W strukturach Komendy Miejskiej Policji w Koszalinie zapisał się właśnie ważny rozdział. Funkcję przewodnika psa służbowego objęła st. sierż. Paulina Książkiewicz z Wydziału Prewencji – po raz pierwszy w historii tej jednostki to stanowisko pełni kobieta. To nie tylko personalna nominacja, lecz symboliczny moment pokazujący, że w policyjnej służbie decydują kompetencje, profesjonalizm i determinacja, a nie płeć.
Koszalińska komenda dysponuje obecnie siedmioma psami służbowymi. Cztery z nich pracują jako psy patrolowo-tropiące, jeden specjalizuje się w wyszukiwaniu materiałów wybuchowych, kolejny w odnajdywaniu zapachu ludzkich zwłok, a jeden jest wyszkolony do wykrywania narkotyków. Teraz do zespołu dołączył Ronin – nowy partner w mundurze, który wkrótce rozpocznie swoją codzienną służbę u boku przewodniczki.
Każdy z tych psów stanowi nieocenione wsparcie w działaniach prewencyjnych i operacyjnych. W wielu sytuacjach to właśnie ich wyjątkowy węch i wyszkolenie przesądzają o skuteczności akcji, których bez „psiego nosa” nie dałoby się przeprowadzić z taką precyzją.
O drodze do tej roli, wyzwaniach w pracy z psem służbowym oraz o tym, jak wygląda codzienność przewodnika, rozmawiamy ze st. sierż. Pauliną Książkiewicz.

Jak wygląda dzień przewodnika psa służbowego?
Dzień przewodnika psa służbowego zaczyna się tak, że przychodzimy do pracy i odprawiamy się do służby. I od tego momentu tak naprawdę zaczyna się nasz dzień. Jednym z zadań jest wspomaganie wszystkich patroli na mieście w sytuacjach, w których mógłby zostać użyty pies. W przypadku Ronina, który jest psem patrolowo-tropiącym, zadania te polegają na tym, że w razie pościgu lub tropienia śladów ludzkich taki psiak może zostać wykorzystany. Ale na wspomaganiu nasze zadania się nie kończą – bierzemy udział w różnych szkoleniach, codziennie pracujemy z psem i utrwalamy to, co już umie i czego się nauczył na szkoleniu. Do naszych zadań należy również dbanie o czystość i warunki psiaków, które u nas służą. Takich psów w czynnej służbie jest siedem. Cztery patrolowo – tropiące, jeden do wyszukiwania materiałów wybuchowych, jeden do wyszukiwania zapachu narkotyków oraz jeden do wyszukiwania zapachu zwłok ludzkich. Nasza służba tak naprawdę nie trwa 8 godzin, jak każdy myśli. Jesteśmy często angażowani w tropienia i realizacje w czasie wolnym od służby, bywa, że w porach nocnych, więc nasza służba trwa tak na dobrą sprawę 24 godziny na dobę. Liczy się tu ogromna dyspozycyjność czasowa. Dodatkowo w czasie wolnym od pracy, w ramach nadgodzin, również przyjeżdżamy do naszych podopiecznych, aby się nimi zająć.
Jakie szkolenia do tej pory przeszedł Ronin?
Szkolenie Ronina na psa patrolowo-tropiącego odbyło się w Zakładzie Kynologii Policyjnej w Sułkowicach, trwało 4,5 miesiąca składały się na nie łącznie trzy elementy: posłuszeństwo, obrona przewodnika oraz tropienie śladów ludzkich. Było to intensywne szkolenie, podczas którego pies nabywał potrzebnych umiejętności w codziennej służbie. Z naszym wspólnym oswajaniem się bywało różnie. Na początku podchodziliśmy do siebie z dużą dozą dystansu, ale z każdym miesiącem zżywaliśmy się ze sobą coraz bardziej. I jestem pewna, że poprzez kolejne wspólne szkolenia i zabawę nasza relacja będzie jeszcze ewoluowała, a przez to staniemy się jeszcze lepszym i bardziej zżytym teamem. Wychodzę z założenia, że ja jestem siłą argumentu, a pies jest argumentem siły. Jeśli jedno zwiedzie, należy zastosować drugie. Fundamentem pracy z psem jest stworzenie z nim więzi. Wydaje się to proste, ale wcale takie nie jest.

Czy rasa psa ma znaczenie, czy wykazuje ona specjalne predyspozycje?
Zdecydowanie tak. Ronin jest owczarkiem belgijskim. Rasa ta jest idealna do zadań związanych z obronnością oraz, ze względu na duży popęd, również do wyszukiwania różnych zapachów. Owczarki belgijskie bardzo szybko się uczą, są niesamowicie lojalne względem swojego opiekuna. Potrzebują ciągłej pracy umysłowej, ale także dużo ruchu, ze względu na swoją żywiołowość. Nie są to psy „kanapowe”, których często ludzie szukają. Są to psy stworzone do pracy z człowiekiem, kiedy im się to zapewni, to te psy dopiero wtedy są szczęśliwe. Tak, jak niektóre rasy należy uczyć pracy z człowiekiem, tak owczarka belgijskiego należy uczyć odpoczywać. Jest to, można zabawnie ująć – „komandos na czterech łapach”. Do psów patrolowo-tropiących wykorzystuje się również owczarki niemieckie oraz holenderskie, które także wyróżniają się niesamowitą inteligencją i chęcią pracy z człowiekiem.
Jak długo wraz z Roninem pozostaniecie razem w zespole?
W zasadzie już do końca jego psiego życia. Psy patrolowo-tropiące służą średnio około 9 lat, a potem przechodzą na zasłużoną emeryturę. Głównym czynnikiem wpływającym na długość trwania służby takiego psa jest jego zdrowie. Ronin zostanie ze mną już do końca, bo zamierzam mu zapewnić godną emeryturę u swojego boku.
Jakie trzeba spełniać warunki, aby stać się opiekunem psa?
W zasadzie należy być osobą, która potrafi dużo poświęcić dla służby i dla psa, być osobą dyspozycyjną czasowo, kochać zwierzęta, ale potrafić również wyegzekwować od takiego zwierzaka konkretne zachowanie. Czyli trzeba być konsekwentnym i stanowczym w pracy z takim psem, a po pracy dawać mu dużą ilość miłości, na którą taki psiak zwyczajnie zasługuje. Po za pracą i byciem „psim policjantem” należy pozwolić psu być po prostu psem, czyli: pobawić się z nim, dać mu powęszyć, pobawić się z innymi psami. Musi być w tym psim życiu policyjnym równowaga. Jak jest praca to jest praca, natomiast jak jest czas wolny to jest czas wolny.

Jak zaczęła się pani przygoda z pracą w policji? To zawód, który wymaga wyjątkowych cech i sporej odporności na stres.
Zacznę od tego, że zawsze chciałam pracować w mundurze i aby dojść do tego etapu, na którym obecnie jestem, czekała mnie masa wyrzeczeń i zwrotów akcji w moim życiu prywatnym. Niczego nie żałuję, brnę do przodu i każde doświadczenie w obecnym miejscu, w którym pracuję, jest doświadczeniem, które mnie wzmacnia nie tylko jako policjantkę, ale także jako zwykłego człowieka. Służba w policji wzmocniła mój charakter, a także pozwoliła nabyć dużo cech, które pozwalają mi pracować pod wpływem presji. Nie było tak, że ja te cechy miałam od samego początku, gdy tylko wstąpiłam do służby. Były sytuacje w służbie, które powodowały silny stres, czy nawet strach. Grunt to nie dać się złamać i iść dalej, pomimo tego stresu i strachu. Sytuacje te wpływały na wzmocnienie takich cech jak odwaga czy też myślenie „na chłodno”. Aby osiągnąć pewien stan i pewne cechy – służba regularnie poddawała mnie „treningom”, które pomagały wydobyć ze mnie te cechy. Podsumowując, aby wytrwać w pracy pod presją, wystarczy lubić adrenalinę, być zawziętym i się nie poddawać, a przede wszystkim brnąć pomimo wszystkiego dalej przed siebie, bo to ma ogromny wpływ na rozwój.
Pani Paulino, a co poza pracą? Gdzie pani znajduje rozładowanie stresu?
Po za służbą, kiedy tylko zaczyna się sezon letni, wyjeżdżam na motocyklu w miasto – często jestem gościem nadmorskich tras, lubię także malować farbami obrazy, interesuję się sportem i chodzę na siłownię, nieco rzadziej biegam, aby podtrzymać kondycję i wydolność na poziomie, który mnie zadowala. Lubię spacery i naturę – jest to dla mnie duża odskocznia, słucham także dużo muzyki, która jest motorem napędowym do działania. Wszystkie pasje i hobby powodują, że stres codziennej służby opada, a cały tryb życia się reguluje. Bez tego ciężko jest się utrzymać w służbie, która wymaga działania pod presją i często w dużym stresie.




















