J.Bursza Mscice2 1960 Ludzie

Odzyskiwanie pamięci, która należy się temu miejscu

Kiedy Paulina Stempińska po raz pierwszy zaczęła chodzić z psem po parku w Mścicach, widziała przede wszystkim gęsty drzewostan, zarośnięte ścieżki, prostokątny, nienaturalnie pusty fragment terenu i kilka niepokojących śladów po czymś, co musiało tu kiedyś stać. „To nie mogło być przypadkowe” – wspomina dziś. Intuicja podpowiadała, że ten skrawek zieleni w środku wsi kryje historię dużo poważniejszą niż zwykły „zakątek do spacerów”.

Dopiero po latach okazało się, że park jest jednym z najważniejszych nośników pamięci o dawnej wsi – z dwoma cmentarzami, z pomnikiem poległych, z wojewódzkimi dożynkami, z całą siecią powiązań z Mielnem, Łeknem, Strzeżenicami i Koszalinem. Ale co najciekawsze, Paulina Stempińska, odkrywając krok po kroku historię tego miejsca, zafundowała sobie przygodę detektywistycznego historyka amatora. Na dobre na kilka miesięcy przepadła w archiwach, internetowych forach, przy tłumaczeniach i korespondencji – wszystko wskazuje na to, że ta „przygoda” uruchomiła ciąg zdarzeń, których początku właśnie jesteśmy świadkami.

Książka, która otworzyła drzwi

Zanim jednak Paulina zaczęła „dłubać” w historii własnej miejscowości, wpadła jej w ręce książka, którą nazywa przełomową: „Miedzianka” Filipa Springera – reportaż o dolnośląskim miasteczku, które w latach 50. XX wieku po prostu wymazano z mapy, mimo że miało bogatą, wielowiekową przeszłość.

– Zawsze lubiłam historię, ale raczej z daleka, szkolnie. „Miedzianka” była pierwszą książką, która naprawdę otworzyła mi oczy. Nagle zobaczyłam, że takie „zniknięte” miejsca nie są abstrakcją. Że Dolny Śląsk, Ziemie Odzyskane, to konkretne miasta, wsie, ludzie, których opowieści urwano – mówi.

Po Springerze przyszły kolejne lektury – reportaże o Ziemiach Odzyskanych, o poniemieckich domach, o ludziach przesiedlonych po 1945 roku, o trudnym dziedzictwie „nie swoich” miejscowości. Szczególnie warta polecenia książka Karoliny Ćwiek – Rogalskiej „Ziemie. Historie odzyskania i traumy”. W międzyczasie przyszła refleksja: Mścice też są częścią tej samej opowieści.

– Nie jesteśmy tu przecież z dziada pradziada. Moi dziadkowie opowiadali o życiu w centralnej Polsce. Tutaj ich historia dopiero się zaczynała. Zrobiła się we mnie taka wyrwa: niewiele wiem o tym, co było przed nami – przyznaje.

Dozynki w Mscicach 1976 rok Ludzie
Starosta i starościna niosą bochen chleba dla gospodarza dożynek. Dożynki w Mścicach 1966 rok

Rewitalizacja, która zamieniła się w śledztwo

Przełomem był rok, w którym Paulina zrezygnowała z wcześniejszej pracy zawodowej i zyskała przestrzeń, by zaangażować się w sprawy gminy Będzino. W tym czasie pojawił się projekt rewitalizacji parku w Mścicach – przedsięwzięcie samorządowe, finansowane z funduszy gminnych i zewnętrznych.

– To nie był mój projekt – podkreśla. – Gmina dostała pulę pieniędzy na zagospodarowanie parku, odtworzenie jego układu i wprowadzenie nowych funkcji. Jednym z elementów było stworzenie tablic informacyjnych o historii tego miejsca. Mnie przypadło napisanie treści informacyjnych.

Szybko okazało się, że zadanie jest trudniejsze, niż wyglądało na papierze.
– Praktycznie nie istniały żadne ogólnodostępne materiały o historii parku. Miejsce jest wpisane do rejestru zabytków, ma założone karty konserwatorskie, wiadomo, że obejmuje dwa cmentarze – a jednocześnie w powszechnej świadomości nie funkcjonowała niemal żadna narracja. Ściana – opowiada.

Konsultacje z konserwatorem narzucały zakres prac: brak betonowych alejek, naturalne, sypane ścieżki, delikatne ingerencje w drzewostan. Ale to, co najbardziej zaczęło fascynować Paulinę, kryło się pod warstwą ziemi i niepamięci.

Dwa cmentarze i jedna fundacja: von Schmelingowie

Z kart konserwatorskich wynika jasno: w parku znajdują się dwa cmentarze.
Pierwszy to cmentarz ewangelicki, publiczny, założony w 1936 roku, podzielony na kwatery dziecięce i kwatery dla dorosłych. Powstał stosunkowo późno – chwilę przed wybuchem II wojny światowej. Wcześniej mieszkańcy Mścic należeli do parafii w Strzeżenicach, gdzie znajdował się kościół i cmentarz parafialny. Świątynię w Strzeżenicach spalono i zburzono w 1945 roku przez stacjonujące tam oddziały Armii Czerwonej.

Drugi to cmentarz rodowy rodziny von Schmeling, właścicieli tutejszych dóbr. Gałąź rodu zarządzała majątkami w Mścicach, Dobrym, Dobiesławcu, Strzeżenicach i Mielnie. W 1803 roku von Schmelingowie założyli fundację rodzinną, która miała administrować wszystkimi tymi dobrami – zachował się nawet wykaz kolejnych zarządców fundacji, z wyszczególnieniem lat ich urzędowania.

– To już jest konkret: nazwisko, data, instytucja. Wiemy, kto tutaj faktycznie „trzymał pieczę” nad ziemią – mówi Paulina.

Fragmenty nagrobkow zachowane w miejscu dawnego cmentarza w Mscicach Ludzie
Fragmenty nagrobków zachowane w miejscu dawnego cmentarza w Mścicach

Bernhard Kumrow i pani Rita

Jednym z kluczowych źródeł dla powojennych badaczy Mścic okazała się praca Bernharda Kumrowa, przedwojennego zarządcy okręgu. Spisał on szczegółową księgę mieszkańców, z numerami domów i nazwiskami wszystkich rodzin. Na tej podstawie niemiecka autorka, Rita Scheller* – potomkini rodu Schmelingów – przygotowała w latach 70. XX wieku dwie monografie: jedną poświęconą samym Mścicom, drugą swojej rodzinie z Mielna. Dodać trzeba, że wydawnictwa są na tyle niszowe, iż zapoznać się z nimi miało okazję naprawdę wąskie grono pasjonatów regionu.

– Dzięki temu mamy kompletny obraz wsi sprzed wojny. Wiemy, kto gdzie mieszkał, jak wyglądał układ zabudowy. Wiemy też, że po 1945 roku nikt z dawnych mieszkańców Mścic tu nie pozostał – wszyscy zostali wysiedleni albo wyjechali – opowiada Paulina.
Pani Rita Scheller przez wiele lat przyjeżdżała do Polski, odwiedzała okolice Mścic i Mielna, utrzymywała żywe relacje z polskimi badaczami, również tymi pochodzącymi z Koszalina. W 1960 roku w Mścicach pojawił się wybitny etnograf prof. Józef Burszta, który dokumentował lokalną kulturę jamneńską – jego zdjęcia z tego okresu wciąż można znaleźć w archiwach. Wiadomo, że później odwiedził także panią Ritę w jej mieszkaniu w Niemczech. Rozmawiali o kulturze regionu, obrzędach, pamięci i niemieckim „Heimacie”.

– Dla nich ta ziemia była ojczyzną. Dla naszych dziadków – nowym startem. My jesteśmy gdzieś pośrodku, dopiero próbujemy to poskładać – podsumowuje Paulina.

Pomnik, działa i dożynki wojewódzkie: lata 1966–1976

Z czasem śledztwo Pauliny przeniosło się do archiwów. Jedną z takich pozycji była książka Charlotte Freyer „Pommern – unsere Heimat” oraz pomoc Pauliny Kelm z Urzędu Gminy Będzino, która utrzymuje kontakt z dawnymi mieszkańcami. Jej materiały, wiedza i kontakty okazały się niezwykle inspirujące.

Kluczowy okazał się album fotograficzny „Dożynki 1966”, dokumentujący wojewódzkie dożynki, które w tamtym roku odbyły się właśnie w parku w Mścicach.

Na zdjęciach widać tłumy, dekoracje, scenę – ale też coś, czego dziś już nie ma: pomnik Kriegerdenkmal upamiętniający poległych w I wojnie światowej oraz co najmniej dwa działa wojskowe ustawione na betonowych cokołach.

– Jedni mówią, że dział było trzy, inni, że dwa. Na zdjęciach i tak najbardziej wiarygodne wydają mi się dwa. Znalazłam fragment jednego z nich na fotografii – mówi Paulina. – Z relacji mieszkańców wynika, że zarówno pomnik, jak i działa zniszczono w latach 70.
Kolejne dożynki wojewódzkie odbyły się w Mścicach w 1976 roku. Wtedy pomnika, dział i dwóch cmentarzy już nie było.

– Starsze osoby mówiły mi, że przed dożynkami w 1976 roku wydano po prostu rozkaz: wszystko ma zostać usunięte. Pomnik, cmentarz rodowy – wszystko, co kojarzyło się z niemiecką przeszłością – opowiada Paulina.

Na ten proces nałożył się jeszcze szerszy kontekst prawny. 31 stycznia 1959 roku uchwalono w Polsce Ustawę o cmentarzach i chowaniu zmarłych, która umożliwiała likwidację cmentarzy i przekształcanie ich w tereny użyteczności publicznej, o ile od ich zamknięcia minęło 40 lat. W praktyce – jak zauważa Paulina – nikt nie ścigał tych, którzy robili to wcześniej.

– Ta ustawa stworzyła parasol ochronny nad procesem niszczenia. Formalnie wszystko było „zgodne z prawem”. Faktycznie – oznaczało to ciche przyzwolenie na wymazywanie śladów przeszłości – dodaje.

J.Bursza Mscice2 1960 1 Ludzie
J.Burszta – Mścice -1960 r.

Kamień z jednej, inskrypcja z drugiej

Los dawnych nagrobków z Mścic nie był wyjątkowy – wpisywał się w praktyki znane z całego regionu.

Granitowe płyty, często z tzw. szweda – czarnego granitu szwedzkiego – wywożono z cmentarzy, czyszczono z jednej strony, by z drugiej wykonać nową, polską inskrypcję. W wersji „oszczędnościowej” nie czyszczono nawet kamienia: z jednej strony pozostawała oryginalna, niemiecka dedykacja, z drugiej – nowa, polska. Wykorzystywano je także do budowy cokołów, ogrodzeń i dróg.

– Dziś brzmi to brutalnie, ale warto pamiętać, w jakim klimacie emocjonalnym się to działo. Dla wielu osób wszystko, co niemieckie, było po prostu „złe”. „Im się należało za nasze krzywdy”. Dopiero teraz mamy dystans, żeby patrzeć na to jako na część naszej wspólnej, trudnej historii – mówi Paulina.

Park jako „lokalna perełka” i lustro świadomości

Im głębiej wchodziła w archiwa, rozmowy z seniorami i literaturę, tym mocniej czuła się związana z miejscem, którym miała się zająć „tylko na potrzeby tablic informacyjnych”.
Park w Mścicach był kiedyś żywym centrum wsi. Dziś, kiedy przechadzamy się po pozostałościach jego dawnej świetności, aż trudno uwierzyć, że ten kawałek ziemi spajał pod wieloma względami miejscowych. Wspominane dwa cmentarze, stawy, plac czy boisko, nasadzenia – po prostu miejsce spotkań ludzi, którzy byli blisko siebie.
– To była piękna, zadbana przestrzeń wspólna. Dziś bardzo mnie boli, kiedy widzę wyrzucone śmieci albo ślady dewastacji. A przecież są parki dworskie. Prowadzono ich inwentaryzacje („Dzieje wsi pomorskiej”, t. VII „Zabytkowe parki podworskie gminy Będzino” autorstwa Zbigniewa Sobisza). My mamy wiejski park z wyjątkowym drzewostanem, z historią, której wiele miejscowości mogłoby nam zazdrościć. To naprawdę lokalna perełka – podkreśla Paulina Stempińska.

Obecnie w parku powstała siłownia zewnętrzna, planowany jest plac zabaw, a w marzeniach Pauliny – także letnia scena, która pozwoli organizować koncerty, spektakle, spotkania. Równolegle trwa rozmowa o bardziej godnym oznaczeniu terenu dawnego cmentarza rodowego – tak, aby nie był tylko „nieczytelnym kwadratem” wśród drzew. Planowana jest także instalacja choinki w centralnej części jako nowa lokalna tradycja.

Łekno, Jamno, Mielno: sieć historii, która się łączy

Historia parku w Mścicach nie kończy się na granicy wsi. Paulina widzi ją jako część większej układanki.

W Łeknie, gdzie w kościele zmarł ostatni biskup katolicki przed reformacją, trwają prace nad odrestaurowaniem witraży z herbami lokalnych rodów – projekt realizowany przy współpracy z naukowcami z Uniwersytetu we Wrocławiu i niemieckimi badaczami witrażu. W Kazimierzu Pomorskim przypomina się postać księcia Kazimierza VII, biskupa protestanckiego, który miał tam swój domek myśliwski.

Sołectwo Łekno organizuje spotkanie historyczne, jak to zatytułowane „O tunelu, którego nie było”, które odbędzie się 02 grudnia w sali gimnastycznej miejscowej szkoły. Projekt finansowany z programu „Społecznik na 5!” i wspierany przez Stowarzyszenie na rzecz Gminy Będzino zakłada m.in. drukowanie starych fotografii na kaflach i wspólne opowieści seniorów o poszczególnych miejscowościach, a także opracowania historyczne poszczególnych wsi.

Do tego dochodzi kultura jamneńska, dawne żaglówki na Jamnie łączące morze, Koszalin i okoliczne wsie, przekazana niedawno przez niemiecką społeczność do Muzeum w Koszalinie kolekcja sztuki jamneńskiej – wszystko to tworzy gęstą sieć odniesień, z której można budować lokalną tożsamość.

– Mam wrażenie, że dopiero zaczynamy z tego korzystać. Przez lata patrzyliśmy na morze głównie jak na „maszynkę do zarabiania”, a nie jako na część większej opowieści o miejscu. Jeśli tego nie zmienimy, skończymy na sprzedaży chińskich pamiątek bez żadnej treści – mówi Paulina, której rodzina związana jest z morzem od dawna.
Co po nas zostanie?

Park w Mscicach Ludzie
Park

Kiedy rozmawia z mieszkańcami, lubi zadawać jedno, proste pytanie: „Co po nas zostanie?”

– Przyszliśmy po kimś, to prawda. Ale my też coś po sobie zostawimy. Pytanie: co? Czy park w takim samym stanie, w jakim go zastaliśmy? Czy może bogatszy o nowe drzewa, lepiej opisany, bardziej szanowany? – zastanawia się.

Marzy jej się książka – może nie akademicka monografia, ale solidne, udokumentowane, a jednocześnie przystępne opowieści o Mścicach, Łeknie, Mielnie, kulturze jamneńskiej, rodzinie von Schmeling, powojennych osadnikach. Pewne publikacje już są. Lokalny nauczyciel historii Tomasz Skonieczny napisał książkę pt. „Tę historię warto zachować. Wspomnienia mieszkańców gminy Będzino” z 2012 r.

– Ta historia się łączy. My dopiero zaczynamy ją opowiadać. I mam nadzieję, że robimy to już nie przeciwko komuś, tylko razem z tymi wszystkimi warstwami przeszłości, które tu istniały – mówi.

Park w Mścicach – jeszcze niedawno postrzegany jako zaniedbany skwer „gdzieś po drodze do Mielna” – staje się więc czymś więcej: miejscem, w którym odzyskuje się pamięć o ziemi, na której żyjemy.

Paulina Stempińska zaznacza: – Nie jestem historykiem, jestem kimś, komu nie jest obojętne to, gdzie mieszka. Szukamy tożsamości, regionalności – a ona tu jest. Bo kiedy odrzucić albo postawić na boczny tor, że byli to przede wszystkim Niemcy, to na pierwszy front wysuwa się to, że mieszkali tu ludzie tacy jak my. Mieli dzieci, swoje domy, o które dbali – niektóre świeżo pobudowane – mieli marzenia, mieli swoje ulubione miejsca spotkań, ba, nawet dwie restauracje, które były w Mścicach przed wojną. Byli tacy jak my. Kiedy poznajemy ich z nazwiska, poprzez ich wspomnienia, a nawet poprzez ich dawniejszą troskę o okolicę, stają się nam bliżsi. Kiedyś ktoś chodził po tym parku, być może tak samo jak ja dziś ze swoim psem. Fascynujące jest to, że tak wiele miejsc można jeszcze odkryć dla siebie, bo te historie są na wyciągnięcie ręki.

Często też myślę o tym – dodaje – że przychodząc na Ziemie Odzyskane, nawet jeśli rzucił nas tu niechciany los, „odziedziczyliśmy” po poprzednikach domy, gospodarstwa, ale i części wspólne, jak ulice, parki, nasadzenia. Ile z tego jeszcze ocalało? A ilu rzeczom pozwoliliśmy zniknąć na zawsze? A przecież mogliśmy dołożyć swoją cegiełkę. Rozbudować park, zadbać o domy. Dać coś z siebie.

Park w Mścicach to tylko przykład tego, jak historia i ludzie tej ziemi potrafią wciągać. Paulina Stempińska odtworzyła całe drzewo genealogiczne rodziny von Schmeling. Sprowadziła wiele broszur wydawanych w Niemczech ze wspomnieniami tych, których stąd przesiedlono.

Kiedy pytamy, czy seniorzy – ludzie, którzy mogą coś jeszcze pamiętać, pierwsi pionierzy z Mścic – chcą rozmawiać, mówi: – Wielu z nich już nie ma. Krążą różne legendy. A młodsze osoby, takie jak ja, odkrywają to miejsce dla siebie po raz pierwszy. Jest jeszcze wiele do zrobienia, do poznania. A dla mnie – amatora – jest to wspaniała przygoda i fascynująca podróż w czasie, o której w końcu można mówić na głos.

Paulina stempinska i tablice informacyjne w parku w Mscicach Ludzie
Paulina Stempińska i tablice informacyjne w parku w Mścicach