W listopadzie 2025 roku Andrzej Zborowski – jeden z najwspanialszych polskich konferansjerów muzycznych, pedagog, śpiewak i popularyzator kultury, obchodzi dziewięćdziesiąte urodziny. Wielu melomanom to nazwisko kojarzy się z elegancją, spokojem, błyskotliwym poczuciem humoru i ogromną wiedzą muzyczną. Przez całe życie był obecny na estradach filharmonii w Polsce i za granicą. Występował jako solista, a z czasem stał się mistrzem słowa wprowadzającego słuchaczy w świat dźwięków.
Od Galicji do Śląska
Andrzej Zborowski urodził się w 1935 roku w Łęgu pod Tarnowem, w dawnej Galicji. Wspomina dzieciństwo jako czas prosty, ale pełen ciekawości świata. W jego rodzinnym domu nie było tradycji muzycznych, jednak już od najmłodszych lat przejawiał wyjątkową wrażliwość na dźwięk. Kiedy miał sześć lat, dostał od bliskich patefon z kilkoma płytami na 78 obrotów. To był początek jego muzycznej przygody. Jak sam mówi: „Słuchałem godzinami i zarażałem innych. Dla mnie to było coś niezwykłego”.
Po wojnie rodzina Zborowskich przeniosła się na Śląsk, do Bytomia.
To właśnie tam pan Andrzej dorastał, chodził do szkoły i po raz pierwszy zetknął się z muzyką w sposób bardziej świadomy. W Bytomiu działała wówczas znakomita Opera Śląska. Pewnego dnia nauczyciel zaprowadził uczniów na przedstawienie. Dla młodego Andrzeja to było objawienie: magia sceny, orkiestry, śpiewu i światła zachwyciła go tak bardzo, że postanowił związać swoje życie z muzyką.
Studia i pierwsze występy
Po maturze rozpoczął naukę w Państwowej Średniej Szkole Muzycznej w Rybniku, a następnie dostał się na Wydział Wokalny Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej w Katowicach. Studia dały mu solidne przygotowanie techniczne i artystyczne. Już w czasie nauki występował jako solista w Filharmonii Częstochowskiej i Opolskiej, ale przede wszystkim Rybnickiej; także prowadził koncerty. To drugie początkowo z konieczności, bo ktoś musiał coś powiedzieć między utworami. Z czasem ta „dodatkowa” funkcja przerodziła się w pasję i nowy kierunek kariery.
„Kiedy jechaliśmy na koncerty, ktoś musiał zapowiadać, bo nie było wtedy prelegentów. Zawsze mnie wypychali. I tak już zostało” – wspomina z uśmiechem.

Zespół Madrygalistów i występy za granicą
Po ukończeniu studiów Andrzej Zborowski został przyjęty do Zespołu Madrygalistów Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy. Zespół specjalizował się w muzyce dawnej, a jego poziom artystyczny należał do najwyższych w Polsce. Wraz z nim młody śpiewak występował w wielu miastach Europy: w Bukareszcie, Ploeszti, Lipsku, Halle i Kolonii. Dwukrotnie brał udział w festiwalach Młodzieży Muzycznej w Bayreuth, wykonując partie Jakuba we „Flisie” i Stanisława w „Verbum Mobile” Stanisława Moniuszki.
Był to czas intensywnej pracy i podróży, ale też nauki estradowego profesjonalizmu. Występy w zagranicznych salach koncertowych dawały cenne doświadczenie i pozwalały poznać różne kultury muzyczne.
Od śpiewu do słowa
Z biegiem lat coraz częściej występował nie tylko jako solista, ale i konferansjer. Początkowo była to funkcja pomocnicza, z czasem jednak stała się jego głównym zajęciem. „Głos się z czasem forsował, bo nie było mikrofonów, a ja śpiewałem i zapowiadałem. Później zrobiłem kwalifikacje na konferansjera i dostałem najwyższą kategorię – „S”. Tak narodził się mój nowy zawód” – mówi.
Dzięki tej decyzji jego kariera nabrała nowego wymiaru. Prowadził koncerty symfoniczne, kameralne, edukacyjne i gale operowe w filharmoniach w Warszawie, Katowicach, Rybniku, Zabrzu, Poznaniu, Toruniu, Rzeszowie, a także w Koszalinie i Słupsku oraz wielu innych miastach. Był znany z nienagannej dykcji, spokoju i umiejętności nawiązywania kontaktu z publicznością.
Koncerty szkolne – muzyczna edukacja pokoleń
Największą część zawodowego życia Andrzeja Zborowskiego zajmowały koncerty szkolne. Przez dziesięciolecia prowadził ich tysiące. Często w ciągu jednego dnia dawał cztery lub pięć występów, pokonując setki kilometrów po Pomorzu i Śląsku.
„Było bardzo pracowicie. Czasem 200 kilometrów dziennie, koncerty przed południem dla dzieci, a wieczorem jeszcze dla dorosłych. Ale warto było. Wielu dorosłych dziś ludzi wspomina, że ich pierwsze spotkanie z muzyką klasyczną miało miejsce właśnie na takich koncertach” – mówi z dumą.
Andrzej Zborowski jest przekonany, że edukacja muzyczna w Polsce wciąż wymaga większej troski. Często porównuje sytuację w naszym kraju do Austrii czy Niemiec, gdzie muzyka jest integralną częścią programu szkolnego. „U nas w szkołach muzykę zaniedbano. Myśmy to starali się uzupełniać koncertami, które raz w miesiącu dawały dzieciom okazję do poznania muzyki. To były takie muzyczne lekcje życia”.
Przeprowadzka do Koszalina
W latach siedemdziesiątych los zetknął go z profesorem Andrzejem Cwojdzińskim, dyrektorem Filharmonii Koszalińskiej. To właśnie on zaprosił Zborowskiego i jego żonę do współpracy. Początkowo traktowali to jako przygodę, później – jako nowy etap życia.
„Na początku wydawało się, że to drugi koniec świata. Ale dziś jestem bardzo wdzięczny profesorowi Cwojdzińskiemu za tamtą propozycję. To była dobra decyzja” – wspomina artysta.
Śląsk był wówczas regionem silnie uprzemysłowionym i zanieczyszczonym. Przeprowadzka nad morze była jak oddech świeżego powietrza, dosłownie i w przenośni. „Na Śląsku było czarno, brudno. A tu – lasy, jeziora, morze. Piękna przyroda. Od razu poczuliśmy się dobrze”.
Zborowski szybko zadomowił się w Koszalinie. Przez lata współpracował z Filharmonią Koszalińską, prowadził koncerty symfoniczne, organowe i edukacyjne, występował w szkołach i ośrodkach kultury całego regionu.

Praca z pasją i przygotowaniem
Mimo ogromnego doświadczenia Andrzej Zborowski nigdy nie występował bez przygotowania. Każdy koncert traktował poważnie, niezależnie od tego, czy występował przed dziećmi, młodzieżą, czy dorosłymi. „Zawsze trzeba wiedzieć, o czym się mówi. Jeśli zapowiadam utwór, to muszę coś o nim wiedzieć. Dziś korzystam z laptopa, słucham nagrań, sprawdzam informacje. Nawet przy znanych kompozytorach lubię sobie coś przypomnieć” – opowiada.
Jego zdaniem konferansjer powinien być nie tylko dobrze poinformowany, ale też mówić w sposób prosty i zrozumiały. „Nie można zasypywać publiczności datami. Lepiej powiedzieć coś, co ich zaintryguje, rozśmieszy albo wzruszy”.
Ulubieni kompozytorzy
Zapytany o muzyczne sympatie, odpowiada bez wahania: „Stanisław Moniuszko. Im bardziej się wgłębiam w jego twórczość, tym bardziej go podziwiam. To był genialny kompozytor, choć dziś trochę zapomniany. Jego harmonie i melodie to prawdziwe arcydzieła”.
Oczywiście – przede wszystkim – ceni Fryderyka Chopina, nie tylko za muzykę, ale i za to, że jego twórczość stała się symbolem Polski w świecie. „Konkursy Chopinowskie, to nasz skarb narodowy. To wspaniała promocja polskiej kultury. Japończycy czy Koreańczycy przyjeżdżają do Warszawy, żeby lepiej zrozumieć Chopina i często wiedzą o nim więcej niż my”.
Edukacja, publiczność i zmieniające się czasy
Zborowski z pewnym żalem mówi o tym, że w Polsce coraz mniej ludzi uczestniczy w koncertach klasycznych. „Brakuje nam trochę kultury uczestnictwa. Ludzie mają coraz mniej czasu na skupienie, a muzyka wymaga uwagi. Ale kiedy ktoś już przyjdzie, często wychodzi zachwycony”.
Pan Andrzej zapowiada także koncerty kameralne, w ramach cyklu „Morze Architektury”, gdzie wykład poprzedza chwila muzyki. Jego zdaniem rola konferansjera polega dziś również na edukacji dorosłych. „Zdarzyło się, że podpowiadałem, kiedy klaskać, a kiedy nie. Nie każdy musi wiedzieć wszystko o muzyce. Jeśli mogę coś wyjaśnić czy podpowiedzieć, to chętnie to robię. Sam też z przyjemnością się uczę.”
Życie po pandemii
Pandemia COVID-19 była momentem przełomowym. To wtedy zakończył prowadzenie regularnych koncertów szkolnych. „Myślałem, że sam zdecyduję o końcu, ale pandemia zrobiła to za mnie. Koncerty się zatrzymały. Dziś, po pięciu latach, wróciły w jakimś zakresie i głównie prowadzą je młodsi, a ja wraz z Piotrem Grelowskim – doskonałym pianistą Filharmonii Koszalińskiej. I tę edukację zaczęliśmy od Chopina.
Pan Andrzej nie zniknął więc z estrady. Nadal można go zobaczyć w czasie koncertów w Koszalinie, czasem w innych miastach. Prowadzi też spotkania muzyczne z seniorami w klubach, gdzie opowiada o kompozytorach i odtwarza nagrania. „Ludzie to lubią. Widzę, że czekają na te spotkania. Dla mnie to też radość, bo mogę dalej dzielić się muzyką”.
Codzienność i pasje
Dziś, mimo 90 lat, Andrzej Zborowski pozostaje aktywny. Mieszka w Koszalinie z żoną, z którą często spaceruje po Górze Chełmskiej i nad morzem. „Nie jestem morsem, ale lubię zimne kąpiele, ale te orzeźwiające, a nie ekstremalne” – żartuje.
Przyznaje, że dopiero teraz ma więcej czasu na lekturę. Sięga po książki o muzyce, kulturze, ale także po literaturę piękną. „Zawsze musiałem dużo czytać, żeby mieć zaplecze do prowadzenia koncertów. Nigdy nie przygotowywałem tekstu słowo w słowo, ale lubiłem wiedzieć jak najwięcej, żeby móc improwizować z sensem. Spojrzeć na publiczność i wiedzieć, co powiedzieć. Co do niej trafi”.
Ceni również teatr, malarstwo i dobre słowo. Uwielbia twórczość Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego. „To arcydzieła dowcipu i finezji. Każda piosenka to mała perła języka i muzyki”.

Muzyka, kultura, wartości
Andrzej Zborowski uważa, że kultura to nie tylko sztuka, ale i sposób bycia. Z ubolewaniem obserwuje zanik kultury dyskusji i wzajemnego szacunku. „Dzisiaj ludzie potrafią się opluwać, zamiast rozmawiać. Lepiej pokazać, że się chce coś zrobić, niż budować siebie na gnębieniu innych” – mówi z goryczą.
Jednocześnie wierzy, że muzyka wciąż ma moc łączenia. „To jest piękny świat. Nie wszystko wokół nas jest piękne, ale muzyka potrafi wydobyć z człowieka dobro. Dlatego warto o nią dbać”.
Dziewięćdziesiąt lat – i wciąż na scenie
Mimo wieku, pan Andrzej nie mówi o emeryturze w sposób ostateczny. Nadal przyjmuje zaproszenia od filharmonii, festiwali i organizatorów koncertów. „Nie planuję niczego, bo plany zawsze mi psują telefony z propozycjami. Jak ktoś zadzwoni i powie: ‘Panie Andrzeju, potrzebujemy pana’, to jadę” – śmieje się.
Prowadził koncerty w Krakowie, Kielcach, Wrocławiu, Bydgoszczy, Gdańsku, a nawet za granicą. Ma swoje ulubione miejsca, zwłaszcza Filharmonię Pomorską, z którą był związany od młodości.
Z sentymentem wspomina też operę w Bukareszcie i transmisje z Metropolitan Opera, które oglądał w kinie w Koszalinie. „To światowy poziom. Szkoda, że to się nie przyjęło – były wspaniałe”.
Refleksja na koniec
Gdy pyta się go, czy gdyby mógł zaczynać od nowa, wybrałby inną drogę, odpowiada bez wahania: „Nie. Byłem w świecie, który jest mi bliski. Może wiele rzeczy zrobiłbym lepiej, więcej bym się nauczył, ale chciałbym być dokładnie tu, gdzie jestem – w świecie muzyki”.
To zdanie najlepiej podsumowuje jego życie; pełne pracy, pasji, kontaktu z ludźmi i z muzyką, która wciąż w nim gra.
28 listopada jubileusz Andrzeja Zborowskiego świętowany będzie w Filharmonii Koszalińskiej specjalnym koncertem „9 tenorów na 90. urodziny”, w którym wystąpią Michał Borkowski, Tomasz Dziwisz, Szymon Jędruch, Michał Jopek, Piotr Pastuszka, Michał Ryguła, Wiktor Sobkowiak, Dariusz Stachura, Krzysztof Zimny – tenorzy; Jakub Chrenowicz – dyrygent; orkiestra Filharmonii Koszalińskiej, a gościem specjalnym będzie oczywiście Jubilat.





















