NAJPIĘKNIEJSZY ZAWÓD ŚWIATA
Dziennikarstwo to nie zawód, to charakter. Trzeba być trochę wścibskim, trochę ciekawskim, nieobojętnym, ale bez sentymentalizmu, umieć nie brać na siebie czyichś emocji i nie starać się załatwiać za innych ich wszystkich ważnych spraw. Zero aktywizmu to reguła w tym zawodzie. Trzeba też mieć odwagę i odpowiedzialność. I trzeba umieć odmawiać, zwłaszcza tym, którzy próbują z tego pięknego zawodu czynić narzędzie własnych interesów. Dużo tych “trzeba”. Ale za to można mieć wielką satysfakcję z uprawiania jednego z najważniejszych i najpiękniejszych i najpotrzebniejszych zawodów świata. I można ten zawód kochać i nie umieć bez niego żyć.
OLŚNIENIE
Kiedy latem tego roku Joanna Chojecka, dyrektorka Muzeum w Koszalinie, przysłała mi link do strony Centrum Archiwistyki Społecznej, poczułam się tak, jakby ktoś wymyślił dla mnie wymarzone zajęcie.
JEST ŻYCIE POZA REDAKCJĄ!
Profilując się zawodowo na specjalistkę od trudnych, często wręcz drastycznych tematów, odebrałam sobie przyjemność zajmowania się czymś, co bardzo mnie interesuje. Ludzkimi historiami. Opowieściami. Korzeniami.
W naszym mieście wszyscy jesteśmy trochę skądś. Trochę nie stąd. Nawet jeśli się tu urodziliśmy, to nasi rodzice, dziadkowie, pradziadkowie przywędrowali na te ziemie z własnej, lub wcale nie z własnej woli. Był to dla nich wybór, lub przymus. Albo jedno i drugie.
Moi dziadkowie, którzy na ten poniemiecki Zachód trafili po utracie domu na Wschodzie, musieli tu sobie urządzać życie. W cudzych mieszkaniach, przy czyichś stołach jeść z nieswoich naczyń obcymi sztućcami. W dodatku nawet z własnymi dziećmi nie mogli rozmawiać o tym wszystkim, co ich spotkało. Bo lepiej żeby nie wiedziały i nie opowiadały w szkole o tym, co stracili, co im odebrano, kim byli w poprzednim życiu, w innym ustroju, w innym kraju, choć jego nazwa wciąż była ta sama: Polska. Mój dziadek przez ponad 20 lat od zakończenia wojny nie przyjmował dowodu osobistego, bo nie godził się na wpis „urodzony w Związku Radzieckim”. Przyjął ten dokument i zalegalizował się po moim urodzeniu. I to właśnie ja stałam się pierwszą powierniczką rodzinnych historii i opowieści. O domu, o koniach, zwłaszcza o ulubionym wałachu dziadka, skarogniadym Akropolu, o psach pradziadka – ogarach polskich Kastorze i Polluksie, o modnych sukienkach z surowego jedwabiu i o wojnie. Najpierw o tej polsko-bolszewickiej, później o wejściu sowietów i świszczących jak ptaszki katiuszach. Także o konspiracji i tajnych kompletach, aresztowaniu babci, wyprowadzce z domu, wreszcie o wywózce dziadka na Syberię. O pluskwach zagryzających ludzi, o mrozie, ciężkiej pracy i racjach żywnościowych, które wysokiego mężczyznę zmieniły w ważący 36 kilogramów szkielet. W końcu o transportach bydlęcymi wagonami, o wysiedleniu, wykorzenieniu, które ktoś w dodatku nazwał repatriacją. O wielodniowym koczowaniu z małymi dziećmi na dworcu w Białogardzie i o zamieszkaniu na piętrze domu, w którym na parterze wciąż mieszkała Niemka z dziećmi. Słuchałam tych opowieści, będąc dzieckiem. Jadłam z pięknej poniemieckiej porcelany, mieszkałam w poniemieckim domu, a moja huśtawka wisiała na przedwojennej renecie. Zawsze myślałam o tym, jak to jest wszystko stracić. Musieć zostawić domy. Zwierzęta. Groby bliskich. Przechowałam te historie w pamięci, bo pamiątek przetrwało niewiele. To moje własne archiwum wspomnień.
BĘDĘ SŁUCHAĆ WASZYCH OPOWIEŚCI
Centrum Archiwistyki Społecznej, o istnieniu którego, choć wstyd mi się przyznać do tej ignorancji, do niedawna nie wiedziałam dosłownie nic, to instytucja kultury powstała w 2020 roku z inicjatywy Fundacji Ośrodka KARTA i Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Od tej pory CAS wspiera oddolny ruch społecznych archiwistów, którzy w całym kraju tworzą swoje unikalne zbiory. Są to nie tylko fotografie czy dokumenty, ale też różnego rodzaju pamiątki związane z miejscami, wydarzeniami i ludźmi. To także nagrania rozmów. I to właśnie zamierzamy teraz zrobić w naszym mieście, w naszym muzeum: z Waszych wspomnień zbudujemy wspólnie Archiwum Pamięci Koszalina.
Czyj to pomysł? Oczywiście Joanny Chojeckiej, dyrektorki Muzeum w Koszalinie, doświadczonej archiwistki, która ma na koncie rzecz bez precedensu. To ona, kierując przed laty Archiwum Państwowym w Koszalinie, wydobyła na światło dzienne tę kojarzącą się dość powszechnie z zakurzonymi tekturowymi teczkami pełnymi nudnych dokumentów instytucje. Okazało się, że archiwum jest pełne skarbów i ciekawostek, które warto ludziom pokazać. Wokół przeszłości da się niewątpliwie zbudować współczesne więzi. I to jest teraz nasze zadanie. Zachęcamy mieszkańców do kontaktu z nami i opowiedzenia nam swoich historii, a my te opowieści nagramy i stworzymy z nich reportaże, które nie tylko zarchiwizujemy, ale też będziemy udostępniać. Liczę na to, że wraz z operatorem kamery i montażystą Pawłem Tybuszewskim będziemy zapraszani do domów Koszalinian, ale zapraszamy też do nas, do Muzeum w Koszalinie. Interesują nas nie tylko opowieści pionierskie, ale też inne historie związane z miastem, jego kulturą, sztuką, nauką i instytucjami, czy ważnymi wydarzeniami. Planujemy stworzenie archiwalnych katalogów, które pomieszczą poszczególne dziedziny.
Inauguracja tego projektu już miała miejsce. 7 września podczas obchodów 50-lecia Centralnych Dożynek przedstawiono mnie Koszalinianom jako archiwistkę wspomnień. Na jednej z muzealnych wystaw miałam swoje małe biuro w stylu lat 70., z maszyną do pisania i z kwiatkiem w wazonie z epoki propagandy sukcesu. Była też kamera i mikrofon. I okazało się wtedy, że Koszalinianie bardzo chętnie opowiadali mi o tym, jak pamiętają ten niezwykły dla miasta czas i przeprowadzone z ogromnym rozmachem przedsięwzięcie, które trwale odmieniło wygląd miasta. Nagrywaliśmy te rozmowy i powstał z nich mały reportaż, który miał swoją premierę podczas jednego z muzealnych wydarzeń poświęconego świętu plonów sprzed pół wieku. Kolejną realizacją powstała w ramach Archiwum Pamięci Koszalina jest przeciekawy wywiad z Małgorzatą Bałdys, sekretarką sześciu kolejnych prezydentów Koszalina. Dziś oba te nagrania można znaleźć na stronie internetowej Muzeum w Koszalinie, muzeumwkoszalinie.pl. Tam też należy szukać kontaktu z nami. Ze mną bezpośrednio można się kontaktować mailowo: bladek@muzeum.koszalin.pl lub telefonicznie pod numerem 607566420. Mam nadzieję, że podzielicie się wspomnieniami, a my je zarchiwizujemy i będziemy upowszechniać. Bo pamięć buduje tożsamość i sprzyja tworzeniu więzi.
Anna Błądek

Dziennikarka, na początku drogi zawodowej związana z Głosem Pomorza, z Telewizją MAX w Telewizji Kablowej Koszalin, od wielu lat reportażystka Telewizji Polskiej, specjalistka od spraw społecznych i kryminalnych. W Politechnice Koszalińskiej prowadziła wykłady i ćwiczenia na kierunku dziennikarskim. Z zawodu: techniczka budowlana, dziennikarka, specjalistka komunikacji społecznej i europeistyki. Od września 2025 w Muzeum w Koszalinie koordynuje i współtworzy projekt z dziedziny archiwistyki społecznej zatytułowany Archiwum Pamięci Koszalina. Dwoje dzieci, dwoje wnucząt, pasja – konie i inne zwierzęta.




















