1 4 Wydarzenia

Plon niesiemy, plon

Pół wieku temu w Koszalinie odbyła się uroczystość Centralnych Dożynek. Impreza ta, jak żadna inna przedtem ani potem, wpłynęła na kształt powojennego miasta, które w przeciągu kilku zaledwie miesięcy zmieniło się nie do poznania.

W Polsce był to okres tzw. propagandy sukcesu. Po dekadzie siermiężnej „małej stabilizacji” lat 60. i rządów Władysława Gomułki, od ponad czterech lat rządził Edward Gierek. Wydawało się, że kraj dokonuje gigantycznego skoku cywilizacyjnego: rozpoczęto wielkie inwestycje takie jak Huta Katowice czy Port Północny w Gdyni. Fabryka Samochodów Małolitrażowych w Bielsku miała spełnić marzenia każdego Polaka o własnym aucie (fiat 126p). W sklepach pojawiła się coca-cola – do niedawna symbol amerykańskich imperialistów, a w kolorowych telewizorach można było oglądać alternatywny drugi program TVP.

Właśnie telewizja, ale również radio i prasa odgrywały w tych latach ogromną rolę, zagrzewając Polaków do „wytężonej pracy dla dobra socjalistycznej ojczyzny”. Slogany w rodzaju „Polak potrafi” czy „pracując dla kraju pracujesz dla siebie” miały dodawać entuzjazmu. I można powiedzieć, że przez pierwszą połowę lat 70. entuzjazm był, bo były widoczne efekty: rosła konsumpcja, a dzięki tzw. fabrykom domów, produkującym gotowe prefabrykaty, przybywało mieszkań. Propagowano kult pracy: wszędzie czytało się o „ludziach dobrej roboty”, przekraczających plany wydobycia lub zwiększających wydajność z jednego hektara. Podczas transmitowanych przez telewizję dni czynu partyjnego i dni czynu społecznego zakładano zieleńce, porządkowano nieużytki, wykonywano bezpłatnie prace dla dobra wspólnego.

Centralne Święta Plonów

W takim właśnie czasie i w takiej atmosferze zapadła decyzja, aby coroczne Centralne Dożynki, organizowane jeszcze do niedawna na stołecznym stadionie, zorganizować poza stolicą. Były to masowe widowiska z udziałem najwyższych władz partyjnych i państwowych, mające przede wszystkim wymiar propagandowy. Stanowiły nie tylko symboliczne świętowanie efektów wspólnej pracy, ale przede wszystkim demonstrację rosnącej potęgi i zamożności państwa, jedności społeczeństwa i jego poparcia dla władz, podkreślając znaczenie siły tzw. „sojuszu robotniczo-chłopskiego”, ważnego elementu władzy komunistycznej.

W 1971 roku Centralne Dożynki odbyły się w Opolu, w następnych latach w Białymstoku i Poznaniu, zaś we wrześniu 1975 roku miały odbyć się w Koszalinie, będącym stolicą województwa leżącego na „Ziemiach Odzyskanych” oraz rolniczego regionu opartego głównie na strukturach PGR, o której pisano, że jest „miastem młodych”.

Szerokie ulice

Decyzja o o wybraniu Koszalina na gospodarza ogólnopolskich dożynek została podjęta w listopadzie 1974 roku i ogłoszona oficjalnie dwa miesiące później. Na zwołanej 29 stycznia 1975 roku sesji Rady Miejskiej zdecydowano o gigantycznym remoncie miasta. Stolica województwa musiała się godnie zaprezentować wobec tysięcy spodziewanych gości. Wąskie, brukowane ulice miały zostać zastąpione przez gładko wyasfaltowane, szerokie arterie. Stare i zaniedbane budynki, wymagające kosztownych napraw bądź do remontu już się nie nadające rudery, liczne przybudówki i szopy przeznaczono do wyburzenia, a pozostałe miały być odmalowane i ozdobione, przynajmniej od frontu. Pieniądze popłynęły z budżetu państwa wartką strugą. Prace, planowane wcześniej na dwa- trzy lata, wykonano zaledwie w kilka miesięcy. Brakowało czasu i rąk do pracy. Przy budowie nowych ulic i poszerzaniu istniejących zatrudniono przedsiębiorstwa i robotników z całej Polski. Ekipy drogowe pracowały na dwie zmiany – po 20 godzin na dobę, a prasa na bieżąco informowała o postępach prac pisząc o „koszalińskim tempie robót”. Do pomocy wezwano junaków z Ochotniczych Hufców Pracy – młodych ludzi z Krakowa, Opola, Katowic i Warszawy i Złocieńca, a nawet żołnierzy koszalińskiego garnizonu.

W ciągu siedmiu miesięcy 1975 roku Koszalin wypiękniał. Gruntownie przebudowano i zmodernizowano układ komunikacyjny miasta. Przede wszystkim zrealizowano ostatni etap rozłożonego na wiele lat poszerzania ulicy Zwycięstwa, wyburzając północną pierzeję pomiędzy ul. Grunwaldzką i dworcem PKS. Powstały również inne szerokie, arterie: Aleja 30-lecia (dziś Armii Krajowej), ulice 4 Marca, Fałata, Janka Krasickiego (dziś Orląt Lwowskich), jasno oświetlone nocą przez nowoczesne lampy „pająki”. W centrum miasta zmieniono wygląd dość siermiężnego Placu Bojowników PPR (dziś: Rynek Staromiejski), poprzez położenie nowej nawierzchni. posadzenie zieleni na miejscu dotychczasowego postoju taksówek i wybudowanie fontanny.

Kolorowe kamienice

Odnowiono i ozdobiono prawie pół tysiąca budynków, zarówno przedwojennych, jak i zbudowanych po wojnie – to był złoty okres dla artystów plastyków nie tylko z Koszalina, ale i z innych miast. Wybudowano również sporo nowych; to właśnie z z tego „przeddożynkowego” okresu pochodzą pawilony obecnego Centrum Cegielskiego (wówczas sklep „Telimeny”), pawilon handlowy (d. sklep „Mrożonkowy”) obok delikatesów przy ul. Zwycięstwa, megasamy przy ul. Łużyckiej i Drzymały i nowe Delikatesy przy nieistniejącej już restauracji Neubrandenburg. Przed terminem oddano do użytku budowany od dwóch lat Zespół Szkół Mechanicznych (obecnie CKU) przy ul. Kniewskiego (obecnie Wańkowicza), gdzie mieli nocować dożynkowi goście. Dla nich też jako restauracja został wybudowany dawny „Pewex” przy tej samej ulicy, podobnie jak nieistniejąca już dziś studencka stołówka (późniejszy „Kwadrans”), która żywiła inną ich grupę. Powstał szereg nowych osiedlowych placów gier i zabaw dla dzieci (m. in. przy ul. Rybackiej, Kaszubskiej i Zacisze) czy urządzony w większości w czynie społecznym duży plac do gier sportowych przy Szkole Podstawowej nr 9. W mieście pojawiły się „wielkomiejskie nowinki” takie jak długo oczekiwany sklep Mody Polskiej, pierwsza w mieście pizzeria czy unikalna w skali kraju multimedialna rzeźba plenerowa, nazwana świetlnymi organami, projektu koszalińskiego artysty plastyka Huberta Marchlewicza. Wybudowany w 1973 roku amfiteatr zyskał unikalny w swojej konstrukcji dach nowatorsko zaprojektowany przez prof. Filipkowskiego z koszalińskiej Wyższej Szkoły Inżynierskiej, zaś obok niego urządzono ok. 400-metrowy deptak (część prac wykonano w ramach czynu partyjnego). Przy pomocy żołnierzy radzieckich rozbudowano stadion Klubu Sportowego Gwardia (wówczas nosił nazwę Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, dziś im. Leszka Figasa), na którym zaplanowano spektakularne widowisko artystyczne transmitowane na całą Polskę.

Dożynkowa wigilia

W sobotę, 6 września 1975 roku od rana, specjalnymi pociągami i autokarami do Koszalina, a na stadion specjalnymi autobusami komunikacji miejskiej zjeżdżały delegacje przodujących rolników ze wszystkich województw Polski, nocujące m. in. w domach wczasowych w Mielnie. O godz. 12:00 uroczyście otwarto wystawę rolniczo-przemysłową przy ul. Janka Krasickiego (dziś Orląt Lwowskich, na terenach dzisiejszych tzw. terenów podożynkowych), którą zwiedzili ówcześni najwyżsi dostojnicy partyjni i państwowi z I sekretarzem KC PZPR Edwardem Gierkiem, premierem Piotrem Jaroszewiczem, przewodniczącym Rady Państwa Henrykiem Jabłońskim na czele, w towarzystwie najwyższych władz partyjnych i państwowych Koszalina. Wzniesione wówczas pawilony, zaprojektowane przez koszalińskie Wojewódzkie Biuro Projektów Budownictwa Wiejskiego i wybudowane w rekordowo krótkim czasie czterech miesięcy (normalnie powinno to zająć ponad rok) zajmowały 11 hektarów. Uzupełnieniem tej ekspozycji była otwarta dzień wcześniej wystawa zwierząt hodowlanych w Kłosie. Tam, na zboczu wzniesienia otoczonego lasem, wybudowano w układzie tarasowym zestaw zaprojektowanych również przez architektów z tego samego biura obiektów inwentarskich z zapleczem i urządzeniami pozwalającymi w sposób nowoczesny organizować pokazy i aukcje hodowlane. Pokazano tam m. in. 120 sztuk bydła, 130 sztuk trzody, 50 koni, 220 owiec, zwierzęta futerkowe i drób.

Dla mieszkańców Koszalina największą atrakcją tego dnia były jednak gastronomiczne miasteczka rozlokowane w okolicach terenów wystawowych i stadionu „Gwardii”. Znalazły się na nich liczne stoiska m. in. „Centrali Rybnej”, „Ruchu” i „Otexu”, a także koszalińskiej fabryki cukierków „Bogusławka”, słupskiej „Pomorzanki” i poznańskiej „Goplany”. Przy ul. Kniewskiego (obecnie Wańkowicza) rozgościło się miasteczko WSS „Społem”z bogatą ofertą pięknych, soczystych jabłek i dorodnych winogron, które rozchodziły się jak woda. Dużym zainteresowaniem cieszyły się również stoiska z odzieżą dziecięcą, męskimi koszulami i bluzeczkami dla pań, a także odzieżą i galanterią skórzaną z Miastka. W delikatesach pojawiła się kultowa dziś szynka w puszkach „Polish Ham”, a także prawdziwy ówczesny rarytas: chałwa puszkach. Przy ul. Fałata najrojniej było przed stylowo urządzoną „Karczmą Słupską”. Licznych ciekawskich przyjmowały tu kelnerki w ludowych strojach, częstując słowińskimi potrawami i „konną przejażdżką” na ruchomych kolebkach przed barem, w kształcie drabiniastego wozu.

Przy amfiteatrze swoje kramy rozstawili twórcy ludowi i pamiątkarze przybyli z północnych i zachodnich regionów kraju. Dużym wzięciem cieszyły się liczne polowe restauracje, kawiarnie, smażalnie ryb, pijalnie, rożny i inne punkty tzw. małej gastronomii, oferujące przyrządzane przez mistrzów kuchni z Gminnych Spółdzielni z Jastrowia, Czarnego, Barwic i Darłowa flaki wołowe, pyzy, kaszanki, kiełbaski smażone, szaszłyki, golonki, a także prawdziwy hit: smażoną sielawę! W placówkach spółdzielczości ogrodniczo-pszczelarskiej i mleczarskiej szlagierem były kremy sułtańskie i lody Hortexu, ale koszalinianie zajadali się również lokalnymi wyrobami: jogurtami owocowymi i szampanem… serwatkowym. Ofertę handlową uzupełniały kiermasze książek, pocztówek, płyt i dziesiątek innych przedmiotów na 35 stoiskach rozlokowanych w wielu punktach miasta.

Niewątpliwą atrakcją była urządzona w sobotę parada jeździecka: ulicami miasta przeciągnęła kawalkada ponad dwudziestu jeźdźców z sekcji LZS (Ludowych Zespołów Sportowych) oraz powozów, na których reprezentanci Polski zdobyli srebrne medale na ostatnich mistrzostwach Europy w powożeniu zaprzęgami.

O godz. 16:00 na stadionie KS „Gwardia” rozpoczęła się generalna próba części taneczno-widowiskowej Centralnych Dożynek oraz pokazów sportowych w wykonaniu zespołów młodzieżowych. Do wstępu na stadion i obejrzenia próby upoważniały specjalne karnety wstępu rozprowadzane wśród mieszkańców Koszalina i województwa za pośrednictwem zakładów pracy.

Najważniejszym punktem pierwszego dnia była wieczorna impreza w amfiteatrze z udziałem najwyższych władz PRL, na której zgromadziło się ponad 5 tysięcy uczestników ogólnopolskiego spotkania młodzieży „Koszalin-75”. Byli nimi przodownicy pracy, członkowie brygad pracy socjalistycznej, racjonalizatorzy, pracownicy wielkich kombinatów rolnych, mistrzowie gospodarności, a także wzorowi uczniowie i studenci.

Widowisko

W niedzielę 7 września 1975 roku bramy stadionu zostały otwarte już o godz. 8:00, by wszyscy, którzy na tę imprezę otrzymali zaproszenia, mogli wcześniej zająć miejsca. Mogące pomieścić 30 tysięcy widzów trybuny odświętnie przystrojonego stadionu wypełniły się do ostatniego miejsca. Wraz z rzeszą ponad 12 tys. przybyłych z całej Polski rolników, miejsca naprzeciw głównej trybuny zajęła kilkutysięczna grupa uczestników Ogólnopolskiego Spotkania Młodzieży. Nad koroną stadionu, udekorowaną metalowymi, złotymi „trybosłońcami” i czerwonymi tulipanami, obok narodowego godła PRL, między biało-czerwonymi, czerwonymi i zielonymi flagami widniały hasła: „Niech żyje pokój i socjalizm”, „Każdy kłos na wagę złota”.

Punktualnie o godz. 10:00 na trybunach pojawili się najważniejsi goście: Edward Gierek, Piotr Jaroszewicz, członkowie Biura Politycznego, Rady Państwa, Prezydium Sejmu, przewodniczący satelickich partii: „wiejskiej” ZSL i „inteligenckiego” Stronnictwa Demokratycznego. Na honorowej trybunie zasiedli również przedstawiciele lokalnych władz, a także notable z sąsiednich województw. W uroczystościach brali także udział przedstawiciele Polonii, członkowie delegacji rolników z ZSRR i NRD oraz najwyżsi dostojnicy partyjni z Połtawy i Neubrandenburga.

Impreza na płycie stadionu była połączeniem widowiska słowno-muzycznego z pokazami sportowymi. W symboliczny sposób pokazano powojenną historię regionu (inscenizacja zaślubin z morzem, siew żołnierzy-osadników) łącząc niemą grę aktorów z efektami dźwiękowymi (odgłosy ostrzenia kos, szelestu koszonego ziarna itp.).

Punktem kulminacyjnym była ceremonia ofiarowania przez starościnę i starostę dożynek dorodnego bochna chleba (upieczonego przez właściciela koszalińskiej piekarni „Drzewiańskiej” Wacława Chodkowskiego) wręczonego Edwardowi Gierkowi, występującemu w symbolicznej roli Gospodarza. Ów przyjął go „jako symbol plonów w roku VII Zjazdu Partii” i wyraził podziękowania, obiecując dzielić go sprawiedliwie, by starczyło go wszystkim Polkom i Polakom. Po nim przemówienie wygłosił premier Piotr Jaroszewicz, po czym rozpoczęły się gorąco oklaskiwane pokazy tańców kaszubskich, łowickich, śląskich, krakowskich i góralskich. Następnie w ułożone tanecznym kręgiem serce wbiegły dzieci – symbol przyszłości, odśpiewując piosenkę o ukochanym kraju. Jak relacjonował dziennikarz: „Mimo deszczu, który co rusz zalewał trybuny, nikt nie wychodzi”. Widowisko zakończyły pokazy sportowców LZS, precyzyjnie wyćwiczone na niezliczonych próbach w ciągu ostatnich miesięcy m. in. na stadionie „Bałtyku”, a także w… Słupsku. Efektowne i bardzo plastycznie pomyślane układy i figury, układały się w hasła: „LZS pozdrawia”, „PZPR”, „Młodzież zawsze z partią”. W finale poprzebierani w ludowe stroje chłopcy i dziewczęta odtańczyli przepięknie mazura, zaś ostatnim punktem programu był wspólny pochód wszystkich uczestników: sportowców i tancerzy śpiewających „Wszystko tobie ukochana ziemio”. W sumie w widowisku wzięło udział około pięć tysięcy wykonawców. Trzygodzinna impreza była transmitowana przez radio
w programie I i telewizję w obu programach.

Na bogato

Koszty organizacji Centralnych Dożynek w Koszalinie oraz inwestycji z nimi związanych (przebudowa stadionu KS „Gwardia”, pokrycie dachem amfiteatru, modernizacja ulic) wyniosły ok. 400 mln zł.

Była to niemal jedna trzecia sumy określającej roczne nakłady inwestycyjne miasta. Wydarzenie stało się kamieniem milowym w historii rozwoju Koszalina, choć dziś decyzja o wyburzeniu części przedwojennych budynków bywa krytykowana, a centralną arterię komunikacyjną, jaką stała się wtedy szeroka ulica Zwycięstwa, postanowiono niedawno zwęzić. Wówczas jednak mieszkańcy byli dumni z dokonanych zmian. Dzień przed dożynkowymi uroczystościami Głos Pomorza pisał:
„W pół roku Koszalin stał się nie tym samym miastem. Sprawiło to prawdziwe pospolite ruszenie dożynkowe. Patrzcie, patrzcie, znacie Koszalin – mówią mieszkańcy grodu nad Dzierżęcinką – i wypinają dumnie pierś. Pewnie krasy miasta starczy na wiele lat, bo własną pracę szanuje się najbardziej.”