Z okazji 760-lecia miasta Muzeum w Koszalinie przygotowało trzy ekspozycje. Historię i sztukę można tu odkryć w średniowiecznych skarbach wystawy „Osiem wieków historii miasta”, w półmroku „Koszalińskiego Koła Czasu” i labiryntach piwnic „Melancholii wędrowca”.
Osiem wieków historii Koszalina
„1266-2026. Od Cussalina przez Cöslin do Koszalina. Osiem wieków historii miasta” to opowieść o mieście, które przez stulecia zmieniało swoje oblicze, zachowując ciągłość miejsca, pamięci i lokalnej tradycji.
– Wystawa prowadzi przez dzieje Koszalina – od średniowiecznej osady i miasta lokacyjnego, przez okres intensywnego rozwoju handlu, rzemiosła i samorządu miejskiego, aż po czasy nowożytne, a dokładnie XVII stulecie. Prezentowane w ramach ekspozycji zabytki, dokumenty, mapy i rekonstrukcje ukazują codzienne życie mieszkańców oraz przemiany przestrzeni miejskiej na tle historii Pomorza – tak koncepcję wystawy, którą można zwiedzać od 22 maja, czyli od Nocy Muzeów, przedstawia Jacek Borkowski, kierownik Działu Archeologii, który – wraz z Joanną Chojecką, dyrektor Muzeum w Koszalinie, kierownikiem Działu Historycznego Krzysztofem Jedynakiem oraz archeologiem dr. Tomaszem Częścikiem – jest kuratorem wystawy.
Już od wejścia na wystawę zwiedzających dobiega dawna muzyka i przebijający się przez nią gwar średniowiecznego grodu: stukot kół na bruku, niezrozumiałe urywki rozmów, śmiech dzieci. Przed oczami ukazują się z kolei narzędzia codziennego użytku i wczesnośredniowieczne skarby znalezione na Pomorzu. Wśród nich ten najbardziej spektakularny – znaleziony 2010 roku w Boninie.

– Odkryty w Boninie skarb z około 1080 roku – depozyt srebrnych monet i ozdób – świadczy o funkcjonowaniu w tym rejonie aktywnych szlaków handlowych oraz o uczestnictwie lokalnych społeczności w szerokim obiegu gospodarczym basenu Morza Bałtyckiego. Pierwsza pisemna wzmianka o villam Cossalitz z 23 października 1214 roku potwierdza istnienie rozwiniętej struktury osadniczej, która w kolejnych dekadach stała się podstawą powstania ośrodka miejskiego – wyjaśnia Jacek Borkowski.
Żeby obejrzeć dalszą część wystawy, trzeba przekroczyć… Bramę Młyńską. Tę widniejącą na herbie Koszalina, na którym jest także kapłan. To biskup Herman von Gleichen, który 23 maja 1266 roku w klasztorze cysterskim w Bukowie Morskim koło Darłowa wydał akt lokacyjny miasta. Koszalin stał się drugim miastem lokowanym przez tego biskupa, po Kołobrzegu. Co istotne, kopię aktu lokacyjnego także można zobaczyć na wystawie.
Kolejnym elementem, który przykuwa uwagę zwiedzających, jest z pewnością animacja, na której można zobaczyć dawny Koszalin. Film powstał z wykorzystaniem narzędzi sztucznej inteligencji w oparciu o rycinę autorstwa Eilhardusa Lubinusa oraz makietę dawnego Koszalina, która również została wyeksponowana na wystawie.
A to ciągle nie koniec artefaktów i zabytków, które czekają na głodnego wiedzy o Koszalinie zwiedzającego. Na wystawie można zobaczyć repliki kamieni granicznych, cegły pamiętające czasy średniowiecznego miasta z odciskami łap zwierząt, czy też kroniki odnotowujące historię miasta. Wśród nich prawdziwy biały kruk – pochodząca z 1765 roku księga autorstwa Christiana Wilhelma Hakena. Można znaleźć w niej m.in. obszerny opis miasta, stanowiący dziś kluczowe źródło do badań nad jego topografią, strukturą społeczną i życiem codziennym w epoce nowożytnej.
Koszalińskie Koło Czasu
Kolejną propozycją Muzeum w Koszalinie, prezentowaną z okazji 760-lecia Miasta Koszalina, jest wystawa pt. „Koszalińskie Koło Czasu”, stworzona przez artystyczny duet Konik Studio – Katarzynę Zimnoch i Pawła Kleszczewskiego. Jest to specjalnie zaaranżowana przestrzeń stanowiąca artystyczną opowieść o pamięci, tożsamości i historii, przedstawiona językiem sztuki współczesnej.

Trzeba tu od razu przyznać, że takiej formy wystawienniczej w Muzeum w Koszalinie jeszcze nie było. – Nie jest to wystawa historyczna w tradycyjnym rozumieniu – mówi Alicja Nowak-Zientarska z Działu Sztuki Współczesnej. – Okazuje się, że o dziejach miasta można opowiadać nie tylko przy pomocy dat, dokumentów i uporządkowanych faktów, ale używając symboli i metafor. Twórcy ekspozycji zdają sobie sprawę, że nie sposób zilustrować ośmiu wieków historii w sposób kompletny i wyczerpujący. Każda narracja historyczna wymaga selekcji wydarzeń i postaci. Jakie kryteria należałoby przyjąć, by tego dokonać? Artyści zachęcają więc do refleksji nad tym, kto decyduje o kształcie historii i jakie mechanizmy wpływają na sposób jej opowiadania. Symboliczny język wystawy pozwala wyjść poza konkretne epoki i odwołać się do doświadczeń uniwersalnych.
Wystawa, składająca się niejako z dwóch części, zachęca zwiedzających do interakcji. Elementów tej ekspozycji można bowiem, a nawet trzeba – w odróżnieniu od innych tradycyjnych wystaw – dotykać.
W jednej części wystawy stoi stół z „Szachami Koszalińskimi”, przy którym zasiadali już starsi i młodsi miłośnicy królowej gier. Rozgrywki odbywają się w atmosferze tajemniczości – pomieszczenia spowite są w półmroku, oświetlone tylko nielicznymi punktowymi źródłami światła. – Ręcznie wykonane i polichromowane figury – na które składają się najważniejsze postaci z historii miasta – rzeczywiste i mityczne – tworzą symboliczną opowieść o regionie. Historia splata się tu z legendą, a powaga z ironią i zabawą – wyjaśnia Alicja Nowak-Zientarska.
W drugiej części stoi olbrzymia maszyna losująca, czyli tytułowe Koszalińskie Koło Czasu. Odważni kręcą nim, żeby wywróżyć sobie różne wersje zdarzeń. Koło podzielone jest na eony, a wśród nich m.in. Cisza, Okean, Święta Góra, Pamięć, czy Zniszczenie. Co oznaczają te hasła? W odczytaniu wróżby pomaga bogato ilustrowana „Księga obrotów i wskazań” z wyjaśnieniami poszczególnych wskazań koła, zawierająca filozoficzne sentencje oraz zadania do wykonania.
Koszalińskie Koło Czasu to jednak coś więcej. To współczesna kunstkamera, inspirowana dawnymi gabinetami osobliwości, która staje się sposobem opowiadania o skomplikowanej historii i tożsamości regionu. Obok muzealnych eksponatów pojawiają się prywatne pamiątki, przedmioty codziennego użytku oraz destrukty. To właśnie te drobne i osobiste przedmioty budują pamięć zbiorową i lokalną tożsamość. Nierzadko przedmioty „niemuzealne” mają większy wpływ na nasze poczucie przynależności niż artefakty o wysokiej wartości historycznej.
W przestrzeni wystawy pojawia się wiele motywów jednoznacznie kojarzących się z Koszalinem – herb z głową św. Jana Chrzciciela przedstawiony w formie neonu, „Ptaki” Hasiora, modele powojennych blokowisk, czy fotografie modernistycznych ikon miasta, takich jak ratusz, amfiteatr czy Saturn. Nie brakuje również odniesień do wzorów jamneńskich i lokalnej kultury materialnej.
To po prostu trzeba zobaczyć!
Melancholia wędrowca
Trzecia wystawa, przygotowana specjalnie z okazji obchodów 760-lecia miasta Koszalina, to gratka dla miłośników malarstwa. – „Melancholia wędrowca” jest zaproszeniem do odbycia wędrówki, do zanurzenia się w nastroju i poczuciu zadziwienia z każdego kolejnego odkrycia. To próba odtworzenia tego niezwykłego uczucia, gdy na strychu lub w piwnicy starego domu znajdujemy pamiątki po zupełnie nieznanych nam osobach lub gdy ruszamy na wyprawę z dala od wytyczonych w przewodnikach szlaków. Gdy odkrywamy coś na własną rękę i z tych drobnych fragmentów cudzych historii budujemy swoją własną – tak w klimat wystawy prowadza jej kurator Wojciech Ciesielski z Działu Sztuki Dawnej.

I faktycznie, wchodząc do ciemnej sali wystawienniczej, można poczuć się jak na babcinym strychu, czy dawno nie odwiedzanej piwnicy starej, opuszczonej kamienicy, w której można natrafić na stare kufry, zniszczone naczynia, starą komodę, fotel z porzuconą, otwartą na przypadkowej stronie książką.
– Obiekty zgromadzone na wystawie w nietypowy sposób opowiadają swoją historię na nowo. Są jak pamiątki z podróży nieznanego nam wędrowca, których znaczenie staramy się odczytać. To nieoczywiste przedmioty odwołujące się co cudzych wspomnień, widoki odległych w czasie lub przestrzeni miejsc, portrety ludzi, których już nie ma – uzupełnia Wojciech Ciesielski.
Sala została podzielona na kilka pomieszczeń, które tworzą swego rodzaju korytarze labiryntu. Błądząc między poszczególnymi komnatami, zwiedzający odkrywają poszczególne obrazy, oświetlone punktowo. Wśród nich pochodzący z 1855 roku „Pejzaż z wiatrakiem” Wojciecha Gersona, „Pejzaż z bawiącymi się dziećmi” z 1860 roku, autorstwa Aleksandra Kotsisa czy „Czeremosz. Rzeka niebieska” namalowany przez Fryderyka Pautscha w 1929 roku.

Te i kilka innych obrazów można obejrzeć dzięki współpracy z Muzeum Narodowym w Szczecinie, które wypożyczyło koszalińskiemu muzeum te dzieła i poprzez ten przyjazny gest włącza się w obchody 760-lecia nadania praw miejskich Koszalinowi. – Wspólna praca pozwoli mieszkańcom miasta zapoznać się nie tylko z rzadko prezentowanymi obiektami przechowywanymi w zbiorach Muzeum w Koszalinie. To także okazja do zobaczenia „na żywo” dzieł wybitnych polskich artystów z przełomu XIX i XX wieku, zgromadzonych w Szczecinie – dodaje kurator wystawy.
Warto tu dodać, że oprócz wymienionych już twórców, do obejrzenia są także prace m.in. Jacka Malczewskiego, Ferdynanda Ruszczyca, Wojciecha Weissa czy Leona Kaplińskiego, którego obraz stał się inspiracją do plakatu towarzyszącego wystawie.




















