Aleksandra Bialas Ludzie

W pełni siebie: Najpiękniejszy etap kobiecej dojrzałości

Co dobrego niesie ze sobą kobieca dojrzałość?

Tak postawione pytanie pobudza ciekawość u tych, którzy do wieku dojrzałego mają jeszcze spory dystans. Im bardziej jednak się do niego zbliżamy, tym bardziej boimy się odpowiedzi. I trudno się temu dziwić. Żyjemy w czasach, które młodość wynoszą na piedestał, a wszystko, co przed nią i po niej, traktują jakby mniej uważnie, mniej z czułością. A przecież my, kobiety, musimy się w tym świecie jakoś odnaleźć – rozpoznać siebie na nowo, znaleźć dla siebie miejsce i wygodnie się w nim umościć. Inaczej nigdy nie przerwiemy tej cienkiej nici pomiędzy „już nie dziewczyną, a jeszcze nie kobietą”.

Nie znam jednej odpowiedzi. Nie znam żadnej pewnej ścieżki, którą trzeba iść, by w pełni zaakceptować nie tylko upływ czasu, ale i cały wachlarz zmian, które mu towarzyszą. Po drodze trzeba zmierzyć się z opiniami społecznymi, z przekazami wyniesionymi z domu, z tradycją i schematami przemycanymi od pokoleń. Z presją mediów, z wymaganiami rynku pracy, z rolami jakie pełnimy, w relacjach romantycznych. Tych warstw jest naprawdę wiele.

Spotykam kobiety, które rozpędzone siłą zawodowej codzienności, macierzyństwem i przyjaźniami, pewnego dnia zatrzymują się przed lustrem i po raz pierwszy od dawna pytają siebie: Kim ja właściwie jestem? Czy mam jeszcze prawo czegoś chcieć? Czy mogę marzyć – naprawdę, po swojemu?

Bo przecież dzieci powoli wyfruwają z domu. Związki przechodzą swoje kryzysy i przemiany. Relacje społeczne nie są już tak intensywne jak kiedyś. I nagle w tej ciszy, która wcześniej była nieosiągalna, pojawia się przestrzeń na pytania, których bałyśmy się zadawać.

Ostatnio usłyszałam od bardzo młodej osoby zdanie, które długo we mnie zostało:
„Nie mówcie ludziom z mojego pokolenia: wszystko w waszych rękach. Przecież wasza dojrzałość jest nam potrzebna. Nie abdykujcie, nie znikajcie, nie wycofujcie się… Jeszcze tyle możecie zrobić – także dla nas.”

To zdanie było jak ciepły, mocny uścisk – przypomnienie, że kobieca dojrzałość ma ogromną wartość, której nie wolno lekceważyć.

Inny ktoś, zupełnie mimochodem, zapytał: „A Ty? Jakie masz marzenia? Takie swoje, osobiste?”
I nagle coś we mnie drgnęło. Ja? Marzenia? Czy ja jeszcze mogę czegoś chcieć dla siebie?
A przecież to nic innego jak początek. A początek – choć przyprawia o lekki dreszcz – oznacza rozwój, wychodzenie ze strefy komfortu, delikatną konfrontację z tym, co już znamy. I pytanie: iść w to?

Bohaterki naszego artykułu to kobiety, które te pytania dopuszczają do siebie. Które mają odwagę słuchać swoich wątpliwości i tego, co jest pod nimi. Które akceptują – ale też protestują. Które chcą żyć intensywnie, widzieć siebie i być widziane. Chcą, by ich bliscy, pracodawcy, partnerzy, dzieci – widzieli kobietę, a nie jedynie rolę. One nie chcą się ścigać. One chcą smakować. Może właśnie teraz warto zrzucić z siebie ten pęd, w który wpychała je młodość, i pozwolić sobie rozkoszować się dojrzałością odmienianą przez wszystkie przypadki.

Przygotujcie się – usłyszycie od nich wiele pięknych, ważnych, bardzo mądrych zdań o akceptacji… i o nieakceptacji. O strachu, o radości, o godzeniu się i niegodzeniu, o tym, jak to naprawdę jest być kobietą w wieku dojrzałym.

Spotkałyśmy się wszystkie na sesji zdjęciowej, której ekskluzywnym partnerem była marka jubilerska Chaton. W blasku biżuterii – indywidualnie dobranej, podkreślającej osobowość każdej z bohaterek – rozmawiałyśmy długo i otwarcie. O tym, jak mamy się z własną dojrzałością. O upływie czasu. O tym, co boli, a co daje nam siłę.

W powietrzu unosiła się energia kobiecej mądrości, wspólnoty, uważności i wzruszającej delikatności. To spotkanie zostawiło w nas ślad – miękki, głęboki, prawdziwy. I kto wie… może kiedyś przerodzi się w nowe przyjaźnie, sojusze, relacje, które będą towarzyszyć nam w kolejnych pięknych odsłonach dojrzałego życia.


Co dobrego niesie ze sobą kobieca dojrzałość?


Aleksandra Białas

Aleksandra Bialas Ludzie
Aleksandra Białas

Ginekolożka, mama trzech synów, żona. Jej pasją jest ajurweda, której nauki regularnie pobiera w Indiach. Felietonistka, autorka wielu artykułów naukowych, prelegnetka, ale przede wszystkim praktyczka. To u niej pomocy szukają ci, którzy nie czują się zrozumiani czy akceptowani.

Z upływającym czasem mam się różnie – naprawdę różnie. Czasem biegnie szybciej niż ja i budzi lęk, że jest go mniej niż więcej. Bywa, że czuję ukłucie straty, tęsknotę za wersjami mnie, które odeszły, zanim zdążyłam je naprawdę poznać. A chwilę później pojawia się wdzięczność – bo ten sam czas zabrał to, co musiało odejść, i dał siłę, której wcześniej nie miałam. Upływający czas to cała paleta emocji: żal, złość, zachwyt i nauka w jednym. Jeszcze nie wiem, czy bardziej tęsknię za tym, co było, czy cieszę się na to, co dopiero przyjdzie.

Stawianie granic nie stało się łatwiejsze. Nadal boję się, że kogoś zranię, że ktoś się odsunie, poczuje pominięty. Zwłaszcza w pracy bywa to trudne. Ale jednocześnie coraz wyraźniej widzę, jak wysoki jest koszt ich braku – zmęczenie, przeciążenie, rezygnacja z siebie. Uczę się więc mówić „nie” jako formy troski o siebie. Powoli, niepewnie, ale z rosnącą świadomością, że dojrzałość to również umiejętność ochrony własnych granic.

W relacjach najważniejsze jest dla mnie bezpieczeństwo i prawda – taka, w której mogę oddychać, śmiać się, płakać, złościć. Potrzebuję obecności, niewielkich gestów. Wzajemności, niejednostronnego dawania. Relacji, w których mogę być sobą, a nie od siebie uciekać. Powierzchowne znajomości przestały mnie interesować; szukam delikatności, słuchania i przestrzeni, gdzie nikt nie musi udowadniać swojej wartości.

Kilka decyzji w dojrzałym wieku okazało się przełomowych, zwłaszcza ta o miejscu życia. Indonezja pewnie byłaby przyjemniejsza niż wietrzny Koszalin, ale to właśnie tu zaczęłam wybierać siebie – nie z egoizmu, lecz z potrzeby. Tu nauczyłam się słuchać wewnętrznego głosu, który zawsze wiedział, tylko wcześniej go zagłuszałam.

Każda kobieta w sile wieku powinna usłyszeć, że niczego nie straciła. Że to, kim jest, wynika z jej wyborów i odwagi. Że teraz nie jest „za późno”, „za dużo” ani „za mało”. Że może zacząć od nowa, kiedy zechce – nawet w neonowej czapce i z włosami we wściekłym rudym. Jej życie staje się pełniejsze i bardziej jej.

Sobie sprzed 20-30 lat powiedziałabym: przestań się spieszyć. Daj sobie pomóc. Nie musisz wiedzieć wszystkiego. Masz prawo błądzić. Zaufaj sobie – zwłaszcza tej cichej wersji, której wtedy nie umiałaś usłyszeć.

Inni powinni wiedzieć, że dojrzałe kobiety to nie są kobiety „po”. To kobiety „właśnie teraz”. Nie udają, nie zabiegają, nie szukają aprobaty. Ich siła jest cicha, ale niewzruszona. Potrafią kochać głębiej, bo poznały swoją wartość.

Jasne, czasem boję się, że przeoczę coś ważnego. Że wrócę do starych schematów: milczenia, udawania, brania na siebie zbyt wiele. Boję się strat, tych cichych, które zostawiają najgłębsze ślady. Najtrudniej pogodzić się z tym, że nie wszystko się naprawi i że nie wszystkie drzwi warto otwierać ponownie.

Nie zrobiłam nic spektakularnego, ale zaczęłam mówić „nie” tam, gdzie zawsze mówiłam „dobrze”. I świat się nie zawalił. Wreszcie stanęłam po swojej stronie.

Zmieniło się też moje podejście do związków. Dojrzały związek to spotkanie dwóch pełnych siebie ludzi, którzy idą razem, nie gubiąc własnych granic. To szacunek, obecność i uważność – a nie tylko chemia i motyle. A siłę czerpię także z kobiecych relacji – z kobiet, które słuchają, wspierają, widzą. Kobiet, które potrafią powiedzieć: „Brawo. Bądź z siebie dumna.”


Ewa Łuczak

DSC0410 Ludzie
Ewa Łuczak

Kierowniczka Działu Kształcenia na Politechnice Koszalińskiej, żona i mama. Słynie ze smacznych wypieków, odnawia meble, zna kilka obcych języków, a ostatnio, przełamując swoje lęki, rozpoczęła lekcje jazdy konnej.

Upływający czas przyjmuję dziś z łagodnością, jak przyjaciela, który niepostrzeżenie przysiadł obok. Patrzę na minione lata z czułością i lekką nostalgią, ale już bez kurczowego chwytania się przeszłości. Wspomnienia są dla mnie mapą, a nie kotwicą – prowadzą, ale nie zatrzymują. Coraz częściej łapię się na tym, że patrzę w przyszłość z umiarkowanym, lecz prawdziwym optymizmem, wierząc, że mimo wszystko wiele dobrego wciąż przede mną.

Dojrzałość nauczyła mnie stawiania granic i jasnego mówienia o własnych potrzebach. Zrozumiałam, że podróż przez życie polega nie na nakładaniu kolejnych masek, lecz na zdejmowaniu tych, które nie były moje. W relacjach cenię dziś prawdę – spokojną, bez potrzeby upiększeń. Potrzebuję ludzi, którzy potrafią wysłuchać, pobyć obok, uszanować mój rytm. Coraz wyraźniej widzę też wartość samotności, która nie jest ucieczką, lecz formą troski o własną harmonię.

Najbardziej przełomową decyzją był powrót z emigracji. To było jak rozbieranie domu, który znało się na pamięć, i budowanie go od nowa, cegła po cegle – w innym miejscu, z innymi ludźmi, z nowymi pytaniami. Trudne, potrzebne i formujące. Dzięki temu wiem, że potrafię zaczynać od zera – odważnie i świadomie.

Wierzę, że każda kobieta po 40., 50. czy 60. roku życia powinna usłyszeć, że czas nie jest ograniczeniem – jest aktualizacją. Nie jesteśmy „po przejściach”, ale po kolejnych wersjach siebie – mądrzejsze, pełniejsze, spokojniejsze. Dojrzałość to nie etap, to supermoc. Jesteśmy jak dobre wino — z wiekiem rośnie procent naszych możliwości.

Sobie sprzed 20-30 lat powiedziałabym: próbuj. Nie musisz znać celu ani mieć idealnego planu. Życie składa się z prób i błędów, z odważnych wejść w nieznane, z drzwi otwieranych bez pewności, co jest po drugiej stronie. To właśnie tam najczęściej czekają najpiękniejsze rzeczy.

Najbardziej boję się ograniczeń, które może przynieść ciało. Tego, że niektórych planów nie zdążę zrealizować. Czas i zdrowie są jedynymi przypomnieniami, że nie wszystko da się zaplanować. A jednak – wciąż dopisuję sobie kolejne rozdziały. W pięćdziesiątkę dosłownie wjechałam na koniu. I to jest najlepszy dowód, że wciąż mogę zaskakiwać samą siebie.

W relacjach jest dziś więcej spokoju. W małżeństwie – więcej zrozumienia, delikatnej świadomości naszych mechanizmów, większej odwagi w mówieniu o tym, co ważne. A „podgrzewanie ognia” nie jest już lękiem przed utratą, tylko uważnością, która karmi bliskość.

Wychowały mnie kobiety silne i czułe jednocześnie. Babcia Jadwiga – która samotnie uniosła życie, wychowała dwie córki, nigdy nie tracąc godności ani cichej odwagi. Mama Regina – moja najlepsza przyjaciółka, mądra, dobra, piękna w każdym wymiarze i pełna ciepła. Widzę ich serce i siłę w sobie. One nauczyły mnie, że można iść przez życie z godnością, łagodnością i podniesioną głową.

Podziwiam artystki – Boznańską, Lempicką – kobiety niezależne, barwne, idące własną drogą. Pokazały, że kobiecość może mieć nieskończenie wiele form. Ale fundamentem tego, kim jestem, pozostają dwie najważniejsze kobiety mojego życia: Babcia i Mama. Ich miłość i  odwaga prowadzą mnie do dziś.


Katarzyna Kołtan

Katarzyna Koltan Ludzie
Katarzyna Kołtan

malarka, graficzka, artystka. Bohaterkami jej obrazów są kobiety – tajemnicze i eteryczne, baśniowe, a jednak tak wyjątkowe.

Z upływającym czasem mam się… dobrze. Dopiero twoje pytania uświadomiły mi, że może powinnam się nad tym zatrzymać. Nie robię wielkich podsumowań ani noworocznych postanowień – wolę nie dokładać sobie ciężaru na barki. Wiek jest dla mnie bardziej ciekawostką niż realnym doświadczeniem, bo w środku wciąż czuję się młodo, a w liczeniu nigdy nie byłam wybitna. Dostrzegam oczywiście zmiany. Ale nie czuję, bym stała się kimś innym.

Gloryfikacja młodości mnie nie złości. Młodość jest piękna – wszyscy ją mieliśmy. A skóra trzydziestolatki naprawdę wygląda lepiej niż pięćdziesięciolatki, i nie ma sensu udawać, że jest inaczej. Największy problem polega na tym, że często za mało siebie lubimy. Jakby bycie sobą miało jakąś datę ważności. Ja wolę życzyć kobietom, żeby się kochały – naprawdę i do końca. Moje bliskie środowisko najpewniej ma dosyć moich rozmów o zdrowiu i badaniach kontrolnych, ale cóż… taki pakiet ze mną dostają i trudno, muszą to unieść.

Stawianie granic jest dziś łatwiejsze – może dlatego, że kiedyś byłam bardzo nieśmiała i mówienie o emocjach było dla mnie wyzwaniem. Teraz potrafię powiedzieć, czego potrzebuję, choć nadal się tego uczę. W relacjach cenię to, co chyba zawsze było dla mnie najważniejsze: lojalność, zaufanie, szczerość. To, że mogę liczyć na kogoś, i że ktoś może liczyć na mnie.

Jedną z przełomowych decyzji był wyjazd do Rzymu na kurs tempery żółtkowej – to tam zrozumiałam, co chcę robić. Malarstwo jest dziś moją pracą i moją pasją. Widzę też, jak dojrzałe kobiety w swoim zawodzie stają się fenomenalnie skuteczne – bo doświadczenie jest cichą, ale niezawodną supermocą. I to jest piękne.

A co powinna usłyszeć kobieta po 40,. 50., 60. urodzinach? Że jest kochana. Że jest ważna. I że wszystko skończy się dobrze – a jeśli jeszcze nie jest dobrze, to znaczy, że historia trwa. I że jeśli chce mieć fioletowe włosy albo całkiem siwe, to niech ma. I że ma prawo walczyć o siebie, o swoje pasje.

Sobie sprzed 20-30 lat powiedziałabym po prostu: jesteś fajna. I że te wszystkie zdjęcia, na których widziałaś katastrofę, za kilka dekad będą cię wzruszać. Trzymaj się przyjaciół – oni kiedyś staną się twoją rodziną, tą wybieraną.

Co powinni wiedzieć inni o kobietach dojrzałych? To samo, co o tych młodszych: każdy ma prawo do swoich wyborów, pasji i szczęścia. Do zaczynania od nowa bez pytania o pozwolenie. Do bycia sobą.

Czego się boję? Uśmiechnę się cytatem: „Chcesz rozśmieszyć Boga, powiedz mu o swoich planach”. Nie odpowiem więc.

Nie zaskakuję siebie dramatycznie – nie wspinam się na kominy i nie skaczę na bungee. Dzięki mojej mamie zawsze miałam wysokie poczucie własnej wartości. To nie jest coś, co odkrywam teraz.

Związki? Zawsze myślałam tak samo. Dla mnie fundamentem jest poczucie humoru, wspólne żarty i lekkość w codzienności. Uroda przemija, ale śmiech z tych samych absurdów zostaje na całe życie. A każda relacja wymaga troski – nic nie jest dane na zawsze.


Magdalena Holmik-Gabryś

Magdalena Homlik Gabrys Ludzie
Magdalena Holmik-Gabryś

Mama czwórki dzieci, żona, kobieta pełna pasji do tworzenia: projektuje wnętrza, pilnuje prac budowalnych, pisze, a ostatnio pochłonęła ją magia Góry Chełmskiej, jej wiedza na ten temat budzi podziw.

Choć – jak śpiewa Magda Umer – „już życia psiamać popołudnie”, dla mnie właśnie teraz jest cudnie. Z upływającym czasem nie walczę. Ja z nim płynę. Odnalazłam w sobie totalność dziecka, które nie zatrzymuje się na długo przy szarości. Codzienność mnie zachwyca, a wdzięczność za to, co było i jest, napełnia spokojem. Wierzę też, że to, co przyjdzie, będzie dobre. Ta wiara to już nie naiwność – to mądrość wieku, która przychodzi, kiedy przestajemy się szarpać z życiem.

Dziś łatwiej mi mówić o swoich potrzebach, bo wreszcie umiem je usłyszeć. Cisza stała się moją przyjaciółką. Kiedyś żyłam w biegu, w hałasie telewizora, w ciągłym „trzeba”. A teraz rano chodzę boso po ogrodzie, spaceruję z mężem po Górze Chełmskiej, wsłuchuję się w siebie. Z tej ciszy rodzi się spokój, który potem mogę rozdawać bliskim. Wiem już, że najpierw muszę zadbać o siebie, żeby móc zadbać o innych. A kiedy budzą się dzieci – zaczyna się ogień i chaos, który także kocham.

Najważniejsza jest dla mnie rodzina. Tworzymy relację pełną śmiechu, bliskości i tego prostego lubienia się nawzajem. Chodzimy razem po górach, wspieramy się, a starsi chłopcy zapraszają młodsze rodzeństwo do swojego świata – to chwile, które zapisują się we mnie najgłębiej. Poza tym lubię ludzi i wybieram dziś takich, przy których mogę być sobą, bez udawania i bez ocen.

Przełomowych decyzji było kilka: powrót z dziesięcioletniej emigracji, odejście z etatu, praca z domu. Ale najważniejsza była ta, która wydarzyła się w ciszy podlaskiej wsi – warsztaty gimnastyki słowiańskiej. Pojechałam pierwszy raz sama, na tydzień. Krąg kobiet – młodszych, starszych, różnych – rozmowy, ćwiczenia na trawie, dotykanie siebie od nowa. Tam złagodniałam, tam znalazłam moc. Od tamtej pory wracam na Podlasie regularnie, jak do własnego źródła.

Powrót do pisania też mnie zaskoczył. Kiedyś to kochałam, teraz znów stało się moim ikigai. Piszę o pradziejach Pomorza, o Górze Chełmskiej – łącząc pasję z wiedzą. Im jestem starsza, tym łatwiej łączę fakty, kwestionuję, szukam głębiej. Ograniczony czas działa jak lupa: kiedy już siadam do pracy, jestem w niej cała.

W tym dojrzewaniu ogromną rolę mają też kobiety blisko mnie. Moja szwagierka, Ewelina, kończy zaocznie psychoterapię – dojeżdżając z Czaplinka do Warszawy, pracując jednocześnie jako kurator. To przykład, że wiek naprawdę nie ma znaczenia. Liczy się stan umysłu, ciekawość świata, otwartość. Wiele odstałam też od mojej Mamy, to ona nauczyła mnie piec najlepszy sernik na świecie i gotować tak, aby gromadzić przy stole moich ukochanych ludzi.

Co powinna usłyszeć każda kobieta po 40., 50., 60. roku życia? Że życie się żyje – po prostu. Wiek to tylko rama, a ramy można otworzyć. Jesteśmy silne, zaradne, mądre. Dziewczyny rządzą – jak mówi nasza Tosia – a tak naprawdę rządzi nasze doświadczenie, intuicja i wrażliwość.

Gdybym miała powiedzieć coś sobie sprzed 20 lat, powiedziałabym: „Wszystko trzeba przeżyć. Każdy etap przyniesie ci sens, jeśli go nie przegapisz”. I że przyjdzie taki moment, kiedy poukładasz sobie świat tak, że będzie ci w nim dobrze. I właśnie w takim momencie jestem.


Specjalne podziękowania kierujemy do:

Luizy Mańkiewicz – współwłaścicielki sieci sklepów jubilerskich Chaton, za zaufanie, wsparcie i obecność przy tworzeniu tego projektu.
Chaton
https://www.facebook.com/chatonjubiler

Izabeli Rogowskiej i Bartka Orłowskiego – za pełne wrażliwości oko fotograficzne oraz nieocenioną asystę podczas sesji.
Izabela Rogowska
https://www.facebook.com/RogowskaFotografia

Bartek Orłowski
https://www.facebook.com/orlowskibartoszfotografia

Anieli Puszczewicz / aleinA Make Up – za piękny, subtelny makijaż, który podkreślił naturalne piękno bohaterek.
aleinA make up
https://www.facebook.com/aleinAmakeup

Anety Jakubowskiej / AJ Mobilny Fryzjer – za fryzury, które idealnie współgrały z charakterem każdej z kobiet.
mobilny fryzjer
https://fryzjermobilny.com/

Dawida i Patrycji Promińskich – za udostępnienie przestrzeni studia fotograficznego przy ul. Giełdowej 14, która stworzyła wyjątkową oprawę dla naszego spotkania.
Giełdowa 14
https://www.facebook.com/gieldowa14