Pamiętam dzień mojego dyplomatorium. Jeden z profesorów – dodam, że uczelni medycznej – zakończył uroczystość nietypowym wykładem zatytułowanym: „Czy alkohol tylko szkodzi?”. Choć całość miała lekko prowokacyjny charakter i akademicki dystans, przekaz był bardzo wyważony. Profesor mówił nie tylko o oczywistych konsekwencjach nadużywania alkoholu, ale próbował też pokazać, dlaczego od dekad alkohol jest tak głęboko zakorzeniony w kulturze i relacjach społecznych.
Dziś jednak wiemy znacznie więcej niż jeszcze kilkanaście lat temu. I choć lampka wina do kolacji czy piwo przy grillu nadal bywają traktowane jako „normalny element życia”, nauka pozostawia niewiele złudzeń: nie istnieje bezpieczna dawka alkoholu. Każda ilość działa toksycznie na organizm i zwiększa ryzyko rozwoju chorób, w tym nowotworów.
Już w 1988 roku Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem, działająca przy WHO, zakwalifikowała alkohol do grupy 1. substancji rakotwórczych – obok tytoniu czy azbestu.
Alkohol zwiększa ryzyko rozwoju co najmniej siedmiu typów nowotworów, m.in. raka piersi, jelita grubego, wątroby, przełyku, gardła i jamy ustnej. Coraz częściej mówi się także o jego związku z nowotworami żołądka, trzustki czy pęcherza moczowego. Mechanizm jest prosty: po spożyciu alkohol przekształca się w aldehyd octowy – substancję uszkadzającą DNA i zwiększającą ryzyko mutacji genetycznych. Dodatkowo nasila stres oksydacyjny, zaburza pracę komórek i wywołuje przewlekły stan zapalny. Alkohol wpływa także na gospodarkę hormonalną, podnosząc poziom estrogenów, co ma znaczenie m.in. w rozwoju raka piersi. A ponieważ jest świetnym rozpuszczalnikiem, ułatwia organizmowi wchłanianie innych toksycznych substancji. Do tego dochodzi aspekt metaboliczny. Alkohol jest bardzo kaloryczny i sprzyja rozwojowi otyłości, która sama w sobie zwiększa ryzyko wielu chorób przewlekłych, w tym nowotworów. Trudno też ignorować problem uzależnienia i jego konsekwencji społecznych.

A jednak alkohol w Polsce wciąż pozostaje niezwykle łatwo dostępny – również ekonomicznie. Dane Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom pokazują, że przeciętny mieszkaniec Polski spożył w 2024 roku 8,8 litra czystego alkoholu. Co prawda od kilku lat obserwuje się spadek spożycia piwa i wina, ale konsumpcja mocnych alkoholi pozostaje na podobnym poziomie. Niepokoi także coś innego: dostępność alkoholu. Za przeciętne miesięczne wynagrodzenie można dziś kupić ponad dwa tysiące butelek piwa. WHO od lat podkreśla, że polityka cenowa jest jednym z najskuteczniejszych narzędzi ograniczania spożycia alkoholu. Trudno więc nie zadać sobie pytania: czy to normalne, że pół litra wódki w promocji kosztuje niewiele więcej niż dobrej jakości bochenek chleba?
W Polsce alkohol nadal jest mocno wpisany w codzienność. Czterdzieści procent Polaków deklaruje picie co najmniej raz w tygodniu. Wielu wciąż uważa, że bez alkoholu trudniej się bawić, świętować czy rozluźnić po pracy. Szczególnie niebezpieczne pozostaje przekonanie, że „piwo to nie alkohol”, mimo że właśnie ono jest dziś najtańszym źródłem czystego alkoholu. Niepokojącym zjawiskiem są także tzw. „małpki”. Małe, dyskretne butelki stały się symbolem picia „przy okazji”: rano, przed pracą, w drodze, dla redukcji stresu. Ponad połowa ankietowanych deklaruje, że obserwowała poranne kupowanie alkoholu w małych opakowaniach, a niemal 66% przyznaje, że ktoś z ich otoczenia sięgnął po alkohol właśnie dlatego, że był „mały” i „na raz”. Smakowe wersje dodatkowo maskują zapach alkoholu i ułatwiają jego spożywanie w sytuacjach, które jeszcze kilka lat temu wydawałyby się społecznie nieakceptowalne.
Jednocześnie dzieje się coś bardzo ciekawego. Coraz więcej osób – szczególnie młodych – zaczyna świadomie odwracać się od kultury picia. I właśnie tutaj pojawia się trend NoLo, czyli „no alcohol, low alcohol”.
Jeszcze dekadę temu odmówienie alkoholu na imprezie często wiązało się z niezręcznymi pytaniami: „Nie pijesz? A dlaczego?”, „Jesteś w ciąży?”. Dziś sytuacja wygląda nieco inaczej. Dla pokolenia Z i młodszych millenialsów niepicie alkoholu coraz częściej jest po prostu stylem życia. Młode pokolenie nie ma z tym problemu. Trend jest na tyle silny, że realnie wpływa na styl życia i normy społeczne, a także oddziałuje na rynek. Młodzi ludzie coraz częściej rezygnują z upijania się, częściej wybierają napoje o obniżonej zawartości alkoholu lub bezalkoholowe. Często decydują, że ich życie będzie w ogóle bezalkoholowe.
Tak jak wcześniejsze pokolenia zaczęły rezygnować z papierosów, ograniczać cukier czy przechodzić na dietę roślinną, tak dziś młodzi świadomie ograniczają alkohol. Nie dlatego, że „muszą”, ale dlatego, że zwyczajnie widzą w tym korzyści. Lepszy sen. Lepszą koncentrację. Więcej energii. Lepszą formę na treningu. Mniej lęku następnego dnia. Weekend bez kaca zaczyna być bardziej atrakcyjny niż noc wyrwana z pamięci.
Coraz większą popularnością cieszą się także alternatywne formy spędzania czasu. W europejskich miastach pojawiają się „coffee rave’y” – dziennie imprezy z muzyką, kawą specialty i matchą zamiast drinków. Powstają bezalkoholowe cocktail-bary, modne stają się mocktaile, kombucha, musujące herbaty czy bezalkoholowe wina i piwa.
Rynek reaguje błyskawicznie. Producenci mają świadomość, że ta nisza będzie się rozwijać. Produkty NoLo przestają być smutnym zamiennikiem „dla kierowców”. Dziś są częścią nowoczesnego lifestyle’u. Estetyczne, dobrze zaprojektowane, komunikowane jako wybór ludzi świadomych i dbających o siebie.

Nie oznacza to oczywiście, że każdy napój bezalkoholowy automatycznie jest zdrowy. Piwo 0% nadal zawiera kalorie i cukry, ma wysoki indeks glikemiczny, szczególnie w wersjach smakowych. Półlitrowa butelka może dostarczać nawet ponad 15 gramów cukru, a warianty smakowe znacznie więcej. Warto więc zachować zdrowy rozsądek i czytać składy.
Mimo to dla wielu osób napoje bezalkoholowe okazują się pomocnym rozwiązaniem. Pozwalają uczestniczyć w spotkaniach towarzyskich bez poczucia wykluczenia. Są alternatywą dla kierowców, osób aktywnych fizycznie, przyjmujących leki czy po prostu tych, którzy chcą ograniczyć alkohol bez rezygnowania z rytuału wspólnego wyjścia.
Co ciekawe, wiele osób wybiera napoje NoLo właśnie po to, by… nie tłumaczyć się z niepicia. To pokazuje, jak silnie alkohol nadal funkcjonuje społecznie. Ale jednocześnie widać wyraźnie, że normy zaczynają się zmieniać.
Czy da się więc żyć bez alkoholu? Coraz więcej osób odpowiada: zdecydowanie tak. I co więcej – nie traktują tego jako wyrzeczenia. Dla jednych to chwilowy reset organizmu. Dla innych sposób na lepsze zdrowie psychiczne, większą produktywność albo oszczędność pieniędzy. Jeszcze inni po prostu odkrywają, że dobra zabawa naprawdę nie musi kończyć się kacem.
Może więc warto spróbować? Zobaczyć, jak śpi się bez alkoholu. Jak wygląda weekend bez zmęczenia. O ile łatwiej schudnąć, nie pijąc alkoholu. Jak organizm reaguje po miesiącu bez drinków i „piwka do relaksu”. Sprawdzić, ile pieniędzy zostaje na koncie i czy grill bez piwa naprawdę jest mniej udany.
Być może największym paradoksem trendu NoLo jest to, że nie chodzi w nim o zakazy. Chodzi o wybór. Świadomy, nowoczesny i coraz bardziej naturalny. Przekonajcie się sami!
Agnieszka Kobalczyk-Rohde
dietetyk kliniczny, psychodietetyk prowadzi Gabinet Dietetyczny w Koszalinie (Przychodnia Specjalistyczna PulsMed, ul. Stoczniowców 11-13)
tel. 791 208 330, koszalin.dietetyk@gmail.com,
facebook.com/koszalin.dietetyk




















