IMG 6034 Ludzie

Domowe archiwum zdjęciowe

Karton po butach męskich wypełniony był po brzegi dość starannie ułożonymi fotografiami. Większość z nich w małym formacie, zaledwie kilka w zbliżonym do 10 x15 cm. Wszystkie czarnobiałe. Część stanowiły odbitki na słabej jakości papierze, ale spora część zdjęć była na tekturowej kredzie z charakterystycznymi ząbkami.

Taki karton po śmierci dziadków leżał w domu moich rodziców. W sumie wiadomo było, że są to zdjęcia rodzinne. Zebrane w jedno miejsce, które z pewnością nie stanowiło, żadnego spójnego albumu. Nie zaglądaliśmy do niego wcześniej, jakoś nie mamy zwyczaju przeglądania fotografii. Karton przy każdych większych porządkach zmieniał lokalizację. Raz był na szafie, raz pod łóżkiem. Któregoś dnia, bez zapowiedzi, zdjęcia trafiły do mnie. Uziemiona w domu chorobą, pomyślałam, że to dobry czas, aby do niego zajrzeć.

Z większości zdjęć spoglądali na mnie moi dziadkowie. Takich jakimi ich znałam, może włosy mieli ciemniejsze i bardziej postawne sylwetki, ale bez problemu mogłam ich rozpoznać. Wtedy do głowy przyszedł mi pomysł, aby te zdjęcia ułożyć chronologicznie, ustalić datę wykonania fotografii oraz miejsce i pozostałe osoby widniejącej na małych portretach. Niezbędna okazała się lupa. Podzieliłam zbiory na czasookresy, a potem każdemu z nich zaczęłam się z osobna przyglądać. Pierwsze z 1946 r. babcia Zosia ze swoją siostra Heleną i jej mężem stoją na łące, w okolicach dzisiejszej ulicy Dąbrowskiego. Na drugim mój dziadek, z kolegami, siedzi w bercie ma głowie i luźnej koszulce na kocu, gdzieś na plaży, śmieją się do rozpuku stukając butelkami z piwem, a może i z winem, bo butelki bez etykiem, rok 1947.

Układanie zdjęć, wciągnęło jak puzzle. Po kolejnych zdjęciach widać było jak rodzina rozrasta się. Ktoś już stoi z wózkiem, a ktoś jeszcze podaje dziecko do chrztu. Tylko kto? Bo babcia z dziadkiem na fotografii stoją w tylnym rzędzie. Siostry czy brat babci na pewno nie, ich bym poznała, ale rodzeństwa dziadka nie znałam, był najmłodszy i w wojennej zawierusze, nawet on nie znał całej swojej rodziny. A może to były kumy albo sąsiedzi?

Wśród zdjęć była też pożółkła, wymięta koperta, a w niej kilka zdjęć kobiet- dziewcząt raczej. Na odwrocie dedykacje: Miłemu Wacławowi na pamiątkę spotkania. Na innym: Sympatycznemu koledze, Teresa. A jeszcze na innym: Na zawsze w pamięci – Danuta. Co to za kobiety – od razu zadźwięczało mi w głowie. Fakt dziadkowie pobrali się, kiedy Wacław miał już 37 lat, więc przed babcią musiały być jakieś wcześniej inne. Czemu je trzymali ze wszystkimi rodzinnymi zdjęciami? Czyżby babcia była na tyle tolerancyjna co do przeszłości, a może chodziło o coś zupełnie innego. Mój dziadek, dla którego całym światem był fotel i dziennik telewizyjny oraz rower i działka, był casanovą swojej młodości? Te detektywistyczne domniemania tylko mnie zachęciły do dalszego poszukiwania historii bohaterów ze zdjęć.

Tą fotograficzną szaradą bawiłam się kilka tygodni. Każdego wieczoru rozkładając na nowo małe kartoniki, układając je chronologicznie i podpytując rodziny: Kto jest na zdjęciu?

Niestety część zagadek nadal jest do rozwikłania, choć teraz śledztwo musiałoby wejść na poziom dla średniozaawansowanych.

Przednia zabawa z nutą nostalgii. Wertując obrazki, przypomniały mi się smaki babcinych specjałów i wakacje na działce. Imieniny z ajerkoniamiem i śpiewaniem powojennych piosenek. Dziś wiem, że to były szlagiery napisane przez Jeremiego Przyborę, czy śpiewany przez Renę Rolską „Złoty pierścionek” (kataryniarza jedyny…). Z jednej strony żałuję, że doszłam do dna tego obuwniczego pudełka, z drugiej strony czuje się bardziej związana z bohaterami fotografii. Gdyby nie oni nie byłoby mnie, tacy jesteśmy na tych zdjęciach podobni, a jednak tacy inni.