frankowski Biznes

Człowiek od książek i zagubionych skarbów

Historia Jana Frankowskiego

Kiedy przyjechał do zrujnowanego Kołobrzegu, miał za sobą życie, którym można by obdzielić kilka biografii. Był nauczycielem, społecznikiem, podróżnikiem, krajoznawcą i działaczem niepodległościowym. Miał już sześćdziesiąt lat, problemy ze zdrowiem i świadomość, że wiele zawodowych rozdziałów jest zamkniętych. Wtedy rozpoczął kolejny. To dzięki Janowi Ignacemu Frankowskiemu powojenne miasto zaczęło odzyskiwać nie tylko książki i zabytki, ale także pamięć o własnej historii.

31 lipca 2026 roku minęło 140 lat od urodzin Jana Ignacego Frankowskiego. Dla wielu mieszkańców Kołobrzegu pozostaje „Dziadkiem” – starszym panem w kapeluszu, którego wizerunek można zobaczyć na tablicach pamiątkowych i publikacjach poświęconych historii miasta.

To sympatyczny obraz, ale kryje się za nim człowiek o niezwykłej energii, szerokich horyzontach i życiorysie, który doskonale pokazuje historię Polski XX wieku.

– Jan Frankowski to człowiek nietypowy jak na realia lat czterdziestych, szczególnie na Ziemiach Odzyskanych. Był osobą bardzo światłą, o szerokich horyzontach, z doskonałymi pomysłami i umiejętnością odnalezienia się w trudnej rzeczywistości powojennego Pomorza – mówi historyk Łukasz Gładysiak.

Chłopak z zaboru rosyjskiego

Frankowski urodził się 31 lipca 1886 roku w Siedlcach. Dorastał jako czwarte dziecko miejscowego adwokata, w rodzinie o szlacheckich korzeniach, w której wykształcenie było istotną częścią życia. Polska znajdowała się wówczas pod zaborami, a młodzi ludzie musieli odnaleźć się w rzeczywistości narzuconej przez rosyjskiego zaborcę.

Już jako nastolatek angażował się w działalność patriotyczną. 3 lutego 1905 roku, jako uczeń VII klasy, na wiecu szkolnym odczytał dyrektorowi szkoły Konstantinowi Iulianowiczowi Zaustińskiemu, petycję żądającą polonizacji szkoły, a przede wszystkim przywrócenia polskiego jako języka wykładowego. Za ten czyn, wraz z innymi uczestnikami szkolnego strajku, został usunięty z placówki. W 1906 roku, po rocznej przerwie w nauce, dostał się do prywatnego gimnazjum polskiego prowadzonego przez Tadeusza Radlińskiego. 24 czerwca 1907 roku uzyskał świadectwo ukończenia gimnazjum filologicznego w Siedlcach. Był to jednak dopiero początek jego drogi. Później studiował w Szwajcarii, podróżował po Europie, pracował jako nauczyciel, publicysta i korespondent prasowy. Odwiedził między innymi Francję, Włochy, Niemcy i Hiszpanię. Właśnie tam zastał go wybuch I wojny światowej.

– To był człowiek światowy – podkreśla Gładysiak – doskonale wykształcony, znający języki, otwarty na nowe idee i doświadczenia. Jednocześnie przez całe życie pozostał społecznikiem.

Nie interesowała go kariera dla samej kariery. Znacznie ważniejsze było dla niego tworzenie instytucji, które mogły służyć innym.

Powojenny przyjazd nad Bałtyk

Po II wojnie światowej Polska wyglądała zupełnie inaczej niż kraj, który opuszczał przed laty. Kołobrzeg był jednym z najbardziej zniszczonych miast Pomorza. Walki o twierdzę w marcu 1945 roku pozostawiły po sobie morze ruin. Dawny kurort praktycznie przestał istnieć. To właśnie tutaj trafił Frankowski.

Nie był już młodym człowiekiem rozpoczynającym karierę. Miał sześćdziesiąt lat i za sobą wiele doświadczeń życiowych.

– Najczęściej, kiedy mówimy o pionierach, wyobrażamy sobie ludzi rozpoczynających dorosłe życie. Tymczasem Frankowski przyjechał na Pomorze jako człowiek dojrzały, który miał już za sobą długą drogę zawodową – mówi historyk.

Początkowo pracował w Karlinie, które po wojnie pełniło funkcję siedziby powiatu kołobrzeskiego. Miał doświadczenie samorządowe i administracyjne, dlatego naturalnie trafił właśnie do tej sfery działalności.

Los przygotował jednak dla niego inną rolę.

Tablica upamietniajaca J Frankowskiego wikiszczecin Biznes

Biblioteka zamiast emerytury

W zachowanej rozmowie Polskiego Radia Koszalin, z 1996 roku Frankowski wspominał, że po utracie słuchu i problemach zdrowotnych jego wcześniejsza kariera zawodowa właściwie dobiegła końca. Czas było na nowy początek.

– Bibliotekarstwo mnie pociągnęło – wspominał.

To stwierdzenie brzmi skromnie, ale trudno przecenić znaczenie jego pracy.

Od 1 stycznia 1949 roku kierował kołobrzeską biblioteką. Instytucja działała w bardzo trudnych warunkach. Miasto dopiero się odbudowywało, brakowało książek, wyposażenia i odpowiednich pomieszczeń. Frankowski nie traktował jednak biblioteki jako magazynu książek. Widział w niej centrum życia intelektualnego. Miejsce, w którym mieszkańcy nowego, powojennego Kołobrzegu mogą zdobywać wiedzę, spotykać się i budować wspólnotę.

Był bibliotekarzem z krwi i kości. To on pierwszy skatalogował zbiory biblioteki kołobrzeskiej.

Dzisiaj biblioteka nosi jego imię, i to nie jest przypadek.

Człowiek, który myślał regionalnie

Choć Frankowski najmocniej kojarzony jest z Kołobrzegiem, jego działalność wykraczała daleko poza granice miasta.

W 1951 roku rozpoczął pracę w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Koszalinie. Rok później objął nowo utworzone stanowisko bibliografa. Był pierwszą osobą pełniącą tę funkcję na Pomorzu Środkowym. Dla niego biblioteka w Koszalinie i biblioteka w Kołobrzegu nie były konkurencją.

Przeciwnie. Tworzyły wspólną sieć instytucji kultury.

– Frankowski patrzył na tworzenie polskich placówek edukacyjnych i kulturalnych w szerszym kontekście – tłumaczy Łukasz Gładysiak. – Zakładał współpracę pomiędzy Koszalinem, Kołobrzegiem i Szczecinem. Wiedział, że wymiana informacji, doświadczeń i księgozbiorów daje większe możliwości wszystkim.

W czasach, gdy zdobycie wartościowych książek było ogromnym wyzwaniem, takie myślenie miało kluczowe znaczenie.

Biblioteka jako miejsce spotkania

W 1956 roku Frankowski zaangażował się w tworzenie czytelni dla dorosłych w Koszalinie. Początkowo zainteresowanie było niewielkie. Zmieniło się to dopiero wtedy, gdy przy czytelni zaczął działać Klub Młodej Inteligencji. Do końca roku placówkę odwiedziło blisko 2400 osób. Dzisiaj nie robi to może wielkiego wrażenia, ale w realiach początku lat pięćdziesiątych był to wyraźny sygnał, że mieszkańcy potrzebują takich miejsc – Frankowski rozumiał to doskonale.

Biblioteka miała być przestrzenią rozmowy. Miejscem wymiany myśli i poglądów i budowania wspólnoty.

– Za jego działaniem szedł ogromny patriotyzm, ale rozumiany bardzo pozytywnie – mówi Gładysiak – chciał, aby ludzie przyjeżdżający na Pomorze mieli miejsca, w których mogą się spotkać, rozmawiać i wspólnie tworzyć nową rzeczywistość.

Muzeum, którego jeszcze nie było

Książki nie były jednak jedyną pasją Frankowskiego. Ważniejsza była historia i ratowanie jej materialnych śladów. 

W latach pięćdziesiątych Kołobrzeg wciąż był miastem pełnym ruin. Wiele zabytków zaginęło podczas wojny, inne zostały rozproszone lub zwyczajnie porzucone. Frankowski postanowił je odnaleźć. W 1957 roku założył Towarzystwo Miłośników Kołobrzegu, zajmujące się gromadzeniem informacji o historii miasta, które w tym samym roku stworzyło Komitet Organizacyjny Muzeum Regionalnego. Muzeum jeszcze nie istniało, ale Frankowski już zaczął zbierać jego przyszłe zbiory.

Wielokrotnie apelował do mieszkańców, zachęcał do przekazywania pamiątek, dokumentów i zabytków. W pewnym sensie działał jak historyk, muzealnik i detektyw jednocześnie.

Tablica upamietniajaca J Frankowskiego wikiszczecin 1 Biznes

Detektyw historii

Najbardziej spektakularnym przykładem jego działalności pozostaje historia siedmioramiennego świecznika Jana Apengetera – to jeden z najcenniejszych zabytków związanych z kołobrzeską bazyliką. Po wojnie rozkradziony, a część elementów trafiła nawet na złom. Frankowski odnalazł części świecznika i doprowadził do ich zabezpieczenia – gdyby nie jego determinacja, jeden z najważniejszych średniowiecznych zabytków Pomorza mógłby bezpowrotnie zniknąć.

To doskonale pokazuje sposób jego działania.

Pierwszy muzealnik

W Muzeum Oręża Polskiego do dziś zachował się niezwykły dokument. To zeszyt inwentaryzacyjny, który prowadził. Znajdują się w nim odręczne rysunki zabytków, które trafiały do tworzonej kolekcji, oraz szczegółowe opisy. Można powiedzieć, że była to pierwsza księga muzealna powojennego Kołobrzegu. A być może nawet jedna z pierwszych tego typu dokumentacji na całym Pomorzu Środkowym. To właśnie dzięki takim ludziom jak Frankowski możliwe było późniejsze utworzenie muzeum. Formalnie Muzeum Regionalne powstało w 1963 roku.

Jednak jego fundamenty budowano znacznie wcześniej.

Najstarszy uczestnik rajdu

Patrząc na fotografie Frankowskiego, trudno uwierzyć, jak aktywnym był człowiekiem. Dla mieszkańców pozostawał starszym panem w kapeluszu. Tymczasem ten sam człowiek uczestniczył w wielokilometrowych rajdach pieszych po Pomorzu, a już w 1949 roku wydał pierwszy, niewielki objętościowo, przewodnik po Kołobrzegu.

– W 1954 roku, był najstarszym uczestnikiem rajdu krajoznawczego liczącego 150 kilometrów – opowiada Gładysiak – dzisiaj niewiele osób decyduje się na taki wysiłek, a mówimy o człowieku, który miał już ponad sześćdziesiąt lat.

Wędrówki były dla niego czymś więcej niż sportem. Stanowiły przedłużenie jego zainteresowań historycznych i krajoznawczych. Lubił poznawać miejsca, o których wcześniej czytał. Łączył pracę badacza z doświadczeniem podróżnika.

Dziadek, którego warto przypomnieć

Jan Frankowski zmarł w 1972 roku. Pozostawił po sobie biblioteki, publikacje, przewodniki, dokumentację muzealną i instytucje, które współtworzył. Dzisiaj jego nazwisko nosi ulica w Kołobrzegu. Upamiętniają go tablice; jedna zawieszona na pierwszym piętrze budynku Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Galla Anonima, druga na elewacji frontowej Baszty Lontowej. W odsłonięciu tej drugiej, w 2012 roku, wzięła udział córka Jana Frankowskiego – Ewa Bobińska. W tym samy czasie został także honorowym obywatelem Kołobrzegu, a jednak wciąż pozostaje postacią nieco zapomnianą…

– To jeden z najbardziej pozytywnych bohaterów pierwszych lat polskiego Kołobrzegu – mówi Łukasz Gładysiak. Myślę, że trochę brakuje go we współczesnej edukacji.

Może dlatego, że trudno zamknąć go w jednej definicji. Przede wszystkim jednak był człowiekiem, który zrozumiał, że odbudowa miasta nie kończy się na murach. Kołobrzeg po wojnie potrzebował nie tylko nowych domów i ulic. Potrzebował pamięci. Jan Frankowski poświęcił znaczną część swojego życia właśnie temu, by tę pamięć ocalić.

I to jest jego najtrwalsze dzieło.