cover 309asd Ludzie

Anna Kuryło – jestem asystentką zdrowienia

Fot. Nikola Moskal

Temat zdrowia psychicznego w ciągu ostatnich kilku lat zyskał na znaczeniu. Przede wszystkim przestał być tematem tabu, więc i szukanie pomocy w kryzysie psychicznym może odbywać się w bardziej otwartej i sprzyjającej przestrzeni społecznej. Raporty grzmią na temat skali zachorowań, która dotyka coraz młodsze osoby. Wiedza o tym, jak pomóc osobie dotkniętej kryzysem jest ważna nie tylko dla niej samej, ale przede wszystkim dla bliskich rodzin, przyjaciół, sąsiadów, kolegów z pracy. Wśród zawodów medycznych pojawił się nowy, asystent zdrowienia. To nadzieja dla wielu pacjentów. Rozmawiamy z Anną Kuryło, asystentką zdrowienia w Centrum Zdrowia Psychicznego Medison w Koszalinie.

svg%3E Ludzie

Na początek powiedzmy: kim jest asystent zdrowienia?
Anna Kuryło: Asystent zdrowienia to nowy zawód, a w zasadzie rola zawodowa, związana z opieką psychiatryczną. Asystentem może zostać osoba, która sama doświadczyła kryzysu psychicznego i ukończyła specjalistyczny kurs. Można więc też powiedzieć, że to nie jest praca dla każdego.

Jakie więc musi spełniać warunki?
Przede wszystkim mieć doświadczenie własnego kryzysu psychicznego, to kluczowe. Asystent musi przebyć terapię i wykonać pracę własną, polegającą m.in. na zrozumieniu swoich przeżyć. Warunkiem jest ukończenie specjalistycznego, dwuetapowego kursu i odbycie stażu w placówkach zajmujących się zdrowiem psychicznym np. na oddziale dziennym lub stacjonarnym w CZP, w środowiskowych domach samopomocy, zespołach leczenia środowiskowego. Asystent musi również mieć umiejętność mówienia o swoich doświadczeniach związanych z chorobą i procesem zdrowienia.
Czym się na co dzień zajmuje asystent zdrowienia?
Rolą asystenta zdrowienia jest towarzyszenie leczonemu pacjentowi, wspieranie go, dzielenie się własnym doświadczeniem kryzysu psychicznego i zdrowienia. Ponadto uczestniczy w spotkaniach z lekarzami, prowadzi tematyczne zajęcia grupowe, zajęcia warsztatowe oraz psychoedukację.
Asystent rozmawia indywidualnie z pacjentami i w ten sposób pomaga im przejść przez trudny moment w ich życiu, motywuje do aktywności. Asystent zdrowienia służy również pomocą rodzinie, bliskim a także profesjonalistom zaangażowanym w proces leczenia.

Jak powiedziałaś wcześniej, asystent to ktoś, kto sam przeszedł kryzys. U ciebie również tak było?
Tak, choruję na chorobę afektywną dwubiegunową. Moja droga, patrząc z dzisiejszej perspektywy, była długa i wyniszczająca. Doprowadziła mnie również w to miejsce, w którym jestem dziś. Może dlatego tak doceniam rolę asystentów.

Jeśli możesz, podziel się z nami swoją historią.
U mnie zaczęło się od depresji w wieku 18 lat. Pierwszy kryzys trwał 7 miesięcy. Mama i siostra zabrały mnie do lekarza psychiatry, który przepisał leki. Miałam to szczęście mieć uważne osoby koło siebie, które dostrzegły zmiany w moim zachowaniu. Kolejny kryzys, w 2011 roku, był znacznie cięższy i trwał 9 miesięcy. Ponowne wizyty u psychiatry, leki. Następny w 2018 roku, był najdłuższy, bo trwał 22 miesiące. To czas, w którym dosłownie nie robiłam nic, prócz pracy. Osobie, która tego nie przeżyła, nawet ciężko to sobie wyobrazić. Przebranie się, umycie zębów wstawienie wody na herbatę staje się praktycznie niewykonalne. Kolejny, czwarty kryzys, miał miejsce w 2022 roku i wówczas postanowiłam prócz leczenia farmakologicznego rozpocząć terapię i skorzystać ze zwolnienia lekarskiego, by mieć siłę walczyć o swoje życie. Powiedziałam psychiatrze to, czego nie mówiłam wcześniej: wszystko to, co działo się między epizodami depresji, czyli w tym czasie, w którym czułam się fantastycznie. Mogłam wtedy nie spać po trzy doby, pracować za pięć osób, mój mózg chłonął wiedzę, łatwo nawiązywałam kontakty, lubiłam się bawić i praktycznie w ogóle się nie męczyłam. Podczas tej wizyty, zgodnie z tym, co już przy tym ostatnim kryzysie zaczęłam podejrzewać, pojawiła się diagnoza choroby afektywnej dwubiegunowej. Moja hipomania przynosiła mi euforyczne stany, ale wydawało mi się, że ja właśnie taka jestem, gdy nie mam depresji. Połączenie tego w całość – postawienie prawidłowej diagnozy i wprowadzenie odpowiedniego leczenia – przyniosło dopiero dobre efekty. Choroba dwubiegunowa jest trudna do zdiagnozowania, gdyż pacjenci zwracają się po pomoc przeważnie tylko w stanach depresyjnych.

Dziś jestem szczęśliwym człowiekiem, który ma świadomość, z czym się mierzy. Na zrozumienie mojej choroby otworzyła mnie terapia, której wcześniej nie doceniałam i na którą nie dawałam sobie nawet żadnej szansy. Nie uwierzysz, ale niezwykle cieszy mnie to, jak wracam z pracy i czuję zmęczenie. Dla mnie to nowe.

Jak reagowało na to twoje otoczenie?
Moja rodzina była i jest blisko mnie. Miałam wsparcie i zrozumienie, choć wiem, że i dla nich ten okres był koszmarem. Realnie bali się o mnie, bo pojawiały się u mnie myśli samobójcze. Byli zawsze tuż obok. Jestem im bardzo wdzięczna.
Jednak z goła inaczej było np. w pracy, w której byłam kilka lat. Kiedy (w okresie hipomanii) pracowałam dużo, wspólnie z koleżankami wychodziłyśmy po pracy itp., to było super, ale w kryzysie depresji, mimo że informowałam o tym zarówno moich przełożonych, jak i współpracowników, tego zrozumienia nie było.

Jak powinniśmy reagować, będąc blisko osoby w kryzysie?
Pamiętam jak mój mąż powiedział do mnie kiedyś, kiedy właśnie przechodziłam przez kolejny kryzys depresyjny: “Chodź jedziemy do lasu, na grzyby, przecież tak lubisz”, a ja zalewałam się łzami. Tak bardzo chciałam jechać i sprawić mu przyjemność, a jednocześnie tak bardzo nie mogłam, co jeszcze bardziej potęgowało moje poczucie winy.

Co więc powinno się mówić?
Po prostu być. Mówić, że jest się obok, ale nie robić nic na siłę. Nie wyciągać za uszy z łóżka, z domu, z bezpiecznej przestrzeni. Po prostu akceptować to, co dzieje się z osobą w kryzysie, ale jednocześnie delikatnie szukać pomocy specjalistów.

Cały czas poruszamy się w specjalnej nomenklaturze słownej. Wyjaśnij, dlaczego mówimy “kryzys”, a nie “choroba”?
Po prostu “kryzys”, “epizod” to słowa, które nie stygmatyzują. To też określenia, które w swoim znaczeniu wskazują, że jest to etap, a nie stan ciągły. To pacjentom służy, bo daje nadzieję i poniekąd pozwala się odciąć od tego, co było.

Wróćmy jeszcze do twojej obecnej pracy, czyli roli asystentki zdrowienia. Czy i dla ciebie stanowi to formę terapeutyczną?
Na pewno tak. Jestem w sprzyjającym mi i otwartym dla mnie środowisku. Przeszłam terapię i kursy. Znalazłam też w tym zawodzie miejsce dla siebie. Spełniam się w prowadzeniu warsztatów kulinarnych. Bardzo lubię swoją pracę, bo czuję jej ogromny sens i potrzebę. Asystent zdrowienia jest nie tylko pomostem między lekarzem a pacjentem, ale również opoką i bratnią duszą dla osoby w potrzebie. Asystenci nie muszą pracować jedynie w ośrodkach zajmujących się zdrowiem psychicznym. Liczę na to, że już wkrótce będzie nas więcej w domach opieki, w ośrodkach szkolno-wychowawczych, w szpitalach, w stowarzyszeniach. Póki co mój zawód wzbudza ciekawość, bo jest nowy i nie wszyscy jeszcze wiedzą, czym zajmuje się taka osoba jak ja.

Pracujesz w Medisonie, ale nie jesteś tam jedynym asystentem?
Nie, jest tam nas kilkoro. Akurat tak się złożyło, że jestem najmłodsza w naszym zespole wiekiem i stażem. Po odbytych kursach zauważam zainteresowanie tym zawodem, więc liczę na to, że będzie nas więcej. Chciałam również podkreślić, bo wiele osób ciągle o tym nie wie, że pomoc psychiatryczna i psychologiczna jest u nas dostępna nieodpłatnie. Formy terapii i leczenia są różne, w zależności od konkretnego przypadku, jednak wszystkie one nie wymagają skierowania i ubezpieczenia społecznego. To ważna informacja również dla bliskich osób, które są w kryzysie. Często to właśnie oni, szukając dla osoby chorej pomocy, trafiają do specjalistów, tak jak to było w moim przypadku. Czuję wewnętrza potrzebę mówienia o chorobach i zaburzeniach psychicznych i oswajania społeczeństwa z tym tematem. Większa świadomość pozwala szybciej i skuteczniej reagować, nie bojąc się społecznego ostracyzmu.