Wyobraź sobie świat sprzed 2 tysięcy lat. Mamy rok 25 n.e. Poncjusz Piłat za kilka miesięcy stanie się namiestnikiem Judei. Cesarstwo rzymskie przeżywa okres rozwoju gospodarczego i politycznego.
Za kilkadziesiąt lat Wezuwiusz zniszczy Pompeje. A Klaudiusz Ptolemeusz, grecki uczony, w swoim dziele „Geografia”, wymieni osadę Kalisz, jako Calisia, po raz pierwszy. Kraków jest już zwartą osadą. A szlak bursztynowy znad Morza Adriatyckiego na wybrzeże Morza Bałtyckiego, a raczej Oceanu Sarmackiego (wg Klaudiusza Ptolemeusza, „Geografia”), jest uczęszczanym traktem handlowym. Na terenie dzisiejszej Polski nikt jeszcze nawet nie słyszał o dynastii Piastów, która pojawi się dopiero za prawie 1000 lat.

A teraz wyobraź sobie Górę Chełmską sprzed 2 tysięcy lat. Nie ma hałasu samochodów, odgłosów miasta Koszalin, które wtedy jeszcze nie istnieje. Nie ma bloków i sianowskiej drogi. Jest cisza i śpiew ptaków. Wzniesienia ciągną się od Skwierzynki na północy, po Wyszebórz na południu. Górę porasta prastara, gęsta puszcza. Puszcza otoczona rozległymi terenami podmokłymi, sięgającymi aż do morza. Na zachodzie płynie piękna i dzika rzeka Dzierżęcinka. Na wschodzie zaś rozciąga się szeroka dolina rzeki Unieść. Rzeka Unieść, o szybkim, ostrym nurcie, niemal górskim charakterze, wpada do Zatoki Jamneńskiej, która jeszcze nie jest jeziorem, a częścią Oceanu Sarmackiego. Obie rzeki są zasilane licznymi strumieniami wypływającymi z Góry Chełmskiej. Z najwyższego szczytu: Krzyżanki (136 m n.p.m.) wybijają 4 potoki. Teren wzniesienia jest silnie pofałdowany. Zagłębienia wyżłobił cofający się i topniejący lodowiec około 10 tys. lat wcześniej. Jezioro Lubiatowo, leżące u podnóża Góry Chełmskiej, jest długie na kilka kilometrów i znacznie szersze. Obecne jeziora: Policko, Wyszebórz i Debro są zatokami Jeziora Lubiatowo. Wśród rozległych płaskich terenów pasa nadmorskiego, wśród wielkich puszczy podchodzących do granic dzisiejszego Świeszyna, Mierzyna i Manowa, wznosi się ona: Góra Chełmska. Jedyna taka. Tylko 8 km (a wówczas jeszcze mniej), dzieli ją w linii prostej od morza. Najwyższe przymorskie wzniesienie, nigdzie więcej niespotykane, kiedyś i dziś, aż do granic Holandii.
Święta Góra Słowian
Wyjątkowość, piękno i magię Góry Chełmskiej docenili Słowianie. „Uzyskane źródła archeologiczne wskazują, że Góra Chełmska czczona była przez ludy prasłowiańskie. Odkryto liczne cmentarzyska z grobami popielnicowymi (popielnice, czyli urny, Słowianie palili swoich zmarłych i ich prochy umieszczali w urnach, wraz z darami), jamowymi i skrzynkowymi. To jej szczególne znaczenie podkreśla także bogata i liczna sieć osadnicza tych kultur, stwierdzona podczas badań archeologicznych. W jej bliższym i nieco dalszym sąsiedztwie odkryto ok 250 obiektów osadniczych, np.: w Dzierżęcinie, Boninie, Lubiatowie, Kretominie, Skwierzynce, Jamnie” – pisał Henryk Janocha w artykule „Z dziejów Góry Chełmskiej”.
Henryk Janocha, archeolog, koszalinianin, autor wielu prac na temat dawnej historii regionu. To jego imieniem została nazwana nowa ulica prowadząca na plac zabaw, na Górze Chełmskiej. H. Janocha wraz z naukowcami z Uniwersytetu Adama Mickiewicza, w Poznaniu, pod kierownictwem prof. Franciszka Wokroja, profesora nadzwyczajnego, w latach 1959-1962 prowadzili prace archeologiczne na Górze Chełmskiej. Badania archeologiczne i antropologiczne przeprowadzone w tych latach, to jedyne i ostatnie tak szeroko zakrojone prace naukowe na Górze Chełmskiej.

Na najwyższym wzniesieniu: Krzyżance (136 m n.p.m.) H. Janocha i zespół z UAM, na głębokości 1.5 m, odkopali relikty budowli. Zdaniem naukowców to pozostałości słowiańskiej świątyni, zwanej kąciną. Świątynia była postawiona prawdopodobnie na planie kwadratu.
„Ślady tej spalonej kąciny odkryto podczas wykopalisk w latach 1960-1962. Zachowane resztki w postaci spalenizny, dwóch palenisk, polepy i innych zabytków wskazują, że zajmowała ona, w przybliżeniu 14x14m.” – pisze Janocha w „Przeglądzie Zachodniopomorskim”. Budowla była drewniana, a dwuspadowy dach kryła trzcina. W środku znajdował się posąg boga, może Trygława, który władał niebem, ziemią i podziemiem, a który był czczony w pobliskim Tychowie, Szczecinie i Wolinie. Przed bóstwem naukowcy odnaleźli dwa paleniska z polnych kamieni. Ściany świątyni mogły być ozdobione czaszkami i rogami zwierząt, podobnie jak świątynia w Szczecinie. O tej szczecińskiej tak pisał Helmold, niemiecki kronikarz: ”Były tam obrazy ludzi, ptaków i zwierząt dzikich, dzbany także złote i srebrne, do wróżenia, do biesiad i picia i rogi dzikich wołów, w złoto drogie kamienie oprawione do picia i do grania, miecze i noże…” A H. Janocha dodaje: „Możemy więc z całą pewnością przyjąć, że mieszkańcy regionu Góry Chełmskiej, należący do tego samego kręgu kulturowego i etnicznego, co pozostali mieszkańcy Pomorza Zachodniego, uprawiali te same zwyczaje, co ich pobratymcy zamieszkali w okolicach Wolina i Szczecina”. Wg naukowców na placu przed świątynią odbywały się różne uroczystości słowiańskie, jak Noc Kupały czy Jare Gody. Odkopano tam 8 palenisk, osadzonych na planie owalnym. Znaleziono również odłamki ceramiki, noże, groty strzał, igłę z brązu, ozdoby z bursztynu i kości zwierząt. Nieoceniony H. Janocha i J. Lachowicz, w książce „Góra Chełmska. Miejsce dawnych kultów i sanktuarium Maryjne” piszą: „Tu składano ofiary bóstwu, tu czyniono wróżby i przepowiednie, tu rozstrzygano narady i ważne sprawy dotyczące plemienia. Tu odbywały się uczty, zabawy i tańce. Z danych archeologicznych wynika, że kącina została spalona w XII wieku”. Słowianie budowali swoje świątynie na wzgórzach, nieopodal starych drzew, najczęściej okazałych dębów. W pobliżu ich świętych gajów i potoków.
Słowianie nie posiadali władzy duchowej. Chcieli czuć się ludźmi wolnymi, związanymi z otaczającą naturą. Znali leczniczą moc drzew (np. antyseptyczne właściwości jodły, sosny), kwiatów, owoców (przeciwgorączkowy napar z kwiatów lipy). O ich bytności wspominał również Paul Schulz, niemiecki nauczyciel, który w 1925 roku pisał w archeologicznym sprawozdaniu: „Góra Chełmska dominuje w krajobrazie pomorskiego brzegu. Światło na niej jaśniejące wskazywało drogę na morzu. To o czym teraz mówię, brzmi jak bajka, ale bajką nie jest. Dowody na obecność Słowian, z okresu wendyjskiego znaleźć można dosłownie w każdym zakątku tego kultowego miejsca. Gdyż z miejsca tego wywożono ziemię na budowę boiska sportowego. Zostały wówczas znalezione fragmenty z urn. Jeśli chciałoby się cały ten wierzchołek miejsca kultu czyścić ze wszystkich pozostałości po urnach i glinianych naczyniach, to trzeba byłoby do tego celu użyć chyba ciężarowego samochodu”.
Kaszubscy Słowianie
Kim byli ludzie, którzy zamieszkiwali 250 osad dookoła Góry Chełmskiej i na jej szczycie świętowali i spotykali się? Moje drugie pytanie brzmi: Dlaczego nikt nigdy nie opowiedział mi tej historii w szkole?

Prof. Cezary Olbracht-Prondzyński z Uniwersytetu Gdańskiego na portalu: magazynkaszuby.pl wyjaśnia: „Pradawna Cassubia na najstarszych mapach to Karlino, Białogard, czyli Pomorze Środkowe. Nie ma wątpliwości, że Pomorze jest ojczyzną Kaszubów”. Takie informacje podaje również „Historia Kaszubów” – J. Borzyszkowskiego. Zatem Słowianie, którzy zamieszkiwali tereny wzdłuż rzeki Parsęty, stanowili kolebkę kaszubczyzny. Parsęta, leżąca przy wzgórzu solnym w Kołobrzegu, uchodzi do Morza Bałtyckiego. Łączy się z rzeką Radew, której dopływem jest rzeka Czarna, a ta z kolei płynie do naszej lokalnej rzeki Raduszki. Dziś Raduszka jest niewielka, ale we wczesnym średniowieczu była dużą, spławną rzeką. Jej pozostałością jest rów przy ul. Gnieźnieńskiej, na wysokości torów kolei wąskotorowej w Koszalinie. Wnioskuję, że dzięki tym szlakom Słowianie z Karlina czy Białogardu prowadzili wymianę handlową z ludami tutejszymi. Inna nazwa tych plemion to Pomorzanie, zamieszkujący tereny aż po morze, że słowiańskiego more – morze. Łączył ich język: słowiańsko-kaszubski. Na podstawie wykopalisk archeologicznych możemy dziś odtworzyć ich codzienność.
Jezioro Lubiatowo, Dzierżęcino
W Dzierżęcinie, które było kiedyś brzegiem jeziora Lubiatowo, archeolodzy odkryli ślady obozowiska ludności mezolitycznej. Znaleziono 12 palenisk, narzędzia krzemienne, pozostałości ziemianek. Metoda radiowęglowa określiła, że te przedmioty pochodzą sprzed 6 tys. lat. To najstarszy ślad osady odkryty w okolicach Koszalina. W pobliżu archeolodzy potwierdzili późniejsze relikty drewnianych domostw, o powierzchni kilkudziesięciu m2. I znowu odkopano paleniska, naczynia ceramiczne, drewniane radło do orania ziemi i kamienne żarna nieckowate, czyli urządzenie do ręcznego mielenia zboża. Ludzie, którzy tam żyli, hodowali bydło, świnie, uprawiali jęczmień, proso, pszenicę, żyto. W Dzierżęcinie istniała dobrze zorganizowana osada. W Lubiatowie odkryto kolejną osadę, zbudowaną na palach. Ówcześni ludzie łowili ryby, polowali na dziczyznę, wytwarzali miód pitny i byli rolnikami. Trudnili się garncarstwem, rogownictwem (ozdoby, narzędzia z rogów zwierzęcych), przędzalstwem i korabnictwem, czyli budową łodzi. Wg kronikarza Saxo Gramatyka, łodzie Słowian mogły zabrać 44 ludzi i jednego konia. Szlaki wodne, w tym rzeka Unieść, odgrywały ważną rolę w wymianie handlowej. W 1725 roku w Unieści znaleziono skarb medali, monet i srebra, który nie przetrwał do dziś. „Zakładając, że część tego typu depozytów ukrywano wzdłuż szlaków handlowych, przyjąć można, że Unieść była spławna na dość długim odcinku” – wyjaśnia A. Kuczkowski w artykule „Magiczno-symboliczna organizacja przestrzeni masywu Góry Chełmskiej”. W Unieści wyłowiono starszy skarb: rzeźbioną głowę, wykonaną z kła morsa, a datowaną na X-XII wiek.
Konikowo
W latach 60, w Konikowie odnaleziono ślady budynku, o wymiarach 2,50×4.20 m. Wewnątrz znajdowało się palenisko, ciężarki tkackie, czyli zajmowano się tu tkactwem. Obok zlokalizowano ziemianki i półziemianki, związane z przygotowaniem pożywienia, a może nawet mini produkcją spożywczą. Dużym zaskoczeniem okazały się piece metalurgiczne, z zawartością żużlu żelaznego. To tzw dymarki, czyli dawne piece do wytapiania żelaza z rudy darniowej. Ruda darniowa to skała zawierająca tlenki żelaza. Słowianie wykopywali je z bagien i torfowisk. „To dowód na opanowanie przez miejscową ludność trudnej, jak na owe czasy sztuki wytopu żelaza z miejscowych złóż” – piszą B. Drewniak i H. Lesiński w „Dziejach Koszalina”.

Rokosowo
Tu odkryto 6 palenisk, z dużą ilością ceramiki i węgielków drzewnych. To z kolei świadczy o produkcji ceramicznej. A wiemy, że Słowianie słynęli z wyrobów garncarskich, które ceniono za staranne wykonanie, bogate zdobienia i piękny kształt.
Na Rokosowie znaleziono również naszyjniki i bransolety z brązu, sztylet i nóż, które ktoś umieścił w drewnianej skrzynce, wydrążonej w pniu drzewa.
Trudno wymienić wszystkie przedmioty, które naukowcy i zwykli ludzie odkryli w okolicach Góry Chełmskiej. Oto krótka lista:
- Niedalino – kubek gliniany z epoki brązu.
- Świeszyno – amfora z wczesnego okresu żelaznego.
- Chełmoniewo – wykopane urny.
- Przy ul Sianowskiej, na Rokosowie znaleziono siekierkę krzemienną.
- Bonin – narzędzia krzemienne z epoki mezolitycznej, kościane ostrze, używane podczas polowań, narzędzie z poroża jelenia. Dane monety wybite w Czechach i na Węgrzech. W Boninie odkryto współcześnie skarb wart dziś 250 tys zł. 6 tysięcy srebrnych monet z XI wieku.
- Stare Bielice – skarb z epoki brązu.
- Cewlino – ozdoby z brązu, zapinki, bransolety.
- Z terenu Koszalina 5 monet rzymskich, w tym tzw. solidus, moneta z 408 – 450 r n.e.
Życie tych mieszkańców miało się wkrótce radykalnie zmienić.
Niemiecka chrystianizacja
W 960 roku władzę w Polsce przejmuje dynastia Piastów. Mieszko I podbija Pomorze ok 980 roku. W 1000 roku Piastowie zakładają biskupstwo w Kołobrzegu. Biskup Reinbern, Niemiec z Turyngii, dociera z niemieckimi duchownymi do Kołobrzegu. Swoją działalność zaczyna od wycinki świętych gajów Słowian. Potem na oczach zgromadzonych mieszkańców chrzci Morze Bałtyckie. 5 lat później wybucha słowiańskie powstanie zbrojne. Kołobrzeżanie niszczą chrześcijańskie ołtarze i wyrzucają duchownych z grodu. Biskup Reinbern nigdy już do Kołobrzegu nie powróci. Nie istnieją żadne zapiski potwierdzające jego obecność w naszych stronach. Możemy sądzić, że miejscowi mieszkańcy, żyjąc trochę w odosobnieniu, zyskują w ten sposób spokój na kolejne 100 lat. Kołobrzeżanie wracają do starej wiary. Ich położenie zmienia się w 1124 roku. Bolesław Krzywousty wynajmuje kolejnego niemieckiego biskupa: Ottona z Bambergu w Bawarii. Otton przybywa z liczną niemiecką świtą. Zostaje przegnany z Wolina i rusza do Szczecina. Dzięki kronikarzowi Herbordowi wiemy o poczynaniach Ottona. Lista jest długa: pali świątynie słowiańskie, niszczy święte gaje i własnoręcznie odcina głowę bóstwu Trygławowi, którą wysyła w prezencie papieżowi Kalikstowi II, jako dowód obalenia starej wiary. W miejsce spalonych świątyń słowiańskich nakazuje wznosić kościoły chrześcijańskie. Tego samego roku dociera do Kołobrzegu i Białogardu. Koszalin jest małą wioską, którą omija. Wiele danych wskazuje, że po wyjeździe biskupa Słowianie wracają do starej wiary. Aby tę chrystianizację dokończyć, był potrzebny ktoś na miejscu. I wtedy pojawiają się zakony na Pomorzu. Książę Bogusław w 1214 roku, ściąga zakon norbertanów i oddaje im Koszalin na własność. Mnożą się podobne nadania na terenie całego Pomorza.

„Bogusław, z łaski Bożej Książę Pomorzan. Przeto wszystkim razem oznajmić pragniemy, że wieś, która zwie się Koszalin, blisko Góry Chełmskiej w ziemi kołobrzeskiej położoną, w swobodne i spokojne posiadanie wraz z wszelkimi jej przynależnościami kościołowi św Piotra w Białobokach po wieczne czasy nadaliśmy. Wystawiono w Kamieniu Pomorskim roku narodzenia pańskiego 1214, dziesiątego dnia przed kalendami listopada”. Tak brzmi dokument nadania praw do wsi Koszalina zakonowi norbertanów. Wynika z niego, że wieś Koszalin położona jest w pobliżu Góry Chełmskiej, która dla ówczesnych ludzi musiała być, po pierwsze, punktem orientacyjnym. Czyli zainteresowani nie wiedzieli, gdzie szukać Koszalina, ale znali położenie Góry Chełmskiej. Po drugie, sama Góra wypadała dość ważnie, skoro została wymieniona w oficjalnym akcie. Norbertanie przybywają do Koszalina. Założyciel zakonu św. Norbert, urodził się ok 1080 roku w Niemczech jako potomek zamożnego rodu szlacheckiego von Gennep. Zasłużył się kościołowi: „Wśród historyków kościoła istnieje pogląd, iż od czasów apostolskich nikt przez 11 wieków nie pozyskał dla Chrystusa tylu dusz, co św. Norbert. Jako kaznodzieja, biskup Magdeburga i Kanclerz Cesarstwa” – ze strony internetowej sióstr Norbertanek w Imbranowicach. Norbertanie palą słowiańską świątynię na Górze Chełmskiej. Na jej zgliszczach wznoszą nową chrześcijańską kaplicę, o czym wiemy z zapisków źródłowych z 1263 roku. Ślady tej kaplicy odkopał P. Schulz w 1905 roku, a potem H. Janocha z naukowcami z UAM, w latach 60. Po norbertanach parafię w Koszalinie w 1278 roku, otrzymuje zakon cysterski. Ks. Grzegorz Wejman, który zajmuje się dziejami kościoła katolickiego w Polsce, pisze: „Zakon cysterski przede wszystkim miał ogromny wpływ na tę ziemię, poprzez pokrywanie jej siecią klasztorów i kościołów. Na Pomorzu Zachodnim istniało 11 klasztorów cysterskich: 4 męskie i 7 żeńskich, w tym w Koszalinie i na Wolinie”. Akt nadania z 5 czerwca 1278 roku brzmi tak: „Herman, z łaski Bożej, biskup katedry kamieńskiej, opactwo i klasztor mniszek zakonu cysterskiego w mieście Koszalinie ustanawiamy. Podobnie cała dziesięcina ze wsi Strzekęcino i cała dziesięcina we wsi Dunowo, tak samo karczma w Unieściu i trzecia część dochodów z karczem w Łazach, a ponadto 90 śledzi, z każdej sieci zastawionej na śledzie między Łazami a Unieściem, potem kaplica na Górze Chełmskiej i kościół w Jamnie…” Jakiś czas później magia Góry Chełmskiej wraca, w innej odsłonie. Staje się ośrodkiem pielgrzymek, dzięki temu trafia na „Mapę drogi do Rzymu”, obok takich miejscowości jak Akwizgran czy St. Loreto.
Jeżeli chodzi o samych mieszkańców, ich sytuacja staje się bardzo trudna. Na Pomorze przybywają rodziny niemieckie, niemieccy rycerze, rzemieślnicy. A Majkowski w „Historii Kaszubów” pisze; „Wskutek kolonizacji niemieckiej wprowadzono zakaz przyjmowania do cechu krawców osoby, które miały słowiańskie pochodzenie”. Słowianie nie mogli dostać się do cechów, stowarzyszeń i otrzymać obywatelstwo miejskie. Wprowadzono dyskryminujący Paragraf Wendyjski – czyli zakaz używania rodzinnego języka słowiańskiego. W Koszalinie, w 1516 roku „Wprowadzono zakaz kupowania towarów od osób, które mówiły językiem słowiańskim” – H. Kroczyński „Kołobrzeg zarys dziejów”. Rodzimy język stał się trzecim językiem, po niemieckim, panującym na ulicy i w urzędzie, po łacinie kościelnej. A język jest narzędziem transmisji pamięci. Dzięki niemu możemy przekazywać wspomnienia, emocje i doświadczenia z przeszłości. Wzmianka źródłowa z 1616 roku mówi, że na targi do Koszalina przybywali okoliczni chłopi, mówiący po wendyjsku, czyli słowiańsku. Słowianie długo utrzymywali swą odrębność. A starosta koszaliński w 1929 roku pisał: ”Ludność powiatu koszalińskiego przed VI wiekami składała się niemal wyłącznie ze Słowian, którzy stopniowo zastąpieni zostali przez niemieckich kolonistów”.
Taka moja refleksja, że tu na Pomorzu jesteśmy cywilizacyjnie wykorzenieni. Może warto przypomnieć sobie słowiańsko-kaszubski alfabet kulturowy. Opowiedzieć o dawnej historii Pomorza, docenić magię Góry Chełmskiej i przekazać wieść młodym pokoleniom.




















