
Są tacy ludzie, dla których historia jest bardzo ważnym elementem życia, i którzy są w stanie poświęcić czas, by dotrzeć do jej uczestników. Tak jest w przypadku autorów projektu “Pamięć w fotografii”. Z Karoliną Świętosławską i Marcinem Bachtiakiem
– rozmawia Katarzyna Kużel.
– Skąd pomysł na stworzenie projektu dokumentującego historie kombatantów?
Karolina: Wszystko zaczęło się od naszej osobistej wrażliwości. Ja jestem bardzo związana z historią mojej rodziny: z babciami, dziadkami i ich przeżyciami. Marcin również nosi w sobie ten rodzinny przekaz. Pewnego dnia po prostu uznaliśmy, że chcemy zrobić coś więcej, pogłębiać tę wiedzę, docierać do ludzi. Przecież historia jest wśród nas. Trzeba tylko chcieć ją usłyszeć.

Marcin: I tak właśnie zrodził się ten projekt. Chcieliśmy zostawić coś po sobie. Coś ważnego, wartościowego. Coś, co nie przeminie. Uznaliśmy, że nasze umiejętności i czas można poświęcić czemuś naprawdę istotnemu.
– Dlaczego akurat fotografia?
Karolina: Zajmuję się fotografią zawodowo. Projekt opieramy głównie na czarno-białej fotografii portretowej, takiej klasycznej, poważnej. Używamy specjalistycznego sprzętu. Chcieliśmy, żeby portret był nie tylko dokumentem, ale też wyrazem szacunku, czymś godnym i ponadczasowym.
Marcin: Zdjęcie to tylko połowa pracy. Druga połowa to spotkania, rozmowy, a przede wszystkim emocje. To często są bardzo intymne chwile, które spędzamy z kombatantami.

– Jak wyglądały wasze pierwsze spotkania?
Karolina: Pierwsze bohaterki naszego projektu to siostry Danuta i Genowefa Ponikwia, ocalałe z obozu koncentracyjnego na Majdanku. Mieszkały niedaleko Białogardu. Spotkanie z nimi było dla nas przełomowe. Nie wiedzieliśmy, jak zostaniemy przyjęci. A trafiliśmy na niezwykle ciepłe osoby, gotowe dzielić się swoją historią. To był moment, kiedy poczuliśmy: „to ma sens”.
Marcin: Po tym spotkaniu ich rodzina zaczęła polecać nas dalej i tak zaczęliśmy docierać do kolejnych kombatantów. Ta otwartość dała nam motywację. Zrozumieliśmy, że mimo iż jesteśmy dla nich obcymi ludźmi, wzbudzamy zaufanie. To bardzo budujące.

– Macie ambicję sfotografować wszystkich kombatantów?
Karolina: Tak, od początku trzymamy się tej idei. Kiedy staraliśmy się o pierwszy patronat Związku Kombatantów, usłyszeliśmy, że w 2024 roku było jeszcze około 2500 osób z uprawnieniami kombatanckimi. Chcemy dotrzeć do każdego, do kogo się da.
– Czy projekt zmienił waszą perspektywę patrzenia na historię? Na ludzi, którzy byli jej uczestnikami?
Karolina: Bardzo. Każde spotkanie to nowe doświadczenie. Chociaż wiemy, czego mniej więcej się spodziewać, każda historia jest wyjątkowa, bo wplecione są w nią emocje, rodzina, osobiste przeżycia. To buduje więź. Staramy się ją pielęgnować. Wysyłamy kartki świąteczne, spotykamy się przy okazji wystaw. To już nie tylko dokumentacja, to jest prawdziwa relacja.

Marcin: Często po spotkaniu potrzebujemy czasu, żeby wszystko przetrawić. Te historie to nie suche fakty z podręcznika. To osobiste tragedie, wybory, których nikt z nas nie chciałby podejmować. Czasami jedziemy w ciszy. Potem analizujemy, rozmawiamy. I zawsze powtarzamy sobie: nie oceniajmy. Nikt nie powinien.
Historia jest dla nas tylko punktem wyjścia. Tak naprawdę interesuje nas człowiek. Zadajemy pytania: co czułeś, mając 12 lat i walcząc w Powstaniu Warszawskim? Co cię prowadziło? Pytamy też o przysięgi, które składali. To zawsze są poruszające momenty.
– Które spotkania szczególnie zapadły wam w pamięć?
Marcin: Spotkanie z panem Piotrem, który przeżył obóz koncentracyjny w Mauthausen-Gusen. Opowiadał, jak zdobywało się jedzenie, jak przemycano ziemniaki i jak pieczono je w puszkach po marmoladzie. Te ziemniaki można było piec tylko wtedy, gdy działało krematorium…

Pan Piotr ma dziś 105 lat, świetną formę i ogromne poczucie humoru. Ale jego opowieści są drastyczne i pełne bólu. A jednak dzieli się nimi, z życzliwością.
Karolina: Dla mnie szczególnym spotkaniem była wizyta u Maksymiliana Zajferta z Kołobrzegu, pseudonim „Znajda”. Przeżył wiele. To świadek egzekucji w Mosinach, walczył z UPA, został postrzelony w twarz. Historia jego życia była jak z filmu. Jego przezwisko „Znajda” nie pochodziło z wojska, tak mówiono na niego w dzieciństwie, bo długo nie miał imienia. Rodzina zachowała jego historię i powstała o nim książka “Obce gniazda” napisana przez Marię Tuszyńską.

– Jak na wasz projekt reagują rodziny bohaterów?
Karolina: Czasem rodzina dopiero przy nas dowiaduje się, jak ważną osobę ma w swoim otoczeniu. Często dziadkowie nigdy o tym nie mówili. Nie ma dokumentów, pamiątek. I wtedy, kiedy przyjeżdżamy z całym sprzętem, słyszymy: „Skoro ktoś fatygował się z drugiego końca Polski, to chyba nasz dziadek był kimś wyjątkowym”. To jest piękne.
– Co wam – pomysłodawcom, daje ten projekt? Co z niego wynieśliście?
Marcin: Satysfakcję. Czuję, że robię coś ważnego. Historia, którą dokumentujemy, jest nie tylko przeszłością. To proces. To wpływa na nasze dzisiejsze życie i na przyszłość. To, że dziadek walczył, a babcia przeżyła, jest ważne. Ale równie ważne jest, żebyśmy my potrafili to przekazać dalej.

Karolina: Kombatanci często mówią nam: „Teraz jest pięknie. Macie spokój. Macie jedzenie. Ale pamiętajcie o historii. Bo wolność nigdy nie jest dana raz na zawsze”. I my chcemy o tym przypominać. Godnie. Z szacunkiem. I z ciekawością drugiego człowieka – bo to jest najważniejsze.
W realizacji projektu “Pamięć w fotografii” uczestniczą także Łukasz Suchanowski, który pomaga w docieraniu do kombatantów, starosta białogardzki Paweł Wiśniewski, Wojciech Jankowski, Wojciech Rakowski oraz Bank Spółdzielczy w Białogardzie. Kolejne zdjęcia i historie kombatantów można śledzić na facebookowym profilu “Pamięć w fotografii”. Projekt można także wesprzeć poprzez portal: https://buycoffee.to/pamiecwfotografii























