostając przy nazwie niemieckiej.

4 Biznes
Perfumeria i mydlarnia Brunona Kelma przy koszalińskim rynku, lata 30. XX w. Z archiwum autora

Kawa, perfumy, krówki i ryby

Również powojenni polscy mieszkańcy Koszalina mają swoje zapachowe skojarzenia. Te najczęstsze i najprzyjemniejsze to wspomnienia zapachu świeżo mielonej kawy w Delikatesach przy ul. Zwycięstwa. W pobliskiej drogerii „Lechia” pachniało wodami toaletowymi: „Przemysławką” i wodą „Brzozową”, a także farbami w proszku, które były sprzedawane w dziale chemii gospodarczej. Mieszkańcy budynków sąsiadujących z fabryką cukierków przy ul. Mickiewicza pamiętają zapach karmelu. Niezapomniany jest również zapach świeżego chleba w piekarniach przy ul. Hołdu Pruskiego i Wojska Polskiego, do których, zwłaszcza przed świętami, ustawiały się wielogodzinne kolejki. Bary mleczne miały specyficzną woń gotowanego mleka i gotowanych łazanek z kapustą i grzybami. No i oczywiście niezapomniany był zapach kwiaciarni „Szarotka” na rogu ulic Zwycięstwa i 1 Maja – nieco duszący, jak w oranżerii. Mniej przyjemnie wspominany jest zapaszek sklepu rybnego w pobliżu Empiku i Centrali Rybnej przy ul. Grodzkiej. Najbardziej dominująca była jednak roznosząca się na całe miasto woń fermentacji, którą co jakiś czas roznosił się z browaru przy ul. Spółdzielczej. Nieprzyjemnie było też koło poniemieckich miejskich toalet przy katedrze i w pobliżu drukarni przy dzisiejszej ul. Andersa oraz ustawionych w kilku punktach miasta ulicznych pisuarów, będących jedynie niezadaszonymi i niezamykanymi blaszanymi osłonami. Jakości powietrza nie poprawiały liczne kotłownie. A w dni targowe mieszkańcy ulicy Mariańskiej narzekali na niezdrowe zapachy „owsianej motoryzacji”, jak nazywano zaparkowane tam konne furmanki.

10 Biznes
Perfumeria i mydlarnia Brunona Kelma przy koszalińskim rynku, lata 30. XX w. Z archiwum autora

Dziś te wszystkie dawne wonie zniknęły i mimo wielokrotnie większej ilości samochodów na koszalińskich ulicach, powietrze jest nieporównywalnie czystsze niż kiedyś. Warto o tym pamiętać, wzdychając czasem do „starych dobrych czasów”.

10 1 Biznes
Wnętrze pachnącej drogerii „Lechia” przy ul. Zwycięstwa 100, 1959 r. Z archiwum autora