Marianowo klasztor w korym mieszkala Sydonia maj 2026 r Temat z okładki

Memento mei: Pamiętajcie o mnie

Fot: Paulina Radziejewska

Z okazji Dnia Sądów w Sądzie Rejonowym w Szczecinku odbyła się inscenizacja procesu Sydonii von Borck – pomorskiej szlachcianki oskarżonej o czary i skazanej w XVII wieku. Scenariusz przygotowała nauczycielka historii, która do pracy nad tą opowieścią zaprosiła młodzież ze Szkoły Demokratycznej Baza w Koszalinie. Dla uczniów nie była to szkolna scenka ani odtworzenie dawnego procesu, lecz spotkanie z historią, która domaga się uważności, pytań i odwagi w myśleniu.

Wszystko, co wydarzyło się później w sali sądowej w Szczecinku, miało swój początek dużo wcześniej – w rozmowach, lekturach, intuicjach i pytaniach, które nie dawały mi spokoju. Z młodzieżą z BAZY, Szkoły Demokratycznej przy ulicy Ogrodowej w Koszalinie, początkowo rozmawialiśmy o filmie, animacji albo krótkim spektaklu. Chcieliśmy opowiedzieć o kobietach posądzanych o czary. Przedstawiłam licealistom kilka takich historii. Spośród nich wybrali Sydonię. Ten wybór bardzo szybko przestał być tylko tematem do opracowania. Pojawiła się sala sądowa w Szczecinku, życzliwość i zaangażowanie pani sędzi Agnieszki Mroczek, możliwość wpisania naszej pracy w obchody Dnia Sądów, a także zgoda Elżbiety Cherezińskiej, by przy pisaniu scenariusza czerpać inspirację z jej powieści „Sydonia. Słowo się rzekło”. Do projektu dołączali kolejni ludzie: pracownicy sądów, osoby pomagające przy strojach, rekwizytach i organizacji. Kama, inicjatorka istnienia BAZY w Koszalinie, własnoręcznie namalowała herb dynastii Gryfitów.

przygotowania przed wystepem NataszaSydonia Zuzia Sedzia Mika wizazystka Temat z okładki
Przygotowania przed występem, Natasza(Sydonia), Zuzia (Sędzia), Mika (wizażystka)

W dniu wydarzenia sala sądowa stała się miejscem opowieści o dawnej niesprawiedliwości, ale też przestrzenią rozmowy o prawie, odpowiedzialności, oskarżeniu i prawach człowieka. Natasza Gnyra wcieliła się w Sydonię, Zuzia Ołoś w sędzinę, Franek Zawiślak w kata Chima, Szymon Bockenhein był narratorem, diabłem i strażnikiem, a Mika Wieliczko odpowiadała za wizaż. Młodzi ludzie weszli w tę historię poważnie, z dużą uważnością i gotowością do pracy.

Jak przyszła do mnie Sydonia

Sydonia von Borck pojawiła się w moim życiu po raz pierwszy w moje czterdzieste urodziny. Przybrała postać wyśmienitego wina podanego w niewielkim hoteliku w Trzebiatowie. Tak nazywała się tamtejsza winnica. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że ta nazwa zostanie ze mną na dłużej i poprowadzi mnie do historii, która zacznie domagać się opowiedzenia.

przygotowania 1 Temat z okładki
Przygotowania przed występem

Później przyszła książka Elżbiety Cherezińskiej. Kupiłam ją sama, wybierając spośród wielu innych, które czekały na przeczytanie. „Sydonia. Słowo się rzekło” otworzyła przede mną nie tylko los jednej kobiety, lecz także cały świat historii zapisanych fragmentarycznie, często z perspektywy tych, którzy mieli władzę, głos i możliwość utrwalenia własnej wersji zdarzeń.

Zaczęłam szukać dalej. Trafiałam na inne lokalne opowieści o kobietach i mężczyznach oskarżanych o czary: Kaśkę Katoliczkę ze Słupska, Elzę ze Szczecinka, rodzinę Butenów ze Szczecinka, Klotze, Rutze, żonę Asmusa, Strenge, Stretze, Regenę, Paulę Bemin, Schachte, Annę Burken czy Michała Woickego, który dzięki kontaktom i pieniądzom miał uniknąć śmierci na stosie. Im głębiej wchodziłam w te ślady, tym wyraźniej widziałam, że nie chodzi o sensację. Chodzi o człowieka zamkniętego w cudzym osądzie.

Marianowo klasztor w korym mieszkala Sydonia maj 2026 r 1 Temat z okładki
Marianowo, klasztor, w kórym mieszkała Sydonia, maj 2026 r.

Jako nauczycielka historii nie potrafię traktować źródeł jak prawdy raz na zawsze ustalonej. Dokumenty są ważne, ale powstawały w konkretnych czasach, pod wpływem konkretnych ludzi, ich przekonań, interesów, lęków i języka. Historia wymaga czytania pomiędzy słowami. Nie po to, by dowolnie ją zmieniać, ale by uczciwie pytać, czego w niej zabrakło i czyj głos nie został dopuszczony do opowieści. Dlatego pojechałam do Marianowa, Stargardu, Pęzina, Starogardu Łobeskiego i Reska. W planach mam również spacer po szczecińskich miejscach związanych z Sydonią. Chciałam zobaczyć przestrzeń, w której żyła. Usiąść nad jeziorem w Marianowie, spojrzeć na mury klasztoru, poczuć odległość między zapisem historycznym a miejscem, które nadal istnieje. Takie doświadczenie nie daje gotowych odpowiedzi, ale pomaga zadać lepsze pytania.

Kobieta wpisana w cudzy wyrok

zamek w Pedzinie wlasnosc von Borckow sprzedana joanitom maj 2026 r Temat z okładki
Zamek w Pędzinie, własność von Borcków sprzedana joanitom, maj 2026 r.

Sydonia von Borck pochodziła z jednego z najstarszych i najbardziej znaczących rodów Pomorza. Źródła przedstawiają ją jako kobietę wykształconą, ambitną, piękną, ale też kłótliwą, upartą i niewygodną. To właśnie te określenia stały się dla mnie ważne. Bo kto je zapisał? W jakim celu? Z jakiej pozycji? Według przekazów Sydonia była zaręczona z Ernestem Ludwikiem z dynastii Gryfitów. Po zerwaniu zaręczyn książę poślubił Zofię Jadwigę, księżniczkę brunszwicką, uznawaną za korzystniejszą partię. Sydonia miała wówczas rzucić klątwę na ród Gryfitów, zapowiadając jego wymarcie w ciągu pół wieku. Ten motyw później powrócił jako jeden z elementów oskarżenia.

Po śmierci rodziców Sydonia i jej siostra Dorota zostały zależne od brata Ulricha, który niechętnie dzielił się majątkiem. Sydonia przez lata walczyła o należne jej dobra. Wynajmowała pokoje i skromne domy, przemieszczała się między Stargardem, Krępcewem, Reskiem czy Chociwlem, korzystała z gościny krewnych, z czasem coraz mniej chętnie jej udzielanej. Nie wyszła za mąż. Ubożała. Traciła oparcie. Jej relacje z otoczeniem stawały się coraz trudniejsze. W wieku 57 lat trafiła do klasztoru w Marianowie, przystosowanego na dom dla szlacheckich panien. Tam także nie znalazła spokoju. Z racji wieku została zastępczynią przełożonej, ale od początku nie cieszyła się sympatią współmieszkanek. Konflikty narastały. Sydonia budowała swój osobny świat, a każde jej zachowanie mogło zostać użyte przeciwko niej. Kiedy miała 72 lata, została oskarżona o czary. Proces zakończył się tragicznie. Postawiono jej 74 zarzuty i sprowadzono 50 świadków. Początkowy wyrok przewidywał tortury i spalenie żywcem. Ze względu na szlacheckie pochodzenie karę zamieniono na ścięcie mieczem i spalenie ciała.

Marianowo klasztor maj 2026 r Temat z okładki
Marianowo, klasztor, maj 2026 r.

Przygotowania, które były lekcją

Pisząc scenariusz, skupiłam się na przebiegu procesu i tortur. Nie chciałam tworzyć sensacyjnego widowiska. Zależało mi na tym, by młodzież zrozumiała, że za każdą historyczną postacią stoi człowiek: ze swoim lękiem, gniewem, samotnością, nadzieją i bezradnością wobec systemu, który już wcześniej ustawił go w roli winnego.
Praca nad inscenizacją wymagała od uczniów więcej niż zapamiętania tekstu. Musieli wejść w kontekst epoki, zrozumieć język oskarżenia, zobaczyć mechanizmy działania sądu, ale też oswoić emocje, które pojawiały się w trakcie przygotowań. Były momenty zapału, ale też zmęczenia, niepewności i zwątpienia. Przy takim projekcie zawsze przychodzi chwila, w której trzeba zdecydować, czy idziemy dalej.

Dla mnie jako nauczycielki szczególnie ważne było to, że młodzież nie tylko wykonywała zadania. Oni współtworzyli ten proces. Uczyli się cierpliwości, konsekwencji, kompromisu i odpowiedzialności za wspólną pracę. Zdarzało się, że kiedy ja przychodziłam do nich z obawą, czy uda nam się wszystko doprowadzić do końca, to oni stawiali mnie na nogi. W tym sensie ta praca była obustronna. Ja prowadziłam ich przez historię, ale oni przypominali mi, że zaufanie do młodych ludzi ma sens.

Zakonczenie nagrody podziekowania Temat z okładki
Zakończenie, nagrody podziękowania

Inscenizacja w sądzie była zwieńczeniem wielu rozmów, prób, poszukiwań i decyzji. Pokazała, że historia może być przeżyciem intelektualnym i emocjonalnym jednocześnie. Nie musi kończyć się na zapisie w podręczniku. Może stać się przestrzenią, w której młody człowiek pyta: kto miał głos, kto go nie miał, dlaczego komuś uwierzono, a kogo uznano za niewiarygodnego jeszcze przed rozpoczęciem procesu.

Po co pamiętać

Sydonia jest dla mnie jedną z tych postaci, które wracają, bo ich historia nie została domknięta. Nie chodzi o to, by po wiekach wydać nowy wyrok ani zbudować prostą opowieść o niewinnej ofierze i złych oskarżycielach. Ważniejsze jest pytanie o mechanizm: jak rodzi się osąd, jak działa plotka, jak łatwo społeczność potrafi odsunąć osobę, która nie pasuje do oczekiwań. Wielka historia zbyt często opowiadała o wojnach, władzy, decyzjach możnych i datach, które układają się w porządek podręczników. W cieniu tych wydarzeń zostawały historie kobiet, ludzi zależnych, samotnych, niewygodnych, pozbawionych wpływu na to, jak zostaną opisani. Sydonia pozwala o nich mówić. Przypomina, że pamięć nie jest ozdobą historii, lecz zobowiązaniem. Dla młodzieży z Koszalina udział w tym projekcie był doświadczeniem pracy z trudnym tematem, ale też lekcją odpowiedzialności za słowo i gest. Dla widzów – okazją, by zobaczyć, że dawne procesy o czary nie są jedynie odległą ciekawostką. Mówią również o nas: o naszych ocenach, lękach, uproszczeniach i o tym, jak szybko potrafimy uwierzyć w cudzą winę.

Po to wracamy do takich historii? Nie po gotową pointę. Po większą uważność. Po świadomość, że za każdym aktem oskarżenia stoi człowiek, którego łatwo stracić z oczu. I po pamięć, która nie pozwala spokojnie przejść obok krzywdy tylko dlatego, że wydarzyła się dawno temu. Memento mei – pamiętajcie o mnie. To zdanie zostaje ze mną najmocniej. Bo historia Sydonii, opowiedziana przez młodzież w sali sądowej, nie była zamknięciem przeszłości. Była próbą przywrócenia głosu komuś, komu głos odebrano. I przypomnieniem, że dobra lekcja historii zaczyna się wtedy, gdy przestajemy pytać wyłącznie o datę, a zaczynamy pytać o człowieka.