To nie był wielki plan ani gotowy scenariusz. Wszystko zaczęło się od prostego pomysłu – każda klasa miała stworzyć własny projekt. Temat był dowolny. Dla nich wybór okazał się oczywisty, choć wcale nie najłatwiejszy. Uczniowie drugiej klasy o profilu medialnym V Liceum Ogólnokształcącego im. St. Lema postanowili mówić głośno o tolerancji. Projekt trwa już drugi rok, swój program edukacyjno-wspierający realizują w szkołach podstawowych i średnich, a także Środowiskowym Domu Samopomocy.
Weronika Gnyś, Zuzanna Szulc, Maja Jaworska oraz Viktoriia Holub to tylko część zaangażowanych w projekt uczniów drugiej klasy, ale jak przyznają, tematem żyje cała klasa. Zainspirowała ich olimpiada „Zwolnionych z teorii”, działania jednak daleko wyszły poza ramy założeń. Dziś grupa uczniów, chce rozmawiać o tolerancji oraz o tym, jak być dobrym człowiekiem ze swoimi rówieśnikami. I choć z pozoru ludzie z jednego pokolenia powinni rozumieć się bez słów, czasem trudno nazwać uczucia, a co dopiero o nich rozmawiać.
– Nie chcieliśmy mówić o hejcie, bo to słowo jest wszędzie. Chcieliśmy, żeby ludzie zapamiętali coś innego – tolerancję – opowiada Zuzanna.
To właśnie ta decyzja nadała kierunek ich działaniom. Zamiast skupiać się na negatywnych zjawiskach, postawili na budowanie świadomości i zmianę perspektywy. Początki były skromne: plakaty, rozmowy na korytarzach, krótkie sondy wśród uczniów. Reakcje? Często bardzo zdawkowe. W końcu o uczuciach lub odczuciach wcale tak łatwo się nie rozmawia.

– Na początku większość się śmiała. Myśleli, że to żart, ale z czasem coś zaczęło się zmieniać. Kiedy wracaliśmy z kolejnymi pytaniami, odpowiedzi były już poważniejsze – przyznaje Maja. – Zaczęliśmy od naszej klasy, bo nawet w jej ramach jesteśmy różni i mamy różne potrzeby i oczekiwania. Wcale nie jest łatwo zrozumieć je, a co dopiero zaakceptować. Myślę, że dzięki założeniom pani Bożeny Sobkowiak – dyrektor szkoły, a także naszej wychowawczyni Katarzyny Drozdowskiej, hejtowi mówimy stop, a różnorodność jest tylko naszym atutem – dodaje Weronika.
Przełomowym momentem było, kiedy inni uczniowie zobaczyli, że ich działania mają sens. Zrozumieli, że zmiana nie dzieje się od razu, ale jest możliwa. Z czasem projekt wyszedł poza mury szkoły. Pojawił się pomysł, by pójść dalej – do młodszych uczniów, do innych środowisk. Tak zaczęły się spotkania w szkołach podstawowych.
– Nie chcemy być jak nauczyciele, którzy przychodzą i mówią: macie być tolerancyjni. My rozmawiamy. Robimy quizy, zabawy, czasem dajemy cukierki. Tworzymy przestrzeń na wspólny dialog – mówi Viktoriia. I rzeczywiście to działa. Dystans się skraca, rozmowa staje się bardziej szczera. Uczniowie zaczynają mówić o swoich doświadczeniach. Czasem po raz pierwszy.
– Zdarza się, że ktoś w trakcie zajęć mówi, że doświadcza hejtu. Albo przyznaje, że sam kogoś hejtował – dodaje Maja. – To właśnie te momenty pokazują, jak bardzo potrzebna jest taka inicjatywa. Bo za żartem, komentarzem czy „docinką” często kryje się coś znacznie poważniejszego.
Dziś zmiany pokoleniowe to już nie kilkanaście lat różnicy, a czasem zaledwie kilka. Zdarza się, że dzieciaki w jednej szkole mówią „różnymi językami”.
Zuzanna dodaje: – Mamy teraz takie czasy, że sporo młodych ludzi nie szuka kontaktów z rówieśnikami w realu, wolą zwierzać się poznanym w internecie ludziom, których prawdopodobnie nigdy nie spotkają. W pewnym sensie to asekuracja przed oceną świata zewnętrznego, ale czy to na pewno jest prawdziwa relacja?
Podobnie zastanawia się Maja: – Dorośli stworzyli nam świat, w którym nie musimy się komunikować wprost. Wszystko można zrobić na ekranie: kupić bilet autobusowy, napisać wiadomość do rodziców czy nauczycieli, odebrać na klasowej internetowej grupce wiadomość od równieśników. Są dni, w których śmiało można nie wypowiedzieć ani jednego słowa. Takie życie, niestety, zamyka nas na siebie i nie pozostawia przestrzeni na mówienie o uczuciach.

Moje rozmówczynie zauważają, że brak tolerancji najczęściej widać w internecie. Tam granice łatwo się zacierają, a słowa tracą ciężar.
– Dla kogoś to może być jedno zdanie, ale dla drugiej osoby to zostaje w głowie na długo – mówi Weronika. Dlatego ich działania nie ograniczają się tylko do rozmów. To także próba pokazania, czym tak naprawdę jest tolerancja – i czym nie jest.
– Tolerancja to nie jest zgadzanie się na wszystko. Tolerancja ma swoje granice. Chodzi o szacunek, a nie o brak reakcji na złe zachowania – podkreśla Viktoriia.
Ważnym elementem projektu jest też praca z różnymi grupami – nie tylko rówieśnikami. Uczniowie V LO odwiedzają osoby z niepełnosprawnościami, planują także działania dla seniorów. Chcą pokazać, że tolerancja dotyczy każdego – niezależnie od wieku, wyglądu czy sytuacji życiowej.
Za ich działaniami stoi jednak coś więcej niż szkolny projekt. To autentyczna potrzeba zmiany.
– Gdyby choć jedna osoba zmieniła swoje zachowanie, to już jest sukces –
mówi wychowawczyni Katarzyna Drozdowska.
Nauczycielka z dumą mówi o swojej klasie: – Młodzież często jest oceniana negatywnie, ale oni mają ogromną wrażliwość społeczną. Chcą działać, chcą zmieniać świat. Trzeba im tylko dać przestrzeń.
I właśnie ta przestrzeń okazała się kluczowa. Uczniowie sami organizują spotkania, kontaktują się ze szkołami, wychodzą ze swojej strefy komfortu.
– To jest dla nich ogromna lekcja. Uczą się odwagi, komunikacji, radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. Poprowadzenie lekcji w taki sposób, aby młodzież chciała słuchać i dzielić się swoim doświadczeniem, niejednokrotnie sprawia trudność zawodowcom. Oni próbują, prześcigają się w pomysłach, proponują. To z pewnością w przyszłości zaowocuje – mówi pani Katarzyna.

Nie zawsze jest łatwo. Czasem spotykają się z obojętnością, czasem z niezrozumieniem. Ale to ich nie zatrzymuje. Bo ten projekt to nie tylko mówienie o tolerancji. To przede wszystkim praktykowanie jej na co dzień – w klasie, w relacjach, w działaniu.
– Zaczęliśmy od siebie. Od tego, żeby się zaakceptować. Dopiero potem poszliśmy dalej. Chcemy, aby to nie był projekt na chwilę, chcemy kontynuować go do końca szkoły. Mamy wiele pomysłów, bo tak wiele jest ciągle do zrobienia. Czasem nasze zajęcia są po prostu „inną” lekcją, ale czasem powodują, że ktoś się otworzy, zauważy problem, powie na głos, że coś mu nie pasuje. To dużo. I o taką otwartość walczymy – mówi Zuzanna.
I być może właśnie w tym tkwi największa siła tej inicjatywy.
Nie w wielkich hasłach, ale w małych zmianach. W rozmowie. W uważności. W odwadze, by powiedzieć: to nie jest w porządku.




















