Jest coś szlachetnego w imprezach poświęconych debiutantom. Nieznane nazwiska, często utykające jeszcze realizacje (choć zdarzają się i olśnienia), komercyjnie słaby potencjał. Udział w wydarzeniu, gdzie nie sukces i sława są pierwszorzędne, ale za to można być świadkiem narodzin wybitnych osobowości – bezcenny. Tym bardziej cieszy, że w Koszalinie mamy aż trzy festiwale poświęcone początkującym twórcom: dwa teatralne i jeden filmowy. Każdy o innym zasięgu, skali i w odmiennym formacie, ale wszystkie istotne dla miasta i ważne w ogólnopolskich przestrzeniach.

Trudno nie uśmiechnąć się nad jednym z najbardziej znanych zdjęć z archiwum Koszalińskiego Festiwalu Debiutów Filmowych „Młodzi i Film” (MiF), na którym zaaferowana Agnieszka Holland ogląda Wielkiego Jantara za „Aktorów prowincjonalnych”. Jest rok 1979, reżyserka ma około trzydziestu lat, a film jest jej fabularnym debiutem pełnometrażowym. Za rok odbierze za niego nagrodę FIPRESCI na canneńskim festiwalu, a przez kolejne lata zdobędzie kilkadziesiąt innych nagród i nominacji na wielu prestiżowych polskich i międzynarodowych festiwalach i zyska status jednej z najważniejszych polskich i europejskich reżyserek filmowych. Na zdjęciu obok siedzi jej równolatek, Jerzy Stuhr, nieżyjący już, wybitny polski aktor – Jantara 79 dostał za rolę w „Amatorze” Krzysztofa Kieślowskiego.
Debiuty pięciu dekad
Lista laureatów-debiutantów z pierwszych lat MiF jest imponująca: Krzysztof Zanussi – „Iluminacja” (1973), Krzysztof Kieślowski – „Personel” (1975), Filip Bajon – „Aria dla atlety” (1979), Marek Koterski – „Dom wariatów” (1984), Magdalena Łazarkiewicz „Ostatni dzwonek” (1989). Dziś: kanon polskiego kina.
W kolejnych latach Wielkie Jantary na MiF zdobyli m.in.: Witold Adamek, Dariusz Gajewski, Xawery Żuławski, Grzegorz Pacek, Krzysztof Skonieczny, Magnus von Horn, a w konkursie głównym startowali i dostawali nagrody m.in.: Jan P. Matuszyński, Sławomir Fabicki, Marcin Wrona, Maria Sadowska, Łukasz Palkowski. Jeszcze ciekawsza lista powstałaby, gdyby wyłuskać debiuty z tysięcy krótkich metraży czy wcześniejszego konkursu etiud studenckich, bo nierzadko prezentujący filmy w tym bloku za kilka lat pojawili się w konkursie fabuł lub na dużym ekranie, jak choćby Agnieszka Smoczyńska, Anna Kazejak, Bartosz Paduch, Leszek Dawid, Izabela Plucińska, Jan Holoubek, Paweł Maślona, Piotr Domalewski, Bartosz Kruhlik czy Damian Kocur. Im więcej czasu mija, tym większe wrażenie te zestawienia robią, bo przecież w momencie, gdy dzisiejsi mistrzowie pokazywali swoje pierwsze filmy w Koszalinie, byli równi obecnym debiutantom.

Pierwsza edycja festiwalu pn. I Międzynarodowe Spotkania Filmowe „Młodzież na ekranie” odbyła się w 1973 roku. Debiuty nie były jeszcze w centrum programu, ale młodzi twórcy i odbiorcy jak najbardziej. Stąd w 1974 roku w nazwie pojawił się zwrot „Młodzi i Film” wymyślony przez goszczącą w Koszalinie aktorkę, Maję Komorowską.
Historia MiF jest burzliwa, odzwierciedla przy tym zasady funkcjonowania polskiej branży filmowej ostatniego pięćdziesięciolecia oraz warunki dla debiutu w różnych okolicznościach polityczno-społecznych. Jest też niezwykłą wręcz kroniką nazwisk i tytułów filmowych, ma wiele zwrotów akcji i prawdziwy cliffhanger – po 1989 roku MiF został anulowany. Polska przechodziła transformację, impreza tych zmian nie uniosła. W 1999 roku festiwal został reaktywowany (ciekawostka: nagrodę specjalną jury młodych za swój debiut fabularny, „Małżowinę”, dostał wtedy Wojciech Smarzowski). W 2000 roku miał jedynie charakter przeglądu (bez konkursu) i odbył się cudem, a jego los znów zawisł na włosku. Kryzys na szczęście minął i MiF na dobre wrócił na tory. Przez kilka lat miał wymiar międzynarodowy (miewał go też wcześniej), a od 2007 roku skupia się wyłącznie na polskiej kinematografii.
W czerwcu 2026 roku odbędzie się po raz 45. Jest dziś największą imprezą koszalińską, najstarszym polskim festiwalem poświęconym młodemu kinu i jednym z najważniejszych dla filmowego środowiska.

– (…) Przyciąga ludzi, promuje miasto i branżę, prezentuje i kształtuje osobowości twórcze – mówi Paweł Strojek, dyrektor MiF i Centrum Kultury 105, w rozmowie z Piotrem Pawłowskim na łamach „Almanachu Kultury Koszalińskiej 2025”. – Ludzie kina często sami mówią, że Koszalin to miejsce ich narodzin artystycznych. „Młodzi i Film” to impreza, bez której trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie kinematografii polskiej.
Przez korytarze wspomnianego Centrum Kultury 105 (wcześniej Miejskiego Ośrodka Kultury), ulice Koszalina i nadmorskie plaże przewinęły się chyba wszystkie znane nazwiska polskiej kinematografii – aktorzy, scenarzyści, operatorzy, reżyserzy, montażyści, autorzy muzyki, ale też krytycy filmowi i dziennikarze. Wielu z nich wraca do Koszalina po latach – albo dekadach – z sentymentem i wspomnieniami z czasów, kiedy stawiali pierwsze kroki na planach filmowych, by dzielić się doświadczeniem z młodszym pokoleniem kolegów po fachu, z retrospektywami albo z czystej sympatii. Głównymi bohaterami festiwalu niezmiennie są jednak debiutanci i młodzi ludzie po obu stronach ekranu.
– Z dumą mogę powiedzieć, że największą grupę [widzów] stanowią uczniowie, studenci, młodzież – podkreśla Paweł Strojek w cytowanej rozmowie. – To wydarzenie organizowane z myślą o tym właśnie środowisku; to czuje się podczas każdego spotkania. Naturalną publicznością dla debiutujących są koleżanki i koledzy z branży filmowej. Część widzów przyjeżdża do Koszalina, żeby zobaczyć, co inni zrobili przez ostatni rok. Ten rodzaj prezentacji ma najbardziej pożyteczny charakter.

W programie MiF obecnie są cztery konkursy: pełnometrażowych debiutów fabularnych, krótkometrażowych debiutów filmowych (fabularnych, dokumentalnych i animowanych), pełnometrażowych debiutów dokumentalnych oraz Teatrotek. Zgłoszenia napływają w setkach, w konkursach ląduje kilkadziesiąt. Na nagrody – Jantary i inne – liczą wszyscy, ale trafiają do kilkunastu osób. Każdy, kto choć raz gościł na gali wręczenia nagród MiF, wie, jak ogromne emocje budzą nawet wyróżnienia, nie mówiąc o głównych laurach. Ten koszaliński stempel jakości jest dla debiutantów bardzo ważny, motywuje do rozwoju, a czasem otwiera drzwi do kolejnych realizacji. Pięknie powiedział laureat Wielkiego Jantara 2023 za „Chleb i sól” Damian Kocur: – Jestem szczęśliwy i wdzięczny, dziękuję wszystkim przed i za kamerą. Dziękuję jury, bo wiem, jak trudno oceniać film będący dyscypliną, której nie da się w żaden sposób zmierzyć. Żaden z moich wcześniejszych filmów nie otrzymał w Koszalinie nagrody, a mówię o tym tylko dlatego, żeby przekazać młodszym kolegom, być może rozczarowanym, że dziś ich nazwisko podczas gali rozdania nagród nie padło, żeby nie próbowali zadowalać innych, wierzyli, że źródło jest w nich i żeby siebie słuchali.

W ostatnich latach w programie MiF pojawiło się też mnóstwo wydarzeń branżowych, środowiskowych, adresowanych stricte do początkujących filmowców poszukujących konkretnych praktycznych wskazówek zawodowych. To rodzaj forum, w którym mogą się spotkać ze sobą, ale też ze starszymi kolegami, przedstawicielami różnych gałęzi polskiego przemysłu filmowego. Organizowane są dla nich spotkania poświęcone produkcji filmowej i telewizyjnej, scenariuszom, budżetowaniu kina, networkingowi, są kąciki eksperckie, konsultacje, prezentacje, debaty. Organizatorzy MiF wskazują, że to kierunek rozwoju na przyszłe lata festiwalu.
Równie ważne są spotkania z widzami. Te w kuluarach i podczas legendarnych dyskusji „Szczerość za szczerość” (tę nazwę z kolei wymyślił nieodżałowany Zygmunt Kałużyński). Co prawda w porównaniu z dawnymi czasami straciły pazur, ale wciąż są okazją do interesującej rozmowy. Dla widzów możliwością ekspresji odbiorczej, dla twórców zderzenia z bezpośrednią opinią, a czasem… ziemią.

– To niezwykle ważne, zwłaszcza dla debiutantów, którzy najczęściej w Koszalinie, bo tak festiwal jest pomyślany przez Stowarzyszenie Filmowców Polskich, pierwszy raz prezentują swój film, spotykają się z widzami i konfrontują swoje zamierzenia i założenia z odbiorem publiczności – mówi Paweł Strojek. – (…) Widz i twórca mają takie same punkty wyjścia, różne są konteksty i odniesienia. Zdarzają się dyskusje zacięte, ale nie ma krytykanctwa, które mogłoby urazić czy zniechęcić. Moderatorzy tych spotkań nikogo przed niczym nie chronią, starają się jedynie, żeby rozmowy, toczone w luźnej atmosferze, przebiegały w sposób konstruktywny i twórczy.
Złagodzenie żywiołu dyskusji to trochę znak czasów nie tylko w sensie intelektualnym, ale też powidok wykreowania festiwalu jako przestrzeni przyjaznej i bezpiecznej dla początkujących filmowców. Swoboda, plaża dla ukojenia artystycznych nerwów albo długich rozmów po zachodzie słońca (oczywiście o kinie), kontakty bez barier – to nieformlne punkty programu MiF. Określenie „bez krawata” tak przylgnęło do koszalińskiego festiwalu, że nawet prominentni goście uznają pojawienie się z tym elementem garderoby za afront. Czy ma to znaczenie dla debiutantów? Być może. Ważne, by brak czerwonych dywanów nie oznaczał braku ich twórczego niepokoju.

Debiuty w każdym wieku
Najmłodszy w zestawieniu Festiwal Debiutów w Monodramie „Strzała Północy”, organizowany przez Stowarzyszenie Teatr Propozycji „Dialog”, odbył się w październiku 2025 roku po raz trzynasty. Jego pomysłodawcą oraz wieloletnim dyrektorem artystycznym jest Marek Kołowski, twórca teatralny związany z Teatrem „Dialog” (w latach 1997-2000 jego prezes), obecnie członek rady artystycznej festiwalu i dyrektor honorowy.

W pierwotnym zamyśle festiwal miał być przeglądem ogólnopolskim, ze szczególnym ukłonem w stronę scen z wybrzeża (stąd w nazwie Strzała Północy). – Pomyślałem jednak, że lepiej byłoby zamiast kolejnego festiwalu monodramu zorganizować festiwal debiutów w tym gatunku – mówi Waldemar Miszczor, prezes Stowarzyszenia Teatr Propozycji „Dialog” i członek rady artystycznej festiwalu. – Takiego wydarzenia w przestrzeni teatralnej nie było, a poza tym koncepcja świetnie wpisywała się w status Koszalina jako miasta debiutów. Od pięciu lat nazwa festiwalu jest krótsza i bardziej eksponuje ten jego aspekt (pierwotnie brzmiała: Koszalińskie Ogólnopolskie Dni Monodramu – Debiuty – red.).
Istotnym wsparciem dla Marka Kołowskiego w tworzeniu festiwalu był Wiesław Gieras, znawca monodramu, m.in. organizator Wrocławskich Teatrów Jednego Aktora. W pierwszej edycji w konkursie poza spektaklami znalazły się słuchowiska radiowe. W drugiej, której jurorką była legenda teatru tańca, Ewa Wycichowska, pojawił się i zadomowił na lata „choreomonodram”.

Wydawałoby się, że niszowa ze względu na temat i kameralna impreza pozostanie gratką dla koneserów sztuki teatralnej. Nie dość, że monodramy, to jeszcze debiuty – kto będzie oglądać nieznanych aktorów siłujących się z hermetycznym gatunkiem? A jednak. Zainteresowanie od początku było spore, w ostatnich latach „monodramy” stały się jednym z najważniejszych jesiennych wydarzeń kulturalnych w Koszalinie. Wejściówki rozchodzą się szybko, sala w Domku Kata (czasem też Bałtyckiego Teatru Dramatycznego i Centrum Kultury 105) zapełnia się nierzadko do ostatniego miejsca. Festiwal ma stałych widzów, zbiera świetne recenzje. Finansowany jest przez miasto. W ubiegłym roku udało się zdobyć niewielką dotację z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, ale budżet od lat pozostaje niewielki.

Od kilku lat rośnie też liczba zgłoszeń – do ostatniej edycji napłynęło ich kilkadziesiąt, zainteresowanie tegoroczną już jest, choć festiwal odbywa się pod koniec października. Wśród chętnych są twórcy indywidualni, teatry instytucjonalne, miejskie, ale też grupy nieformalne czy stowarzyszenia z całej Polski. Zdarzają się i zagraniczne. – W przeciwieństwie do naszego, wiele festiwali związanych z monodramami, z różnych powodów, nie przetrwało, inne tracą rozpęd i znaczenie. Siłą rzeczy koszaliński stał się nowym adresem dla twórców podejmujących rywalizację z teatrem jednego aktora – mówi Waldemar Miszczor.
Do udziału w konkursie Teatr Dialog zaprasza twórców, którzy zadebiutowali w monodramie w czterech kategoriach: aktorskiej, reżyserskiej, dramaturgicznej i (lub) choreograficznej, bez względu na datę ich premiery. Turniej ma formę otwartą i mogą w nim rywalizować jednoosobowe przedstawienia zgłoszone przez instytucje kultury, stowarzyszenia, niezależne grupy artystów, a także monodramy zgłoszone przez indywidualnych twórców, teatry dramatyczne, tańca, radia i telewizji.

Słowo debiut kojarzy się co prawda z młodością, jednak metryki debiutantów w monodramie – podobnie jak w przypadku tych filmowych – bywają różne. W Koszalinie pojawiają młodzi artyści, ale i twórcy, którzy dopiero po nabraniu doświadczenia scenicznego decydują się zmierzyć z jednym z najtrudniejszych gatunków scenicznych.
Selekcja nie jest łatwa, zwłaszcza w obfitych ostatnio latach. Poza opisem spektaklu zgłaszający przesyłają obszerne fragmenty video swojej propozycji. Rada artystyczna po zapoznaniu się ze wszystkimi wybiera sześć konkursowych. Raczej zgodnie, choć nie bez dyskusji. To co finalnie pojawia się na scenie Dialogu, jest w pewnym sensie niespodzianką, bo dopiero na żywo spektakle pokazują swój właściwy potencjał. Poza główną nagrodą – statuetką „Strzała Północy” – przyznawaną przez jury, jest też nagroda publiczności, a także wyróżnienia, które mogą dotyczyć różnych elementów spektakli: muzyki, choreografii, aktorstwa.
Ci najbardziej rokujący otrzymują dyplom „Uwaga! Nadzieja” wymyślony przez Wiesława Gierasa w czasie drugiej edycji festiwalu. Jako pierwsza tytuł otrzymała Maja Wolska pochodząca z Sianowa, wówczas uczennica II Liceum Ogólnokształcącego w Koszalinie, podopieczna Studia im. Ziembińskich za monodram „Chodzenie po linie” w reżyserii Ewy Czapik-Kowalewskiej (nie brał udziału w konkursie). Dziś Maja, absolwentka aktorstwa Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie, ma na koncie udział w kilkunastu serialach telewizyjnych i filmach – zagrała m.in. w „Weselu” (z 2021 roku) czy „Domu dobrym” Wojciecha Smarzowskiego, możemy ją oglądać w serialu TVN „Na Wspólnej” i produkcji HBO Max „Piekło kobiet”. Nadzieja to zatem spełniona.

– Nasi laureaci odnoszą sukcesy – potwierdza Waldemar Miszczor. – Wystarczy wspomnieć Daniela Salmana, etatowego aktora Teatru im. Juliusza Osterwy w Lublinie, który w 2024 roku wystąpił w Koszalinie z „Sonatą Kreutzerowską”, a teraz występuje już z trzecim zdaje się monodramem na polskich scenach. Podobnie ubiegłoroczna laureatka festiwalu, Zuzanna Wiatr. Po odebraniu nagrody za spektakl „Dziewictwo, osobna kategoria istot zamkniętych” mogła powalczyć o grant unijny, dzięki któremu realizuje swój kolejny projekt artystyczny. Udział w naszym festiwalu, a tym bardziej nagrody, bywają furtką do rozwoju zawodowego, a na pewno dodaje wiatru w żagle.
Scena dla początkujących
Koszalińskie Konfrontacje Młodych „m-teatr” nie mają w nazwie słowa debiut, ale za to słowo, które niejako przynależy do przymiotów młodości. W dawnym logo festiwalu widniała nawet czerwona pięść, zapowiadająca, że wchodzimy w obszar walki i może nas coś – artystycznie – uderzyć. No i końcu, że będziemy się tu czymś wymieniać: słowem, myślą albo reakcją.
Pomysłodawca imprezy i jego dyrektor artystyczny (wyłączając edycję w 2023 roku), Piotr Ratajczak wspominał, że jedną z inspiracji był dla niego KFDF „Młodzi i Film”. Skoro Koszalin może być miastem debiutów filmowych, czemu i nie teatralnych? Wymyślił więc festiwal młodej reżyserii, jedyny taki w Polsce wtedy, i do dziś jeden z niewielu oddających głos twórcom w teatrze początkującym. Debiut ma tu wymiar umowny, bo w teatrze inaczej niż w filmie, jest ich przede wszystkim znacząco mniej. Złożenie konkursu tylko z produkcji dotyczących danego roku byłoby niemożliwe, a selekcja z kilku lat wciąż karkołomna. Regulamin zakłada więc, że „m-teatr” jest „konkursowym przeglądem spektakli młodych twórców – reżyserów, którzy w swoim dorobku mają do dziesięciu realizacji na scenach teatrów repertuarowych” (w pierwszej edycji mogły to być cztery realizacje) i dalej: „Celem Festiwalu jest prezentacja i promocja najmłodszego pokolenia polskich twórców teatralnych”.
Pierwsza edycja wtargnęła w życie Bałtyckiego Teatru Dramatycznego w 2010 roku i do teraz „m-teatr” pozostał nie tylko cyklicznym wydarzeniem tej koszalińskiej sceny, ale też jednym z najważniejszych i najbardziej cenionych wydarzeń miejskich. Paweł Sztarbowski w „Almanachu 2011” pisał: „Koszalińskie Konfrontacje Młodych »m-teatr« ruszyły i od razu stały się dla młodych reżyserów miejscem ważnym. Jeśli festiwal zadomowi się w tym mieście, to jest szansa, że dorocznie wyłaniała się będzie z niego paleta najciekawszych, najbardziej płodnych zjawisk teatralnych. (…) Może właśnie dzięki koszalińskiemu festiwalowi wśród najmłodszych reżyserów pojawi się prawdziwa potrzeba konfrontacji, a dla dyrektorów teatrów będzie to zachęta do podejmowania ryzyka i umożliwiania debiutów. Jeśli tak się stanie, to kulturotwórcza wartość tego czerwcowego tygodnia będzie nie do przecenienia. I skorzystają na tym nie tylko młodzi artyści”.

W I KKM w konkursie mierzyli się m.in. Radosław Rychcik, Weronika Szczawińska, Bartosz Frąckowiak i Krzysztof Garbaczewski, który za swoją „Odyseję” otrzymał nagrodę główną. Ku oburzeniu publiczności zresztą, bo trzygodzinny spektakl opuściła większość sali, ale właśnie te bezkompromisowe reakcje są do dziś wizytówką szczerej natury festiwalu. W późniejszych latach w „m-teatrze” brały udział spektakle m.in. Eweliny Marciniak, Wojciecha Farugi, Marcina Hrycnara, Jakuba Skrzywanka, Marty Górnickiej, Pawła Palcata, Macieja Podstawnego i wielu innych reżyserów, którzy w polskim teatrze mieli lub wciąż mają wiele do powiedzenia.
Jaka jest wartość Konfrontacji z lokalnego punktu widzenia? – Dla samego BTD kluczowe są dwa pożytki – mówi Andrzej Mielcarek, dyrektor Bałtyckiego Teatru Dramatycznego w Koszalinie. – Ten zewnętrzny polega na tym, że środowisku teatralnemu w Polsce dajemy sygnał istnienia, aktywnie zaznaczamy się na mapie kraju, budujemy pozytywny wizerunek samego teatru i Koszalina. Istotniejsza jest jednak korzyść wewnętrzna. Sprowadzamy na naszą scenę kilka konkursowych i dwa-trzy pozakonkursowe spektakle, które mają znak jakości, bo są proponowane przez teatry jako coś szczególnie wartościowego w bieżącym repertuarze. Oczywiście działa tutaj ogranicznik wieku reżyserów, bo chodzi o twórców startujących w zawodzie. Koszalińska publiczność zyskuje okazję do obejrzenia 6-8 ciekawych spektakli, wybranych z około 40-50 co roku zgłaszanych do konkursu, sygnalizujących najnowsze tendencje w młodym polskim teatrze. Nasz festiwal jest skromny w porównaniu z innymi, co wynika z ograniczeń finansowych i technicznych, bo mamy małą scenę, niewystarczającą dla prezentacji przedstawień o dużym rozmachu, a pochodzących z dużych ośrodków. Jednak zainteresowanie teatrów pojawieniem się na „m-teatrze” można chyba zinterpretować jako potwierdzenie jego renomy.

Jest jeszcze jedna, bardzo cenna i namacalna wartość: nagrodzeni twórcy wystawiają w kolejnych latach spektakl w BTD (przewiduje to regulamin), dzięki czemu mogliśmy na naszej scenie oglądać spektakle Weroniki Szczawińskiej, Pawła Palcata, Eweliny Marciniak, Marty Górnickiej, Magdy Skiby, Katarzyny Szyngiery czy Darii Kopiec. Ta ostatnia wyreżyserowała dodatkowo wspaniałe „Solaris”, monodram Beaty Niedzieli, obecnie sztandarową realizację BTD, Paweł Palcat – również w drugim rozdaniu – znakomitego „Makbeta”, laureata nagrody jury na gdańskim Festiwalu Szekspirowskim w 2024 roku.
Wracając do „konfrontacji”, znów wzorem MiF i dyskusji „Szczerość za szczerość”, po spektaklach odbywają się tu dyskusje „m-gadugadu-teatr”, podczas których widzowie na gorąco mogą wyrazić opinię, zapytać o inspiracje, a nawet pokłócić się z twórcami, co niejednokrotnie miało miejsce. Rozmowy, choć toczą się często w zaawansowanych wieczornych porach, przenoszą się potem do pobliskiego, nieformalnego klubu festiwalowego, czyli Centrali Artystycznej, i tam publiczność z artystami miksuje się w powołaną na kilka dni teatralną społeczność.

W 2024 roku nad festiwalem zawisły czarne chmury i z powodów finansowych – o, paradoksie – piętnasty, jubileuszowy festiwal się nie odbył. Na szczęście w ubiegłym roku tak, i wiadomo, że szesnasta edycja już jest zabezpieczona. Zniknięcie „m-teatru” z koszalińskiej kulturalnej przestrzeni byłoby ogromną szkodą, bo jest to wydarzenie niezwykle pobudzające intelektualnie, ambitne i za każdym razem po prostu interesujące. Mamy w Koszalinie okazję przyjrzeć się współczesnej sztuce, zobaczyć, jak i gdzie młodzi twórcy mierzą puls rzeczywistości, jakim językiem o niej mówią. Jakie społeczne zjawiska i tematy ważne dla publicznej debaty przywołują na scenę, jak eksperymentują z formami i gatunkami, a nieobarczonym jeszcze oportunizmem i argumentami finansowymi głowom przychodzi to chyba łatwiej. Co ważne, „m-teatr” jest dla początkujących reżyserów ważną platformą prezentacji i to się nie zmieniło. To często pierwszy bezpośredni kontakt z odbiorcą, a ten może być wielką motywacją lub znakiem ostrzegawczym.
– Piętnaście lat temu, gdy festiwal powstał, pomyślałem, że byłoby wspaniale Koszalin uczynić miastem młodych twórców: filmowych, teatralnych, wizualnych i może jest to wciąż dobry kierunek? – zastanawiał się w rozmowie dla wspomnianego już „Almanachu” Piotr Ratajczak.
Idea, by Koszalin na większą skalę stał się miastem debiutów artystycznych, od wielu lat powraca również w rozmowach środowiska kultury. Może zaowocują one kolejnymi inicjatywami?




















