Założycielka elitarnej szkoły dla dziewcząt, fundatorka domu opieki, organizatorka szpitala i właścicielka pensji dla panien – wszystkie były Koszaliniankami, które wśród mieszkańców miasta wyróżniały się inicjatywą, zdolnościami organizacyjnymi i umiejętnością prowadzenia z sukcesem własnych przedsięwzięć. Ślady ich działalności służą współczesnym mieszkańcom do dziś.
Przez stulecia światem rządzili mężczyźni. Panowali jako władcy, odkrywali nieznane lądy, handlowali. Kobiety żyły w ich cieniu, rodząc dzieci i zajmując się domem. Jeszcze w połowie XX wieku w Niemczech panowała XIX-wieczna zasada „Trzech K” oznaczających „Kinder, Küche, Kirche”, czyli „dziecko, kuchnia, kościół”, ograniczająca rolę kobiet do dbania o rodzinę oraz przekazywania zasad moralnych. Jeżeli podejmowały pracę, to nigdy lub rzadko były to role kierownicze.

Znakomitym źródłem potwierdzającym taki stan rzeczy w Koszalinie są zachowane tutejsze książki adresowe z przełomu XIX i XX w. W ciągu ponad sześciu wieków istnienia miasta, do 1939 r. żadna kobieta nie była burmistrzem ani wiceburmistrzem. Również w 36-osobowej Radzie Miejskiej dominowali mężczyźni i dopiero po I wojnie światowej zasiadły między nimi trzy panie.
Do 1945 r. żadnej z Koszalinianek nie przyznano tytułu Honorowej Obywatelki miasta, a na przedwojennych zestawieniach obejmujących 30 znanych lub zasłużonych osób Koszalina znalazło się nazwisko tylko jednej kobiety – była nią urodzona w Saksonii w 1772 r. sławna aktorka Henrietta Hendess-Schütz, która do Koszalina trafiła po zakończeniu kariery scenicznej i i spędziła tu ostatnie 19 lat życia.
Ciekawa jest również lista mieszkańców prowadzących działalność gospodarczą, na której kobiety prawie nie istnieją. W 1900 r. wśród 136 osób zajmujących się w Koszalinie handlem zarejestrowano jedynie siedem kobiet zajmujących się sprzedażą bielizny. Wszystkie 94 zakłady krawieckie należały do mężczyzn. Mężczyźni byli fryzjerami, prowadzili restauracje, kawiarnie i hotele. Owszem, zdarzały się wyjątki: urodzona w latach 60. XIX w. Elise Troschel została lekarką, która przez kilka lat przyjmowała pacjentów przy ówczesnej Danzigerstrasse 27 (obecnie ul. Piłsudskiego), będąc jedyną kobietą wśród kilkunastów kolegów lekarzy. Jednak poza w pełni sfeminizowanym zawodem akuszerek oraz – częściowo – nauczycielek, kobietom pozostawała podrzędna rola służących, pokojówek, niań, ekspedientek, praczek i sprzątaczek oraz niepracujących pań domu. Te zamożniejsze, dzięki majątkowi męża lub posagowi otrzymanemu od rodziców, mogły się realizować, pracując społecznie przy organizacji zbiórek dobroczynnych dla potrzebujących i działając w kilku miejscowych stowarzyszeniach kobiecych.

Ulrike
Jedną z takich kobiet była Ulrike von Heydebreck, wywodząca się ze szlacheckiego rodu von Hellermannów. Niewiele o niej wiadomo poza tym, że urodziła się w 1826 r. w Parnowie, gdzie rodzina jej przyszłego męża miała swój pałac, zresztą istniejący do dzisiaj. Prawdopodobnie w 1890 r. na zebraniu koszalińskiego oddziału działającego w całych Niemczech stowarzyszenia Vaterländische Frauenverein (Patriotyczne Stowarzyszenie Kobiet) wystąpiła z inicjatywą wybudowania w mieście domu opieki dla osób starszych, przekazując na ten cel 3000 marek z własnej sakwy oraz dodatkowe 2000 marek pochodzące z datków. Członkinie stowarzyszenia zorganizowały kolejne zbiórki i loterie, z których dochód był przeznaczony na budowę domu opieki, a miasto przyznało stowarzyszeniu teren pod budowę. 30 września 1892 r. obiekt został oddany do użytku. W tym czasie przy obecnej ul. Krakusa i Wandy trwała budowa kolejnego, większego domu o tym samym charakterze, ufundowanego testamentem przez urodzonego w Koszalinie kupca Ludwiga Karkutscha. W podziękowaniu za pośmiertny dar, koszalińscy radni przyznali mu tytuł Honorowego Obywatela Koszalina oraz nazwali jego nazwiskiem ulicę, przy której stanął obiekt. Dziś znajduje się w nim komenda policji.

Ulrike von Heydebreck zmarła w 1902 r. W jej wypadku nie uznano, by zasłużyła na tytuł Honorowej Obywatelki miasta. Stowarzyszenie upamiętniło ją jedynie przypisaniem do budynku nazwy fundacji jej imienia: „Ulrikenstift”, czyli „Fundacja Ulriki”, a na jego walnym zgromadzeniu, które miało miejsce w Berlinie w 1910 r., wymieniono tę placówkę jako sztandarową wśród prowadzonych przez siebie 1954 domów opieki, przedszkoli i szkół gospodarstwa domowego. Obiekt, rozbudowany w 1925 r., przetrwał wojnę i dziś nadal służy potrzebującym jako Dom Miłosierdzia Bożego.
Bertha
Nie wiadomo, czy Ulrike von Heydebreck poznała inną nieprzeciętną kobietę, która również pozostawiła w Koszalinie swój ślad. Była nią pochodząca także z rodziny szlacheckiej Bertha von Massow, urodzona w 1872 r. w Insterburgu (obecnie Czerniachowsk). Nie wyszła za mąż, poświęciła życie pracy w protestanckim zgromadzeniu diakonis Salem, prowadząc w Szczecinie dom opieki dla dziewcząt i szkołę gospodarstwa domowego. Gdy zaczęło się tam robić ciasno, postanowiono szukać nowej siedziby. W tym czasie podobne problemy miały władze Koszalina, w którym dotychczasowy szpital przy Lazaretstrasse (obecna Poliklinika przy ul. Szpitalnej) nie spełniał warunków leczenia dla rosnącej liczby mieszkańców miasta i okolic. W 1912 r. Bertha von Massow, jako przełożona szczecińskiego Salem, podpisała umowę z powiatem koszalińskim, w myśl której miasto Koszalin przekazywało zgromadzeniu grunt, powiat Koszalin zobowiązywał się wybudować zgromadzeniu szpital oraz siedzibę (tzw. Dom Macierzysty) z prowadzoną tam szkołą gospodarstwa domowego, a diakonisy zobowiązywały się prowadzić obie placówki. W kolejnych latach, dzięki sprawnej organizacji Berthy von Massow, oprócz wymienionych budynków wzniesiono również dom pastora, domy dziecka i szkołę, dom dla emerytowanych sióstr oraz tzw. „nowe budynki”. Wszystkie były zelektryfikowane, posiadały centralne ogrzewanie, telefony, nowoczesne laboratorium, kuchnie (także dietetyczną), gospodarstwo hodowlane i ogrodnictwo. Salem było również właścicielem budynku Szpitala Elżbiety przy Bublitzerstrasse (obecnie ul. Modrzejewskiej), a także przejęło od sióstr Betanek opiekę nad podopiecznymi Ulrikenstift.

W 1945 r. Bertha von Massow nie przeżyła zdobycia Koszalina przez Rosjan. Zmarła 7 kwietnia po upadku na posadzkę, pchnięta przez jednego z nich. Dzieło jej życia – szpital – wciąż służy mieszkańcom miasta.
W uznaniu zasług, w latach 20. XX w. przed szpitalnym budynkiem ustawiono głaz upamiętniający… inicjatora jego budowy, landrata Gustava von Eisenhart-Rothe. Jego nazwiskiem nazwano też ulicę, przy której stanął kompleks Salem.
Dopiero 100 lat później, w 2021 r., z inicjatywy Iwony Sławińskiej i Anny Rawskiej, reprezentującej Koszalińskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne, na budynku szpitala umieszczono tablicę pamiątkową poświęconą Berthcie von Massow.
Luise
Prowadzona przez Salem szkoła gospodarstwa domowego była jedną z kilku takich istniejących ówcześnie w Koszalinie. O ile chłopcy mieli możliwość kontynuowania nauki po szkole podstawowej (Grundschule) w bezpłatnym państwowym gimnazjum, które kończyło się egzaminem maturalnym umożliwiającym studiowanie, o tyle dziewczęta były w trudniejszej sytuacji. W pierwszej połowie XIX w. mogły zdobywać w Koszalinie wiedzę na poziomie szkoły średniej jedynie w prywatnej pensji prowadzonej przez rektora Kanitza, którą trzeba było opłacać. Mimo wysokiego poziomu nauczania, szkoła permanentnie borykała się z problemami finansowymi, ponieważ czesne nie wystarczało na utrzymanie budynku szkolnego, pensje nauczycieli i pomoce dydaktyczne. W 1863 r.
w mieście otwarto drugą prywatną szkołę średnią dla dziewcząt założoną przez pannę Luise Freytag, która z czasem przejęła dawną pensję Kanitza. Nosiła nazwę „Töchterhaus” (dosł. Dom Córek) i mieściła się w należącym do pani von Heydebreck, nieistniejącym już dziś budynku z dużym ogrodem i drzewami przy Wilhelmstrasse 34 (obecnie ul. Połczyńska, w miejscu obecnego sklepu Komfort). Bardzo szybko zdobyła renomę, która przekroczyła granice prowincji pomorskiej, ściągając uczennice z Prus Zachodnich i Wschodnich, z Poznania, Brandenburgii, Meklemburgii, a nawet ze Szlezwiku-Holsztyna i odległego o ponad 600 km Hanoweru. Do nauki języka francuskiego i angielskiego zatrudniano „native speakerów”: Mademoiselle Le Viseur i Miss Cockton, a nauczyciel muzyki Häring prowadził chór (prawo wymagało, żeby 1/3 godzin lekcyjnych prowadzili mężczyźni). Oprócz nauki szkoła zapewniała pięć posiłków dziennie.

ul. Połczyńskiej i pozdrowieniami dla mamy. Ze zbiorów Zbigniewa Wojtkiewicza
Poza przygotowaniem do egzaminu maturalnego, szkoła miała również uprawnienia seminarium przygotowującego do zawodu nauczycielskiego. W 1886 r. 69-letnia schorowana Luise Freytag przekazała kierowanie placówką swojej uczennicy i wieloletniej współpracownicy, pannie Agnes Scheunemann. Zmarła w 1898 r., ale jej szkoła nazywana wciąż „Freytagssche Töchterhaus”, działała nadal pod kierownictwem kolejnej byłej uczennicy, panny Magdaleny Prahl.
W obliczu rosnących trudności finansowych, na mocy porozumienia między władzami Koszalina i szkołą panny Freytag, w 1912 r. przekształciła się ona w miejskie bezpłatne liceum dla dziewcząt, dla którego miasto wybudowało siedzibę na rogu ówczesnych ulic Hildebrandstrasse i Grünstrasse (obecnie ul. Komisji Edukacji Narodowej i Konstytucji 3 Maja). Zatrudniono w nim kadrę nauczycielską panny Prahl z dawnegj szkoły Luisy Freytag.
Choć dziś po jej założycielce nie pozostała już ani pamięć dawnych uczennic, ani nagrobek na starym, nieistniejącym cmentarzu przy ul. Kościuszki, budynek dawnego liceum im. księżnej Bismarck wciąż służy młodzieży jako I LO im. Dubois.

Tabitha
Jako „Haushaltungschule mit Töchterheim”, czyli szkoła gospodarstwa domowego ze stancją, działała w przedwojennym Koszalinie jeszcze jedna placówka dla dziewcząt. Została założona przez kobietę, którą również można zaliczyć do nieprzeciętnch już z racji niezwykłego, wywodzącego się z języka aramejskiego imienia Tabitha, tłumaczonego jako Gazela i wymienionego w Dziejach Apostolskich. Była drugą żoną urodzonego w Koszalinie w 1857 r. Joachima von Bonin, pełniącego rozliczne urzędy na Pomorzu, z których najwyższym było stanowisko landrata (starosty) w dwóch kolejnych powiatach prowincji Schleswig-Holstein. Pobrali się w marcu 1919 roku – on miał wtedy 62 lata, ona 26 lat; była młodsza od jego dzieci z pierwszego małżeństwa! Poznali się prawdopodobnie w Szlezwiku-Holsztynie. Jej matka była Norweżką, a ojciec Niemcem. Młoda (sic!) para przeprowadziła się do Koszalina i zamieszkała przy Junkerstrasse 20 (obecnie ul. Mickiewicza, budynek nie istnieje).
Małżeństwo Tabithy von Bonin nie przetrwało długo. W koszalińskim Archiwum Państwowym zachowało się świadectwo zgonu jej męża, który zmarł niespełna dwa lata po ślubie, w styczniu 1921 r.

Wdowa odziedziczyła po nim nie tylko szacowne nazwisko, ale również majątek, który pozwolił jej wybudować dom przy ówczesnej Ernst-Sachsestrasse 4 (obecnie ul. Orląt Lwowskich 17) i utworzyć w nim pensję. Placówka oferowała gruntowne wykształcenie w dziedzinie prowadzenia domu, szczególnie naukę gotowania, pieczenia, prania, szycia, prac w ogrodzie i hodowli drobiu. Z czasem utworzyła również kursy przygotowujące do zawodu przedszkolanek i opiekunek pozaszkolnych. Funkcjonowała do końca lat 20., po czym Tabitha sprzedała dom i przeniosła się do Berlina. Wówczas rozpoczęła się jej kariera jako wybitnej tłumaczki, która w ciągu kolejnych kilkudziesięciu lat przełożyła na język niemiecki książki autorów duńskich, szwedzkich i norweskich; wśród których znalazły się tak znane nazwiska jak Hans Christian Andersen, August Strindberg, Ingmar Bergman, a także mnóstwo innych autorów skandynawskich. Była również tłumaczką niezliczonych opowiadań i drobnych utworów literackich nadawanych po wojnie przez radio niemieckie. Niemiecka Biblioteka Narodowa podaje, że zmarła w 1963 r. Pozostały po niej dziesiątki przetłumaczonych książek oraz będący prywatną własnością budynek wciąż stojący przy ul. Orląt Lwowskich w Koszalinie.





















