IMG 6978 Temat z okładki

Z parku w park –spacer po Kołobrzegu

Czy może być coś przyjemniejsze niż spacer miastem, w którym zdecydowana większość turystów korzysta z plaży? Oczywiście, to może być spacer parkami i zadrzewionymi ulicami, gdzie wieloletnie drzewa dają swoim cieniem odpoczynek od upałów. Takie zalety mają również miejscowości nadmorskie, w tym Kołobrzeg, który nie tylko posada pas nadmorski i nadmorską zieleń, ale również parki w centrum. Z Moniką Buśko-Kuś rozmawia Katarzyna Kużel.

Ostatnie kilka lat, pokazało nam, że zmieniający się klimat i rosnące temperatury nie są tylko wymysłem klimatologów, ale czymś realnym, co szczególnie zauważamy w cieplejszych miesiącach – szukając w miastach choć odrobiny cienia.

Z pomocą przychodzą nam wtedy parki, a tych w Kołobrzegu nie brakuje, o czym przekonałam się spacerując z Moniką Buśko-Kuś – miejską ogrodniczką tego miasta. Ruszając z centrum miasta, można dojść nad morze niemal cały czas idąc skwerami i parkami. Ta miejska trasa spacerowa – jak ją na własny użytek nazwałam, jest dla wielu osób nieoczywistą przestrzenią poznawania miasta.

Ruszamy z centrum Kołobrzegu, spotykając się pod Basztą Lontową, bo tuż za nią mamy pierwszą zieloną oazę, która jeszcze do 2024 nosiła nazwę Placu im. płk Anatola Przybylskiego (kołobrzeżanie nadal mówią o niej „park Przybylskiego”), na Plac Słowiański.

IMG 6980 Temat z okładki

– Park Przybylskiego zaprojektował po pierwszej wojnie światowej Henryk Martens, który przez ponad trzydzieści lat zajmował się tutejszą zielenią, a ja codziennie patrzę, jak się zmienia, obserwując go z okien swojego mieszkania – uśmiecha się pani Monika. W jego centralnej części zachowany jest grabowy żywopłot i lipy, posadzone przez Martensa. Po wojnie na obrzeżach skweru dosadzono złotokapy i lilaki, które w okresie komunistycznym były bardzo popularne. Kiedy zaczęłam nad nim pracę, musiałam wszystko połączyć – to było bardzo trudne zadanie. Chciałam powrócić do pierwotnych założeń i uwypuklić centralną kompozycję, z dochodzącymi do niej alejkami. Zgodnie z ideą ogrodów francuskich, które w tamtych latach były bardzo modne, tak wówczas większość parków komponował i Martens. Jednak warto dodać, że w książkach napisanych przez ogrodnika jest sporo informacji o tym, że tak naprawdę kochał ogrody naturalistyczne i schematy, którym musiał się poddawać, trochę go męczyły.

A wracając do tego parku, to jestem bardzo dumna, że udało mi się dosadzić sześć cedrów himalajskich – to są zimozielone, długowieczne drzewa, a w większości są tu drzewa, które jesienią gubią liście, takie jak lipy czy dęby. Pojawiły się również piękne hortensje i trawy.

Muszę przyznać, że środkowa część parku, z dającymi cień nasadzeniami i ławkami, zachęca do odpoczynku w centrum miasta. A posadzone tam cisy sprawiają wrażenie wartowników i przestrzeni, i ludzi, którzy tu się znaleźli.

Z Placu Słowiańskiego przechodzimy do Placu 18 Marca, który przez lata nosił nazwę Placu Cesarskiego, na cześć cesarza Wilhelma I.

IMG 6976 Temat z okładki

– Uwielbiam ten park. Dzięki nasadzeniom najpiękniej kwitnie na przełomie maja i czerwca, ale jego francuski klimat wyraźnie zauważalny jest przez cały rok. Dzięki naszemu przedwojennemu ogrodnikowi, to miasto ma ogromny potencjał – zamyśla się na chwilę Monika Buśko-Kuś. Parki i skwery, przez niego zaprojektowane, istnieją do dzisiaj. Potrzebują tylko modernizacji, kształtowania i odpowiedniej pielęgnacji. Kołobrzeg nie jest dużym miastem. Łatwo się w nim przemieścić z punktu A do punktu B, a zieleń zachęca, by chodzić, co bardzo doceniają turyści. Bardziej nawet niż mieszkańcy, którzy obcując z roślinnością na co dzień, nie są tak uważni jak ci, którzy do miasta przyjeżdżają na kilka dni.

Oś parku, na jego krańcu, do hotelu „Skanpol”, wytycza dostojny buk, który rósł na wałach, kiedy Kołobrzeg był twierdzą, więc jeszcze zanim Martens zajął się sadzeniem nowych drzew. Ten buk jest dla mnie niezwykłym drzewem, wręcz mistycznym, z omszałymi konarami i gniazdującymi tam ptakami. Bardzo o niego dbamy, a pomagają nam w tym dendrolodzy, by drzewo było jak najdłużej ozdobą parku.

Ogrodnik zaprojektował go trochę inaczej niż teraz widzimy, ponieważ to wokół istniejącej do dziś fontanny była posadzona większość kwitnących roślin. W bocznych alejkach mamy mnóstwo drzew. Ogromne dęby, piękne lipy i skrzydłorzechy kaukaskie, które przepięknie przewieszają się nad ścieżkami. Są tu także cisy, z których część jest już dużymi drzewami, ciętymi stożkowo, i bukszpanowe kule, podkreślające francuski charakter przestrzeni.

Kiedy zaczęłam zajmować się tym parkiem, postanowiła o dosadzeniu traw, paproci, bruner i bluszczy okrywowych w podcieniach drzew.

Czas na dalszy ciąg spaceru i pożegnanie z francuskim parkiem i olbrzymim, wiekowym bukiem. Na rogu ulic Zwycięzców i Jagiellońskiej jest park, który wymaga odnowienia. Stare żywopłoty mają zniknąć, ale pozostaną najpiękniejsze, najstarsze odmiany drzew i posadzimy tam azalie, różaneczniki i rododendrony. Kiedyś w tym miejscu była także mała fosa, będzie więc okazja do stworzenia zbiorników wodnych, w których będą kwitły nenufary.

IMG 6978 1 Temat z okładki

– Już widać Skwer Koncertów Porannych, a w osi tego parku jest fontanna, przy której wszyscy lubimy odpoczywać. Wejście do parku podkreśliliśmy donicami z okazałymi yukkami, a z obu stron rosną lipy i mamy tu także dwie rzeźby: Aliny Ślesińskiej „Macierzyństwo” oraz „Karuzelę” – nieznanego autora. No i oczywiście jedno z najbardziej „instagramowych” miejsc Kołobrzegu – bez względu na porę roku, czyli bindaż grabowy, który powstał w połowie XIX wieku. Po wojnie bindaż został rozcięty i na lata zaniedbano pierwotny zamysł, by prowadzić go tak, aby tworzył zielony tunel prowadzący w stronę morza. Cały czas nad nim pracujemy, odpowiednio nacinając i naginając gałęzie.

Tu nasz spacer się kończy. Stojąc na końcu grabowego tunelu, jeszcze morza nie widać, ale czuć. I to jest niesamowite uczucie, kiedy uświadomimy sobie, jak płynnie może nas przez miasto prowadzić przyroda.

– Staram się planować ogrody tak, by z jednej strony – o każdej porze roku, zieleń miejska była atrakcyjna, a z drugiej – tak, by było przy nich jak najmniej codziennej pracy. By nie trzeba było codziennie plewić, czy co miesiąc wymieniać setek przekwitniętych sezonowych kwiatów. Cały czas przyświeca mi też myśl, że projektuję miejską zieleń, z myślą o ludziach. Jestem przekonana, że pod wpływem sztuki, piękna i przyrody ludzie się zmieniają na lepsze.