Podbiła serca widzów dziesiątej edycji „MasterChefa”, pewnie krocząc przez kolejne etapy programu aż do samego progu półfinału. Choć przygoda na planie dobiegła końca, jej kulinarne ambicje nabierają smaku. Katarzyna Jezierska z Nosibądów koło Grzmiącej, mama piątki dzieci, żona tatuażysty i nauczycielka w-f w szczecineckiej podstawówce, postawiła wszystko na jedną kartę i tak powstała „Prowincja” – restauracja, do której zjeżdżają się smakosze z całej okolicy.
Kończąc przygodę z formatem telewizyjnym, zapowiedziała z charakterystyczną dla siebie energią i determinacją – Świat gastronomii jeszcze o mnie usłyszy – i słowa dotrzymała. Specjalnie dla Czytelników „Prestiżu” zdradza, jak smakują święta na „Prowincji”, jednocześnie dzieląc się przepisami swoich ulubionych świątecznych specjałów.
Czym pachnie „Prowincja” w okresie świątecznym?
Prowincja o tej porze roku pachnie jak dom, do którego zawsze chce się wracać. W powietrzu miesza się aromat pieczonej gęsi, świeżej skórki pomarańczy, masła, które topi się na gorącej patelni, i przypraw, które sprawiają, że serce mięknie. To zapach wspólnego stołu – gwaru, śmiechu i tej dobrej energii, której uczymy się od siebie nawzajem każdego dnia. Tu, u nas, święta zaczynają się od zapachu, który otula jak ciepły koc.

Do jakiego świątecznego smaku z dzieciństwa chciałaby pani wrócić?
Do prostych smaków, tych bezpretensjonalnych, które tworzyły atmosferę domu. Do kompotu z suszu, który zawsze stał na kuchence i cicho bulgotał. Do makowca mojej mamy – ciężkiego, wilgotnego, wypchanego bakaliami do granic możliwości. I do rosołu, który gotował się „na jutro”, a pachniał już dziś. Te smaki nie były doskonałe… ale były nasze. I nic nie potrafi ich zastąpić.
Nie ma świąt bez…?
Bez stołu pełnego – i pełnego ludzi. Bez bałaganu w kuchni. Bez walki o to, kto wybiera prezent jako pierwszy. Bez dzieci, które biegają między nogami i podjadają pierogi zanim trafią na stół. Bez tego chaosu, który ja, mama piątki, kocham najbardziej, choć czasem marzę o chwili ciszy. Święta to nie dekoracje. Święta to żywi ludzie, ich emocje i ich apetyt.
Jak zmieniają się upodobania Polaków? Tradycja czy eksperyment?
Polacy są dziś odważniejsi. Coraz częściej zamiast klasyki wybierają ciekawostki: gęś w nowej odsłonie, tatar z twistem, rybę, która nie musi być „po grecku”, żeby była wyjątkowa. Ale jedno się nie zmienia – wracamy do stołu, który budzi wspomnienia. Ja widzę to w „Prowincji” każdego dnia: chcemy tradycji, ale podanej z pomysłem. Talerza, który szanuje przeszłość, ale nie boi się przyszłości.

Co u pani znajdzie się na świątecznym stole?
Dużo wszystkiego, bo mam dużą rodzinę i duże serce do karmienia ludzi. Będzie gęś, bo to symbol naszego domu. Będzie barszcz na dobrym, domowym zakwasie. Będą śledzie, ale w naszej interpretacji, czyli świeże, lekkie, na chrupiącej pierzynce, pełne charakteru. I zawsze, absolutnie zawsze… miejsce dla tych, którzy wpadną niezapowiedziani.
Najlepszy prezent to ten od serca – a co z prezentami jadalnymi? Co daje pani bliskim?
Zawsze wierzyłam, że jedzenie to najpiękniejsza forma troski. Bliskim daję to, co mogę zrobić własnymi rękami: pasztety, chutneye, domowe nalewki, małe torciki – takie na dwa dni, nie na tydzień. Prezenty, które nie mają kurzyć się na półce, tylko zniknąć w dobrej atmosferze i w dobrym towarzystwie. Nic nie łączy tak, jak wspólna łyżeczka nad jednym deserem.

„Prowincja” w karnawale – czym zaskoczy swoich gości?
Karnawał u nas będzie jak dobra zabawa: trochę szalony, trochę elegancki, bardzo aromatyczny. Będą dania, które rozgrzewają bardziej niż kominek, np. wołowe policzki, śledzie, które potrafią rozkręcić rozmowę przy stole, i słodkości, po których nikt nie chce kończyć wieczoru. Do tego koktajle, które zrobią w głowie lekki karnawał nawet tym, którzy przyszli „tylko na chwilę”. Chcę, żeby goście mieli wrażenie, że przy stole tańczą wszystkie ich zmysły.
Śledzik na chrupiącej pierzynce
Składniki:
– 4 płaty śledzia matjias
– 1 mała cebula
– 1 jabłko kwaskowe
– 1 ogórek kiszony
– 2 łyżki majonezu
– 1 łyżka gęstej śmietany
– 1 łyżeczka musztardy francuskiej
– 1 łyżeczka miodu
– pieprz świeżo mielony
– 2 kromki ciemnego pieczywa
Przygotowanie:
Pokrój cebulę, jabłko
i ogórka w drobną kostkę.
Dodaj majonez, śmietanę
i musztardę. Śledzia zwiń
w rulonik, zepnij wykałaczką
i ułóż na pierzynce. Pieczywo
zrumień na patelni – ma być chrupkie. Całość chłodna, krucha, kremowa – po prostu magia.

Tatar wołowy – klasyka w wersji Prowincji
Składniki (2 porcje):
– 200 g polędwicy wołowej najwyższej jakości
– 1 żółtko z jaja od szczęśliwej kury
– 1 mała szalotka, drobno posiekana
– 2 ogórki kiszone – tylko te jędrne i kwaśne!
– 1 łyżeczka musztardy francuskiej
– 1 łyżeczka oliwy
– sól, pieprz do smaku
– kilka kropli sosu Worcestershire
Przygotowanie:
Mięso siekaj nożem, z wyczuciem – tu liczy się faktura, nie maszynka. Dodaj szalotkę, ogórka, musztardę i oliwę. Dopraw solą i pieprzem. Uformuj zgrabną porcję, na środek wlej żółtko.
Serwuj z chrupiącą grzanką.
Prosto, szlachetnie, obłędnie





















