duza grupa fanow z podniesionymi rekami bawi sie noca na koncercie muzycznym 1 Zdrowie i uroda
Large group of fans with arms raised having fun on a music concert at night.

Kobieta kobiecie: Dyskietka czyszcząca

Zmęczyły mnie te wakacje – powiedziała znajoma w ostatni sierpniowy weekend. – Miałam tyle planów. I, na moje nieszczęście, wszystkie udało się zrealizować. – To chyba dobrze – powiedziałam. Ona na to: – Wiesz, po tych wszystkich festiwalach, koncertach, wakacjach ze znajomymi i rodziną, która zjechała do nas nad morze, nie miałam chwili, żeby się ponudzić. Chciałam, wiesz… – tu podniosła palce, kreśląc w powietrzu znak cudzysłowu – zaliczyć wszystko, 10/10 moich planów, co to niektóre z nich zrobiłam jeszcze w zeszłym roku. A zupełnie nie zaplanowałam nudy, leżenia na kanapie, gapienia się w nic i przed siebie. Kolejna okazja… sama nie wiem, chyba dopiero za rok. Przydałaby się dyskietka czyszcząca.

Przebodźcowanie, nadmiar wrażeń, przedawkowanie aktywności, a nawet natłok towarzyskich spotkań potrafią powalić konia. Klasyczne FOMO (fear of missing out) społeczne zjawisko chęci uczestniczenia we wszystkim i lęku przed „przegapieniem” atrakcji, to zmora naszych czasów. W końcu wszystko jest pod ręką, żal nie skorzystać. Jakby świat miał się skończyć za chwilę. A gdy inni dowieli się, że wakacje spędzasz na nicnierobieniu, leżysz, oglądasz coś w telewizji, czy najzwyczajniej chodzisz na spacery tak, po nic – mogliby pomyśleć, że wysyłasz sygnały: jestem nudny, nieatrakcyjny?

Halo! Stop! Bądźmy ludźmi. Nie ma co definiować się i określać. Dajmy sobie przyzwolenie na reset, na zejście z torów pociągu ekspresowego do stacji „jak widzą mnie inni”.

Każdemu raz na jakiś czas przydałaby się dyskietka czyszcząca, która w szybki i bezbolesny sposób, spłucze z nas złogi zmęczenia i wszechobecnego nadmiaru. Bo czy, nie stojąc pod ścianą, z pistoletem przy głowie (w postacie zagrożonego zdrowia czy życia), potrafimy zaciągnąć hamulec ręczny?

To trudne, ponieważ pod hasłami rzeczy, które mają nas relaksować czy ubogacać, kumulują się chmury zmęczenia, wiecznej gotowości, formy czy kondycji.

Wyrzuty sumienia mam i ja: na biurku leżą zaproszenia na wystawę, koleżanka dzwoni, bo montuje ekipę na przyjęcie niespodziankę, w kinie leci film, który chciałam zobaczyć, jest ładna pogoda – to chyba trzeba iść na rower, albo chociaż na spacer, na nocnym stoliku piętrzą się książki i artykuły do przeczytania, siostra marzy o babskim weekendzie, wypadałoby zacząć coś organizować, jest okazja, bo tata oddał mi bilety na premierowy spektakl.

WOW – wszystko fajnie. Każda z tych rzeczy warta jest przeżycia i doświadczenia. A ja zwyczajnie nie mam na to siły.

– Chrzanić to – powiedziała w końcu moja znajoma.

Usiadłyśmy na wspólnej kawie i zaczęłyśmy rozmawiać o tym, co nas relaksuje. Kiedy zeszłyśmy z wysokiego C, pod którym kryły się: joga na trawie czy ceremonialne kakao, doszłyśmy zgodnie do wniosku, że dobrze jest po prostu poleżeć. Koniecznie w dresie, tym domowym, lekko zmechaconym i rozciągniętym. I cóż, że kolejne „okazje” uciekną. Pojawią się następne. A nawet jeśli nie, to świat na pewno nie przestanie się kręcić z tego powodu.

Zapytałam więc: – Jak już tak leżysz, to co wtedy? Ona na to: – A wiesz, lubię otaczać się tym, co już znam. Żadnych nowości czy zaskoczeń. Kolejny raz oglądam seriale, które wiem, jak się potoczą. Mam takie ulubione, wiesz… bez agresji i większych dram. Szukam bezpieczeństwa i stabilności we wszystkim, co mnie otacza – nawet w smaku herbaty. Dziwne?! Ale to mnie właśnie głaszcze mnie od środka.

– I tak zupełnie nie żal ci tych wszystkich odpuszczonych atrakcji? – dopytuje. – Żal, jak cholera. Wcale nie łatwo jest usiedzieć na miejscu. Pomaga nieco ograniczenie instagrama czy fejsbuka. Wiesz – dodaje moja znajoma – gdyby nie internet, nie czułabym, ile mnie omija. Ale od tego odciąć się jest trudno. Mam wrażenie, że nieustannie żyję w poczuciu winy. Gdzieś być powinnam, a jak już pójdę, to zaniedbam coś innego. I tak w kółko.

Zastanawiam się na głos: – Kiedy więc znajdziemy drogę do szczęścia i wolności, nawet tej w głowie? Moja znajoma podniosła wzrok znad filiżanki i po cichu wyszeptała: – Jak tylko odwołam zabukowane wszystkie weekendowe atrakcje z jesieni…