Eleganckie sukienki, wypastowane buty i parkiet, który przez kilka godzin nie pustoszeje. W Białogardzie potańcówki dla seniorów stały się czymś więcej niż tylko zabawą przy muzyce. To miejsce spotkań, rozmów i nowych znajomości, gdzie wiek przestaje mieć znaczenie, a energia i radość z życia udzielają się wszystkim – także młodym wolontariuszom, którzy pomagają organizować wydarzenie. Dla wielu uczestników to najlepszy dowód na to, że na dobrą zabawę nigdy nie jest za późno.
Na kilka minut przed rozpoczęciem zabawy sala powoli się zapełnia. W drzwiach pojawiają się elegancko ubrane panie, panowie poprawiają koszule i marynarki. Niektórzy przychodzą parami, inni ze znajomymi, ale wielu pojawia się tu również samodzielnie, wiedząc, że na miejscu na pewno spotkają kogoś do rozmowy i wspólnego tańca. Potańcówki dla seniorów w Białogardzie od kilku lat cieszą się ogromnym zainteresowaniem i dla wielu mieszkańców stały się stałym punktem w kalendarzu.

– Jestem dopiero drugi raz, ale już wiem, że nie będzie to ostatni – mówi jedna z uczestniczek. – Atmosfera jest fantastyczna. Człowiek wychodzi z domu, spotyka ludzi, pośmieje się. Już namawiam koleżanki, żeby też przyszły.
Kobieta przyznaje, że niedawno przeszła chorobę i nie ma już tyle siły, co kiedyś. Mimo to nie chce rezygnować z aktywności. – Trzeba się ruszać i nie poddawać – mówi. – Dlatego przychodzę, nawet jeśli trochę mniej tańczę.
Na potańcówki często trafia się pocztą pantoflową. Jedna osoba powie drugiej, ktoś zaprosi znajomą albo przyprowadzi męża. Z czasem grupa rośnie. – Dziś przyprowadziłam męża, następnym razem pewnie kogoś jeszcze – śmieje się seniorka. Tak nasza grupka, będzie się powiększać.
Dla wielu uczestników takie spotkania są przede wszystkim odskocznią od codzienności. Emerytura oznacza więcej wolnego czasu, ale też często mniej okazji do spotkań towarzyskich. Potańcówka staje się więc pretekstem, by się wyszykować, wyjść z domu i spędzić wieczór wśród ludzi.

– Na taką imprezę trzeba się przygotować – mówi jedna z pań. – Uczesać się, elegancko ubrać. W domu człowiek chodzi różnie ubrany, a tu jest okazja, żeby wyglądać odświętnie.
Seniorzy z Białogardu starają się spędzać czas aktywnie. Oprócz potańcówek, wielu z nich bierze udział w innych zajęciach organizowanych w domu kultury, od karaoke po warsztaty kulinarne.
– Spotykamy się, rozmawiamy, śmiejemy się – opowiada jedna z uczestniczek. – Czasem jedna z nas zadzwoni do drugiej i mówi: chodź, idziemy. I tak się wzajemnie wyciągamy z domu.
Podczas zabawy nie brakuje również poczęstunku. Na stołach pojawiają się ciepłe dania, zupa, kawa i herbata. – Zawsze coś jest przygotowane – mówią uczestnicy. – Można odpocząć, zjeść i znów wrócić na parkiet.
Niektórzy przychodzą tu już od wielu miesięcy, inni pojawiają się po raz pierwszy. Wśród gości można spotkać także osoby z okolicznych miejscowości, które specjalnie przyjeżdżają na zabawę.

– Trafiliśmy tu z ogłoszenia – opowiada mi jedna z par. – Przyszliśmy zobaczyć, jak to wygląda, i bardzo nam się spodobało.
Choć podczas tańców trudno o dłuższą rozmowę, muzyka bywa głośna, to właśnie ruch i wspólna zabawa są najważniejsze.
W pewnym momencie moją uwagę przyciąga stolik, przy którym siedzi kilku panów i tylko jedna kobieta. To dość rzadki widok, bo zazwyczaj na takich imprezach jest więcej pań niż panów. Mężczyźni jednak nie mają z tym problemu.
– Trzeba stare kości rozruszać – żartuje jeden z nich. – Jak człowiek się rusza, to lekarz ma mniej pracy. Dodaje, że jest tu pierwszy raz i liczy na dobrą zabawę. – Kobiet jest więcej, więc pewnie znajdzie się ktoś do tańca – mówi z uśmiechem.
Wśród uczestników są też osoby, które przychodzą na potańcówki regularnie. – To chyba mój dziesiąty raz – przyznaje jeden z panów i dodaje – tu zawsze jest świetna zabawa.
Seniorzy podkreślają, że takie wydarzenia są bardzo potrzebne. – W domu można siedzieć, ale po co? – mówi jeden z nich. – Lepiej przyjść, potańczyć, spotkać ludzi.
Dla wielu z nich taniec to prawdziwa pasja. – To moje hobby – przyznaje jeden z uczestników – muzyka gra, człowiek wstaje i od razu nogi same się ruszają.
Gdy zabawa się rozkręca, parkiet wypełnia się niemal w całości. Jedni tańczą w parach, inni w większych grupach. Czasem ktoś zmienia partnera, czasem ktoś nowy dołącza do kręgu.

Kiedy muzyka na chwilę cichnie, idę porozmawiać z Pawłem Mielcarkiem – dyrektorem Młodzieżowego Domu Kultury, który wspólnie ze Starostwem Powiatowym w Białogardzie jest organizatorem wydarzenia. To jeden z tych krótkich momentów wytchnienia, gdy uczestnicy potańcówki wracają do stołów, sięgają po herbatę, ciasteczka czy zupę, przygotowaną przez Regionalne Centrum Medyczne w Białogardzie albo łapią oddech przed kolejnym utworem.
Chcę zapytać, czy tak duże zainteresowanie potańcówkami to efekt karnawału, czy raczej dowód na to, że mieszkańcy Białogardu naprawdę potrzebowali takiej inicjatywy.
– To wydarzenie od początku cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Kiedy zaczynaliśmy, na pierwsze spotkania przyszło kilkadziesiąt osób. Dziś co miesiąc bawi się tu ponad sto, czasem nawet około stu trzydziestu seniorów.
W jego głosie słychać dumę, ale i zaskoczenie. Bo choć pomysł zorganizowania potańcówki wydawał się prosty, nikt nie spodziewał się, że stanie się ona tak ważnym wydarzeniem dla lokalnej społeczności.

– Seniorzy potrzebują takich spotkań – tłumaczy. – Potrzebują wyjść z domu, spotkać się z innymi, porozmawiać, potańczyć. W wielu miejscach organizowane są różne zajęcia: warsztaty, wystawy czy spotkania w klubach osiedlowych. Ale często brakuje właśnie tej swobodnej zabawy przy muzyce. Dlatego w Białogardzie postanowiono wypełnić tę lukę. Potańcówki szybko stały się jednym z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń w miesiącu. Na parkiecie widać to najlepiej. Gdy tylko muzyka znów zaczyna grać, większość uczestników wraca do tańca. Niektórzy praktycznie nie schodzą z parkietu przez cały wieczór.
– Patrzę na nich z ogromnym podziwem – przyznaje Mielcarek. – Ja po dwóch czy trzech utworach mam już dość, a oni tańczą bez przerwy.
To właśnie ta energia seniorów robi największe wrażenie na organizatorach. Wiek nie jest tu przeszkodą, wręcz przeciwnie, często wydaje się, że to właśnie starsi uczestnicy mają najwięcej zapału do zabawy.

W przygotowanie potańcówek angażują się także młodzi ludzie z Wolontariatu „Łączymy Pokolenia”, którzy pomagają ustawiać stoły, przygotowują salę, a po zakończeniu wydarzenia sprzątają. Ale ich rola nie kończy się na pracy organizacyjnej.
– Oni także tańczą z seniorami – dodaje dyrektor MDK-u. – To wspaniała forma integracji międzypokoleniowej. Często zdarza się, że na parkiecie spotykają się osoby z dwóch zupełnie różnych pokoleń – młodzi wolontariusze i seniorzy, którzy mogliby być ich dziadkami. Wspólny taniec szybko przełamuje bariery.
Frekwencja na potańcówkach bywa różna w zależności od pory roku. W miesiącach zimowych sala niemal zawsze wypełnia się po brzegi. Latem bywa trochę spokojniej.
– W czerwcu, lipcu wiele osób spędza czas na działkach albo wyjeżdża –
wyjaśnia Mielcarek – ale zimą ludzie chcą wyjść z domu, spotkać się z innymi. Wtedy frekwencja jest największa.
Wśród uczestników nie brakuje osób, które przychodzą tu od samego początku. Jedną z nich jest pani, która z uśmiechem obserwuje tańczących.
– Dzięki takim spotkaniom czuję, że żyję – mówi. – Człowiek wychodzi z domu, spotyka ludzi, tańczy. To ogromna radość.
Kobieta przyznaje, że przez wiele lat pracowała za granicą i miała niewiele okazji do spotkań towarzyskich. Dopiero po powrocie do Polski zaczęła odkrywać życie kulturalne w swoim mieście.

– To dla mnie jak drugie życie – mówi. – Poznałam tu mnóstwo nowych ludzi.
Seniorzy z Białogardu nie ograniczają się tylko do potańcówek. Dom kultury organizuje dla nich również wyjazdy do teatru, filharmonii czy na różnego rodzaju wydarzenia kulturalne.
– Jest naprawdę dużo możliwości – podkreśla uczestniczka. – Trzeba tylko chcieć. Dodaje, że takie spotkania dają ogromną energię. – Ładujemy tu akumulatory – śmieje się. – A potem mamy siłę pomagać wnukom i zajmować się codziennymi sprawami. Jej zdaniem najważniejsze jest jednak to, że seniorzy sami chcą się angażować. – Wszystko zależy od nas, jeśli chcemy się spotykać i być aktywni, to możemy.
Przy jednym ze stołów siedzi mężczyzna, który obserwuje zabawę z lekkim dystansem. To jego pierwsza wizyta na potańcówce. – Znajomy mnie namówił – przyznaje – powiedział, żebym przyszedł i zobaczył, jak tu jest. Na koniec ocenię – mówi z uśmiechem. Obok niego siedzą znajomi, którzy przekonują, że szybko zmieni zdanie.
Trudno w to wątpić. Bo gdy muzyka znów przyspiesza, parkiet wypełnia się niemal w całości. W powietrzu słychać śmiech i rozmowy, a energia uczestników zdaje się nie mieć końca.
I właśnie w tym tkwi sekret białogardzkich potańcówek. Nie chodzi tylko o muzykę czy taniec. Chodzi o wspólnotę, spotkanie i radość z bycia razem. A tej – jak widać – seniorom w Białogardzie zdecydowanie nie brakuje.




















