julia zdja Młodzi i Film

Lubię opowiadać historie. Rozmowa z Julią Orlik

Julia Orlik, absolwentka Szkoły Filmowej w Łodzi (PWSFTviT), specjalności Film Animowany i Efekty Specjalne. Urodzona w Katowicach w 1996 roku, mieszkanka Krupskiego Młyna, gdzie w rodzinnym garażu powstały jej wszystkie dotychczasowe filmy. Laureata wielu nagród i wyróżnień, w tym aż trzech Jantarów na Festiwalu Młodzi i Film w Koszalinie.

Specjalizuje się w animacjach poklatkowych, na równi z pracą twórcy ceni sobie zajęcia ze studentami, którym przekazuje wiedzę animatora i uczy ich opowiadania historii.

W Koszalinie na Festiwalu Młodzi i Film była Pani wielokrotnie i różnorodnie. Trzykrotnie zaś otrzymała Pani nagrodę Jantara w kategorii filmów krótkometrażowych animowanych, była również Pani twórczynią festiwalowego spotu. Z jakimi emocjami wraca Pani na festiwal debiutów?

Wszystkie moje filmy studenckie, zostały pokazane właśnie w Koszalinie, dodatkowo, miałam możliwość stworzenia spotu reklamowego na 39. MiF. Wszystko to sprawiło, że na festiwalu bywałam regularnie i muszę przyznać, że jest to nadal dla mnie bardzo wyczekiwany moment w roku. Festiwalowy tydzień to fajny czas również przez to, że pokazy filmowe są otwarte i bezpłatne dla publiczności którzy pojawiają się w przestrzeni kinowej i kuluarowej. Koszalińska widownia jest wyjątkowa również pod innym względem. Przez to, że impreza ta doczekała się już tylu edycji publiczność jest wyrobiona, nieprzypadkowa. Zadają śmiałe i odważne pytania i nie boi się wyrażać opini. Dla twórców to bardzo ważne i wyjątkowe, bo na większości festiwali, kontakt z widzami jest mocno ograniczony. Panele „Szczerość za szczerość” dają przestrzeń na dyskusję. To naprawdę wyjątkowe.

Filmy krótkometrażowe i w dodatku animowane nie pojawiają się praktycznie w mainsteamowych mediach. Festiwal jest okazją do zapoznania się z taką właśnie formą opowiadania historii.

Nadal silnie zakorzeniony jest pogląd, że filmy animowane są formą opowieści dedykowaną głównie dzieciom. Niewiele osób jest świadomych, że istnieje również kino autorskie. Animacja jest bardzo pojemną formą, poprzez która można poruszyć szereg najróżniejszych tematów. Faktycznie festiwale są miejscami, w których można zobaczyć krótkie metraże, także te animowane lub jak moje zrobione metodą poklatkową – stop motion.

Choć filmy takie są swego rodzaju niszą, jednak nie można powiedzieć, że nie powstają. Uważam, że realizacja tego typu przedsięwzięcia jest w zasięgu, trzeba natomiast mieć pomysł na opowiedzenie historii. Mnie jest bardzo dobrze w tym miejscu, gdzie jestem i wcale nie chodzi o to, aby filmy tego typu „wchodziły pod strzech”.

Pani prace powstają w warunkach domowych, a nawet garażowych. Dalekie od wysokobudżetowych produkcji, mimo wszystko śmiało i z sukcesem z nimi konkurują. Jak wygląda Pani warsztat i cykl tworzenia?

Wszystko zaczyna się od tworzenia historii czyli story boardu, napisania scenariusza i rozpisania scen. Następnie tworzę scenografię i lalki i przeważnie do tego etapu wykonuję to wszystko w moim domu, w moim pokoju. Przy kręceniu scen potrzebna jest już pewna przestrzeń, więc wtedy przenoszę się do garażu moich rodziców, w którym jest przyjemnie chłodno. Sama praca na planie zdjęciowym zabiera mi ok. 3 miesięcy i ma w sobie wiele z rutyny, może nawet wręcz z medytacji. Mój dzień wówczas ma swój specjalny rytm, przerywany w zasadzie tylko posiłkiem lub bieganiem czy spacerem po lesie (wietrzenie głowy bardzo pomaga). Bardzo lubię ten czas, bo z jednej strony jest przewidywalny i zaplanowany, a z drugiej tak wiele się dzieje.

Podczas całego procesu jest Pani sama, ponieważ samodzielnie wykonuje wszystkie etapy od pomysłu, scenariusza, poprzez wykonanie lalek, scenografii, nagrania, zmontowania itd. To praca dla indywidualistów?

W zasadzie jest to możliwe, aby film poklatkowy zrobić w 100% samodzielnie i są twórcy, którzy cenią sobie taką możliwość. Ja staram się wychodzić z supersamowystarczalnego trybu i współpracować z innymi twórcami. Pracując w całości samodzielnie ciężko nie ulec silnej presji zadowolenia samego siebie, a co za tym idzie niekończących się poprawek, pewnego rodzaju niepewności. Współpracując odpowiedzialność poniekąd się rozkłada i myślę, że ten kierunek pracy jest mi bliższy. Lubię różne perspektywy i działania kolejnych osób wnoszą unikatową wartość do całego projektu.

Po skończeniu Szkoły Filmowej została Pani na uczelni w roli asystenta. Swoją wiedzę i doświadczenie przekazuje Pani kolejnym adeptom sztuki filmowej. Jak odnajduje się Pani w roli pedagoga?

Bardzo sobie cenię, że mogę rozwijać się równolegle w swoje pracy twórczej, ale także w roli pedagoga w pracy ze studentami. Jeszcze będąc studentką ostatnich lat, zaglądałam na zajęcia pierwszego- drugiego roku, aby inspirować się tym jak oni tworzą, jaką mają perspektywę, jak chcą opowiadać historie. Na samym początku pomaganie im w roli nauczyciela było trudne, bo oprzeć się trzeba chęci opowiedzenia ich historii swoimi środkami wyrazu. Tu nie można narzucać, a należy naprowadzać i słuchać. Dla mnie praca pedagoga jest bardzo stymulująca, rozwija mnie i daje poczucia nieustannej świeżości pomysłów.

Studentom, że swojej perspektywy mówię, aby to robili filmy jakie chcą, po swojemu i byli wierni swoim pomysłom, ja tylko ze swojej strony mogę pomóc im w opowiadaniu historii.

W animacji młodzi widzą przyszłość?

Animacja cieszy się sporym zainteresowaniem, ale samo kino autorskie raczej ma tendencje spadkowe. Z czego to wynika? Szkoła Filmowa jest długa, trwa pięć lat i główny nacisk kładziony jest w niej na sztukę opowiadania historii, mniej na warsztat. Z kolei młodych kusi nauka nawet 2- 3 letnia specjalistycznych programów i podjęcie pracy w postprodukcjach. To pewnie z ich perspektywy szybsza droga do znalezienia pracy i swego rodzaju stabilizacji.

Ja mam naturę opowiadacza, więc mnie najbardziej interesuje historia, a animacja poklatkowa, jest w moim przypadku tylko narzędziem to pokazania tej historii innym. Gdyby coś takiego się wydarzyło, że nie mogłabym tworzyć dalej w tym obszarze, to z pewnością opowiadałabym innymi środkami wyrazu. Wbrew pozorom do animacji nie trzeba wielkich talentów plastycznych. Animacja lubi uproszenia. Animacją i zarazem opowiedzianą historią może być wprawienie w ruch kropki i kreski. Trzeba mieć tylko coś do powiedzenia.

Historie jakie Pani opowiada wchodzą pod skórę, wbijają w fotel. Film jest dla mnie zawsze pretekstem do zgłębienia tematu, który akurat mnie nurtuje. Jest drogą, podczas której mogę bezkarnie myśleć i zagłębiać się w nim. Film nie jest samym celem, a wynikiem frapujących zagadnień. To luksus móc tak długo zastanawiać się, drążyć i dociekać. Animacje nauczyły mnie też cierpliwości i „myślenia animacjami”, otwarty świat daje nieskończone możliwości, a ja je w pewien sposób zawężam do mojego sposobu opowiadania.