Koszalin ma swoją pamięć – rozproszoną w fotografiach, dokumentach i opowieściach mieszkańców. Zbierana latami, porządkowana i opowiadana na nowo, staje się czymś więcej niż archiwum – tworzy żywą kronikę miasta. Archiwum Państwowe zatrzymuje historie bardziej intymne – bliższe codzienności niż wielkim wydarzeniom. Z Katarzyną Królczyk, dyrektor Archiwum Państwowego w Koszalinie, rozmawiamy o książkach, które budzą wspomnienia, o mieszkańcach szukających swoich korzeni i o tym, dlaczego historia Koszalina wciąż się dopisuje.
Spośród wielu działań promujących działalność Archiwum Państwowego, to właśnie wydawnictwa zdają się być tymi, które utrwalają – na lata – historie, te lokalne, z naszego podwórka, tak bliskie, a jednocześnie tak ulotne. Jakie do tej pory książki i opracowania wydało archiwum i jakimi kryteriami kieruje się dobierając tematykę?
Każda książka zaczyna się od momentu, kiedy w dokumentach pojawia się historia, którą warto opowiedzieć dalej. Wśród najważniejszych wydanych przez nas publikacji są tytuły, które na stałe wpisały się w opowieść o Koszalinie. To m.in. „Kryminalny Koszalin” – książka łącząca narrację literacką i historyczną, w której fikcyjna opowieść przeplata się z autentycznymi wątkami kryminalnymi i materiałami archiwalnymi, pokazując mniej oczywiste oblicze miasta.

„Nieznane twarze Koszalina. Miejsca, których już nie ma” to album prezentujący miejsca i obiekty, które istniały przed 1945 rokiem i nie zachowały się do dnia dzisiejszego – ukazane na podstawie fotografii, pocztówek i dokumentów archiwalnych.
„200 twarzy Koszalina” przedstawia miasto poprzez jego architekturę i detale urbanistyczne, tworząc wizualną opowieść o przemianach przestrzeni.
Opracowania kartograficzne – „Mapy i plany Koszalina do 1945 roku” oraz „Mapy i plany Koszalina po 1945 roku” – porządkują i udostępniają unikatowe materiały ukazujące rozwój miasta w różnych okresach historycznych.
Szczególne miejsce zajmuje publikacja „Zygmunt Wujek. Artysta nietypowy”, poświęcona wyjątkowemu artyście związanemu z Koszalinem, którego twórczość na trwałe wpisała się w lokalną przestrzeń kultury.
Warto wspomnieć także o albumie „Krzysztof Sokołów. Fotograf mówi zdjęciami”, który dokumentuje Koszalin od połowy lat 80. do przełomu lat 90. i roku 2000 – pokazując miasto w okresie intensywnych przemian społecznych i przestrzennych.
Dobór tematów bardzo często zaczyna się od archiwaliów – od pojedynczego dokumentu, fotografii czy mapy, które potrafią uruchomić całą historię. To właśnie w zasobie archiwum najczęściej kryje się pierwszy impuls do powstania książki. My później porządkujemy te tropy, nadajemy im kształt i formę, która może trafić do współczesnego czytelnika.
Kto inicjuje te pomysły – archiwum czy autorzy z zewnątrz?
To zawsze spotkanie dwóch stron. Jeśli to my w archiwum trafiamy na materiał, który zaczyna układać się w opowieść – fotografię, dokument czy mapę – wówczas najczęściej autorami publikacji są nasi pracownicy, którzy na co dzień pracują z tymi źródłami i najlepiej potrafią je przełożyć na historię. Zdarza się też, że przychodzą do nas autorzy z zewnątrz – historycy, regionaliści czy pasjonaci – z gotowym pomysłem, który wspólnie rozwijamy i który staje się początkiem książki. W obu przypadkach punkt wyjścia jest ten sam: archiwalia, które uruchamiają opowieść o mieście.
Czy są książki, na które mieszkańcy czekają szczególnie?
Są takie publikacje, które bardzo szybko znikają z półek – i to zawsze najlepszy sygnał.
Największym zainteresowaniem cieszą się opowieści o codziennym życiu: dawne ulice, szkoły i miejsca, które mieszkańcy pamiętają, choć dziś wyglądają już inaczej lub po prostu nie zachowały się do naszych czasów. Coraz częściej pojawia się też potrzeba odkrywania własnych rodzinnych historii i lokalnych korzeni.
Dlatego tak dobrze została przyjęta książka „Nieznane twarze Koszalina. Miejsca, których już nie ma”. Dotyka ona nie tylko przestrzeni miasta, ale też pozwala mieszkańcom odkryć historię miejsc, które do tej pory były im często nieznane. Pokazuje Koszalin, jaki istniał kiedyś – taki, który w wielu przypadkach nie zachował się już do dnia dzisiejszego.
Kolejnym przykładem bardzo ciepło przyjętej publikacji jest „Krzysztof Sokołów. Fotograf mówi zdjęciami”. To opowieść o nie tak odległej przeszłości – od połowy lat 80. do przełomu lat 90. i roku 2000 – kiedy wielu mieszkańców może odnaleźć miejsca dobrze znane, bliskie i wciąż obecne w pamięci.
Te publikacje pokazują też coś ważnego – że historia nie musi być bardzo odległa, żeby była ciekawa. Czasem wystarczy kilka dekad, żeby zmieniło się całe miasto, a jednocześnie pozostało ono wciąż rozpoznawalne dla mieszkańców.

Co ważne, nawet jeśli dana publikacja nie jest już dostępna w wersji papierowej, każdorazowo udostępniamy ją również w formie cyfrowej na stronie internetowej Archiwum Państwowego w Koszalinie, tak aby każdy zainteresowany mógł do niej sięgnąć bez ograniczeń.
Dlaczego warto sięgać po wydawnictwa regionalne?
To książki, które bardzo często zaczynają się od słowa „pamiętam”. I właśnie pamięć jest ich największą wartością. Wydawnictwa regionalne mają w sobie coś wyjątkowego – nie są tylko publikacjami, ale próbą zatrzymania świata, który już odszedł lub zmienił się nie do poznania. To historie miejsc, ludzi, pierwszych osadników i codzienności, które dziś często istnieją już tylko w dokumentach i wspomnieniach.
Koszalin, jaki znamy dzisiaj, w dużej mierze zaczął kształtować się po 1945 roku. To miasto budowane od nowa przez ludzi, którzy przyjechali tu z różnych stron, niosąc ze sobą własne historie i doświadczenia. Archiwa Państwowe przejmują i zabezpieczają zarówno dokumentację wytworzoną przez administrację publiczną, jak i zbiory prywatne, które mieszkańcy powierzają jako część swojej rodzinnej historii. To spotkanie tych dwóch światów daje pełniejszy obraz przeszłości. Dlatego wydawnictwa regionalne są tak istotne – pozwalają wydobyć z archiwów to, co najbliższe człowiekowi.
Nad czym obecnie pracuje archiwum?
Wspólnie ze Stowarzyszeniem Ananas pracujemy nad książką „Koszaliński modernizm”. To opowieść o powojennym Koszalinie widzianym przez architekturę – o budynkach, które mijamy na co dzień, często nie znając ich historii.
Promocję książki planujemy na początek grudnia i połączymy ją z obchodami Dnia Darczyńcy – momentu, w którym dziękujemy wszystkim osobom przekazującym do archiwum swoje rodzinne pamiątki.
Jak wygląda praca nad publikacją „od kuchni”?
Wszystko zaczyna się u nas – i wszystko kończy się u nas. Nie korzystamy z zewnętrznych wydawnictw. Każda publikacja powstaje w archiwum od pierwszego pomysłu aż po gotowy egzemplarz. Najczęściej autorami są pracownicy archiwum albo publikacje powstają pod ich redakcją. Korektą i redakcją zajmuje się Joanna Wyrzykowska, a opracowanie graficzne i layout tworzą Mariusz Król oraz Łukasz Waberski.
Można powiedzieć, że tworzymy stały, sprawdzony zespół, który nadaje książkom rozpoznawalny styl.
Co, przy okazji jubileuszy miasta, warto szczególnie ocalić od zapomnienia?
Najbardziej – ludzi. Bo Koszalin nie jest tylko przestrzenią zbudowaną z ulic i budynków, ale przede wszystkim z historii tych, którzy tu przyjechali po 1945 roku i zaczęli wszystko od nowa. To ich wspomnienia, fotografie i codzienność tworzą prawdziwy obraz miasta.
Jubileusz to moment, w którym uczymy się rozumieć, jak bardzo przeszłość wpływa na teraźniejszość. Każde miasto ma swoją pamięć – rozproszoną w prywatnych archiwach i rodzinnych historiach. Rolą takich rocznic jest tę pamięć zebrać i nadać jej wspólny sens.
Czy Archiwum Państwowe jest miejscem tylko dla pasjonatów historii?
Nie – i bardzo zależy nam, żeby tak nie było. Archiwum to miejsce dla każdego. Dla osób szukających rodzinnych korzeni, dla mieszkańców ciekawych swojego miasta, dla młodych ludzi, którzy chcą zrozumieć miejsce, w którym żyją. Bo historia nie jest tu zamknięta w teczkach – ona wciąż się dzieje i czeka, żeby ją odkryć.




















