Kiedy odkręcamy kran, rzadko zastanawiamy się, jak długa i zaskakująca historia stoi za tą prostą, codzienną czynnością. A tymczasem dzieje koszalińskich wodociągów to opowieść nie tylko o technice, ale też o rozwoju miasta, jego mieszkańcach i zmieniających się czasach. Co ciekawe, początki miejskiego systemu dostarczania wody sięgają aż XVIII wieku.

Pierwszy wodociąg w Koszalinie uruchomiono już w 1724 roku. To informacja, która dla wielu może być sporym zaskoczeniem, zwłaszcza, że wodę poprowadzono akweduktami ze źródeł z terenu Góry Chełmskiej do dwóch otwartych i ogólnodostępnych zbiorników na rynku miejskim. O jeszcze większym rozmachu można mówić kilkanaście lat później, kiedy w latach 1737-1738 z polecenia króla Prus Fryderyka Wilhelma I wodociąg rozbudowano i ulepszono. Co ważne, inwestycję sfinansowano z królewskiego skarbca. Można więc powiedzieć, że bieżąca woda w Koszalinie była sprawą państwowej rangi.
Najbardziej działa na wyobraźnię fakt, że przez ponad 150 lat woda płynęła do miasta… drewnianymi rurami. Dziś brzmi to niemal nieprawdopodobnie, ale właśnie tak funkcjonował dawny system, zasilany wodą ze źródeł na Górze Chełmskiej. Dopiero w 1869 roku drewniane przewody zastąpiono żeliwnymi, a wodociąg grawitacyjny zamieniono na ciśnieniowy. Był to znak nowych czasów i odpowiedź na rosnące potrzeby mieszkańców, bo Koszalin rozwijał się wtedy bardzo dynamicznie.

Za każdą modernizacją stał konkretny powód: miasto rosło. Z kilku tysięcy mieszkańców zrobiło się kilkanaście, potem ponad 30 tysięcy. Wraz z tym rozwojem pojawiały się kolejne studnie, przepompownia przy dzisiejszej ul. Żwirowej, kanalizacja deszczowa, a w 1919 roku także „klarownia”, czyli pierwsza oczyszczalnia ścieków. Sama nazwa brzmi dziś nieco tajemniczo, ale dobrze pokazuje, jak dawno zaczęto tu myśleć nie tylko o dostarczaniu wody, lecz także o porządkowaniu całego miejskiego obiegu.
Jednym z najmocniejszych fragmentów tej historii jest rok 1945. Zdobyty 4 marca Koszalin już w kwietniu miał przywrócone działanie wodociągów i kanalizacji. To imponujące, ale za tym sukcesem kryły się bardzo trudne realia. Jeszcze w sierpniu o dostawy wody dbało zaledwie dziewięciu niemieckich robotników, którzy korzystali tylko z trzech czynnych studni spośród dwunastu istniejących. Straty wody w sieci sięgały wtedy aż 80 procent. To pokazuje, jak krucha bywa infrastruktura, którą dziś uznajemy za oczywistą.

Powojenne lata to już historia mozolnej odbudowy i wielkich inwestycji. Powołano miejskie przedsiębiorstwo wodociągów i kanalizacji, a potem przez dekady rozbudowywano stacje uzdatniania, sieci przesyłowe i oczyszczalnie. Wśród ważnych etapów były m.in. ujęcie wody w Mostowie czy oczyszczalnia ścieków w Jamnie.
Historia koszalińskich wodociągów przypomina, że miasto rozwija się nie tylko dzięki temu, co widać na pierwszy rzut oka. Czasem o jakości życia decyduje to, co ukryte pod ziemią. Kiedy następnym razem odkręcimy kran, warto pamiętać, że za tą zwykłą chwilą stoi niemal trzysta lat lokalnej historii.




















