Poranek w Polanowie zaczyna się od mgły. Unosi się nad rzeką Grabową i Zalewem Polanowskim leniwie, jakby nie chciała odsłonić miasta zbyt szybko. W wakacje pachnie tutaj mokrym lasem i trawą. Na rynku jest jeszcze pusto. Ktoś otwiera sklepik, ktoś zamiata chodnik przed kamienicą. W oknach odbijają się zielone wzgórza. Na pierwszy rzut oka to zwyczajne pomorskie miasteczko. Ale warto tu zatrzymać się choć na chwilę.
Polanów nie mówi głośno o swojej historii. Ona kryje się raczej w detalach: w starych niemieckich fotografiach, w śladach po dawnych szyldach, w uliczkach, które pamiętają zupełnie innych mieszkańców. Miasto nosi w sobie pamięć kilku światów, które przez lata nakładały się na siebie jak warstwy farby.

– Polanów był miejscem wyjątkowym już przed wojną – mówi dr Kacper Pencarski z Archiwum Państwowego w Koszalinie – to nie była zwykła prowincjonalna miejscowość. Miał status lokalnego kurortu, przyciągał turystów, a jego położenie wśród lasów i wzgórz sprawiało, że uchodził za jedno z najbardziej atrakcyjnych miejsc tej części Pomorza.
Przed wojną reklamowano go jako „Perłę Pomorza Wschodniego”. W archiwalnych folderach zachęcano do przyjazdu czystym powietrzem, rozległymi lasami i spokojem, którego brakowało mieszkańcom dużych miast. Były tu pensjonaty, restauracje i trasy spacerowe. Przyjeżdżali kuracjusze i turyści z Berlina, Szczecina czy Gdańska.
– W tamtym czasie turystyka była jednym z fundamentów lokalnej gospodarki – tłumaczy Pencarski. – Zachowały się pocztówki i fotografie pokazujące bardzo eleganckie miasto. Widać zadbane ulice, architekturę, ludzi spacerujących po centrum. Polanów był miejscem, którym się chwalono.

Dziś trudno uwierzyć, że niewielkie miasto położone między Koszalinem a Bytowem miało kiedyś taką renomę. Współczesny Polanów jest cichy i nieco wycofany. Żyje swoim spokojnym rytmem, daleko od wielkich inwestycji i turystycznego zgiełku.
Ale historia nadal jest tutaj obecna.
Widać ją w architekturze. W układzie ulic. W starych domach z czerwonej cegły. W budynkach, które pamiętają jeszcze niemieckich mieszkańców.
To miasto ma bardzo wyraźną ciągłość przestrzenną. Kiedy patrzymy na stare fotografie i porównujemy je ze współczesnością, okazuje się, że wiele miejsc praktycznie się nie zmieniło. Zmieniły się granice, mieszkańcy, język, ale sama tkanka miasta nadal przechowuje dawną historię.

Historia Polanowa została jednak brutalnie przerwana przez wojnę.
W 1945 roku niemiecki Pollnow przestał istnieć. Dotychczasowi mieszkańcy uciekali przed frontem albo byli wysiedlani po zakończeniu wojny. Ich miejsce zajęli Polacy przybywający z różnych stron kraju, często sami pozbawieni domów i poczucia bezpieczeństwa.
– To bardzo charakterystyczna historia dla Pomorza – podkreśla historyk. – Spotkały się tutaj dwie wielkie traumy. Z jednej strony ludzie opuszczający swoje niemieckie domy, z drugiej strony polscy przesiedleńcy ze Wschodu, którzy również utracili własne miejsca życia. Każdy przywoził tutaj własną pamięć i własny ból.

Nowi mieszkańcy zastawali obce miasto. W mieszkaniach pozostawione były fotografie, ubrania, meble, książki z niemieckimi nazwiskami. Na ścianach wisiały obrazy poprzednich właścicieli. W szafach znajdowano dziecięce zabawki i listy. Wielu ludzi miało poczucie tymczasowości. W pierwszych latach po wojnie niektórzy wierzyli, że granice jeszcze się zmienią i wszyscy wrócą do swoich dawnych domów. Dlatego długo trudno było budować poczucie zakorzenienia.
Ta tymczasowość odcisnęła ślad na całym regionie. Przez lata mało kto interesował się historią dawnych mieszkańców. Liczyło się przede wszystkim przetrwanie i odbudowa codzienności.
A jednak pamięć nie zniknęła.

W archiwach zachowały się dokumenty, zdjęcia i mapy. Coraz więcej osób zaczęło interesować się historią swoich miejscowości. Także w Polanowie. Dzisiaj obserwujemy coś bardzo ciekawego, coraz częściej młodsze pokolenia chcą wiedzieć, kto mieszkał tutaj przed nimi. Pojawia się potrzeba zrozumienia historii miejsca, w którym się żyje.
Kiedy spaceruje się po Polanowie, można odnieść wrażenie, że miasto nadal trwa pomiędzy dwiema epokami. Z jednej strony codzienność małego pomorskiego miasteczka: sklepy, szkoła, urząd, ludzie spieszący do pracy. Z drugiej, nieustannie obecna przeszłość.
Na dawnych pocztówkach Polanów wygląda niemal bajkowo. Szerokie ulice, schludne kamienice, chodniki pełne spacerowiczów. Zielone tereny i zabytkowe budowle. Te archiwalne fotografie robią ogromne wrażenie. Pokazują świat, którego już nie ma, ale który pozostawił tutaj bardzo wyraźny ślad.
Jednym z ludzi próbujących ten świat ocalić od zapomnienia jest również regionalista Artur Dropko, który od lat zbiera materiały dotyczące historii miasta i dokumentuje jego przeszłość.
Choć miasto jest niewielkie, nadal przyciąga spokojem i krajobrazem. Okoliczne lasy, jeziora i dolina Grabowej tworzą przestrzeń niemal odciętą od pośpiechu dużych miast.
Myślę, że właśnie natura była jednym z największych bogactw Polanowa. I to się właściwie nie zmieniło. Nadal jest tutaj coś, co daje ludziom poczucie oddechu i spokoju. Wieczorem miasto cichnie jeszcze bardziej. Nad dachami unosi się dym z kominów. Światła odbijają się w mokrym bruku. Z oddali słychać pojedynczy samochód albo szczekanie psa.

Polanów nie próbuje być modnym kurortem ani turystyczną atrakcją z kolorowych folderów. Nie udaje czegoś, czym nie jest. Może właśnie dlatego działa na wyobraźnię.
Historia takich miejsc pokazuje, jak bardzo skomplikowane są losy Pomorza. Tutaj nic nie jest całkowicie czarno-białe. To opowieść o ludziach, którzy tracili swoje domy, i o tych, którzy próbowali stworzyć nowe życie. Polanów jest częścią tej historii.
Nadal można przespacerować się nad zalew, zobaczyć co zostało z „Czerwonego Mostu” i jak wygląda wnętrze kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Wspiąć się na Świętą Górę Polanowską i pomilczeć tam choć chwilę. Kiedy późnym popołudniem mgła znów zaczyna schodzić nad Grabową, miasto wygląda tak, jakby od zawsze należało do ciszy.
A może właśnie z niej zostało zbudowane?




















